Archiwa tagu: prace

Po odzyskaniu niepodległości konserwatyści podjęli próbę odrodzenia tego ruchu

Po odzyskaniu niepodległości konserwatyści podjęli próbę odrodzenia tego ruchu. Dnia 23.02.1919 roku, z inicjatywy zachowawców krakowskich powołano Stronnictwo Pracy Konstytucyjnej, przemianowane w 1920 roku na Stronnictwo Prawicy Narodowej. Do ugrupowania tego dołączyły formacje konserwatywne ze wszystkich zaborów. „Neostańczycy” przyjęli program i zasady działania szkoły krakowskiej[1]. Zasady te polegały na trzeźwej ocenie przeszłości Polski, obiektywnym traktowaniu spraw państwowych, reprezentowaniu państwowego punktu widzenia w polityce oraz dążeniu do realnego postępu. Obiektywne traktowanie spraw rozumieli „Neostańczycy” jako trzeźwą i swobodną ocenę rzeczywistości, co przeciwstawiało się sposobowi postępowania, jaki prezentowały inne partie, czyli oceny z punktu widzenia interesu własnego ugrupowania i bieżących celów politycznych. Państwowy punkt widzenia w polityce zakładał nie kierowanie się interesem elektoratu, ale wyłącznie interesem państwa. Nie należy tego jednak rozumieć jako etatyzmu, ale raczej postępowania według zasady, iż należy uczyć obywatela myśleć o państwie, a nie sprawiać, by państwo myślało o niewolnym obywatelu. Ten drugi wariant był charakterystyczny dla ideologii socjalistycznej. Przez realny postęp rozumiano natomiast unikanie nierealnych obietnic wyborczych a zamiast tego zapewnienie trwałego postępu gospodarczego i kulturalnego.

Zasady te, nie będące deklaracją ideową, ale faktycznym sposobem postępowania sugerują, iż SPN był nie tylko stronnictwem politycznym, ale szkołą myśli państwowo – twórczej i naturalnego postępu, co nawiązywało do spuścizny odziedziczonej po „Stańczykach”. Warto pamiętać, iż istotny wpływ na szkołę krakowską miały nie tyle warstwy ziemiańskie, co sfery naukowe. Niestety zasady postępowania przyjęte przez SPN wydają się absolutną abstrakcją w świetle taktyki nowożytnych ugrupowań politycznych, których celem jest nade wszystko sprawowanie władzy, przy wykorzystaniu po temu wszelkich, zwykle niemoralnych środków takich jak populizm, notoryczne łamanie obietnic, szczególna dbałość o własny elektorat oraz przede wszystkim interes własnego ugrupowania i jego członków. W tym świetle linia SPN musiała być politycznym samobójstwem.

Praktycznie od początku powstania Stronnictwa Prawicy Narodowej zmagało się ono z wewnętrznymi problemami. Problemem był także wybór sojusznika – rozważano  mariaż z endecją lub obozem belwederskim, jak również

spierano się o parlamentarny Klub Pracy Konstytucyjnej, który był sojuszem „Neostańczyków” i demokratów galicyjskich. Klub popierał politykę Józefa Piłsudskiego. Wszystko to sprawiło, że już w roku 1920 warszawscy realiści pod przewodnictwem Henryka hr. Potockiego ogłosili secesję i utworzyli Stronnictwo Realnej Polityki Narodowej. Głównym powodem rozłamu był sprzeciw realistów wobec wschodniej polityki Piłsudskiego. W tym samym roku konserwatyści z Wielkopolski utworzyli Chrześcijańsko – Narodowe Stronnictwo Rolnicze, osłabiając szeregi SPN [2].



[1] J. Bobrzyński: „Podstawy Ideowe i Taktyczne Stronnictwa Prawicy Narodowej (Stańczyków) (1926)”, Pro Fide Rege et Lege Nr 23/1995

[2] J. Bartyzel: „Konserwatyzm bez kompromisu”, Znak Nr 350/1984.

Ideologia konserwatywna

Konserwatyści prosanacyjni z ugrupowań SPN, „Królewiaków” (dawne SRPN) oraz konserwatystów z Wielkopolski (ChNSR) skonsolidowali się pod przewodnictwem Janusza Radziwiłła w Zjednoczeniu Zachowawczych Organizacji Politycznych. ZZOP weszło w 1930 roku w skład BBWR, jednak nie odgrywało tam większej roli politycznej. Konstytucję Kwietniową zachowawcy prosanacyjni  przyjęli  bardzo  ciepło,  jednak  ich  zdaniem  zabrakło  osoby,  dla której była pisana – marszałka Piłsudskiego. Po wyborach w 1935 roku reprezentacja  zachowawców w parlamencie zmniejszyła się wydatnie. BBWR został rozwiązany a ZZOP nie było organizacją na tyle spójną, by egzystować samodzielnie. Radziwiłł rozpoczął proces odnowy Zjednoczenia. Negatywnie ustosunkowano się do niektórych elementów polityki sanacyjnej (prześladowania opozycji). W tym czasie antysanacyjny konserwatysta Ignacy Biński, który był kontrkandydatem Mościckiego do fotela prezydenckiego postulował powrót „Czasu” do zasad z początku jego istnienia i skupienie się zachowawców na ochronie bardziej zasad, niż taktyce politycznej. W 1937 roku ZZOP wyraziło chęć przystąpienia do Obozu Zjednoczenia Narodowego. ZZOP nie zdołało jednak nawiązać sojuszu z konkurencyjną endecją. Zajęto się zatem odbudową struktur terenowych. Bazując na  Związku Ziemian, organizacji paramilitarnych, Akcji Katolickiej i Izbach Rolniczych, powołano Stronnictwo Zachowawcze, którego pierwszym prezesem został Adolf Bniński z Wielkopolski. Nastąpił zwrot w kierunku chrześcijańskiej demokracji. Jedynym organem Stronnictwa był przeniesiony do Warszawy „Czas”. Mimo prób odnowy postępowała degradacja politycznych wpływów obozu zachowawczego.

W 1939 roku Stronnictwo domagało się zwolnienia z Berezy Kartuzkiej Stanisława Cat-Mackiewicza oraz umożliwienia powrotu Korfantemu i Witosowi. W sprawach nadchodzącej wojny Stronnictwo popierało politykę ministra Becka. Niektórzy zachowawcy (związani głównie z wileńskim „Słowem” Cata-Mackiewicza) postulowali neutralność Polski, obawiając się kolejnego jej rozbioru. „Czas” jednak artykułem „Zdecydowani” z 28.08.1939 roku stwierdzał,  że konfrontacja jest nieunikniona i zagrzewał do wojny. W czasie wojny śmierć ponieśli Bniński, Moszyński i Wańkowicz, szefowie Stronnictwa. Jedynie Radziwiłł więziony przez Sowietów i Niemców przeżył wojnę. Wojna okazała się szczególnie dramatyczna dla polskiego konserwatyzmu. W masakrach elit naukowych Galicji zginęła większość konserwatystów m.in. Stanisław Estreicher.

Współpraca cywilno – wojskowa (skrót ang. CIMIC)

Współpraca cywilno – wojskowa (skrót ang. CIMIC) jest elementem wsparcia działań militarnych. Wprawdzie koncepcja tej współpracy ulega ciągłym modyfikacjom, nie można jednak powiedzieć, że jej ramy a co się z tym ,łączy – zadania, nie są dość precyzyjnie zdefiniowane. Dyrektywa Paktu Północnoatlantyckiego, przyjęta przez Komitet wojskowy w sierpniu 1997 roku definiuje CIMIC jako „…ustanowienie i utrzymywanie pełnej współpracy pomiędzy dowódcą a ludnością cywilną oraz instytucjami, występującymi w obszarze operacji wojskowej, z zamiarem tworzenia warunków, które przyniosą mu możliwe największe moralne, materialne i taktyczne korzyści”. Cel długofalowy CIMIC to przede wszystkim tworzenie warunków umożliwiających znalezienie skutecznego rozwiązania kryzysu militarnego.

CIMIC rozwinął się bardzo za sprawą misji NATO w Bośni i Hercegowinie. Dla trwałego pokoju w tym kraju pełna implementacja wojskowych oraz cywilnych aspektów porozumienia pokojowego, zainicjowanego rozmowami w Dayton 21 listopada 1995 roku, a podpisanego w Paryżu 14 grudnia 1995 roku ( skrót ang. GFAP) posiada kluczowe znaczenie.

Rozpoczęta kilka dni później największa, kiedykolwiek podjęta przez NATO operacja wojskowa z udziałem wielonarodowych sił, zwanych siłami implementacyjnymi (skrót ang. IFOR) została nazwana na początku Joint Endeavour (Połączone Zabiegi) i jest kontynuowana, już pod inną nazwą do dziś. Poprzez kontynuację wprowadzania w życie wojskowych aspektów porozumienia z Dayton, NATO pomaga w zapewnieniu bezpiecznej atmosfery potrzebnej dla cywilnej i politycznej rekonstrukcji w tym regionie.

Na podstawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1088, SFOR – następca IFOR, został upoważniony do utrwalania przede wszystkim wojskowych aspektów porozumienia pokojowego, ale wśród jego podstawowych zadań jest również udzielanie, w ramach własnych możliwości, selektywnego wsparcia organizacjom cywilnym.

Cywilne aspekty porozumienia pokojowego są realizowane zasadniczo przez odpowiednie organizacje międzynarodowe, których działania koordynuje Biuro Wysokiego Przedstawiciela (skrót ang. OHR), a SFOR wspiera działania tych organizacji[1].

Cennym doświadczeniem dla naszej armii jest udział polskich żołnierzy w misjach KFOR i SFOR. Okazuje się, ze podstawowym środkiem łagodzenia konfliktu, trzymania wrogich stron na odpowiedni dystans jest nie tylko obecność uzbrojonego żołnierza, lecz także jego wiedza o kulturze, religii, stosunkach walczących stron, a także zdolności mediacyjne.

Mamy więc do czynienia z zupełnie nowymi formami wypełniania zadań bojowych, gdzie o sukcesie decydują nie tylko potencjał bojowy, lecz także szeroka wiedza oraz przygotowanie psychologiczne. Jest to jakby nowa cecha konfliktów, w których obok wielkiego wzrostu utechnicznienia, informatyzacji, komputeryzacji stale rośnie rola człowieka.

 

Przykładem mogą być Bałkany, gdzie jedna strona konfliktu postrzega nasze oddziały jako reprezentanta słowiańskiego narodu, zaś strona przeciwna jako narodu katolickiego. W jednym i drugim wypadku ma to pozytywne konotacje. Nie ulega też wątpliwości, że polskie misje pokojowe na Bałkanach są jednym z istotnych czynników umacniania międzynarodowego autorytetu Polski, a w dłuższej perspektywie mogą umacniać naszą pozycję jako skutecznego mediatora oraz kraju mającego realny wpływ na rozwój i stabilizację sytuacji polityczno – militarnej. Jest to szczególnie cenne w kontekście integracji europejskiej i umacniania się stref potencjalnego niepokoju oraz zagrożeń.

Z przedstawionych rozważań wypływają różne wnioski, ale jeden, moim zdaniem, jest najważniejszy, który można sformułować następująco: granic polskiego bezpieczeństwa nie określają już polityczne granice kraju. Musimy być gotowi do działań prewencyjnych, stabilizacyjnych i humanitarnych w Europie i jej geograficznym otoczeniu[2].

Polski kontyngent wojskowy SFOR kontynuuje swoją działalność w misji „Wspólna Straż” zgodnie z rezolucją ONZ nr 1088 z grudnia 1996 roku oraz uchwałą Rady Ministrów nr 146/96 z 17 grudnia 1996 roku[3].

Podstawę prawną użycia Polskiego Kontyngentu Wojskowego SFOR stanowi postanowienie Prezydenta RP z dnia 31 grudnia 1999 r. O użyciu Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Siłach Stabilizujących w Republice Bośni i Hercegowinie ( Monitor Polski nr 41, poz. 623).

Po wycofaniu w grudniu 1995 Polskiego Kontyngentu wojskowego z misji UNPROFOR, prowadzonej pod egidą ONZ, władze RP skierowały do działań w rejonie Bałkanów, ale już pod dowództwem NATO, 16 batalion powietrzno – desantowy w sile 700 żołnierzy. Stanowił on trzon Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Siłach Implementacyjnych (IFOR). W wyniku zmian struktury IOFOR na Siły Stabilizujące (SFOR), w 1997 roku zmniejszono liczebność polskiego batalionu do 500 żołnierzy. W tym okresie ogólna liczba żołnierzy w całej operacji sił NATO w Bośni i Hercegowinie spadła z 60 tys. do 30 tysięcy.

W wyniku restrukturyzacji SFOR, w dniu 5 stycznia 2000 roku zakończyła działalność operacyjną Polska Jednostka Wojskowa (16 batalion powietrzno – desantowy) w składzie Brygady Nordycko – Polskiej Wielonarodowej Dywizji Północ.

Utworzono Nordycko – Polską Grupę Bojową ( NPBG) w składzie której działa Polski Kontyngent Wojskowy SFOR (PKW SFOR) o liczebności do 300 żołnierzy i pracowników WP.

PKW SFOR stacjonuje w m. Doboj. W skład PKW SFOR wchodzą: 2 kompanie szturmowe, Narodowy Element Zaopatrywania, personel w strukturach ponad – batalionowych[4].

Misja SFOR należy do najniebezpieczniejszych na świecie. Mimo, że na początku ubiegłego roku liczba żołnierzy sił rozjemczych zredukowana została o 1/3, tereny Bośni i Hercegowiny uznawane są nadal za zagrożone konfliktem. To nieuniknione w państwie zamieszkiwanym w większości przez wyznawców trzech religii i przedstawicieli trzech narodowości.

Polscy żołnierze wspólnie z Duńczykami odpowiadają w ramach misji SFOR za teren o powierzchni 3 tys. km 2. Borykają się ze 130 – tysięczną rzeszą uchodźców, pragnących wrócić do własnych domów lub pozostać w zajętych po wojnie gospodarstwach. Bomby – zasadzki w domach, do których mają wrócić uchodźcy, nie należą do rzadkości. Ludzie, którzy nie chcą opuścić zajętych w czasie wojny gospodarstw, blokują drogi lub po prostu wysadzają mosty. Wracać do swoich domów chcą przede wszystkim bośniaccy Muzułmanie. Tymczasem Serbowie, którzy je zajmują, nie maja się gdzie podziać.

Przez rok czasu Jerzy Kucharski dowodził Wydziałem Operacyjnym, który był swoistym centrum zarządzania kryzysowego w SFOR. Tam docierały bowiem niepokojące sygnały z całego terenu, które wymagały szybkiego reagowania.

Żołnierze misji SFOR już od kilku lat czuwają nad wprowadzeniem zasad traktatu pokojowego po wojnie na Bałkanach[5].

Obraz sytuacji w Bośni najlepiej przedstawia wypowiedź kmdr. rez. dr Jamesa Orzecha dyrektora archiwum SFOR: „… Moim zdaniem można mówić o sukcesie implementacji części wojskowej układu. Siły zbrojne Bośni i Hercegowiny znajdują się pod stałą kontrolą SFOR. Poza drobnymi przypadkami, generalnie stosują się one do podpisanego układu. Jeśli chodzi o współpracę z władzami cywilnymi mamy tu już inną historię. Można powiedzieć, że władza nie tylko nie wspiera procesu implementacji, ale często staje w poprzek, utrudnia jak może jego przebieg. Można obserwować stały postęp procesu implementacji. A to dzięki wspólnocie międzynarodowej, SFOR, różnym agendom ONZ, wielu ludziom ciężko pracującym nad tym, aby ten progres zapewnić …”[6].

          Siły w Kosowie w znacznej części przyczyniły się do postępu, jaki dokonał się w wielu dziedzinach życia codziennego prowincji.

KFOR działa z upoważnienia ONZ i jego głównym zadaniem jest zapobieganie odnowieniu się aktów wrogości, zabezpieczanie prowincji i zapewnianie bezpieczeństwa publicznego.

Jego zadaniem jest także wspieranie i prowadzenie cywilnych agencji działających w zakresie pomocy humanitarnej i odbudowy. Pracuje też nad odbudową społeczeństwa obywatelskiego w Kosowie.

Na początku czerwca 1999 roku, wynegocjowane zostało Techniczne Porozumienie Wojskowe z jugosłowiańskimi władzami wojskowymi zapewniające wycofanie się wojsk jugosłowiańskich. KFOR nadzorował jego wdrożenie.

Oddziały KFOR w Kosowie, w których skład wchodzą kontyngenty z 20 państw nie będących członkami NATO, w tym z Rosji, są w pełni zdolne do tego, aby powstrzymać siły jugosłowiańskie przed ponownym wkroczeniem do Kosowa. KFOR także skutecznie przeprowadził demilitaryzację Armii Wyzwolenia Kosowa i przekształcenie jej w Korpus Ochrony Kosowa – cywilne siły szybkiego reagowania pozostające pod kontrolą tymczasowej administracji ONZ.

Innym kluczowym zobowiązaniem KFOR jest stworzenie bezpiecznego środowiska, w którym wszystkie społeczności w Kosowie – Serbowie, Bośniacy, Romowie i Turcy, jak również Albańczycy – będą mogli odbudować swoją egzystencję[7].

Z dotychczasowych doświadczeń w operacjach IFOR, SFOR, AFOR i KFOR wynika, że:

¨     Niezbędna jest minimalizacja różnic organizacyjnych i w wyposażeniu między jednostkami polskimi a innych państw NATO.

¨     Do operacji pokojowych i kryzysowych powinny być kierowane pododdziały co najmniej szczebla batalionu z odpowiednim własnym zabezpieczeniem logistycznym, wspartym przez ruchome elementy logistyczne zdolne do przetrwania w rejonie kryzysu przez co najmniej 30 dni bez konieczności uzupełnień.

¨     Musi być określona liczba batalionów ( jeden w misji i dwa w kraju do rotacji ) przygotowanych do udziału w operacjach pokojowych .

¨     Stosunkowo krótki okres przygotowania misji wymaga wcześniejszego zawarcia umów z przewoźnikami zagranicznymi i krajowymi.

¨     Niezbędne jest zapewnienie całkowitego zabezpieczenia logistycznego, szczególnie środków bojowych i remontowych oraz zabezpieczenia socjalnego stanów osobowych.

¨     Szczególnie potrzebne są niezawodne środki łączności, zapewniające sprawne dowodzenie w systemie sojuszniczym i narodowym.

¨     Rozbudowy wymaga system łączności niejawnej „Cronos”, gdyż z powodu dużego napływu informacji są opóźnienia w ich obiegu zarówno w MON, jak i między MON a dowództwami NATO.

¨     W składzie polskich kontyngentów wojskowych, działających poza obszarem odpowiedzialności NATO, muszą być specjaliści do zawierania kontraktów oraz prowadzenia negocjacji z miejscowymi władzami i ludnością.

¨     Pododdziały wydzielone do operacji pokojowych nie prowadzą działań operacyjnych, lecz w większości zadania patrolowe, prewencyjne i zabezpieczające.

¨     Wykonywanie zadań mandatowych w różnych warunkach klimatycznych i terenowych wymaga większego wysiłkowego państwa w celu zaspokojenia potrzeb jednostek uczestniczących w operacjach pokojowych[8].

Operacja bałkańska była pierwszym praktycznym działaniem NATO po jego poszerzeniu. Wcielała nową koncepcję strategiczną Sojuszu. Nasuwa się zatem prosta analogia – że tak właśnie wyglądałoby reagowanie NATO również w razie zagrożenia bezpieczeństwa Polski, tak montowana byłaby, uruchamiana i prowadzona sojusznicza kampania obronna na terytorium Polski, z taką skutecznością prowadzone byłyby operacje militarne[9].

 

Po roku członkostwa Polski w NATO pojawiły się liczne pozytywne opinie o sprawności o dobrym przygotowaniu naszych sił zbrojnych do działania w nowym środowisku wojskowym. Wyrażają je najwyżsi przedstawiciele struktur wojskowych Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz szefowie państw członkowskich.

Okres ten pozwolił także zidentyfikować nieprawidłowości i ukazać problemy wymagające korekt, gdyż niewyeliminowane we wczesnym stadium mogą spowalniać, a nawet utrudniać wywiązywanie się z sił zbrojnych z przyjętych zobowiązań. Naszą powinnością jest identyfikować te problemy i w jak najkrótszym czasie eliminować na wszystkich szczeblach dowodzenia.

Należy zatem w sposób usystematyzowany zbierać wszystkie doświadczenia, zarówno pozytywne, jak i negatywne, gdyż mogą one stanowić bardzo istotny wkład w rozwój Paktu Północnoatlantyckiego[10].

Po akcesji do NATO potrzebujemy naszej, realistycznej oceny zagrożeń i zdefiniowanych na tej podstawie celów polityki bezpieczeństwa – innymi słowy: naszej nowej doktryny polityczno – wojskowej[11].

Udział w pakcie to także zobowiązania do obrony sojuszników, do interwencji poza granicami Polski. Nasi sojusznicy nie oczekują od nas na razie sprawnej nowoczesnej armii. Wymagają dochowania powierzonych nam tajemnic wojskowych, udoskonalenia systemu obrony powietrznej i intensywniejszej nauki angielskiego.

Sojusznicy oczekują od Polski wewnętrznej stabilności i dobrych stosunków z sąsiadami NATO ze Wschodu, zwłaszcza z Ukrainą i Rosją[12].

Jeśli kwintesencją działań podejmowanych w armii, w pierwszym roku funkcjonowania w Sojuszu Północnoatlantyckim miałoby być jedno zdanie, zacytowałabym słowa Gen. Wesleya Clarka, dowódcy Sił Zbrojnych NATO w Europie wypowiedziane w trakcie jego ostatniej wizyty w 1. Brygadzie Pancernej w Wesołej: „Maksimum profesjonalizmu w minimum czasu”.

         Bilans minionego roku wypada pozytywnie, aczkolwiek widoczna jest przepaść pomiędzy potrzebami wojska (a w zasadzie systemu obronnego) a możliwościami ich zabezpieczenia.

W pierwszym dniu członkostwa nasza armia musiała osiągnąć trudne minimalne standardy oraz wydzielić siły operacyjne do współdziałania z sojuszem. Nasz kraj podołał temu zadaniu i dzisiaj w Siłach Natychmiastowego Reagowania i Szybkiego Reagowania funkcjonuje silny komponent trzech rodzajów sił zbrojnych.

Ogromnej pracy dokonano w szkolnictwie wojskowym, zwłaszcza Akademii Obrony Narodowej, gdzie kształcimy absolwentów już według natowskich standardów.

Misje AFOR, SFOR i KFOR (wielonarodowe ćwiczenia NATO: PdP, a także służba kontyngentów sił pokojowych ONZ w Libanie i na Wzgórzach Galon) są obrazem wojska, jakie chcielibyśmy widzieć[13].


[1] Współpraca cywilno – wojskowa w Bośni i Hercegowinie, op. cit., s.109-110

[2] Z. Zalewski, Problemy bezpieczeństwa Polski w nowej rzeczywistości, „Myśl wojskowa” nr 4/2000; lipiec/sierpień,s.12

[3] A. Jóźwiak, C. Marcinkowski, Polska jednostka wojskowa w siłach stabilizujących w Bośni, „Przegląd Wojsk Lądowych”, nr 4/1999 s. 102

[4] Strona internetowa – MON RP s. 1 i 2

[5] M. Pawelec, Strzelają przy każdej okazji (Wywiad z mjr. Jerzym Kucharskim byłym zastępcą szefa Wydz. Operacyjnego Nordycko – Polskiej Grupy Bojowej), „Super – Relaks. Echa Dnia:, nr 3/2001, s. 12

[6] P. Kłudka, „Wojsko i wychowanie” – Pismo żołnierzy zawodowych WP, Warszawa, nr 4/2000,s. 104-105

[7] Dowodząc KFOR–em, wypowiedź gen. Klausa Reinhardta (Dowódcy KFOR w okresie od października 1999 do kwietnia 2000 roku), „Przegląd NATO”, lato/jesień 2000, s.16-17

[8] H. Szumski, Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych, „Myśl wojskowa”, Warszawa listopad/grudzień 6/2000, s.20

[9] S. Koziej, Obrona blokiem, „Polityka”, nr 12; 18 marca 2000, s. 82

[10] Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych, op. cit., s. 20

[11] W. Waszczykowski, Peleton czy pupil, „Gazeta Polska”, 31 marca 1999 rok, s. 9

[12] J. Baczyński, NATO, godzina zero, „Polityka”, nr 12, 20 marca 1999, s. 16

[13] M. Jędrzejko, Bilans z NATO w tle, „Polska Zbrojna”, nr 1, styczeń 2000, s. 17

Przyjęcie Polski do NATO

Przyjęcie Polski do NATO to wyraz docenienia przez Zachód zmian, jakie się dokonały w naszym kraju. Członkami Sojuszu mogą zostać tylko stabilne państwa, prowadzące przewidywalną, czytelną politykę wewnętrzną i zewnętrzną. jednocześnie członkostwo Polski w NATO jest gwarancją bezpieczeństwa dla potencjalnych inwestorów zagranicznych, a dla Polski podstawą zrównoważonego, długotrwałego rozwoju.

           W NATO nie ma pojęcia „członkostwa drugiej kategorii”. To od nas, od naszego wkładu w działania na rzecz bezpieczeństwa w regionie będzie zależeć przyszła rola i pozycja Polski w Sojuszu.

         Przynależność do NATO daje szansę, by stworzyć w Polsce sprawiedliwe i suwerenne państwo, respektujące prawa jednostki, budowane na patriotycznych i chrześcijańskich wartościach oraz na umiłowaniu wolności. To te wartości tysiąclecia określają naszą narodową tożsamość.”[1]

Prof. Jerzy BUZEK

           12 marca 1999 roku w jubileusz 50-lecia Paktu Północnoatlantyckiego, sojusz powiększył się o Polskę, Czechy i Węgry -trzech nowych członków, którzy z niegdysiejszych, ideologicznych i militarnych przeciwników stali się sojusznikami z równymi prawami i wynikającymi z nich jednakowymi obowiązkami. Fakt ten spowodował m.in. konieczność dokonania przewartościowań w obowiązującej koncepcji strategicznej Sojuszu i przyspieszenie prac nad Koncepcją strategiczną na XXI wiek, przy aktywnym współudziale w jej tworzeniu nowych członków[2].

Znalezienie się w tej komfortowej sytuacji kosztowało Polskę wiele wysiłku i oznaczało nie tylko przełamanie politycznego oporu przeciwników tego procesu, ale przede wszystkim wykonanie w kraju ogromnej pracy organizacyjnej w celu przystosowania się do działania w ramach Sojuszu.

Na początku warto jednak pokrótce przypomnieć najważniejsze wydarzenia ostatnich lat, stanowiące kamienie milowe w historii polskich starań o członkostwo w NATO:

1990 – pierwsza wizyta polskiego ministra spraw zagranicznych w NATO i rewizyta sekretarza generalnego w Polsce; oficjalne rozpoczęcie kontaktów politycznych;

1991 – rozwiązanie Układu Warszawskiego; pierwsza sesja NACC;

1992 – rząd Jana Olszewskiego jako pierwszy gabinet III RP oficjalnie deklaruje chęć polski wstąpienia do NATO; dążenie do członkostwa w NATO zostaje zapisane w doktrynie obronnej RP;

1993 – formalnie rozpoczęcie debaty nad rozszerzeniem NATO; pojawia się koncepcja Programu „Partnerstwa dla Pokoju”;

1994 – oficjalne ogłoszenie Programu „PdP”; NATO uznaje, że może dojść do rozszerzenia;

1995 – NATO potwierdza wolę przyjęcia nowych państw i ogłasza Studium o rozszerzeniu NATO;

1996 – trwa tzw. intensywny dialog między NATO a państwami ubiegającymi się o przyjęcie; podany zostaje termin ogłoszenia decyzji o zaproszeniu niektórych państw do członkostwa w Sojuszu; rozpoczyna się misja IFOR – jednostki polskie po raz pierwszy biorą udział w operacji wojskowej NATO;

1997 – Polska, Czechy i Węgry zostają zaproszone do rozmów na temat wstąpienia do NATO, rozpoczynają się oficjalne negocjacje; NACC zostaje przekształcone w EAPC;

1998 – dzień 4 kwietnia 1999 r. zostaje uznany za oficjalną datę przyjęcia Polski, Czech i Węgier w skład Sojuszu.

        Od momentu otwarcia się w 1991 r. NATO na współpracę z dawnymi państwami komunistycznymi, Polska aktywnie i konstruktywnie uczestniczyła we wszystkich działaniach ukierunkowanych na kooperację z Sojuszem i zbliżenie się do jego struktur, tak pod względem politycznym, jak i wojskowym. Za przykład może tu posłużyć stanowcza postawa polskiej dyplomacji w drugiej połowie 1993 r., kiedy krystalizowało się oblicze Programu „PdP”. Udało się wtedy doprowadzić do poszerzenia i skonkretyzowania jego pierwotnie postulowanej zawartości merytorycznej oraz wprowadzenia do dokumentów „PdP” pierwszego zapisu dotyczącego perspektywicznego rozszerzenia NATO[3].

Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego, wypracowując swe decyzje polityczne na zasadzie consensusu państw członkowskich oraz rozwijając współprace państw sojuszniczych i wojsk w zintegrowanych wielonarodowych strukturach, stała się gremium demokratycznym. W tym sensie w NATO nie ma państw pierwszej, drugiej czy trzeciej kategorii. Wchodząc do Sojuszu atlantyckiego, Polska podobnie jak pozostałe państwa: Czech i Węgry zyskała więc nowe ramy dla wyrażania i ochrony własnych interesów bezpieczeństwa a zarazem możliwość wpływania na politykę NATO jako całości[4].

Chciałabym przytoczyć słowa, które mówią o jubileuszowej sesji Rady Ministrów NATO z okazji 10-lecia istnienia tej organizacji, która odbyła w kwietniu 1959 r. w Waszyngtonie. Do zasadniczych zagadnień, jakie wówczas stawiano w czasie tej sesji, należy zaliczyć:

  • zajęcie wspólnego stanowiska w kwestii niemieckiej;
  • dokonanie dotychczasowej oceny działalności NATO i wytyczenie perspektywicznych planów działania na najbliższe lata.

W kwestii pierwszej nie osiągnięto jedności poglądów, zarysowały się tu pewne rozbieżności pomiędzy stanowiskiem W. Brytanii i NRF.

Debata nad drugim punktem porządku dziennego miała raczej charakter sprawozdawczy. Omawiała między innymi sprawę braków w dziedzinie współpracy gospodarczej[5].

Członkostwo w NATO podobnie myślących sojuszników, oddanych wspólnemu działaniu przez ponad czterdzieści pięć lat jego istnienia, pomogło zasadniczo udoskonalić istotę stosunków między państwami członkowskimi. Ponadto, podjęte przez wszystkich sojuszników zobowiązanie do wzajemnej obrony swego terytorium okazało się wartością służącą przez ponad cztery dekady stabilności i zaufania w Europie. Zobowiązanie to pomogło państwom sojuszniczym rozwinąć silne i elastyczne zdolności wojskowe, znajdujące się pod politycznym nadzorem[6].

W przeciwieństwie do UZE, Pakt Północnoatlantycki okazał się bardziej efektywny w rozwiązywaniu konfliktu jugosłowiańskiego, aczkolwiek przez wiele długich miesięcy, jego członkowie nie byli w stanie uzgodnić wspólnego stanowiska na temat militarnego angażowania się paktu poza obszarem strategicznym określonym przez Traktat Waszyngtoński z 1949 r. Przez następnych kilka miesięcy jego działalność była pozorna. Dopiero w drugiej połowie 1995 r., po fiasku ONZ-wskiej misji PROFOR, nastąpiła radykalizacja stanowiska Stanów Zjednoczonych, i tym samym aktywizacja paktu, którego siły IFOR przejęły obowiązki misji ONZ. Przejęcie inicjatywy przez siły NATO pozwoliło na zawarcie pokoju w Dayton – Paryżu, a następnie na szersze włączenie do kontroli jego przestrzegania takich organizacji jak OBWE i UZE[7].

W brukselskiej siedzibie NATO, gdy mówi się o Polakach, ma się na myśli udział naszych żołnierzy w operacjach na Bałkanach, gdzie wypadli bardzo dobrze. W Polsce poparcie dla polityki NATO wobec Jugosławii – podobnie jak wcześniej dla integracji z sojuszem – było jednoznaczne i zdecydowane. „To był – mówi jeden z zachodnich dyplomatów – bardzo ważny sprawdzian, zwłaszcza że nie wszyscy europejscy sojusznicy byli zgodni co do tego, czy NATO wybrało najsłuszniejszy wariant.”[8]

Wejście w euroatlantyckie struktury bezpieczeństwa likwiduje polityczno-militarne osamotnienie lat dziewięćdziesiątych i włącza nasz kraj do najstabilniejszego na świecie systemu zbiorowego bezpieczeństwa. Jest to zupełnie nowa sytuacja i nowa jakość. Wchodząc do Sojuszu Polska przyjęła nie tylko prawa, ale także obowiązki – a to pociąga za sobą dalekosiężne następstwa.

Przy wskazywaniu wszystkich zalet członkostwa w NATO powinni Polacy upowszechnić ważną tezę: że za bezpieczeństwo naszego kraju w pierwszej kolejności odpowiadają obywatele i że na „nas” spocznie główny wysiłek obrony Rzeczypospolitej, jeśli zaistnieje taka potrzeba[9].

„Trzeba nauczyć się mówić i rozumieć to co do nas mówią inni. Trzeba diametralnie przestawić swój sposób myślenia i działania, trzeba umieć dostosować się do nowych warunków i wymagań. Życie nie znosi pustki a to co minęło, trzeba jak najszybciej wypełnić nowymi treściami.

Przed nami nowe horyzonty, perspektywy i zadania. Oto bowiem właśnie teraz w naszym wojsku następują najbardziej widoczne i intensywne zmiany związane z przynależnością do nowego militarnego sojuszu. W ramach Paktu Północnoatlantyckiego mamy szansę na umocnienie swojej pozycji i zapewnienie bezpieczeństwa w Europie. Wzajemne gwarancje obrony, będące istotą sojuszu oparte są nie tylko na obietnicach ale na praktycznych, wiarygodnych mechanizmach, w których liczy się każde ogniwo”[10].


[1] J. Buzek: „Polityczny i ekonomiczny wymiar integracji z NATO i jej historyczne znaczenie dla Polski, Myśl wojskowa nr 4, Warszawa 1999 r., MON, s. 17

[2] J. Solak „Siedemnaście kroków do NATO”, nr 51, W-wa 99 r., Wyd. Biuro Prasy i Informacji MON, s. 7

[3] K. Piątkowski „Polska i NATO …” op. cit. s.64

[4] M. Wągrowska „Polska-NATO traktaty, gwarancje, zobowiązania”, W-wa 1999 r., Wyd. Bellona, s.7

[5] S. Brodzki i M. Chęciński „Rocznik wojskowo-polityczny 1959”, W-wa 1960 r., Wyd. MON, s.177

[6] „Studium o rozszerzeniu NATO”, nr 30 W-wa 1995 r., Wyd. Biuro Prasy i Informacji MON, s. 22

[7] W. Multan „Wizje bezpieczeństwa …” op. cit. s. 180

[8] J.B. Grochowski i K. Wojna: „Bez taryfy ulgowej” – Polska Zbrojna nr 17, kwiecień 2000 r., s. 33

[9] Gen. Broni Zbigniew Zalewski „Problemy bezpieczeństwa Polski w nowej rzeczywistości” – Myśl wojskowa nr 4, Warszawa 2000 r., MON, s. 7

[10] Piotr Prymiewicz: „Polska w NATO” – Głos żołnierza 1999 r., s. 16