Archiwum kategorii: Prace dyplomowe

Eesti Sinine Erakond /Estońska Błękitna Partia

z pracy dyplomowej na temat wyborów parlamentarnych w Estonii

Bardzo podobne oblicze programowe miała Błękitna Partia. Założona w 1994 roku w wyborach parlamentarnych, rok później zyskała 0,3 % głosów. Przetrwała jednak poza parlamentem cztery lata i jeszcze raz pojawiła się na scenie politycznej przy okazji nowej elekcji. Zyskująca w sondażach regularnie poniżej 1 procenta poparcia, ESE sięgnęła po kilka znanych nazwisk. Były to jednak nazwiska nie kojarzące się bynajmniej z umiarkowanym programem partii. Tiit Madisson (okręg nr VII) cztery lata wcześnie próbował, jako lider faszyzującego Centralnego Związku Nacjonalistów Estońskich (ERKL), zdobyć mandat poselski. Aleksander Einseln (okręg nr III) to z kolei pierwszy minister obrony w gabinecie Laara, były oficer US Army. Odchodził ze stanowiska w niezbyt zdrowej atmosferze politycznej.

Program ESE łączył czasami sprzeczne ze sobą postulaty. W polityce zagranicznej i narodowej nie różnił się prawie wcale od poglądów Isamaaliit. Z kolei w za³oæeniach polityki ekonomicznej k³adli nacisk „błękitni” na rozwój spó³dzielczoœci, a w swoich zapatrywaniach na zagadnienia socjalne bliscy byli Mõõdukad. Pomysły na rolnictwo (np. powrót do „gospodarstw kooperatywnych”) powodowały, że wśród partii, z którymi ESE gotowa była współpracować, była partia kołchozowej nomenklatury – MRE Rüütela.

Na listach wyborczych ESE pojawiło się 62 nazwiska (w 1995 – 29). Najwięcej, 10 kandydatów, znalazło się w okręgu VI, najmniej – 3 w VII.

Wybory parlamentarne w Estonii w roku 1995

WYNIKI WYBORÓW

688 punktów wyborczych w całym kraju otwartych było w niedzielę 5 marca od godz. 9 rano do 8 wieczorem. Przebieg głosowania obserwowała grupa obserwatorów ze Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE z Norwegiem Are Naessem na czele. Frekwencja wyniosła w skali całego kraju 68,9% (na 791 957 uprawnionych do głosowania, do urn udało się 545 770). Największa była w wyborczych okręgach w stolicy, najniższa w, uważanym za twierdzę prawicy, mieście Tartu (patrz tabela).

Frekwencja wyborcza w poszczególnych okręgach

Tallinn: Haabersti, Põhja-Tallinn, Kristiine                                58 993 42 861 72.7%

Tallinn: Kesklinn, Lasnamäe, Pirita                                          79 238 56 443 71.2%

Tallinn: Mustamäe, Nõmme                                                     64 938 48 735 75.0%

Harjumaa, Raplamaa                                                              86 590 60 147 69.5%

Hiiumaa, Läänemaa, Saaremaa                                               56 225 38 319 68.2%

Lääne-Virumaa, Ida-Virumaa                                      95 634 63 611 66.5%

Järvamaa, Viljandimaa                                                74 854 50 540 67.5%

Jõgevamaa, Tartumaa                                                             63 700 42 488 66.7%

Tartu                                                                                      64 261 41 745 65.0%

Võrumaa, Valgamaa, Põlvamaa                                              83 119 56 043 67.4%

Pärnumaa                                                                               64 405 44 838 69.6%

(Źródło: Riigi Teataja)

Przygniatające zwycięstwo odniosła, zgodnie z oczekiwaniami, postkomunistyczna koalicja Koond-Erakond Maarahva Ühendus (KMÜ). Zdobyła 32,23% głosów, przekraczając jako jedyne ugrupowanie, liczbę stu tysięcy zyskanych głosów (174 248). Oznaczało to wprowadzenie do Riigikogu 41 posłów. Drugie i trzecie miejsca zajęły (także postkomunistyczne) Reformierakond i Keskerakond, uzyskując zbliżone poparcie. Nieco więcej głosów dostała liberalna Partia Reform – 87 531 (16.19%). Zdobyła 19 miejsc w parlamencie. Centryści Savisaara zyskali tylko trzy mandaty mniej. Ich rezultat wyborczy to 14,17 proc. (76 634 głosy). Największe poparcie spośród list grupujących antykomunistów i prawicę zdobyła koalicja Isamaa/ERSP. Było to jednak aż cztery razy mniej, niż uzyskał zwycięski blok KMÜ, bo tylko 7,85% (42 493 głosy). W Riigikogu znalazło się tylko 8 posłów z tej listy. To prawie pięć razy gorszy wynik, niż trzy lata wcześniej. Wówczas Isamaa i ERSP, startując oddzielnie, wprowadziły do parlamentu 39 posłów. Zbliæony rezultat osiągnęły listy Umiarkowanych (Mõõdukad), MKoE! i Prawicowców. Wprowadzili oni, kolejno, sześciu, sześciu i pięciu, swoich kandydatów. Ci pierwsi zdobyli 5,99% poparcia (32 381 głosów), Rosjanie tylko jedną dziesiątą procenta mniej (31 763 głosy), a Parempoolsed otrzymali poparcie 27 053 wyborców (5,00%). Pozostałe dziewięć list nie osiągnęło wymaganego progu 5 proc. Najlepiej wśród przegranych spisała się prawicowa koalicja Parem Eesti/Eesti Kodanik, ale i im zabrakło sporo, bo ok. 7,5 tys. głosów (3,61%-19 529 głosów). Ponad 10-tysiźczne poparcie uzyskały jeszcze tylko Tuleviku Eesti Erakond (2,57%-13 907 głosów) i kryptokomunistyczna lista Õiglus (12 248 g³osów-2,27%). Inne ugrupowania uzyskały w sumie 3,97 procent poparcia (21 468 głosów), a kandydaci niezależni 0,27 proc. 

Rozdział mandatów w VIII Riigikogu

LISTA WYBORCZA             ZDOBYTE GŁOSY (%)                    MANDATY (%)

KMÜ                                                  32.2                                                    40.6

Reformierakond                                  16.2                                                    18.8

Keskerakond                                      14.2                                                    15.8

Isamaa/ERSP                                     7.9                                                      7.9

Mõõdukad                                          6.0                                                     5.9

Meie Kodu on Eestimaa!                     5.9                                                     5.9

Parempoolsed                                     5.0                                                     5.0

Piętnastu posłów cieszących się największą osobistą popularnością znalazło się w parlamencie dzięki wyborowi bezpośredniemu (isikumandaadid), 34 wybranych zostało z list okręgowych (nimekirjamandaadid), a 52 dostało się do Riigikogu dzięki dobrym pozycjom na liście krajowej własnych ugrupowań (kompensatsioonimandaadid). Wśród piętnastki najpopularniejszych znalazło się 6 kandydatów KMÜ, w tym Arnold Rüütel, który zdobył indywidualnie najwięcej głosów w skali kraju – 17 189 (ponad trzy razy więcej, niż wynosiła w jego okręgu “kwota wyborcza”). Wymaganą liczbę głosów zdobyło także 6 reprezentantów Partii Reform, w tym jej lider Siim Kallas (czwarty w kraju) i jedyny w tym towarzystwie Rosjanin, Igor Gräzin. Pozostałe trzy mandaty pochodzące z wyboru bezpośredniego zdobyli liderzy swoich partii Savisaar (tuæ za Rüütelem-13 699 głosów) i Tarand z Mõõdukad (trzeci w kraju-11 422 głosy) oraz reprezentant Parempoolsed – Kaido Kama (szósty, z wynikiem 8225 głosów). Znaczący jest brak w tym gronie polityków Isamaa i ERSP, którzy przecież w dużym stopniu nadawali ton polityce estońskiej przez ostatnie trzy lata. W grupie kandydatów, którzy zdobyli mandat na poziomie okręgów wyborczych, dominowali, rzecz jasna, reprezentanci KMÜ. Jest ich 21, czyli ok. 2/3 ogółu. Siedem mandatów w ten sposób zdobyli przedstawiciele Keskerakond (m.in. Siiri Oviir i Tiit Made), cztery reprezentanci Partii Reform (m.in. Paul-Eerik Rummo). Trzydziesty w skali kraju pod względem poparcia był Tõnis Lukas (3 147 g³osów), a dwie pozycje za nim Siergiej Iwanow (4 093 g³osy). Byli jedynymi przedstawicielami Isamaa/ERSP i MKoE! w tej grupie. Natomiast jedynie dzięki wysokim lokatom na listach krajowych, do parlamentu weszli tak znani politycy, jak Mart Laar, Tunne Kelam, Jüri Adams (wszyscy Isamaa/ERSP), Ülo Nugis, Enn Tarto (Parempoolsed), Eiki Nestor (Mõõdukad), czy Ignar Fjuk (Reformierakond). W tej kategorii mandaty zdobyło: 14 przedstawicieli zwyciźskiego bloku (w wypadku Tõnu-Reida Kukka wystarczyło 98 głosów…), 9 członków Reformierakond, 8 z Partii Centrum, 7 osób z listy Isamaa/ERSP (najwięcej zdobył Tunne Kelam- 4335 głosów), po pięć osób z list Mõõdukad i MKoE! oraz czworo przedstawicieli Parempoolsed.

6646 głosów padło poza granicami kraju. Najwięcej w Kanadzie (18910, Szwecji (1656) i USA (1234). Zaledwie 9 w Szwajcarii, 13 na Ukrainie i 15 na Litwie. W sumie głosowano w 19 krajach. Sympatie polityczne estońska diaspora zdecydowanie skierowała ku prawicy (patrz tabela). 3898 głosów padło na Isamaa/ERSP , na listę Parempoolsed oddano głosów 448. W sumie, na ugrupowania prawicowe padło ponad 2/3 ogółu głosów. Z postkomunistów najlepszy wynik uzyskała Reformierakond, a zwycięzca wyborów – KMÜ, dostał tylko 7,1% “zagranicznych” głosów.

LISTA                         WYNIK OGÓLNY   WYNIK ZA GRANICĄ

KMÜ                                                  32.2%                         7.1%

Reformierakond                                  16.2%                         12.7%

Keskerakond                                      14.2%                         2.5%

Isamaa/ERSP                                      7.9%                          58.7%

Mõõdukad                                          6.0%                          6.1%

MKoE!                                               5.9%                          0.6%

Parempoolsed                                     5.0%                          6.8%

Warto przyjrzeć się wynikom poszczególnych ugrupowań, i generalnie, opcji politycznych, w porównaniu z wyborami 1992 r. Nie zapominając o tym, że w ciągu trzech lat uprawnionych do głosowania przybyło o 16%.

Bezdyskusyjne jest przesunięcie się sympatii społecznych zdecydowanie w lewo. Zwycięska w 1992 r. Isamaa (22%) i piąta wówczas ERSP (8,8%) 3 lata później zdobyły razem zaledwie 8 procent (w mandatach 39 – 8). Postkomuniści, skupieni w 1995 w KMÜ, trzy lata wcześniej mieli 13,6% (a więc ponad dwukrotny przyrost poparcia). Stan posiadania powiększyła lewica z Keskerakond (w 1992, jeszcze pod szyldem Rahvarinne – 12,3%, w 1995 – 14,2%). Umiarkowanym, uczestniczącym w rządach w l. 1992-1995, nie pomógł lewicowy program – stracili prawie 4 proc. O skali frustracji społeczeństwa zmęczonego radykalnymi reformami świadczy wzrost poparcia dla b. partii komunistycznej – skok w ciągu trzech lat z 1,6% do 2,3%.

POPARCIE POLITYCZNE ’92 – `95

Na podstawie rezultatów moæna przyj¹ę, æe przesuniźcie sympatii na scenie politycznej nast¹pi³o bardziej z pozycji antykomunistycznych na postkomunistyczne, aniæeli z prawicowych na lewicowe. Dowodem na to nie tylko wynik Mõõdukad, ale teæ sukces postkomunistycznych liberałów (Partia Reform, część KMÜ). Porażkę poniosły też przecież te prawicowe ugrupowania, które, posiadając ciążące ku etatyzmowi programy gospodarcze, najbardziej szermowały antykomunistyczną retoryką. Na klęskę prawicy w 1995 r. musiał mieć wpływ fakt rozdrobnienia tej części sceny politycznej (o ile w 1992 były tylko 3 liczące się listy prawicowe, to trzy lata później było ich 3 razy tyle). Inna, istotna zmiana, jeśli porównamy wyniki wyborów, to bezdyskusyjna porażka i w konsekwencji faktyczny kres politycznej egzystencji populistów (vide monarchiści) i dużej części radykalnej prawicy.

WIELKI POWRÓT

Wybory 1995 r. zakończyły się wielkim sukcesem postkomunistów (podobnie jak w 1993 w Polsce, 1994 na Węgrzech i w Macedonii, a w tym samym roku w sąsiedniej Łotwie) Trzy listy, które osiągnęły najlepsze wyniki, reprezentowały te właśnie środowiska. W sumie, KMÜ, Reformierakond i Keskerakond, otrzymały poparcie ponad 2/3 głosujących (62.66% – 338 413 głosów). To trzykrotnie więcej, niż w 1992. Wpływ na to miała nie tylko mobilizacja populistycznego elektoratu i zmęczenie społeczeństwa rządami prawicy, ale także doskonały wynik Partii Reform, która zagospodarowała większość liberalnego elektoratu. Jeśli dodamy do tego prawie 6 proc. poparcia dla, także mających w części komunistyczny rodowód, Umiarkowanych, to okazuje się, że Estończycy masowo zagłosowali za powrotem do władzy, tym razem już w niepodległym kraju, b. działaczy partyjnych i nomenklatury rządzącej w latach 1989-1992.

Poparcie dla postkomunistów (w %) – okręgami wyborczymi

lista I-III IV V VI VII VIII IX X XI
KMÜ 25.1 29.4 35.5 30.4 47.2 44.9 18.4 40.2 41.6
Reformierakond 23.4 16 22.2 10.4 10.9 9.2 18 6.6 15.7
Keskerakond 15.2 11.6 16.5 24 14.6 9.1 9.7 6.2 14.9
Mõõdukad 4.3 20.6 8.1 4 3.1 3.7 16.3 2.1 3.8
razem 68 77.6 82.3 68.8 75.8 66.9 62.4 55.1 76

Narodowi postkomuniści poparcie najwyższego rzędu (ponad 3/4 głosujących) uzyskali w zachodniej części Estonii (z wyjątkiem stolicy – tam 68%), czyli 8 rejonach (rajoonide): Harjumaa, Raplamaa, Hiiumaa, Saaremaa, Läänemaa, Järvamaa, Viljandimaa, Pärnumaa. W każdym z 11 okręgów wyborczych, spośród b. komunistów, najlepsi byli dawni aparatczycy i kołchozowa nomenklatura z bloku KMÜ. Zbliżone do nich poparcie miały inne postkomunistyczne ugrupowania w stolicy (Partia Reform) i Tartu (Partia Reform i Umiarkowani). Tylko w dwóch przypadkach (okr.nr VI i nr VII) lepsza od Reformierakond była Keskerakond. Generalnie czwarta, najsłabsza, lista Mõõdukad, najlepszy wynik uzyskała w okr. IV (Harjumaa, Raplamaa), gdzie była druga wœród postkomunistów, i w okr. IX (Tartu), gdzie wyprzedziła “centrystów”.

KOOND-ERAKOND MAARAHVA ÜHENDUS

/Sojusz Partii Koalicyjnej i Ludu Wiejskiego/

Koalicja KMÜ otrzymała ponad 32 proc. poparcia. Prawie 1/5 wszystkich głosów oddanych na ten blok to zasługa mieszkańców stolicy. Najwięcej, bo ponad 20 tysięcy głosów, oddali na listę mieszkańcy okr. nr VII (w rejonie Viljandi – 14 493 głosy!) i Pärnumaa (22 544 głosy!). Najmniej do wygranej sojuszu Vähiego i Rüütela przyczynili się mieszkańcy Tartu – trochę ponad 7,5 tys. głosów. W pozostałych okręgach zysk postkomunistów rozłożył się stosunkowo równo – każdy z nich dał ok. 10 proc. do ogólnokrajowego wyniku. Postkomuniści z KMÜ przegrali pierwsze miejsce tylko w stołecznym okręgu II.

Twierdzą wpływów KMÜ okazały się rejony Viljandi i Järva, gdzie niedużo brakowało postkomunistom do większości bezwzględnej. Bezkonkurencyjny w rejonie Järva okazał się Ants Käärma, poseł Związku Wiejskiego, długoletni członek KPE. Na liście krajowej dopiero 24-ty, otrzymał w rolniczym rejonie 5551 głosów, czyli 2/3 całego poparcia dla miejscowej listy KMÜ. Mniejszym poparciem cieszył się w skali okręgu zwycięzca wyborów w rejonie Viljandi – Raoul Üksväräv. Lider EPPE, zdobywając ponad 4,5 tys. głosów, znalazł się wśród zdobywców mandatu z poziomu okręgu. Z okręgu tego do Riigikogu weszli jeszcze z listy KMÜ Jaak Allik i Ilmar Mändmets. Prawie 45% poparcia otrzymał blok Rüütela w okręgu VIII, a szczególnie w jego pó³nocnej części – rejonie Jõgeva (œrodkowo-wschodnia Estonia). Z 10 startujących tam kandydatów koalicji do parlamentu weszła połowa. Bezkonkurencyjny okazał się Villu Reiljan (MRE), którego 6800 głosów pozwoliło na zdecydowane pokonanie wszystkich rywali (drugi był Nugis z Parempoolsed – 2940 głosy).

Nieco ponad 40 proc. zdobyli postkomuniści w okręgach X i XI. Jeśli chodzi o ten pierwszy (p³d.-wsch. Estonia: rejony Võru, Valga i Põlva), to zwycięstwo mogą zawdzięczać jednej osobie – Arnoldowi Rüütelowi. Na 22 544 g³osy dla KMÜ, 17 189 było oddanych na lidera MRE! Szczególnie wart podkreślenia jest równy rozk³ad g³osów w 3 rejonach (po ponad 5 tys.). By³ to oczywiście najlepszy wynik indywidualny w kraju. W okręgu tym mandaty zdobyli takæe, startuj¹c z listy KMÜ, jako jedyni z Põllumeste Kogu – Eldur Parder i Ülo Peets. Sojusz partyjnych technokratów i kołchozowych dyrektorów zwyciężał jeszcze w Pärnumaa (okr. nr XI), okr.III, IV, V, VI i IX. Stosunkowo najciężej przyszło wygrać w części Tallina (okr.III) i w zrusyfikowanej płn-wsch Estonii (okr.VI). W pierwszym wypadku niewiele gorsza okazała się Reformierakond, w drugim (rejony Lääne-Viru i Ida-Viru) głównym rywalem była Keskerakond.

W okręgu nr I zdecydowaną “lokomotywą” wyborczą listy KMÜ był Andrus Öövel. Działacz Partii Koalicyjnej zdobył 62,5% poparcia, jakim mieszkańcy płd Tallina obdarzyli postkomunistów, i został wybrany do parlamentu bezpośrednio. Problemów z wejściem do parlamentu nie mieli liderzy Maaliit – Arvo Sirendi (okr. IV) i Koonderakond – Tiit Vähi (okr. II). Ten drugi, zdobywając ponad połowę głosów oddanych na KMÜ w centrum Tallina, znalazł się w czołówce najpopularniejszych polityków stolicy. Z kolei zaskakujące zwycięstwo w prawicowym raczej Tartu było zasługa Reina Järlika, byłego działacza Zielonych. Przegrał tylko z Saavim (Reformierakond), a głosy oddane na niego stanowiły ponad połowę całej zdobyczy KMÜ w tym mieście.

Najwięcej swoich ludzi, 19, z listy KMÜ, do parlamentu wprowadziła Partia Koalicyjna, głównie z terenów uprzemysłowionych, miejskich i raczej z północnej części kraju. 10 przedstawicieli wprowadził Maaliit, 6 – Maarahva Erakond, 4 – EPPE, 2 – Põllumeste Kogu. Dwudziestu trzech w sumie postkomunistów z partii wiejskich wybrali głównie mieszkańcy Estonii œrodkowej i po³udniowej.

Poparcie wyborców dla Koond-Erakond Maarahva Ühendus

 

ponad 50%                             30% – 40 %                            poniżej 20%

40% – 50%                             20% – 30%

REFORMIERAKOND

Postkomunistyczni zwolennicy liberalizmu skupieni w Partii Reform uzyskali poparcie ponad 16% wyborców (87 531 głosów). Przede wszystkim głosowali na nich mieszkańcy stolicy – w tallińskich okręgach wyborczych Kallas i spółka przegrali minimalnie z niekwestionowanym zwycięzcą wyborów – koalicją KMÜ. Ponad 23 proc. elektoratu stolicy miało odpowiednie przełożenie na wynik ogólny (tallińczycy oddali ok. 1/3 wszystkich głosów, które padły w całym kraju). Reformierakond zwyciężyła w okr. wyb. nr I (dzielnice Haabersti, Põhja-Tallinn, Kristiine) i nr II (dzielnice Kesklinn, Lasnamäe, Pirita). To były jedyne dwa wypadki w skali kraju, w których pierwszej pozycji nie zajął KMÜ. Wybory ’95 w okr. nr I to popis jednego człowieka – Siima Kallasa. Przewodniczący partii dostał 10 459 głosów, 7 pozostałych kandydatów z tej listy, w sumie, 399. W drugim stołecznym okręgu świetnie wypadł Uno Mereste – poseł od 1992 r., który tuæ przed wyborami opuścił szeregi Mõõdukad. Głosowało na niego 10 806 wyborców (przy ok. 12,5 tys., które padło na Reformierakond), i podobnie jak Kallas, uzyskał isikumandaad.

Dobry, ponad 20-procentowy, wynik w okręgu nr V również był zasługą jednego polityka. Andres Lipstok zapracował na ¾ całego dorobku jego partii w trzech rejonach zachodniej Estonii, bijąc na głowę nie tylko kolegów z listy, ale wszystkich przeciwników. Dzięki dobrym miejscom na liście krajowej mandaty zdobyli także Jürgen Ligi i Daimar Liiv (przy zaledwie 181 głosach!).

Słabiej wypadli liberałowie w rolniczych okręgach IV, VII i VIII oraz w zrusyfikowanym VI. W tym ostatnim z drugiej pozycji wypchnęła “reformistów” Partia Centrum. 10,4% i tak należy uznać za niezły rezultat, jeśli weźmie się pod uwagę duży procent głosujących Rosjan i kłopoty związane z transformacją gospodarczą. Jednocyfrowy wynik zanotowali postkomuniœci na wschodzie kraju. W okręgu VIII (Jõgevamaa, Tartumaa) 9,2% pozwoliło, przy dominacji agrarystów Rüütela, wejœę do parlamentu tylko Ignarowi Fjukowi, i to z listy krajowej. Najmniej zwolenników miało ugrupowanie Kallasa w okręgu nr X. Zagłosowało tam na nich tylko 6,6% wyborców, a do parlamentu wszedł tylko, na 11 kandydatów Reformierakond, jeden – Toomas Vilosius.

Generalnie, taktyka wyborcza “reformistów” polegała na wystawianiu w każdym okręgu jakiegoś popularnego polityka, który “pracował” na wynik partii. Największe wpływy Partia Reform miała w dużych miastach i na zachodnim wybrzeżu (Pärnumaa, Läänemaa). Dobry rezultat był wynikiem zagospodarowania przez nią elektoratu o poglądach liberalnych, wolnorynkowych, nie chcącego w dużym stopniu głosować na prorynkową prawicę. Atutem Reformierakond był jej krótki staż na scenie politycznej i popularność niektórych jej członków. Unikając dyskusji na temat postkomunizm – antykomunizm, przyciągała tych wyborców, którzy kwestii politycznego rodowodu nie traktowali jako istotnej.

KESKERAKOND

Pozycję ugrupowania nr 3 wśród postkomunistów, a nr 2 na estońskiej lewicy, zajęła Partia Centrum (14,17% – 76 634 głosy – 16 mandatów). Wybory pokazały także, że Keskerakond jest tą estońską partią, która cieszy się największą popularnością wśród Rosjan. Stad najlepszy wynik – 24 proc., uzyskany w okr. nr VI. Dwunastu kandydatów (w tym 2 Rosjan) dostało ponad 15 tys. głosów. Z tego sam Savisaar 13 699. Był to drugi w skali kraju wynik indywidualny, a lider partii zdobył isikumandaad. O tym, że to głosy rosyjskie w dużej mierze wpłynęły na dobry wynik Keskerakond, a szczególnie jej lidera, cieszącego się wśród Rosjan tradycyjnie dużą popularnością, świadczą rezultaty głosowania w “rosyjskiej” części okręgu – Ida-Virumaa. W szczególnie zrusyfikowanych miastach: Kohtla-Järve, Narvie i Sillamäe, Keskerakond zdobywała, odpowiednio, 21,2 proc., 35,2 proc., 34,2 proc. W Narvie zwyciężyła, wyprzedzając minimalnie komunistów z listy Õiglus, w dwóch pozosta³ych miastach przegrała tylko z listą bloku rosyjskiego. W Kohtla-Järve i Narvie ponad 90 proc. poparcia dla Partii Centrum to były głosy oddane na Savisaara. Około 15 proc. partia Savisaara zdobywała w stolicy (15,2%) i na zachodnim wybrzeżu i wyspach (okr. V – 16,5%, okr. XI – 14,9%). W Tallinie mandaty z list okręgowych zdobyli Siiri Oviir, Liina Tõnisson i Arvo Haug. Pozostałych posłów z ramienia Partii Centrum wybrano w okręgach: piątym (1), jedenastym (2), siódmym (1), dziewiątym (2), dziesiątym (1) i czwartym (1).

MÕÕDUKAD

Umiarkowani cieszyli się w kraju poparciem 6 proc. Tylko w dwóch okręgach w płn-zach Estonii (z wyjątkiem Tallina) zyskali poparcie ponad tę średnią. Świetny wynik (20.6% – druga pozycja, za KMÜ) w rejonach Harju i Rapla to zas³uga lidera partii. G³osowanie w tym okrźgu na Mõõdukad oznacza³o faktycznie oddanie g³osu na Andresa Taranda. Jednego z najpopularniejszych polityków w kraju, w chwili wyborów zreszt¹ premiera Estonii. Na prawie 12,5 tys. głosów oddanych na Umiarkowanych, 11 422 głosy to zysk Taranda. Premier zarobił więc dla swojej partii 92% poparcia w tym okręgu i zdecydowanie wygrał tutaj wybory. Był to trzeci indywidualny wynik w kraju, który faktycznie zapewnił socjaldemokratom miejsca w parlamencie.

Poparcie dla Mõõdukad

powyżej 20%                                     5%-10%

10%-20%                               poniżej 5%

8,1 proc. poparcia zyskała lista socjaldemokratów w okręgu nr V (Saaremaa – 10,5%, Läänemaa – 6,1%, Hiiumaa – 4,9%). Blisko 2/3 głosów sympatyków partii padło na Vambo Kaala, i tylko on spośród 7 “umiarkowanych” wszedł z tego regionu do parlamentu.

Najs³abszy wynik uzyska³a lista socjaldemokratów w p³d-wsch czźœci kraju. W okrźgu X (Võrumaa, Valgamaa, Põlvamaa) spektakularną klęskę poniosła Marju Lauristin – tylko 604 głosy i dopiero 12 lokata w okręgu.

Pozostali pos³owie Mõõdukad wchodzili ze sto³ecznych okrźgów nr I i II (Eiki Nestor, Raivo Paavo) oraz ze wschodnich rejonów kraju (okrźg VIII – Liia Hänni, Tartu – Mikhel Pärnoja).

 …NIEZGODA RUJNUJE

Cieszyli się postkomuniści, powodów do zadowolenia nie mieli ich przeciwnicy. Do klęski przyczyniła się nie tylko zmiana nastrojów społecznych, ale i rozbicie obozu antykomunistycznego na zbyt wiele list wyborczych (zjawisko typowe dla postkomunistycznej Europy). Przykład: gdyby trzy najsilniejsze listy prawicowe połączyły swe siły w wyborach, osiągnęłyby drugie miejsce w kraju. Środowiska reprezentowane przez Isamaa/ERSP, koalicję Parem Eesti/Eesti Kodanik oraz Parempoolsed, w 1992 zdobyły 37,7% poparcia, trzy lata później tylko 16,5. Prawica straciła ponad 80 tys. wyborców. Nie można zapominać także o kilku mało znaczących ugrupowaniach, takich, jak Metsaerakond czy ERKL, które w sumie uzyskały ponad 5,5 proc. (ponad 30 tys. głosów).

Odpływ zwolenników antykomunistycznej, niepopulistycznej prawicy można tłumaczyć kilkoma zjawiskami. Po pierwsze, ogólnym przesunięciem się nastrojów społecznych w lewo (wywołane niezadowoleniem z rządów 1992-1995 i populistycznej kampanii lewicy). Po drugie, rozdrobnieniem politycznym prawicy (efekt rozłamów w pierwotnym układzie koalicyjnym Isamaa-ERSP i pojawienie się szeregu marginalnych, radykalnych partii, odwołujących się do rozczarowanego elektoratu prawicy). Po trzecie, zmianami w strukturze elektoratu (pojawienie się niemałej grupy uprawnionych do głosowania Rosjan – tego w 1992 r. nie było, i należy o tym pamiętać, porównując rezultaty z 1992 i 1995 r.).

Wyniki trzech list prawicowych (%)

  Tallinn Okr.IV Okr. V Okr. VI Okr. VII Okr. VIII Okr. IX Okr. X Okr. XI
Isamaa/ERSP 9.1 4.5 5.9 8.5 7.8 5.8 16.3 5.2 5.4
Parempoolsed 2.5 3.2 1.9 3.2 2.1 7.8 7.6 17.4 2.8
PE/EK 2.8 2.1 1.9 1.7 6.6 1.8 2.9 7.6 5.8
razem 14.4 9.8 9.7 13.4 16.5 15.4 26.8 30.2 14

Najlepiej poradziła sobie prawica w tradycjonalistycznym raczej Tartu i rejonach sąsiednich (ok. 1/3 głosów). Najsłabiej w leżących na północy kraju rejonach Harju i Rapla (poniżej 10 proc.). O ile w przypadku postkomunistów dominacja koalicji KMU nie podlegała dyskusji, o tyle w wypadku antykomunistów wpływy były bardziej wyrównane. Łatwo zauważyć, że w tych okręgach, gdzie prawica uzyskała nieco lepsze wyniki, słabiej, w stosunku do dwóch konkurencyjnych list, wypadała koalicja Isamaa/ERSP (np. okręg nr X, gdzie przegrała z kretesem z Prawicowcami, a nawet z koalicją PE/EK). Potwierdza to, że wielkie znaczenie dla rezultatów wyborczych prawicy, miało to, że właśnie ona odpowiadała w oczach wyborców za rządy od 1992 r. (Isamaa i ERSP do końca firmowały rząd, Parempoolsed także, choć z pewnym dystansem i odcinając się od polityki lat 1992-1994, PE/EK była natomiast w opozycji).

ISAMAA/ERSP

Sojusz “Ojczyzny” i ERSP otrzymał 7,85% poparcia (ponad 40 tys. głosów). Lista najlepiej wypadła w bastionie prawicy – uniwersyteckim Tartu. Zdobyła tam 16,3 proc. i zajęła trzecie miejsce (niewiele za KMU i Reformierakond). Przyzwoity wynik zanotowała w Tallinie, gdzie “zagospodarowała” większość prawicowego elektoratu (wynik – 9,1%). Generalnie lepiej wyglądały jej wyniki na wschodzie kraju (wspomniane Tartu, 8,5 proc. w zrusyfikowanym okręgu VI), niż w jego zachodniej części (najgorzej – 4,5 proc., w okr. IV – Harjumaa, Raplamaa). Słabe wyniki w zachodnich rejonach można tłumaczyć w pewnym stopniu ich najbardziej monoetnicznym charakterem i nieobecnością większej liczby Rosjan. Wytrącało to prawicy z rąk oręż antyrosyjskości i pozwalało głosować bardziej na prawo sytuowanemu elektoratowi np. na postkomunistów z Partii Reform, mających prawicowy program gospodarczy.

Nie przypadkiem właśnie w Tartu Isamaa/ERSP zyskała jedynego pos³a wybranego z listy okręgowej. Tõnis Lukas otrzymał 3147 głosów i dostał nimekirjamandaad. Drugi wynik na liście koalicji zanotowała Lauri Vahtre i także została posłem. Warto zaznaczyć, że rezultat Lukasa nie był wcale najlepszym, jeśli chodzi o zdobyte głosy, wynikiem wśród kandydatów Isamaa/ERSP. W skali kraju lepsi byli: Jüri Luik, Tunne Kelam, Toivo Jürgenson.

Z okręgów stołecznych antykomuniści wprowadzili do Riigikogu czterech posłów. Najlepszy rezultat osiągnęli w dzielnicach Mustamäe i Nõmme (10,5%), co da³o 2 mandaty. To zas³uga g³ównie, zas³uæonego w walce z sowieckim systemem, Tunne Kelama. Jego 2327 g³osów (84% wszystkich g³osów dla koalicji w tym okręgu) dało mu 5 miejsce. Lider koalicji Mart Laar startował w środkowej Estonii (Järvamaa, Viljandimaa) i dostał się do parlamentu tylko dzięki pierwszemu miejscu na liście krajowej. W swoim okręgu wyborczym był dopiero ósmy.

Poparcie dla Isamaa/ERSP

 powyżej 10%                          5%-10%                                poniżej 5%

Najpopularniejszym politykiem prawicowej koalicji w 1995 r. okazał się Jüri Luik (ale dopiero 22-gi wśród wszystkich startujących). Najbardziej przyczynił się do wyniku jego listy w okręgu nr VI. Z 4579 głosami ustąpił tylko Savisaarowi i Aare, a pokonał lidera Rosjan – Andriejewa (w okręgu najmocniej zrusyfikowanym!). Mandatu nie uzyskał jednak jakby na własne życzenie. Swoje nazwisko umieścił bowiem dopiero na ostatnim miejscu listy krajowej, a jego ugrupowaniu zabrakło nieco głosów w tym okręgu, by mógł wejść do parlamentu z listy okręgowej.

Wybory pokazały gwałtowny spadek popularności dwóch partii odpowiadających w największej mierze za rządy w ostatnich trzech latach. Mimo wystawienia wielu znanych postaci życia politycznego, żadne miejsce w Riigikogu dla koalicji nie pochodziło z wyboru bezpośredniego, a jedyny mandat zdobyty na poziomie okręgu przypadł osobie nie związanej bynajmniej ze sferami rządowymi. W wyborach “poległo” wielu ministrów i posłów, a liderzy koalicji znaleźli się w parlamencie tylko dzięki wysokim lokatom na liście krajowej.

PAREMPOOLSED

Prawicowcy minimalnie przekroczyli liczbę głosów koniecznych, by w ogóle znaleźć się w parlamencie. Dostali w całym kraju 5 proc. poparcia (27 053 głosy). Tym, bardziej zaskakuje ich świetny wynik – 17,4% (!) w okręgu X. Nie doœę, æe zdeklasowali inne listy prawicy, to jeszcze zostawili w polu pokonanych postkomunistów z Reformierakond i Keskerakond, zajmując 2 miejsce (za KMÜ). Jak Mõõdukad w Harjumaa i Raplamaa mieli swojego Taranda (w efekcie 20 proc. przy w sumie 6), tak asem atutowym Parempoolsed w rejonach Võru, Valga i Põlva był Kaido Kama. Zyskując 8225 głosów, zapracował na wynik swej partii w ponad 84 proc. Przegrał w tym okręgu tylko z bezkonkurencyjnym Rüütelem. W największym w tym regionie mieście Võru pokonał nawet lidera KMÜ. Nieprzypadkowo Prawicowcy najlepszy rezultat uzyskali w rejonie Võru – 30,3% (trzy razy lepiej, niæ w dwóch pozostałych rejonach wchodz¹cych w sk³ad tego okręgu wyborczego). Mogła mieć na to wpływ specyfika miejscowego elektoratu prawicowego: bardziej etatystyczne nastawienie niż np. w Tallinie, czy historia (to estońska część Setumaa – obszaru zamieszkałego przez Setów, etnicznej grupy niewiele się różniącej od Estończyków. Wschodnia część terytorium Setów, czyli Petserimaa, leży po stronie rosyjskiej). Można z całą pewnością stwierdzić, że dzięki sukcesowi w tym regionie Prawicowcy znaleźli się w ogóle w Riigikogu (tylko w trzech innych okręgach padło ogółem więcej głosów, niż tutaj – 56 043).

Ponad 5 proc. głosów Parempoolsed dostali jeszcze w sympatyzujących z prawicą okręgach nr IX (miasto Tartu) i VIII (Tartumaa, Jõgevamaa). W obu przypadkach zdecydowała popularność dwóch znanych polityków. W okręgu ósmym zdecydowanie najlepiej wypad³ spoœród oœmiu kandydatów Parempoolsed Ülo Nugis (2490 głosów), ustępując tylko dwóm kandydatom KMÜ. W Tartu prawie 90% wyborców głosujących na listę Prawicowców, poparło Enna Tarto (piąty w mieście).

W pozostałych okręgach Parempoolsed wypadli znacznie gorzej, od 3,2% (okr. nr VI) po 1,9% (okr. nr V). Najgorszy wynik zanotowali na wyspie Saaremaa (1,2%). Pozostałych dwoje posłów Parempoolsed wybrano w okręgu VII (Vootele Hansen) i II (Karin Jaani). Zresztą w stolicy przegrały tak znane osoby, jak Mart Nutt, Ain Saarmann czy Indrek Kannik.

Poparcie dla Parempoolsed

powyżej 20%                                                             5%-10%

10%-20%                                                                  poniżej 5%

NOWA SIŁA

Wybory 1995 r. przypomniały estońskim politykom o istnieniu w kraju znaczącej liczebnie mniejszości narodowej, o jej politycznym znaczeniu. Jeszcze w 1989 r. ludność rosyjskojęzyczna stanowiła 35,2% społeczności kraju. W ciągu pięciu lat wyjechało z Estonii tylko około 50 tys. Rosjan. W grudniu 1994 nadal stanowili oni jednak 33,2% populacji (500 718), z czego blisko 50 000 posiadało już estońskie obywatelstwo (a więc i prawa wyborcze). Rosyjskojęzyczna ludność stanowiła w 1995 r. ok. 6,5% elektoratu. Z tego zagłosować poszło ok. 70 proc., a na rosyjski blok Meie Kodu on Eestimaa! zagłosowało 31 763 osoby (5,87%). Najwięcej, bo 58,6%, głosów oddanych na MKoE! padło w Tallinie. Ponad 15% całego dorobku listy to głosy wyborców w okręgu nr VI.

Poparcie dla „Meie kodu on Eestimaa!”

powyżej 10%                          5%-10%                                poniżej 5%

Decydująca batalia o obecność reprezentantów Rosjan w Riigikogu rozegrała się w stolicy. Kilka miesięcy przed wyborami w Tallinie mieszkało 179 000 Rosjan (ponad 40% wszystkich mieszkających w Estonii). Na listy MKoE! w trzech stołecznych okręgach wyborczych zagłosowało w sumie 18 612 osób. Dało to Rosjanom czwarte miejsce, za trzema listami postkomunistów.

Różnie rozłożyło się to poparcie. Najlepszy wynik MKoE! uzyskało w centralnym (najliczniejszym) okręgu nr II – 16.3%. Zdecydowanie najkorzystniej spośród 8 kandydatów wypadł Siergiej Iwanow (4093 głosy – 5-ty wynik w okręgu). Jako jedyny z bloku rosyjskiego w kraju wszedł do Riigikogu z poziomu okręgu. Mimo, że drugi za Iwanowem był Leonid Michajłow (blisko dwa tysiące głosów), to drugi mandat z tego okręgu dostał Igor Sedaszew (225 głosów). Działacz sportowy (hokej na lodzie) zawdzięczał to wysokiej, piątej, pozycji na liście krajowej koalicji. Trochę mniejsze poparcie zanotowali Rosjanie w dwóch pozostałych okręgach stolicy: pierwszym (Haabersti, Kristiine, Põhja-Tallinn) – 12 proc., trzecim (Mustamäe, Nõmme) – 9 proc.

Tradycyjnym bastionem mniejszości rosyjskiej jest rejon Ida-Viru (płn-wsch Estonia), wchodzący w skład okręgu wyborczego nr VI. Jeszcze w 1989 r. prawie 77% miejscowej populacji to byli Rosjanie. Najbardziej zrusyfikowany był obszar miedzy Kohtla-Järve i graniczną Narvą (w 85-tysiecznej Narvie było tylko 2 500 Estończyków, a w 20-tysiecznym Sillamäe – czterystu). Pod koniec 1994 w sześciu głównych miastach Ida-Virumaa (Kiviõli, Kohtla-Järve, Ahtme, Jõhvi, Sillamäe, Narva) mieszkało 142 000 Rosjan. Tymczasem rezultat MKoE! nie odzwierciedla³, mimo, że wysoki, do końca siły rosyjskiego œrodowiska. 14% to wynik dużo poniżej możliwości. Można wskazać tego kilka przyczyn. Struktura społeczna tego regionu (m.in. wysoki stopień uprzemysłowienia) powodowała, że, w przeciwieństwie np. do Tallina czy Tartu, miejscowi Rosjanie w mniejszej skali starali się, i dostawali, obywatelstwo estońskie. Niższy poziom wykształcenia i świadomości społecznej, gorsza sytuacja materialna i niezadowolenie z reform, poczucie bliskości Rosji, sprawiały, że miejscowym Rosjanom, tworzącym na dodatek izolujące się z organizmu państwa enklawy, trudniej było starać się o obywatelstwo estońskie, a nawet mogło nie wydawać się ono wystarczająco atrakcyjną perspektywą. Stąd bardzo dobry rezultat komunistycznej listy Õiglus na tym obszarze, odbierający Rosjanom z MKoE! czźœę g³osów tych nie-Estończyków, którzy mogli zagłosować. O ile pogrobowcy KPE “zagospodarowywali” lewe skrzydło potencjalnego elektoratu partii rosyjskich, to tych bardziej skłonnych zaakceptować istniejący stan rzeczy odebrali MKoE! w dużej mierze ludzie Savisaara – estońska Partia Centrum wygrała wybory w najbardziej zrusyfikowanej części kraju (25.1%). Jeśli dodamy do tego fakt zdobycia przez Rosjan w zachodniej części okręgu (mającym zdecydowanie estońskie oblicze rejonie Lääne-Viru) zaledwie 1,1%, i w efekcie 7,8% w całym okręgu – to nie dziwi fakt zdobycia przez koalicje rosyjską, w tym najbardziej rosyjskim okręgu, zaledwie jednego mandatu. Wiktor Andriejew otrzymał prawie 70 proc. wszystkich oddanych na MKoE! głosów w tym okręgu. Największa popularnością cieszył się lider EÜRP w Sillamäe (1/3 wszystkich oddanych tutaj głosów).

Drugim, po tallińskim, okręgiem, gdzie Rosjanie wprowadzili swoich posłów, był okręg nr IX – miasto Tartu, paradoksalnie bastion prawicy. Było to wynikiem nie tyle dobrego rezultatu Rosjan w tym mieście (5,4% i siódme miejsce), co faktu, że startujący tutaj kandydaci MKoE! zajmowali wysokie miejsca na liście krajowej.

Próby pokojowego uregulowania konfliktu serbsko-albańskiego z udziałem państw trzecich i organizacji międzynarodowych

kontynuacja pracy magisterskiej z kwietnia

Stanowisko Serbii wobec albańskich ugrupowań politycznych

Zaostrzająca się sytuacja w Kosowie wpływała w coraz większym stopniu na determinację państw zachodnioeuropejskich i USA w żądaniach nawiązania negocjacji. Na Bałkany został wysłany specjalny amerykański wysłannik R. Gelbard, który w bezpośredniej rozmowie z Rugovą poparł plan udziału w rozmowach z Serbami zagranicznych obserwatorów. Tymczasem szanse na porozumienie, mimo kolejnej już próby ze strony rządu Republiki Serbii, były małe, gdyż przywódca kosowskich Albańczyków, mając poparcie Stanów Zjednoczonych, zażądał aby przy rozmowach byli przedstawiciele Parlamentu Europejskiego, na co rzecz jasna Belgrad znowu nie chciał się zgodzić. Każda ze stron wysuwała własne projekty rozwiązania „problemu kosowskiego” spośród których cztery były najczęściej powtarzane. Oto one:

  • Władzom Republiki Serbii najbardziej odpowiadała opcja przyznania kosowskim Albańczykom „jakiejś” autonomii, ale w ramach Republiki,
  • Autonomiczne Kosowo w ramach Federalnej Republiki Jugosławii – tę opcję popierały państwa zachodnie,
  • „Własnego” państwa domagał się Ibrahim Rugova, przewodniczący LDK. Na to nie godziły się zarówno władze w Belgradzie i Zachód,
  • Połączenia „etnicznych terytoriów albańskich” żądały niektóre partie polityczne kosowskich Albańczyków. Przeciwna takiemu rozwiązaniu była obok Rugovy większość kosowskich Albańczyków i naturalnie reszta świata.

Strona albańska opowiadała się więc za całkowitą niezależnością. Służyć temu miały zapowiedziane na 22 marca wybory do parlamentu tzw. Republiki Kosowa oraz jej prezydenta. W wyborach brało udział 482 kandydatów z 10 partii politycznych, 3 stowarzyszeń (Ruch Zielonych, Obywatelska Liga Kosowo, Związek Prawników) oraz 3 ugrupowań niezależnych.

Tabela 4. Zaangażowanie głównych partii politycznych kosowskich Albańczyków, w wyborach do parlamentu tzw. Republiki Kosowa

Nazwa partii Liczba wystawionych kandydatów
Demokratyczna Liga Kosowa (LDK) 95
Parlamentarna Partia Kosowa (PPK) bojkot
Liberalna Partia Kosowa (PLK) 80
Demokratyczno-Chrześcijańska Partia Kosowa (PSHDK) 70
Partia Socjaldemokratyczna (PSD) bojkot
Partia Socjaldemokratyczna Kosowa (PSDK) 69
Narodowo-Demokratyczna Partia Albańczyków z Kosowa (NDSHK) 45
Narodowo-Demokratyczna Partia Albańczyków (NDSH) 40
Republikańska Partia Kosowa (PRK) 26
UNIKOMBI bojkot
Albańska Narodowa Partia Kosowa (PPSH) 3
Demokratyczna Partia Turków (PPT) 3
Partia Akcji Demokratycznej (bośniacka SDA) 1

Źródło: R. Bilski, Nie strzelajcie do nocnego ptaka, Bałkany 1991-1998, Warszawa 1998, s. 391.

Na łączną liczbę 144 deputowanych wybieranych metodą bezpośrednią było 100 posłów, 30 w proporcjonalnym, a 14 miejsc zarezerwowano dla Serbów i Czarnogórców, którzy mogli zgłosić swoich przedstawicieli w terminie późniejszym. O urząd prezydenta ubiegał się tylko jeden kandydat Ibrahim Rugova, który został wybrany na drugą kadencje. Wybory nie odbyły się tylko w rejonie Drenicy, gdzie stacjonowały silne jednostki serbskiej policji i wojska.

W tym samym roku doszło też do podpisania porozumienia serbsko-albańskiego (nigdy w pełni nie zrealizowanego) dotyczącego oświaty i powrotu Albańczyków do szkół i uczelni. Według członka komisji albańskiej delegowanej na rozmowy o szkolnictwie Abdula Rama, Serbowie zobowiązali się oddać natychmiast Instytut Albański, a następnie odpowiednie wydziały na Uniwersytecie Prištińskim. Spotkało się to z równie natychmiastowym sprzeciwem władz uniwersyteckich i jego serbskich studentów. Przeciwko temu porozumieniu demonstrowało w Prištinie ok. 10 tys. Serbów.

Porozumienie to można uznać za propagandowy wybieg poprzedzający utworzenie nowego rządy FRJ. Nowopowstały rząd zdominowany przez socjalistów liczył 35 członków. Po raz pierwszy do serbskiego rządu weszli nacjonaliści Vojislava Šešelja, którzy uzyskali 14 tek. Šešelij i jego zastępca Tomislav Nikolić znaleźli się w gronie pięciu wicepremierów. Przez Albańczyków i państwa Zachodnie utworzenie takiego rządu zostało odczytane jako radykalizacja stanowiska Belgradu w kwestii Kosowa i jego przyszłości. Miało to swój oddźwięk w publicznych wypowiedziach Šešelja, który wycofanie sił serbskich z Kosowa uważał za nierealne przynajmniej do czasu zlikwidowania albańskiego terroryzmu.

Władze serbskie próbując nawiązać rozmowy z Albańczykami wyznaczyli kolejny termin spotkania na 7 kwietnia. Ze strony serbskiej w rozmowach miałby wziąć udział ekspert reprezentujący Miloševicia, wicepremier Vladen Kutlešić. Imienne zaproszenia otrzymali wszyscy zainteresowani w tym sześcioro przywódców partii i związków zawodowych, m. in. Ibrahim Rugova (LDK), Adem Demaci (PPK), Ljuljeta Pulja-Beciri (PSD) oraz czterej politycy nie związani z żadną partią, w tym Mahmut Bakalji uznawany powszechnie za przeciwnika secesji Kosowa. Strona albańska przygotowała także swoją czteroosobową delegację ale do samych rozmów nie doszło ze względu na odrzucenie przez Serbów żądań uczestnictwa w rozmowach obserwatorów międzynarodowych i odmowę przysłania na rozmowy delegacji reprezentującej Jugosławię, a nie tylko Serbię.

Decyzja serbskiego parlamentu z 6 kwietnia, sprowadzała się do przyjęcia planu ogólnoserbskiego referendum, zaproponowanego przez Miloševicia, w którym społeczeństwo samo miało zadeklarować czy jest za udziałem strony trzeciej w rozwiązywaniu kryzysu kosowskiego, czy też jest temu przeciwna. Jednocześnie Parlament skrócił kres jaki musi upłynąć między ogłoszeniem plebiscytu i jego przeprowadzeniem z 30 na 15 dni. Plan ten został zdecydowanie odrzucony przez Rugovę, sekretarza generalnego NATO Javiera Solanę, a także przywódców Czarnogóry z prezydentem Milo Djukanoviciem na czele.

Okres poprzedzający referendum zarówno strona serbska jak i albańska wykorzystała na wzmocnienie swej pozycji. Władze serbskie, zdominowane przez Socjalistyczną Partię Serbii Miloševicia i Serbską Partię Radykalną Šešelja, do ostatniej chwili prowadziły zaciętą kampanię przeciwko udziałowi zagranicznych mediatorów w rozwiązywaniu konfliktu. Warto przy tym zaznaczyć, że stanowisko rządu oficjalnie popierała też opozycja z jej liderem Vukiem Draškoviciem. Przeprowadzając szeroką akcję propagandową otwarcie oświadczano, że wszyscy, którzy opowiedzą się za mediacją zostaną okrzyknięci „zdrajcami narodu”. Serbowie okres ten wykorzystali również na przegrupowanie swych sił wojskowych i policyjnych, które zajęły pozycję wzdłuż granicy z Albanią.

Antyalbańskie nastroje Serbów znalazły odzwierciedlenie w wynikach sondażu opublikowanego przez belgradzką gazetę „Naša Borba”. 41,8 proc. ankietowanych uważało, że najlepszym wyjściem było by wypędzenie Albańczyków z Kosowa. 27,2 proc. indagowanych uważało, że Kosowo powinno uzyskać autonomię, a 6 proc. opowiadało się za jego podziałem między Serbów i Albańczyków.

Referendum odbyło się zgodnie z przewidzianym przez Parlament terminie tj. 23 kwietnia. Uprawnionych do udziału w głosowanie było ponad 7 mln. osób, ażeby wyniki były ważne musiało wziąć w nich udział ponad 50 proc. uprawnionych. Wyniki głosowania okazały się pomyślne dla Slobodana Miloševicia który przedstawił je jako dowód zaufania dla siebie od społeczeństwa. Jak to wynikało z opublikowanych ostatecznych rezultatów referendum 94,7 proc. głosujących odrzucało możliwość mediacji, godziło się na nią zaledwie 3,4 proc., resztę stanowiły głosy nieważne. Frekwencja wynosiła 73 proc.

Wyniki referendum nie były dla nikogo zaskoczeniem głównie dlatego, że społeczeństwo serbskie zostało poddane silnej presji propagandowej. Wierne Miloševiciowi media wykreowały swoisty „stan oblężenia”, który jest najlepszym sposobem “homogenizacji narodowej”. A ona była Miloševiciowi potrzebna, bo po raz pierwszy nie miał on większości w parlamencie i zmuszony był współpracować z nacjonalistą Šešeljem.

Wyniki plebiscytu i stanowisko jakie w związku z tym zajęły władze w Belgradzie w sprawie rozmów z Albańczykami były dla Zachodu nie do przyjęcia. Stanowisko to starał się złagodzić wiceminister spraw zagranicznych Rosji Igor Iwanow podczas swego pobytu w Belgradzie. Według Iwanowa, Milošević byłby wtedy skłonny do akceptacji międzynarodowej mediacji, która de facto sprowadzać by się miała tylko do organizacji spotkań z udziałem albańskiej delegacji. Zachód jednak, nie tylko zażądał natychmiastowego rozpoczęcia rozmów z Albańczykami ale narzucił też nowe sankcje na Jugosławie podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych i finansów z krajów G-7 i Rosji.

Aby doprowadzić do spotkania obu zwaśnionych stron na Bałkany zostali wysłani amerykańscy dyplomaci Richard Holbrooke i Robert Gelbard. Efektem wizyt w Belgradzie, Prištinie i Tiranie było zorganizowanie spotkania Milošević – Rugova na którym obaj przywódcy opowiedzieli się za prowadzeniem rozmów. Decyzja Rugovy wzbudziła kontrowersje wśród Albańczyków z Kosowa. Główny przeciwnik lidera DLK, Adem Demaci, oskarżył Rugovę o kapitulację i rezygnację z niezależności Kosowa na rzecz autonomii.

Według belgradzkiej niezależnej rozgłośni Radio B-92, która powoływała się na źródła zagraniczne oraz serbskie i albańskie, od stycznia do lipca 1998 roku w walkach w Kosowie poległo 297 osób, ponad 200 uznano za zaginione. Głównie w wyniku zamachów terrorystycznych śmierć poniosło 25 serbskich policjantów i 4 żołnierzy Wojsk Jugosławii.

Wśród Albańczyków ofiarami byli członkowie tzw. Wyzwoleńczych Wojsk Kosowa i grup samoobrony oraz nie uzbrojeni cywile, w tym m.in. 31 kobiet i 17 dzieci (od 3 do 16 lat).

Przeciągające się walki budziły wśród członków Grupy Kontaktowej i NATO coraz większą nerwowość i stanowczość w stawianiu żądań w stosunku do Serbów. W sąsiadującej z Kosowem Macedonii rozpoczęły się manewry wojsk NATO, które miały wywołać wśród Serbów poczucie zagrożenia i zmusić do podjęciu rozmów przy jednoczesnym powstrzymaniu walk w prowincji. Amerykański mediator Richard Holbrooke w rozmowie z kosowskimi Albańczykami wyraził nadzieję, że wysiłki- prowadzone jednocześnie „na trzech frontach” :przez dyplomatów, członków Grupy Kontaktowej oraz przez NATO- powinny zapobiec eskalacji konfliktu serbsko – albańskiego. Holbrooke poparł ideę utworzenia stałej grupy międzynarodowych obserwatorów- składającej się zarówno z dyplomatów państw, które wchodzą w skład Grupy Kontaktowej (USA, Rosja, Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy) jak i innych, mających placówki dyplomatyczne w Jugosławii- która kontrolowałaby rozwój sytuacji w Kosowie.

Zaledwie dzień po wyjeździe Richarda Holbrook’a w Kosowie rozgorzały zacięte walki w rejonie wsi Pontina i Kijevo położonych ok. 40 km na zachód od Prištiny. W Kijevie zostało odciętych i otoczonych przez UÇK kilkudziesięciu serbskich policjantów i ok. 200 serbskich cywili. Mimo dużej presji międzynarodowej Belgrad wysłał w ten rejon wzmocnione siły wojska aby zlikwidować blokadę. Ciężkie walki toczyły się również o kopalnie węgla brunatnego w miejscowości Belaćevac pod Prištiną. Kopalnia przechodziła z rąk do rąk ale Serbowie w końcu ją opanowali. Kopalnia ta miała dla Federalnej Republiki Jugosławii ogromne znaczenie, gdyż zaopatrywała ona w węgiel niemal całe Kosowo, a także część Macedonii.

Tymczasem państwa zachodnie podjęły kolejną próbę pokojowego rozwiązania konfliktu w Kosowie. Amerykański mediator Richard Holbrooke parokrotnie przebywał odległość Belgrad – Priština próbując nakłonić Serbów do rozmowy „ostatniej szansy”. Przebywając w Prištinie rozmawiał on z Ibrahimem Rugovą, z przewodniczącym Partii Parlamentarnej Ademem Demaczim i przewodniczącym Albańskiego Ruchu Demokratycznego Rexhepem Qosją. Ci dwaj ostatni politycy byli przeciwnikami Rugovy. Preferowali oni zdecydowane- a więc także militarne- działania mające doprowadzić do secesji Kosowa. Rugovie zarzucali, że jego “pokojowa opcja” doprowadziła do eskalacji serbskiej przemocy i zmniejszenia szans na utworzenie samodzielnego państwa. Sądząc po gwałtownym spadku jego popularności, pogląd ten podzielało wielu Albańczyków.

Pomiędzy Rugovą a jego polityczną opozycją doszło do poważnego sporu o zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi Albańczyków – UÇK. Rugova przez dłuższy czas publicznie negował w ogóle istnienie tej formacji, a zdanie „zmienił” dopiero po atakach na serbskie siły bezpieczeństwa i rozgorzałych, w wyniku tego, otwartych niemal bitwach. Pod kontrolą tych wojsk znajdowała się wtedy prawie połowa terytorium Kosowa i to z ich przywódcami rozmawiali zachodni politycy. W tej sytuacji Rugova uznał za konieczne podporządkowanie dowództwa Armii Wyzwolenia Kosowa sobie albo nowemu parlamentowi “Republiki Kosowa”. Na jego polecenie premier tej oficjalnie nie istniejącej republiki Bujar Bukoshi, urzędujący w Tiranie utworzył Ministerstwo Obrony, a funkcję ministra powierzył podpułkownikowi byłej Jugosłowiańskiej Armii Ludowej, teraz już generałowi Ahmetowi Krasniqiemu.

W połowie lipca ruszyła w Kosowie wielka serbska ofensywa. Do walk dochodziło w wielu miejscach równocześnie, a najcięższe walki toczyły się o miejscowości Orahovac (płd.- zach. Kosowo), Iunik (płn.- zach. Kosowo), Dečani i Djakovicę oraz przy granicy z Albanią i Macedonią. Dopiero pod koniec września pod wpływem ostrego stanowiska NATO ofensywa uległa zahamowaniu, a strona serbska ogłosiła zwycięstwo. Jednak mimo oficjalnego zakończenia serbskiej ofensywy przez cały czas dochodziło do sporadycznych walk. Według oficjalnych danych serbskiego rządu w wyniku walk jakie miały miejsce w Kosowie od początku 1998 r. (dane z października) zginęło 24 żołnierzy i 70 policjantów. Albański Komitet Obrony Praw Człowieka twierdził, że tylko wciągu pierwszych 7 miesięcy 1998 roku Serbowie zabili 1270 Albańczyków.

Pod presją NATO, 13 października prezydent Jugosławii Slobodan Milošević zaakceptował warunki pokojowego rozwiązania konfliktu w Kosowie przedstawionego przez państwa zachodnie. Reakcje Albańczyków na zawarte porozumienie były bardzo zróżnicowane. Swoje poparcie dla zawartego porozumienia wyraził Ibrahim Rugova w bezpośrednim spotkaniu z przewodniczącym OBWE Bronisławem Geremkiem. Podobne stanowisko w oficjalnym brzmieniu zajęło również UÇK z zastrzeżeniem pozostawienia sobie „prawa do samoobrony” co w praktyce oznaczało, że nie rezygnuje ona z prowadzenia dalszych działań wojskowych.

Potwierdzają to również późniejsze wydarzenia, które dowodzą jak bardzo albańskim separatystom zależało na zaostrzaniu sytuacji w Kosowie i na zerwaniu zawartego porozumienia. Oficjalna zgoda UÇK na przerwanie walk, była spowodowana przede wszystkim ogromnymi stratami jakie poniosła ona wskutek serbskiej ofensywy wymagającymi ponownego zorganizowania swych struktur przed nowymi walkami jakie rozpoczęły się jeszcze w grudniu 1998 r.

EDL

z pracy dyplomowej na temat wyborów parlamentarnych w Estonii

Ugrupowaniem mającym stosunkowo długi staż był Estoński Związek Demokratyczny (Eesti Demokraatlik Liit). EDL powstał już w listopadzie 1990, ale funkcjonował długo jako stowarzyszenie. Dopiero 1 lutego 1994 został zarejestrowany jako partia polityczna, na czele której stanęła Miina Hint.

“Nowi Demokraci żądają większej wolności dla działania jednostki”- głosił EDL. Sposobem na to ma być radykalna redukcja biurokracji. “Wszystkie nielegalne działania w sferze własności powinny być unieważnione, a proces zwrotu własności powinien zostać usprawniony”- Związek opowiadał się za przyspieszeniem reprywatyzacji. EDL opowiadał się w swoim programie za wysiedleniem tych nie-Estończyków, którzy nie chcą integrować się ze społeczeństwem estońskim. Nie zamierzał tolerować na terytorium Estonii b. funkcjonariuszy KGB i oficerów Armii Czerwonej – zdaniem EDL “przedstawiciele organizacji represyjnych powinni być bezwarunkowo deportowani”.

Część programu dotycząca polityki zewnętrznej jest bardzo ogólnikowa, choć “demokraci” nie ukrywają swojego proeuropejskiego nastawienia: “Demokraci zrobią wszystko, aby Estonia stałą się członkiem zjednoczonej Europy”.

Działalność rzeczników prasowych w jednostkach penitencjarnych

Działalność rzeczników prasowych w jednostkach penitencjarnych i intertemporalne kształtowanie się uregulowań „prawnych” dotyczących tej działalności.
Powołanie Rzeczników Prasowych (dalej zwanych „rzecznikami”) w jednostkach organizacyjnych więziennictwa, nastąpiło w drodze wytycznych, które znalazły się w piśmie Zastępcy Dyrektora CZZK nr NOP – 408/94 z dnia 13.04.1994r. W treści tego pisma, które de facto informowało o planowanej naradzie rzeczników prasowych resortu sprawiedliwości, polecano podanie danych personalnych osoby – kandydata do wykonywania tych obowiązków w jednostce rejonowej z jednoczesnym poleceniem oddelegowania na w/ szkolenie.
O tym, że CZZK nie dysponował wtedy informacją, ani też jasnością co do funkcjonowania takiej funkcji w jednostkach świadczy jeden zwrot z wzmiankowanego pisma. Mianowicie mówi się o funkcjonariuszu, który „…wykonuje lub będzie wykonywał obowiązki rzecznika…”, a to oznacza, że praktyka jednostek w tym względzie była Centralnemu Zarządowi nie znana. Z całą pewnością w tym czasie żadna z jednostek penitencjarnych nie miała wyznaczonego rzecznika, a kontakty z mediami miały charakter chaotyczny, niezorganizowany i jeśli w ogóle miały miejsce to odbywały się na poziomie Naczelników jednostek i to tylko tych, którzy intuicyjnie przeczuwali rosnącą w naszym kraju społeczną i opiniotwórczą rolę prasy, radia i TV.
W piśmie tym można także znaleźć akapit świadczący o przewidywaniu powołania takiej funkcji w pozostałych jednostkach podstawowych, gdyż zobowiązano z góry osoby uczestniczące w naradzie do przygotowania i przeprowadzenia szkolenia ( wtórnie ) osób wykonujących funkcje rzecznika w jednostkach podległych Naczelnikowi rejonu.
Decyzją ówczesnego Naczelnika RAŚ Łódź zgłoszono mój udział w szkoleniu, ale dokumentację dotyczącą tej działalności miał przechowywać dział organizacyjno – prawny jednostki. Taka dwoistość, w moim przekonaniu wyniknęła z faktu „pochodzenia” pisma z Wydziału Organizacyjno – Prawnego Centralnego Zarządu. To z jednej strony. A z drugiej strony z powszechnego wśród Naczelników przekonania, że kierownicy działów penitencjarnych ( a takie stanowisko wtedy zajmowałem ) są najlepiej zorientowani w całokształcie spraw zakładu.
Jako uczestnik wskazanej narady dowiedziałem się, że obecność rzeczników prasowych więziennictwa była tam dość przypadkowa, gdyż meritum narady dotyczyło rzeczników prasowych prokuratur i sądów wysokich instancji, którzy to rzecznicy mieli już za sobą kilkuletnią działalność. Praktycznie żadne z prowadzonych zajęć, dyskusji i wykładów nie uwzględniały specyfiki i problematyki jednostek penitencjarnych. Może poza wystąpieniem ówczesnego Dyrektora CZZK dr Pawła Moczydłowskiego, który zreferował sytuację więziennictwa, kierując swój referat do licznie obecnych dziennikarzy.
Niemniej cala narada była pierwszym i bardzo interesującym zetknięciem się z podstawami warsztatu działalności rzecznika prasowego. Nie była szkoleniem o charakterze systemowym, ale wprowadzała w szeroki zakres problemów wynikających na styku mediów i instytucji wymiaru sprawiedliwości.
Kolejnym dokumentem, którego celem było zapewne porządkowanie działalności rzecznika w jednostce penitencjarnej było pismo Naczelnika Wydziału Organizacyjno – Prawnego CZZK nr NOP – 496/94 z dnia 06.05.1994 r., które nawiązywało do odbytej narady i nakazywało uwzględnienie „tez” w szkoleniu rzeczników jednostek podległych. W piśmie stwierdzano, że praca rzecznika winna opierać się o ustawę Prawo prasowe i tezy tegoż pisma. Główne tezy w ujęciu syntetycznym były następujące:
– rzecznicy winni być zorientowani we wszystkich problemach funkcjonowania jednostki i dlatego winni mieć zapewniony szybki i nieskrępowany dostęp do wszystkich członków kierownictwa jednostki. W tym także zagwarantowany udział w odprawach kierownictwa.
Ponieważ rzecznikami w większości zostali kierownicy penitencjarni teza ta była realizowana niejako bezpośrednio.
– po zaistnieniu wypadku nadzwyczajnego w jednostce, rzecznik winien naszykować komunikat na jego temat, licząc się z zainteresowaniem mediów.
W praktyce takich komunikatów nie przygotowywano, bo faktyczne zainteresowanie mediów takimi sytuacjami w tamtym momencie było jeszcze żadne. Obecnie też nie praktykuje się opracowywania komunikatów, gdyż dziennikarze bardziej wolą żywe, inteligentne słowo, niż suchy, przemyślany w szczegółach komunikat.
– rzecznicy winni w szerokim zakresie stosować uprawnienia wynikające z prawa prasowego, w tym w szczególności ze sprostowań i odpowiedzi na krytykę prasową, aż do wyczerpania trybu określonego w ustawie, co w skrajnym przypadku oznaczałoby proces sądowy.
Praktyka pracy rzeczników poszła w zupełnie innym od zalecanego kierunku. Mianowicie rzecznicy woleli zaprzyjaźnić się z mediami, uprawiając nieuświadomione Public Relations, niż działać następczo, chowając się za gardę przepisów ustawy, które i tak są nieskuteczne wobec siły środków przekazu. Podkreślam ten moment, gdyż były to początki budowania pozytywnego wizerunku Służby Więziennej, czego samorzutnymi prekursorami byli właśnie rzecznicy prasowi, wspierani przez mających poczucie nadchodzenia zmian, Naczelników jednostek.
– rzecznicy prasowi zostali zobligowani do dwukrotnego w miesiącu, przesyłania do CZZK wycinków prasowych z prasy lokalnej, które treściowo dotyczą więziennictwa. Ponadto winni wiedzieć o każdym przypadku wizyty w jednostkach rejonu ekip filmowych i telewizyjnych, pomimo tego, że zgodę na filmowanie miał wydawać Naczelnik jednostki. O działalności dziennikarzy zagranicznych należało informować niezwłocznie CZZK.
Dyspozycje te nie wiedzieć czemu, co do zasady są utrzymywane jako aktualne do dnia dzisiejszego.
– przywilejem rzecznika miało być uznane za niezbędne zaprenumerowanie do jego dyspozycji kompletu prasy centralnej. Zalecano także by, cyt. ” Ze względu na fakt, że wykonywanie funkcji rzecznika wiąże się z licznymi obowiązkami należy dostosować zakresy obowiązków funkcjonariuszy pełniących tę funkcję w ten sposób, aby umożliwić im wywiązywanie się z nałożonych na nich obowiązków.” Teza ta nigdy nie znalazła swej realizacji. Sprawowanie funkcji rzecznika odbywało się i odbywa na zasadzie dodatkowych obowiązków, ponad zwykły zakres czynności. A przecież dynamika kontaktów z mediami w ciągu minionych 5-ciu lat znacznie wzrosła i nie polega na sporadyczności. W tym miejscu wskazać trzeba, że nadal praktyką powszechna jest desygnowanie do tej funkcji kierowników działów penitencjarnych. Zaletą takich decyzji dyrektorów jest to, że osoby te są faktycznie najlepiej zorientowane w problematyce jednostek i najbliższe modelowemu specjaliście ds. PR co wykażę w dalszej części opracowania. Wadą natomiast jest fakt, że kierownicy penitencjarni zwykle należą do funkcjonariuszy najbardziej obciążonych różnorodnymi czynnościami i obowiązkami, często o znacznym stopniu odpowiedzialności, „ryzyka służbowego” i wymaganego bardzo dobrego poziomu ich wykonania.
Zdarza się także, tak jak to jest w moim przypadku, że Dyrektorzy jednostek biorą na siebie ciężar kontaktów z mediami, uznając, że jest to rozwiązanie praktyczne i racjonalne w konkretnej sytuacji kadrowej jednostki. Obejmując stanowisko dyrektora Zakładu Karnego nr 1 w Łodzi w październiku 1998 r., tak właśnie postąpiłem. Nie chcąc marnować mojego kilkuletniego doświadczenia w tym zakresie, a także nie widząc w tej jednostce, w tamtym momencie, nikogo kto mógłby sprawować funkcję rzecznika na wysokim merytorycznie poziomie, sam jestem rzecznikiem kierowanej przez mnie jednostki. Na swego zastępcę w tym zakresie wyznaczyłem bardzo młodego stażem, ale zdolnego kierownika penitencjarnego, któremu na bieżąco służę przykładem, doświadczeniem, a także angażuję do wspólnych spotkań z dziennikarzami, opracowywania materiałów i udziału w ewentualnych audycjach radiowych lub telewizyjnych. Sądzę, że jest to bardzo dobre rozwiązanie, gdyż pozwala kandydatowi uniknąć ogromnego stresu związanego z samotnym poznawaniem rzeczywistości medialnej, którego ja doświadczyłem.
Obecny stan rzeczy w tej problematyce obrazują po części powyższe uwagi. Dla pełnego obrazu należy jeszcze uwzględnić aktualny sposób pracy przedstawicieli mediów, który najkrócej można określić jako aktywny, chaotyczny i nastawiony na sytuacje i zdarzenia z dużym posmakiem sensacji.
Mając doświadczenia w pracy rzecznika w tak dużym mieście jak Łódź mogę przedstawić w pewnym uproszczeniu podstawowe cechy obrazujące układ mediów tego miasta i wynikające z niego niedogodności w relacjach rzecznik – media.
a).
Duża ilość gazet lokalnych lub centralnych mających swe redakcje w Łodzi (5), znaczna ilość stacji radiowych o zasięgu lokalnym (10) i stacji telewizyjnych (3).
W przypadku zaistnienia wydarzeń nośnych informacyjnie lub zwoływania konferencji prasowej, z rzecznikiem kontaktuje się w krótkim czasie duża liczba dziennikarzy, z których każdy chce dowiedzieć się czegoś oryginalnego (niedostępnego dla innych dziennikarzy) czym mógłby zaskoczyć czytelnika (widza – słuchacza). Oczywiście zapewnienie tej oryginalności nie jest możliwe co dziennikarze często zastępują nadinterpretacją danej sytuacji, dobudowaniem wątków przypuszczalnych lub wręcz przeinaczeniem.
Dostrzeżono także dążność dziennikarzy do uzyskania wyłączności na daną informację, co przy akceptacji przez Rzecznika mogłoby prowadzić do złamania Ustawy o Prawie Prasowym poprzez embargo informacyjne dla innych osób. Co innego jednak gdy rzecznik wychodzi w kierunku konkretnego dziennikarza z jak gdyby gotowym tematem i proponuje go na quasi „wyłączność”. Nie jest to sytuacja, która mogłaby być uznana za naruszenie prawa prasowego. Od pewnego czasu praktykuję ten sposób współpracy z dziennikarzami jako najlepszy rodzaj „sprzedaży” „dobrych” dla więziennictwa tematów. W ten sposób to ja decyduję co zostanie napisane w najbliższym czasie o mojej jednostce, a jednocześnie zaspokajam w sposób kontrolowany zapotrzebowanie mediów na więzienne tematy. Powyższe ma jeszcze jeden pozytywny aspekt, a mianowicie wiąże dziennikarza z jednostką i powoduje stałe podnoszenie poziomu Jego wiedzy o problematyce więziennej. Taka sytuacja dobrze rokuje na przyszłość w sensie unikania błędów i przeinaczeń, jakże częstych w publikacjach i programach o więziennictwie, skądinąd przecież nie zamierzonych i wynikających tylko z braku dostatecznej wiedzy o specyfice jednostki penitencjarnej i z niedostatków w aparacie pojęciowym dotyczącym wykonywania kary pozbawienia wolności i tymczasowego aresztowania.
b).
Niewiele redakcji stać jest personalnie na skierowanie określonego dziennikarza ( lub ich grupy) do zajmowania się daną problematyką na względnie długi czas, na tyle by dziennikarz opanował aparat pojęciowy obowiązujący na przykład w specyficznym kręgu zawodowym. Sytuacja ta jest w praktyce niezwykle irytująca i czasochłonna dla rzecznika, który z każdym kolejnym dziennikarzem musi budować podstawową, „pojęciową płaszczyznę porozumienia”.
Inaczej mówiąc, rzecznik, odpowiadając na proste w swej istocie pytanie dziennikarza, jest zmuszony do całego szeregu elementarnych wyjaśnień dotyczących podstawowych kwestii istotnych dla zrozumienia odpowiedzi. Potwierdza to tezę o konieczności wypracowywania stałej więzi z dziennikarzem, a najlepiej z kilkoma dziennikarzami reprezentującymi różne redakcje i różne media.
c).
Znacznym utrudnieniem w kontaktach z mediami jest fakt większej nośności informacji o wydarzeniach negatywnych ( np. tragicznych), niż o wydarzeniach pozytywnych ( np. osiągnięciach Służby Więziennej w polityce przepustkowej). Można zetknąć się z wypowiedziam i dziennikarzy wprost negującymi informacje o wydźwięku pozytywnym powodowanymi ich małą wartością „rynkową”.
d).
Wiele instytucji współdziała z jednostkami penitencjarnymi ( policja, prokuratury, sądy, urzędy, organizacje społeczne i inne ), a informacje z nich wypływające dotyczyć mogą pośrednio lub bezpośrednio więziennictwa. Niejednokrotnie są one wypaczone przez niewiedzę lub nawet celowo, dla skutecznego przerzucenia odpowiedzialności za zdarzenie lub sytuację, na inną niż macierzysta instytucję. Ten wielotorowy przepływ informacji umożliwia dziennikarzom próby manipulacji i konfrontowanie zdobytej wiedzy przez rozpytywanie różnych osób, których wypowiedzi mogą być nawet sprzeczne. Jednocześnie jest to dla dziennikarzy utrudnienie gdyż informacje i poglądy różnych instytucji na tę samą sprawę mogą być rażąco różne. Przykładem może być różnica w ocenie polityki przepustkowej artykułowana przez rzecznika sądu i rzecznika jednostki penitencjarnej, szczególnie w odniesieniu do zezwoleń udzielanych z powodów losowych przez sędziego penitencjarnego.
W tym miejscu należałoby jeszcze nawiązać do sytuacji prawnej jaka powstała w przedmiotowej problematyce po wejściu w życie z dniem 01.09.1996 r. Ustawy z dnia 26.04.1996 r. o Służbie Więziennej. Ustawa ta nakreślając trzy stopniową strukturę Służby Więziennej:

  • Centralny Zarząd Służby Więziennej z Dyrektorem Generalnym,
  • Okręgowe Inspektoraty Służby Więziennej z Dyrektorami Okręgowymi,
  • Zakłady Karne i Areszty Śledcze z Dyrektorami jako kierującymi jednostkami,
  • wyraźnie i konkretnie nakreśliła zadania, które odpowiadają szeroko rozumianemu działaniu PR.

W art. 6 ust. 4 pkt. 3 Ustawy znajdujemy, że jednym z obowiązków Dyrektorów Okręgowych jest współpraca z instytucjami państwowymi i samorządowymi. Oprócz tego, Minister Sprawiedliwości w Zarz. Nr 39/96/CZSW z dnia 20.08.1996 r. nałożył na Dyrektorów Okręgowych inne jeszcze zadania, w tym między innymi – utrzymywania kontaktów ze środkami masowego przekazu oraz nadzorowanie pracy rzeczników prasowych podległych jednostek organizacyjnych ( pkt.13 ww. Zarz. ). Zadaniem tym zajmowałem się osobiście w latach 1996 – 1998 będąc rzecznikiem prasowym OISW w Łodzi.
W art.7 ust.5 pkt.7 Ustawy znajdujemy natomiast, że jednym z obowiązków Dyrektorów jednostek podstawowych jest współdziałanie w zakresie realizacji zadań zakładu lub aresztu z właściwymi instytucjami państwowymi, samorządowymi i społecznymi oraz kościołami, związkami wyznaniowymi i osobami godnymi zaufania. Jako niekonsekwencję należy traktować fakt, że Dyrektor Generalny SW w dniu 27.09.1996 r. wydał analogiczne do ministerialnego Zarz. Nr 23 w sprawie szczegółowego zakresu działania Dyrektorów jednostek podstawowych, w którym nie znajdujemy ani jednego odniesienia do współpracy z instytucjami zewnętrznymi. Należy sądzić, że uznano zapis ustawowy za wystarczający, a przecież nie ma w nim mowy o kontaktach z mediami, które należą do obowiązków Dyrektora choćby z mocy Ustawy o prawie prasowym. Tak więc o tym, że w jednostkach działają rzecznicy prasowi wiemy z faktu, że Dyrektor Okręgowy ma obowiązek ich nadzorowania.
Wskazane przepisy w mojej ocenie są zupełnie wystarczające dla uznania, że jednostki penitencjarne zarówno poprzez swych rzeczników prasowych jak i inne piony służby mogą, a nawet powinny wykazywać się aktywnością w zakresie public relations. Przepisy te nie rażą nadmierną szczegółowością co pozwala na elastyczne (rozszerzające ) ich rozumienie i względną swobodę działania, jakże pożądaną dla efektywnego PR. Szkoda tylko, że za tymi uregulowaniami nie ustalono odrębnych zasad finansowania tej działalności, ale to już jak gdyby problem innego rodzaju.
Odnośnie zadań z opisywanego zakresu, którymi parał się Centralny Zarząd Zakładów Karnych jest mi wiadomo, o tym, że w tym okresie funkcja rzecznika prasowego była umiejscowiona w Wydziale Współpracy ze Społeczeństwem, powołanego specjalnie do tych zadań. Wzmiankę o istnieniu takiego wydziału znajdujemy w Zarz. Nr 3/96 Dyrektora CZZK z dnia 23.02.1996 r. w sprawie podziału czynności w kierownictwie CZZK. Wydział ten istniał równolegle z tzw. Wydziałem ds. Współpracy z Zagranicą.
Następnie Zarz. Nr 9 Dyrektora Generalnego SW z dnia 30 września 1997 r. w sprawie nadania regulaminu organizacyjnego CZSW, a właściwie sam regulamin zlikwidował ww. struktury i w zasadzie cały omawiany zakres zadań przypisał nowo zorganizowanemu Biuru Organizacyjno – Prawnemu (obsługa mediów i koordynowanie współpracy ze światem zewnętrznym). Nie mogę tutaj pominąć korzystnego faktu powołania wyodrębnionych Redakcji „Przeglądu Więziennictwa Polskiego” i „Forum Penitencjarnego”. Jak pokazuje teraźniejszość, regularne ukazywanie się ww. kwartalnika i miesięcznika robi wiele dobrego dla poprawiania reputacji naszej „firmy”, korygowania stosunków wewnątrz więziennictwa jak i budowy korzystnego wizerunku na zewnątrz. A to przecież nic innego jak klasyczne public relations.
Ponad opisane uregulowania prawne i podstawowe spostrzeżenia, nie dysponuję wystarczającą ilością innych danych i informacji, by zajmować ocenne stanowisko w sprawie skuteczności PR na szczeblu CZSW. Strukturalne uwarunkowania Centralnego Zarządu nie są także przedmiotem niniejszej pracy, stąd uznaję, że powyższe uwagi są zupełnie wystarczające dla zasygnalizowania zagadnienia.
Podnieść należy jeszcze jeden aspekt dotyczący ww. przepisów regulujących działalność Dyrektorów w zakresie kontaktów ze środowiskiem zewnętrznym. Otóż trudno oprzeć się wrażeniu, a nawet przekonaniu, że zarówno autorzy Ustawy jak i ww. Zarządzeń, mieli wgląd do projektowanych wówczas przepisów nowego Kodeksu Karnego Wykonawczego. Paralele intencji, sensu przepisów jak i konkretnych sformułowań są bardzo wyraźne. Dostrzegam to aktualnie, po ponad roku obowiązywania nowej kodyfikacji karnej. Powyższe jest rzadkim przejawem korzystnego myślenia perspektywicznego, co podkreślam.

Zasada suwerenności narodu

Zasada suwerenności narodu, polega na tym, że władza najwyższa (suwerenna) w państwie znajduje się w rękach narodu, jako wspólnoty politycznej tworzonej przez wszystkich obywateli. W myśl art. 2 ust. 1 przepisów utrzymanych w mocy z Konstytucji RP z 1952 roku „W Rzeczypospolitej Polskiej władza zwierzchnia należy do Narodu”. Naród czyli ogół obywateli nie jest tu podmiotem sprawującym faktyczną władzę polityczną lub choćby jej część. Nie jest zdolny, by samodzielnie sprawować władzę, nie jest to też we współczesnych warunkach możliwe. Nawet w państwach, których konstytucje na pierwszym miejscu stawiają kwestię bezpośredniego wykonywania władzy przez suwerena (np. w konstytucji Bułgarii z 1991 roku lub w konstytucji Federacji Rosyjskiej z 1993 roku), decydujące znaczenie ma pośrednie (przedstawicielskie) wykonywanie władzy przez reprezentantów narodu. Naród w przepisach konstytucyjnych jest rozumiany jako fikcja personifikacyjna, nie ma bowiem w państwie organu, który realizowałby pełnię władzy narodu jako takiego. Naród jest podmiotem zdolnym do działania i wyrażania się głównie przez swoich przedstawicieli, tak więc prawo wybierania reprezentantów jest najistotniejszym uprawnieniem narodu i wszystkich obywateli. Ustęp 2 art. 2 utrzymanych w mocy przepisów Konstytucji RP z 1952 roku wskazuje również możliwość alternatywnego – wobec reprezentacji politycznej – sprawowania władzy przez naród w drodze referendum. Artykuł 19 Małej Konstytucji z 1992 roku określa, że referendum może zostać przeprowadzone w sprawach „o szczególnym znaczeniu dla państwa”. Referendum jest zarządzane przez Sejm (uchwałą podjętą bezwzględną większością głosów) lub przez Prezydenta (za zgodą Senatu, uchwałą podjętą bezwzględną większością głosów). Wynik referendum jest wiążący jeśli wzięła w nim udział więcej, niż połowa uprawnionych do głosowania. Tryb i zasady przeprowadzania referendum określała ustawa o referendum z 29 czerwca 1995 roku, zastępując przestarzałą ustawę z 6 maja 1987 roku o konsultacjach społecznych i referendum. Nowa ustawa dotyczy wszystkich rodzajów referendów przewidzianych przez polski porządek ustawowy, tj. referendum z art. 19 Małej Konstytucji oraz referendum konstytucyjnego z art. 9 ustawy z 23 kwietnia 1992 roku, o trybie przygotowania i uchwalenia Konstytucji RP, a także wprowadza – nieznana w Konstytucji – inicjatywę ludową, tj. referendum zarządzone na skutek wniosku odpowiedniej grupy obywateli. Reasumując należy stwierdzić, że znaczenie prawne zasady suwerenności narodu polega na tym, że: zapewnia ona suwerenowi prawo do współdecydowania z organami państwa w procesie rządzenia przez referendum, determinuje obowiązek prawny przedstawicieli do powoływania się w swoim działaniu na dobro i interesy wszystkich obywateli („całego Narodu” jak to ujmuje art. 6 Małej Konstytucji), jak również jest punktem wyjścia innych demokratycznych zasad i rozwiązań ustrojowych.

Kwestia podziału władz w Konstytucji

Kwestia podziału władz rozstrzygana była w sposób zróżnicowany. Projekty UW i Senacki jako jedyne akcentowały aspekt podziału władz: „Ustrój RP opiera się na podziale, równowadze i współpracy władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowej” (UW art. 2 ust. 2); „Władza państwowa jest sprawowana przez rozdzielone i wzajemnie równoważące się organy ustawodawcze, wykonawcze i sądownicze” (Senacki art. 4 ust. 1). Projekty Prezydencki, SLD, „Solidarności” zadowalały się tradycyjnym, statycznym ujęciem, polegającym na odnotowaniu faktu istnienia rozdziału: „Organami RP w zakresie władzy ustawodawczej są Sejm i Senat, w zakresie władzy wykonawczej – Prezydent, Rada Ministrów i jej członkowie, w zakresie władzy sądowniczej – sądy i trybunały.” (Prezydencki art. 6.);  „Sejm jest najwyższym organem państwa w zakresie ustawodawstwa, Rada Ministrów najwyższym organem w zakresie władzy wykonawczej, a niezawisłe sądy sprawują wymiar sprawiedliwości. Prezydent Rzeczypospolitej jest najwyższym przedstawicielem państwa polskiego w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych. Czuwa nad przestrzeganiem konstytucji RP, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa (…)” (SLD art. 3 ust. 1 i 2);  „Naród sprawuje ją [władzę] przez swych przedstawicieli (…) prezydenta (…) rząd (…) oraz niezawisłe sądy.” („Solidarność” art. 3 ust. 2). Projekt PSL-UP nie akcentował podziału władz i tak jak projekt SLD przewidywał parlament jednoizbowy. Projekt KPN odrzucał podział władz.

Konstytucja z dnia 23 kwietnia 1935 roku

Na podstawie wciąż obowiązującego art. 125 Konstytucji marcowej zmiana ustawy zasadniczej mogła dojść do skutku (dla Sejmu drugiej kadencji) na drodze własnej uchwały Sejmu (bez udziału Senatu), w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, większością 3/5 głosów. Prace nad rewizją konstytucji[1] rozpoczęły się w Sejmie wybranym w 1928 roku, gdzie BBWR partia skoncentrowana wokół osoby Piłsudskiego miała 122 z 444 mandatów. Jednym z głównych postulatów tego obozu politycznego była zmiana konstytucji do systemu, w którym na pierwszy plan wysunięta jest osoba i kompetencje Prezydenta, jak również znaczne pomniejszenie uprawnień parlamentu i rządu. W kwestii podstawowych zasad ustrojowych projekt zakładał odrzucenie zasady trójpodziału władzy i zwierzchnictwa Narodu. Byłyby to doskonałe rozwiązania według idei konserwatywno – monarchistycznej. Proponowano nowe sformułowanie: „Źródłem władzy w Rzeczypospolitej Polskiej jest Naród; Prawem naczelnym jest Dobro Państwa”. Drugim, był odmienny projekt lewicy sejmowej (PPS -63 mandaty, PSL „Wyzwolenie” – 40 mandatów, Stronnictwo Chłopskie – 26 mandatów). Zakładał ustanowienie jednoizbowego parlamentu, z ewentualnym surogatem drugiej izby w postaci Izby Pracy lub Komisji Kodyfikacyjnej, jako organu opiniodawczego w sprawach ustawodawstwa. Proponował wybór prezydenta przez specjalne kolegium elektorów, prawo inicjatywy ustawodawczej obywateli, oraz oddzielenia Kościoła od Państwa. Projekty nie wyszły jednak poza stadium dyskusji w komisjach. W styczniu 1930 roku Komisja Konstytucyjna zaczęła prace nad projektami. W trakcie obrad zgłoszono trzeci projekt ugrupowań centrowych (PSL „Piast” – 21 mandatów, Narodowa Partia Robotnicza NPR – 14 mandatów, Chrześcijańska Demokracja – 19 mandatów). Zakładał on wzmocnienie kompetencji władzy wykonawczej, jednak nie tak daleki jak w projekcie prawicy (Sanacji). Prace Komisji Konstytucyjnej trwały ponad 2 miesiące i nie przyniosła konsensu. Prezydent Ignacy Mościcki 29 sierpnia 1930 roku rozwiązał parlament, z powodu nieumiejętności naprawy Rzeczypospolitej. W listopadzie odbyły się wybory do Sejmu i Senatu III kadencji. Ze względu na presję sanacji wywieraną na wyborców, jak również towarzyszące temu aresztowania przywódców partii centrowych i lewicowych, BBWR dostał 55,6% mandatów. Skład Sejmu wyglądał tak: z 444 mandatów BBWR miał aż 247, Stronnictwo Narodowe – 62, PPS – 24, Stronnictwo Chłopskie – 18, PSL „Wyzwolenie” – 15, PSL „Piast” – 15, Chrześcijańska Demokracja – 15, Narodowa Partia Robotnicza NPR – 10. Punktem wyjścia do prac legislacyjnych stały się tezy konstytucyjne, zgłoszone przez posła BBWR, sprawozdawcę komisji Stanisława Cara 17 marca 1931 roku. Tezy te różniły się całkowicie od założeń Konstytucji marcowej, a nawiązywały do propozycji klubu BBWR z 1928 roku. W dniu 26 stycznia 1934 roku, zostało złożone na posiedzeniu Sejmu sprawozdanie z prac Komisji Konstytucyjnej z tezami nowej konstytucji. Posłowie opozycji odrzucali propozycję jakichkolwiek dyskusji merytorycznych ze względu na nadużycia wyborcze obozu sanacji i demonstracyjnie opuścili salę obrad. Wówczas większość rządowa uchwaliła tezy konstytucyjne jako projekt nowej konstytucji, od razu w drugim i trzecim czytaniu. Wniosek został przegłosowany przy tylko jednym głosie przeciwnym posła opozycji S. Strońskiego, który pozostał na sali. Uchwała Sejmu naruszała procedurę zmiany konstytucji i z tego powodu ugrupowania opozycyjne odmawiały jej uznania. Według obowiązującego prawa wniosek powinien był zostać podpisany przez 1/4 ustawowej liczby posłów i zapowiedziany na co najmniej 15 dni przed posiedzeniem Sejmu. Dalsze postępowanie legislacyjne zostało za radą J. Piłsudskiego odroczone o rok. W dniu 16 stycznia 1935 roku projekt został przyjęty przez Senat. Prezydent Ignacy Mościcki podpisał ustawę 23 kwietnia 1935 roku. Ogłoszono ją dzień później i nazwano w skrócie konstytucją kwietniową.

Konstytucja kwietniowa była z wszystkich wcześniejszych (z wyjątkiem Konstytucji 3 Maja) i późniejszych ustaw zasadniczych najbliższą idei konserwatywno – monarchistycznej. Nie ograniczyła się jedynie do wzmocnienia roli władzy wykonawczej. Zreformowała ustrój i wprowadziła nową koncepcję państwa. Taki model określano jako cezarystyczny lub autorytarny, aby podkreślić jego odmienność od ustroju państwa totalnego (totalitarnego). Według ideologii zachowawczej taki właśnie model państwa w naszym stuleciu jest najwierniejszym i najbliższym spadkobiercom dawnych, wspaniałych monarchii. Autorytaryzm, antydemokratyczny system rządów potocznie nazywany jest „rządami mocnej ręki”. W tym ustroju rząd nie musi być oparty na większości parlamentarnej i nie podlega kontroli społecznej. Autorytatywne rządy świadczą z reguły o niedorozwoju demokracji w państwie. Kierują się pragmatyzmem i w odróżnieniu od totalitaryzmu rzadko opierają się na uniwersalnej ideologii, tajnej policji, terrorze i monopolu gospodarczym.

[1] Charakterystyka projektów konstytucji na podstawie „Prawo Konstytucyjne” pod red. Wiesława Skrzydły, Lublin 1995, LTN, s.56

Stronnictwo Zachowawcze

W 1922 roku na rynku krakowskim rozrzucono ulotkę pod tytułem „O prawdziwym konserwatyzmie, pobudka”. Ulotka zawierała tekst wymierzony przeciwko Stronnictwu Prawicy Narodowej, które w owym czasie było już znanym i cenionym w Galicji ugrupowaniem politycznym. Był to manifest grupy młodych konserwatystów, który stał się zarazem deklaracją programową Stronnictwa Zachowawczego. Formalnie działalność rozpoczęło ono 29.10.1922 roku. Inicjatorami jego powstania byli Konstanty hr. Broel-Plater, Kazimierz Marian Morawski (chrześniak Pawła Popiela) oraz Hieronim hr. Tarnowski (syn Stanisława). Ugrupowanie to reprezentowało radykalny sposób pojmowania konserwatyzmu. W swoim programie podkreśliło ono zachowanie podstawowych zasad konserwatywnych jak: religia, etyka, tradycja i autorytet. Religia, według SZ to najwyższy czynnik moralny życia społecznego i nieodzowny warunek bytu społeczeństw ludzkich. Stanowi ona źródło dyscypliny moralnej regulującej stosunki między jednostkami oraz między jednostkami a społeczeństwem. Wśród wszystkich równych religii, katolicyzm winien wyznaczać wytyczne życiu narodu i państwa, chociaż panować winna swoboda wyznania. Stronnictwo Zachowawcze sprzeciwiało się rozwodom i popierało  szkoły wyznaniowe. Prawo własności winno być realizowane w oparciu o zasadę „ius procurandi et dispensandi”, sformułowaną przez św. Tomasza z Akwinu. W świetle głoszonych przez niego zasad człowiek nie ma absolutnej władzy nad rzeczami, gdyż jedynym właścicielem wszystkiego jest Bóg. Człowiek jedynie szafuje własnością. Etyka, w oparciu o religię wyznaczać winna życie społeczne i prywatne obywateli. Rozumiano przez to zwalczanie prywaty w sprawach codziennych, ale przede wszystkim w służbie publicznej. Tradycja jest pierwiastkiem ciągłości – spaja przeszłość z przyszłością. Autorytet występuje w trzech postaciach: autorytet moralny czyli religia, autorytet społeczny, czyli prawo oraz autorytet polityczny- władza wraz z będącą jej emanacją hierarchią. Autorytet oznacza poszanowanie wolności, gdyż nie ma wolności bez prawa i rządu. Posłuszeństwo wobec prawa i poszanowanie władzy są jak rozkaz dla żołnierza. Istnieje jednak warunek, by władza była „prawna”, to jest oparta o prawo. By taka mogła być, konieczny jest autorytet prawa, które służy racji stanu, a nie interesom indywidualnym. By system mógł funkcjonować obowiązywać winna jawność władzy. Omawiając idee SZ nie można nie wspomnieć, iż stronnictwo to, mimo, iż deklarowało szacunek wobec republiki konstytucyjnej, optowało za monarchią jako najbardziej zachowawczą formą rządów[1].

Należy stwierdzić, iż program Stronnictwa Zachowawczego jest najbardziej wierny istocie konserwatyzmu znanego z historii doktryn zachodnich. Jest on różny od szkoły krakowskiej, wiele jego elementów zaczerpnięto prawdopodobnie z dorobku Kosiakiewicza.

Stronnictwo Zachowawcze liczyło 150 członków. W roku 1924 założyło swoje przedstawicielstwo we Lwowie, jednak środowisko konserwatystów lwowskich podatne było na oferty realnego udziału we władzy ze strony prawicy narodowej. Zabiegi SchN doprowadziły w końcu do inkorporacji SZ. Nastąpiło to 03.02.1926 r. Trzej założyciele Stronnictwa nie zdecydowali się na wejście do SchN i związali się z ugrupowaniami monarchistycznymi. Założyli następnie Klub Zachowawczo – Monarchistyczny, kontynuujący idee SZ. Ugrupowanie to prowadziło raczej kameralne dyskusje na łamach czasopisma „Pro Fide  Rege et Lege” . Klub zakończył działalność po przewrocie majowym.

Przewrót Majowy doprowadził do podziału polskich konserwatystów na pro i anty sanacyjnych. Zwolennicy Piłsudskiego upatrywali w jego osobie autorytetu, w silnej władzy szukali nawiązań do monarchii. Przeciwnicy nazywali zamach rokoszem, skierowanym w wolność polityczną i swobody obywatelskie – obraza praworządności była trudna do przyjęcia dla zachowawców[2]. Mimo to w zasadzie najmniej chętnie poparli zamach jedynie konserwatyści krakowscy. Neokonserwatysta krakowski Stanisław Estreicher, syn Karola, twórcy „Bibliografii Polskiej”, prawnik, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, był twórcą podstaw teoretycznych konserwatyzmu w okresie międzywojennym.  Od 1898 związany z „Czasem”, należał do grupy przeciwników sanacji i ograniczenia autonomii uniwersytetów. W 1932 rozstał się z prosanacyjnym „Czasem”. Krytykował zarówno lewicę, jak i piłsudczyków. Estreicher twierdził, że konserwatyzm nowożytny zrodził się ze sprzeciwu wobec zasad rewolucji burżuazyjnej. Mimo krytyki liberalizmu, Estreicher nie uznawał omnipotencji państwa wobec jednostki, twierdził jedynie, że jednostka nie może mieć wpływu na pewne węzły społeczne. Społeczeństwo, według niego jest tworem wyższej woli i ma cel metafizyczny, od woli ludzkiej niezależny. Cel ten można odczuć uczuciem, nie rozumem. Estreicher podkreślał rolę tradycji jako związku pokoleń. Jednostka jest tylko atomem w organizmie, jakim jest państwo. Widać tu silne wpływy De Maistra i Hegla. Religia, zdaniem Estreichera nie może być wykorzystywana jako narzędzie władzy, gdyż oznaczałoby to państwo policyjne. Prawo boskie (naturalne) jednak  powinno stać ponad prawem stanowionym. Wolność to odpowiedzialność i swoboda. Należy konserwować Rodzinę i Naród, jednak nie popadając w nacjonalizm, bo daje to państwu nadmiar władzy i niszczy etykę. Monarchia, zdaniem Estreichera, nie jest konieczna, ale władza winna być trwała i spójna[3].


[1] H. hr. Tarnowski: Referat wygłoszony na zebraniu założycielskim SZ 10.03.1924 we Lwowie.

[2] S. Estreicher: ”Rokosz”, Czas Nr 291/1926

[3] S. Estreicher: „Konserwatyzm”, Czas Nr 296/1926

Po odzyskaniu niepodległości konserwatyści podjęli próbę odrodzenia tego ruchu

Po odzyskaniu niepodległości konserwatyści podjęli próbę odrodzenia tego ruchu. Dnia 23.02.1919 roku, z inicjatywy zachowawców krakowskich powołano Stronnictwo Pracy Konstytucyjnej, przemianowane w 1920 roku na Stronnictwo Prawicy Narodowej. Do ugrupowania tego dołączyły formacje konserwatywne ze wszystkich zaborów. „Neostańczycy” przyjęli program i zasady działania szkoły krakowskiej[1]. Zasady te polegały na trzeźwej ocenie przeszłości Polski, obiektywnym traktowaniu spraw państwowych, reprezentowaniu państwowego punktu widzenia w polityce oraz dążeniu do realnego postępu. Obiektywne traktowanie spraw rozumieli „Neostańczycy” jako trzeźwą i swobodną ocenę rzeczywistości, co przeciwstawiało się sposobowi postępowania, jaki prezentowały inne partie, czyli oceny z punktu widzenia interesu własnego ugrupowania i bieżących celów politycznych. Państwowy punkt widzenia w polityce zakładał nie kierowanie się interesem elektoratu, ale wyłącznie interesem państwa. Nie należy tego jednak rozumieć jako etatyzmu, ale raczej postępowania według zasady, iż należy uczyć obywatela myśleć o państwie, a nie sprawiać, by państwo myślało o niewolnym obywatelu. Ten drugi wariant był charakterystyczny dla ideologii socjalistycznej. Przez realny postęp rozumiano natomiast unikanie nierealnych obietnic wyborczych a zamiast tego zapewnienie trwałego postępu gospodarczego i kulturalnego.

Zasady te, nie będące deklaracją ideową, ale faktycznym sposobem postępowania sugerują, iż SPN był nie tylko stronnictwem politycznym, ale szkołą myśli państwowo – twórczej i naturalnego postępu, co nawiązywało do spuścizny odziedziczonej po „Stańczykach”. Warto pamiętać, iż istotny wpływ na szkołę krakowską miały nie tyle warstwy ziemiańskie, co sfery naukowe. Niestety zasady postępowania przyjęte przez SPN wydają się absolutną abstrakcją w świetle taktyki nowożytnych ugrupowań politycznych, których celem jest nade wszystko sprawowanie władzy, przy wykorzystaniu po temu wszelkich, zwykle niemoralnych środków takich jak populizm, notoryczne łamanie obietnic, szczególna dbałość o własny elektorat oraz przede wszystkim interes własnego ugrupowania i jego członków. W tym świetle linia SPN musiała być politycznym samobójstwem.

Praktycznie od początku powstania Stronnictwa Prawicy Narodowej zmagało się ono z wewnętrznymi problemami. Problemem był także wybór sojusznika – rozważano  mariaż z endecją lub obozem belwederskim, jak również

spierano się o parlamentarny Klub Pracy Konstytucyjnej, który był sojuszem „Neostańczyków” i demokratów galicyjskich. Klub popierał politykę Józefa Piłsudskiego. Wszystko to sprawiło, że już w roku 1920 warszawscy realiści pod przewodnictwem Henryka hr. Potockiego ogłosili secesję i utworzyli Stronnictwo Realnej Polityki Narodowej. Głównym powodem rozłamu był sprzeciw realistów wobec wschodniej polityki Piłsudskiego. W tym samym roku konserwatyści z Wielkopolski utworzyli Chrześcijańsko – Narodowe Stronnictwo Rolnicze, osłabiając szeregi SPN [2].



[1] J. Bobrzyński: „Podstawy Ideowe i Taktyczne Stronnictwa Prawicy Narodowej (Stańczyków) (1926)”, Pro Fide Rege et Lege Nr 23/1995

[2] J. Bartyzel: „Konserwatyzm bez kompromisu”, Znak Nr 350/1984.