Archiwum kategorii: Prace magisterskie

prace magisterskie z politologii

Prakseologia jako nauka o ludzkim działaniu

Prakseologia – nauka o sprawnym działaniu, które ustala z punktu widzenia sprawności, najszersze uogólnienia odnoszące się do wszelkich form świadomego i celowego działania. W obrębie prakseologii mieści się teoria podejmowania decyzji; przedstawicielem i pionierem prakseologii jako nauki w Polsce był T. Kotarbiński. Zob. Popularna encyklopedia powszechna, pod red. J. Pieszczachowicza, Kraków 1996, s. 212.


Istnieje szeroko rozpowszechniona opinia, że liberalizm tym różni się od innych ruchów politycznych, że przekłada interesy części społeczeństwa – klasy właścicieli, kapitalistów, przedsiębiorców – ponad interesy innych klas. Jest to pogląd całkowicie mylny. Liberalizm zawsze miał na uwadze dobro całości, a nie żadnej szczególnej grupy. Właśnie to chcieli wyrazić angielscy utylitaryści – co prawda niezbyt udolnie – swym słynnym hasłem „the greatest happiness of the greatest number” (by jak najwięcej ludzi było jak najszczęśliwszymi). Historycznie rzecz biorąc liberalizm był pierwszym ruchem politycznym, który za cel stawiał sobie wspieranie dobrobytu wszystkich, a nie tylko niektórych grup. Liberalizm różni się od socjalizmu, który wedle zapewnień również zabiega o dobro wszystkich, nie celem, do którego dąży, lecz środkami, które wybiera do realizacji[1] [2] [3].

Rozsądne działanie różni się od działania nierozsądnego tym, że jest związane z tymczasowymi wyrzeczeniami. Te ostatnie są jednak wyrzeczeniami tylko pozornie, bo przeważają nad nimi następujące później konsekwencje . Prakseologia opiera się na fundamentalnym aksjomacie, że indywidualne istoty ludzkie działaj ą, to jest, na podstawowym fakcie, że jednostki angażuj ą się w świadome działania, żeby osiągnąć wybrane cele. Ta struktura jest zbudowana na fundamentalnym aksjomacie działania i posiada kilka dodatkowych aksjomatów, takich jak ten, że jednostki się różnią, i że ludzie traktują czas wolny jako wartościowe dobro . Społeczeństwo ludzkie jest związkiem osób mających na celu wspólne działanie. W porównaniu z indywidualnymi działaniami jednostek, zaletą działania wspólnego, opartego o zasadę podziału pracy, jest jego większa wydajność. Jeśli pewna ilość ludzi będzie współpracować zgodnie z zasadą podziału pracy, to wytworzą oni (przy pozostałych warunkach ustalonych) znacząco więcej niż mogliby w sumie wytworzyć działając jako samowystarczalne jednostki.

Ludzka praca sama w sobie nie jest w stanie powiększyć naszego dobrobytu. By przynieść owoce, musi ona przekształcić materiały i zasoby ziemi, które Natura oddała nam do dyspozycji. Ziemia wraz ze wszystkimi tkwiącymi w niej substancjami i siłami oraz ludzka praca stanowią dwa czynniki produkcji, z których celowego współdziałania pochodzą wszystkie towary służące zaspokojeniu naszych zewnętrznych potrzeb. Teraz chcemy rozważyć dwa różne systemy ludzkiego współdziałania opartego na podziale pracy: jeden oparty na prywatnej własności środków produkcji, drugi na własności uspołecznionej. Ten ostatni nazywa się socjalizmem lub komunizmem; ten pierwszy liberalizmem, jak również (odkąd w dziewiętnastym wieku wytworzył on podział pracy obejmujący cały świat) – kapitalizmem. Liberałowie utrzymują, że jedynym realnym systemem ludzkiego współdziałania w społeczeństwie opartym na podziale pracy jest prywatna własność środków produkcji. Twierdzą oni, że socjalizm jako całościowy system, obejmuj ący wszystkie środki produkcji jest nierealny, a zastosowanie socjalistycznych zasad wobec części środków produkcji, mimo że nie jest to oczywiście możliwe, prowadzi do zmniejszenia wydajności pracy, tak że nie wytwarzaj ąc większego bogactwa, wręcz przeciwnie – musi to skutkować j ego pomniejszeniem.

Zatem program liberalizmu, gdyby streścić go w jednym słowie, brzmiałby: własność, tj. prywatne posiadanie środków produkcji (bowiem w odniesieniu do towarów konsumpcyjnych, ich prywatne posiadanie jest sprawą oczywistą i nie kwestionowaną nawet przez socjalistów i komunistów). Wszystkie inne postulaty liberalizmu wynikają z tej jednej, fundamentalnej zasady. Tuż obok słowa „własność” w programie liberalizmu można śmiało umieścić słowa „wolność” oraz „pokój”. Idea wolności tak silnie się w nas zakorzeniła, że przez długi czas nikt nie ośmielał się jej kwestionować. Ludzie zwykli byli zawsze mówić o wolności z największym szacunkiem; dopiero Lenin nazwał ją „burżuazyjnym przesądem”. Mimo, że dziś często się o tym zapomina, szacunek ten był zasługą liberalizmu. Sama nazwa liberalizmu wywodzi się od wolności, a nazwa partii stojącej w opozycji do liberałów (obydwa określenia pojawiły się podczas hiszpańskich walk konstytucyjnych w pierwszych dekadach dziewiętnastego wieku) brzmiała pierwotnie: „serwiliści” . Ci, którzy [4] [5] [6] popierali zniesienie przymusowego poddaństwa na gruncie ogólnych zasad humanitarnych, nie potrafili znaleźć odpowiedzi, gdy słyszeli, że utrzymanie tego systemu było także w interesie zniewolonych. Albowiem przeciwko temu zastrzeżeniu na korzyść niewolnictwa istnieje tylko jeden argument, który może obalić, i rzeczywiście obalił, wszystkie inne – ten mianowicie, że wolna praca jest nieporównywalnie wydajniej sza od pracy niewolniczej.

Liberalna krytyka argumentu na rzecz wojny jest zgoła odmienna od tej, jaką proponują humanitaryści. Wychodzi ona z założenia, że to nie wojna jest matką, lecz pokój jest ojcem wszystkiego. Tym, co umożliwia człowiekowi postęp i odróżnia go od zwierząt, jest społeczne współdziałanie. Tylko i wyłącznie praca jest twórcza: tworzy bogactwo i tym samym kładzie zewnętrzny fundament pod wewnętrzny rozwój człowieka. Wojna tylko niszczy; nie potrafi nic stworzyć. Jak szkodliwa jest wojna dla rozwoju ludzkiej cywilizacji, staje się zupełnie oczywiste, gdy zrozumiemy korzyści wynikające z podziału pracy. Rozwój złożonej sieci międzynarodowych relacji gospodarczych jest wytworem dziewiętnastowiecznego liberalizmu i kapitalizmu. Tylko dzięki nim możliwa stała się rozległa specjalizacja we współczesnej produkcji, przy jej równoczesnym postępie technologicznym[7] [8][9].

Ludzkie działanie to zachowania celowe. Możemy też powiedzieć: działanie to wola zrealizowana i przekształcona w czyn; to dążenie do celu; to rozmyślna reakcja podmiotu na bodźce i uwarunkowania zewnętrzne; to świadome przystosowanie się człowieka do stanu wszechświata, który decyduje o jego życiu. Przedmiotem naszej nauki jest ludzkie działanie, a nie zdarzenia psychologiczne, które prowadzą do działania. Działanie jest czymś realnym. Istotne jest w nim zachowanie się człowieka[10], a nie to, co mówi o planowanych, lecz niezrealizowanych działaniach. Zadaniem prakseologii jest badanie istoty procesu działania i wyjaśnianie tych wszystkich pojęć, które są niezbędne do opisu, oceny i planowania działań oraz do ogólnej teorii działań skutecznych . Działanie trzeba też wyraźnie odróżniać od wykonywania pracy. Działanie to zastosowanie środków potrzebnych do osiągnięcia celu. Jednym z takich środków jest zazwyczaj praca działającego człowieka. Prakseologia nie dzieli ludzi na „aktywnych” i pełnych energii oraz „pasywnych” i bezwolnych. Człowiek energiczny, pracowicie dążący do poprawy swojego losu, działa w nie mniejszym i nie większym stopniu niż osoba ospała, która przyjmuje zdarzenia z obojętnością. Nierobienie niczego i pozostawanie bezczynnym jest również działaniem, ponieważ wpływa na przebieg zdarzeń. Jeśli tylko istnieje możliwość wykazania się jakąś aktywnością, to człowiek działa, nawet jeśli powstrzyma się od jej podjęcia. Ten, kto znosi sytuację, którą mógłby odmienić, działa w nie mniejszym stopniu niż ten, kto podejmuje określone decyzje, by ją odmienić[11] [12].

Jednostka działająca, która reaguje w różnym zakresie na oczekiwania otoczenia społecznego, kieruje się w istocie kilkoma perspektywami racjonalności. Odpowiedzialność społeczna czy transcendentna tzn. wykraczająca poza porządek przyrodzony, odwołuj ą się bowiem do innych reguł racjonalności. Ludzkie działanie jest z konieczności zawsze racjonalne. Ostatecznym celem działania jest zawsze zaspokojenie jakiejś potrzeby działającego. Ze względu na to, że nie da się zastosować własnych sądów wartościujących wobec działań podejmowanych przez innego człowieka, nie ma sensu wydawać sądów na temat celów i aktów woli innych osób. Zazwyczaj działanie nazywane jest irracjonalnym, jeśli za cenę pewnych korzyści „materialnych”, namacalnych zmierza się do realizacji celów „idealnych”, „wyższych”. Taki sens ma na przykład stwierdzenie – wypowiadane czasami z aprobatą, a czasami z dezaprobatą – że człowiek, który poświęca życie, zdrowie lub majątek dla zrealizowania „wyższych” celów, takich jak wierność swojemu wyznaniu, filozofii lub przekonaniom politycznym albo wolności i rozkwitowi swojego narodu, kieruje się motywami irracjonalnymi. Jeśli terminy „racjonalny” i „irracjonalny” mają służyć opisowi środków wybranych do realizacji celów, to wyrażaj ą ocenę przydatności i trafności wyboru określonej metody. Działanie niedostosowane do zamierzonego celu nie doprowadzi do jego realizacji[13].

Twierdzenia prakseologii i ekonomii są ważne dla każdego ludzkiego działania, i to bez względu na jego motywy, przyczyny i cel. Ostateczne sądy wartościujące i cele ludzkiego działania stanowią dane dla wszystkich rodzajów badań naukowych. Działanie wymaga kategorii przyczynowości i zakłada jej istnienie. Działać może tylko ten, kto patrzy na świat w kategoriach przyczyn i skutków. Można więc powiedzieć, że przyczynowość jest kategorią działania. Kategoria środków i celów zakłada istnienie kategorii przyczyny i skutku. Filozoficzne, epistemologiczne i metafizyczne zagadnienia dotyczące przyczynowości i niepełnej indukcji wykraczają poza zakres prakseologii. Musimy po prostu przyjąć, że jeśli człowiek ma działać, to musi znać związki przyczynowe łączące poszczególne zdarzenia, procesy lub stany rzeczy. Człowiek osiąga zamierzone cele tylko dzięki działaniu opartemu na znajomości tych związków. Jedynym dowodem, że prawidłowo odczytaliśmy związki przyczynowe, jest bowiem to, iż działanie, w którym kierowaliśmy się wiedzą o tych związkach, doprowadziło do oczekiwanego rezultatu . Wszelka działalność świadoma składa się z elementarnych aktów sprawczych. Obserwacja i badanie – to odwzorowywanie w myśli rzeczywistości zastanej, obmyślanie – to tworzenie wzorów, które zamierzamy realizować w rzeczywistości przez nas mającej być stworzoną. Aby móc rozwiązać zagadnienie, trzeba się przygotować do tego i to przygotowanie wymaga częstokroć licznych i rozmaitych działań. Istnieją tylko dwie zasady, według których człowiek pojmuje rozumowo rzeczywistość, a mianowicie celowość i przyczynowość. Prakseologia, podobnie jak nauki historyczne zajmujące się ludzkim działaniem, bada celowe działanie człowieka. Jeśli mówi o celach, to ma na uwadze cele, które stawia sobie działający człowiek. Jeśli mówi o znaczeniu, to chodzi tu o znaczenie, które działający człowiek przypisuje swoim działaniom[14] [15] [16].

Błędem jest przedstawiać podejście liberalizmu do państwa stwierdzeniem, że chce on ograniczyć sferę dopuszczalnej działalności państwa, lub że z zasady czuje wstręt do jakiejkolwiek działalności państwa związanej z życiem ekonomicznym. Taka interpretacja w ogóle nie wchodzi w grę. Stanowisko, jakie zajmuje liberalizm w związku z problemem funkcji państwa, jest nieuchronną konsekwencj ą poparcia, jakim darzy prywatną własność środków produkcji, tj. oddawania ich do dyspozycji raczej rządowi niż indywidualnym właścicielom. Tak więc już obrona prywatnej własności środków produkcji prowadzi do bardzo silnego zawężenia funkcji przyznawanych państwu. Socjaliści skłonni są czasem zarzucać liberalizmowi brak konsekwencji. Utrzymują oni, że jest nielogiczne ograniczać aktywność państwa w sferze gospodarki jedynie do ochrony własności. Trudno zrozumieć dlaczego – jeśli państwo nie ma pozostać zupełnie neutralne – jego interwencje miałyby ograniczać się do ochrony praw właścicielskich posiadaczy. Zarzut ten byłby uzasadniony tylko wówczas, gdyby sprzeciw liberalizmu wobec wszelkiego działania rządu w dziedzinie gospodarki, wychodzącego poza ochronę własności prywatnej, wynikał z zasadniczej niechęci do jakiejkolwiek działalności ze strony państwa. Ale tak w żadnym wypadku nie jest. Powodem, dla którego liberalizm sprzeciwia się dalszemu rozszerzeniu sfery aktywności rządowej, jest właśnie to, że doprowadziłoby to w efekcie do zniesienia prywatnej własności środków produkcji. A własność prywatna to dla liberała zasada najwłaściwsza dla organizacji życia ludzkiego w społeczeństwie[17] [18].

Liberalizm jest przeto daleki od negowania konieczności istnienia machiny

państwowej, systemu prawa oraz rządu. Jest grubym nieporozumieniem, kojarzyć go w jakikolwiek sposób z ideą anarchizmu. Dla liberała państwo jest absolutną koniecznością, ponieważ spoczywaj ą na nim najważniejsze zadania: ochrona nie tylko własności prywatnej, lecz także pokoju, bez którego nie można w pełni korzystać z dobrodziejstw własności prywatnej. Nie ma najmniejszego powodu, by sprzeciwiać się zawodowym politykom i zawodowym urzędnikom państwowym, jeśli instytucje państwowe są demokratyczne. Rządy garstki ludzi – a rządzący zawsze są w mniejszości wobec rządzonych, tak jak producenci butów stanowią mniejszość wobec użytkowników butów – zależą od zgody rządzonych, tj. od tego, czy akceptują istniejącą administrację. Mogą oni postrzegać ją tylko jako mniejsze zło, bądź jako zło konieczne, jednak muszą być zdania, że zmiana istniejącej sytuacji byłaby bezcelowa.

Ale kiedy już większość rządzonych dojdzie do przekonania, że konieczna i możliwa jest zmiana formy rządów i zastąpienie starego reżimu i starej kadry na nowe, to dni tych pierwszych są policzone. Większość będzie w stanie swe życzenia wprowadzić siłą, nawet wbrew woli starego reżimu. Na dłuższą metę, żaden rząd nie może utrzymać się przy władzy, nie mając za sobą poparcia opinii publicznej, tj. gdy rządzeni nie mają przekonania, że rząd jest dobry. Siła, do której ucieka się rząd, by zmusić do uległości krnąbrne dusze, może być użyta tylko dopóty, dopóki większość nie stanie murem w opozycji.

Istnieje więc w każdej formie zbiorowości politycznej sposób na uczynienie rządu, przynajmniej w ostateczności, zależnym od woli rządzonych, a mianowicie wojna domowa, rewolucja, powstanie. Ale właśnie takich środków chciałby liberalizm uniknąć. Nie może być mowy o trwałym postępie gospodarczym, jeśli spokojny bieg spraw wciąż przerywany jest przez walki wewnętrzne. Sytuacja polityczna, jaka istniała w Anglii podczas Wojny Róż, pogrążyłaby współczesną Anglię na kilka lat w najgłębszej i najstraszliwszej nędzy. Nigdy nie osiągnęlibyśmy obecnego poziomu rozwoju gospodarczego, gdyby nie znaleziono odpowiedzi na pytanie o to, jak zapobiegać ciągłym wybuchom wojen domowych. Bratobójcza walka, taka jak Rewolucja Francuska 1789 r., przyniosła ciężkie straty na życiu i własności. Nasza współczesna gospodarka nie wytrzymałaby już takich wstrząsów. Społeczność nowoczesnych metropolii musiałaby tak strasznie ucierpieć na rewolucyjny powstaniu, które mogłoby uniemożliwić sprowadzenie żywności i węgla, odciąć dopływ prądu, gazu i wody, że nawet strach, że takie zaburzenia mogą się pojawić, sparaliżowałby życie w mieście .

To tutaj znajduje zastosowanie społeczna funkcja, jaką pełni demokracja. Demokracja jest tą formą ustroju politycznego, która umożliwia dostosowanie rządu do oczekiwań rządzonych bez gwałtownych walk. Jeśli w państwie demokratycznym rządy nie są sprawowane tak, jak chciałaby tego większość, żadna wojna domowa nie jest konieczna, by wprowadzić na urzędy tych, którzy swymi działaniami chcą tę większość

zadowolić. Poprzez wybory i ustalenia parlamentarne zmiana rządu dokonuje się gładko i bez tarć, przemocy i rozlewu krwi. Jako, że ludzkość weszła w wiek demokracji z takimi wyśrubowanymi oczekiwaniami, nic dziwnego, że wkrótce nadeszło rozczarowanie. Szybko odkryto, że demokracje popełniały przynajmniej tyle samo błędów, co monarchie i arystokracje. Porównanie, jakie robili ludzie pomiędzy osobami, postawionymi na czele rządu w demokracjach, z tymi, których do tej pozycji wyniosła absolutna władza cesarzy i królów, w żadnym wypadku nie wypadało na korzyść nowych rządców. Tak więc gdziekolwiek zatriumfowała demokracja, wkrótce w zasadniczej opozycji do niej powstawała doktryna antydemokratyczna. Tylko grupa, która może liczyć na poparcie rządzonych, zdolna jest ustanowić trwały reżim. W dłuższej perspektywie czasowej niemożliwe jest poddanie ludzi wbrew ich woli rządom reżimu, który oni odrzucają. Ktokolwiek usiłuje uczynić to siłą, źle skończy, a walki sprowokowane jego próbą wyrządzą większą krzywdę, niż mógłby kiedykolwiek wyrządzić najgorszy rząd maj ący oparcie w rządzonych. Nie można ludzi uszczęśliwić wbrew ich woli[19] [20] [21].

[1]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej, Kraków 2004, s. 21.

[2]   Ibidem, s. 23.

[3]    M. Rothbard, Prakseologia, metodologia Szkoły Austriackiej, tłum. A. Gruhn i M. Zieliński,

[4]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 35.

[5]   Ibidem, s. 36 i 37.

[6]   Tzn. zwolennicy systemu niewolniczego (łac. servilis), opartego na feudalnej strukturze stanowej.

[7]   Ibidem, s. 39.

[8]   Ibidem, s. 43 – 46.

[9]   T. Kotarbiński, Dzieła wszystkie. Prakseologia cz. I, Wrocław 1999, s. 319.

[10] L. von Mises, Ludzkie działanie, tłum. W. Falkowski, s. 12 i 13

[11] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 13 i 14,

[12] P. Woroniecki, Gospodarka rynkowa i zasada solidarności, Olsztyn 1999, s. 143.

[13] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 20 – 22,

[14] Ibidem, s. 23 – 25.

[15] T. Kotarbiński, op. cit., s. 257 – 263.

[16] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 27 – 30,

[17] L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 60 i 61.

[18] Ibidem, s. 64.

[19] Ibidem.

[20] Ibidem, s. 65.

[21] Ibidem, s. 66 – 70.

Organicyzm

[fragment pracy mgr]

Organicyzm, drugi filar myśli konserwatywnej wiąże się ze sposobem pojmowania społeczeństwa, które nie jest po prostu luźnym zbiorem jednostek, ale naturalnie wzrastającym organizmem, żywą jednością, całością, na którą składają się pokolenia przeszłe, teraźniejsze i przyszłe. Organicyzm podważa teorię umowy społecznej, wedle której jednostka wyprzedza społeczeństwo i decyduje o jego powstaniu. Krytyce poddaje się także demokratyzm Russeau, który zakłada, iż wewnętrzna dobroć człowieka ma się ujawnić w chwili usunięcia krępujących go instytucji wspólnotowych. Podobnie liberalizm Locke’a, zakładający, iż właściwa konstrukcja ładu społeczno – politycznego, wypełniająca braki właściwe stanowi naturalnemu, umożliwi realizację doskonałości moralnej człowieka nie jest akceptowany przez konserwatystów. Nie inaczej jest wreszcie z koncepcją socjalistyczną, która zakłada, że przebudowa struktur społecznych, a w szczególności zniesienie własności prywatnej zrodzić ma warunki realizacji pełni człowieczeństwa. Koncepcje te są próbą pokazania niezależności człowieka od kontekstu kulturowego, w którym, zdaniem konserwatystów  każdy odnajduje własną tożsamość. Władza wieńczy organizm społeczny i nie powinna poszukiwać nowego porządku, lecz pozostawać w ryzach prawa nadrzędnego, konstytucji moralnej narodu, czyli: prawa zwyczajowego, bożego, naturalnego czy też fundamentalnego.

Z koncepcją organicyzmu powiązana jest konserwatywna koncepcja korporacjonizmu Korporacje jak uniwersytety, cechy, gildie są pośrednikiem między władzą a obywatelami. Neguje to możliwość wykorzystania instrumentalnego kościołów oraz kontroli życia rodzinnego przez państwo. Korporacje zatem wraz z kościołami i rodzinami stanowią podstawowe struktury państwa.

Konserwatystom obcy jest zatem erastianizm, który zakłada podległość wszelkich instytucji w tym kościołów suwerenowi, niezależnie czy jest nim monarcha, czy demokratyczna większość. Obrona korporacji wyraża się również w odrzuceniu wszelkiego totalitaryzmu i etatyzmu gdyż uniemożliwia to swobodny rozwój organizmu państwowego. Warto dodać, iż instytucje pośredniczące mają być autonomiczne wobec struktur państwowych w sposób odmienny od liberalnego kontraktualizmu, który daje możliwość ich koncesjonowania przez władzę. Winny być one swobodnym tworem jednostek, których wola nadaje im tożsamość. Paradoksalnie słynna fraza prezydenta Kennedyego: „ Nie pytajcie co państwo może zrobić dla was, ale co wy możecie zrobić dla państwa”  bardzo trafnie opisuje konserwatywną koncepcję organizmu państwowego. Konserwatyści odrzucają bowiem socjalistyczną koncepcję, w myśl której państwo stara się wyręczać obywateli w podejmowaniu decyzji i niejako sterować ich życiem. Jednostka buduje swoją wolę i autorytet w sposób samodzielny i to przenosi się na cały organizm państwowy, który posiada silną władzę opartą  o prawo wspólnoty, autonomię instytucji pośredniczących i zapewnia obywatelom utrzymanie ładu prawnego i obronę interesów wspólnoty przed atakami z zewnątrz.

Parlamenarno-prezydencka forma rządów

Regulacja konstytucyjna organizacji i funkcjonowania władzy państwowej nie może pominąć określenia stosunków zachodzących między parlamentem, głową państwa i rządem. W tradycji państwowości polskiej XX w. silnie zaznaczyła się w tej dziedzinie zasada  systemu  parlamentarno-gabinetowego. Przyjmowała ją Konstytucja 1921 r. , modyfikowała, nie przekreślając jednak istoty, nowela sierpniowa 1926 r., odrzuciła natomiast Konstytucja 1935 r., a po wojnie Konstytucja 1952. W okresie przemian ustrojowych, zapoczątkowanych w 1989 r., silnie zaznaczyła się tendencja zmierzająca do odbudowy systemu parlamentarnego, chociaż można dostrzegać pewne rozbieżności wśród jego zwolenników. Wypadkową różnych tendencji są rozwiązania przyjęte w Małej Konstytucji. Stanowią one podstawę do sprecyzowania odpowiedzi na pytanie dotyczące. istoty i charakteru istniejącego systemu rządów. System parlamentarno-gabinetowy, dobrze znany w naszej historii, to taki system rządów, w którym sytuację prawną głowy państwa charakteryzuje jej polityczna nieodpowiedzialność przed parlamentem, natomiast rząd, zwany inaczej gabinetem, jest powoływany przez głowę państwa, ale odpowiada przed parlamentem i za własną działalność, i za akty prawne głowy państwa, skutkiem zaś tej odpowiedzialności może być odwołanie rządu. Przy powoływaniu rządu głowa państwa jest skrępowana określonymi wymogami natury politycznej, musi liczyć się z istniejącym w parlamencie układem sił, chodzi bowiem o to, aby gabinet miał oparcie w większości parlamentarnej, co stanowi gwarancję realizacji przyjętego programu działania. Rząd i parlament zostają wyposażone w środki prawne wzajemnego oddziaływania na siebie. Parlament może pociągać rząd do odpowiedzialności politycznej, odmawiając mu zaufania lub wyrażając votum nieufności, jest to zasada stanowiąca kamień węgielny systemu parlamentarnego. Rząd natomiast lub prezydent jest wyposażony w prawo rozwiązania parlamentu, przy czym warunki sięgania po ten środek mogą być określone w konstytucji lub całkowicie zależne od uznania egzekutywy. Analizując treść stosunków Sejm – Prezydent – Rada Ministrów w świetle Małej Konstytucji stwierdzić należy, że z pewnością nie jest to system parlamentarny w klasycznej postaci, że mamy do czynienia z jego elementami, ale także z pewnymi ograniczeniami, jak i działaniami, które wychodzą poza jego ramy.  Sejm (tylko ta izba, Senat w zakresie kontroli Rządu nie został wyposażony w żadne środki prawne) może uchwalić Radzie Ministrów votum nieufności (art. 66) lub odmówić votum zaufania. Skutki takiego działania Sejmu nie są jednoznaczne. W przypadku odmowy zaufania Rząd nie może powstać, gdy zaś Sejm nie uchwali (potwierdzi) mu zaufania, musi złożyć dymisję – są to wymogi całkowicie zgodne z regułami właściwymi systemowi parlamentarno-gabinetowemu. Obowiązek taki nie istnieje jednoznacznie w przypadku wyrażenia przez Sejm votum nieufności. Obowiązek Rządu podania się do dymisji istnieje tylko wówczas, gdy wyrażenie votum nieufności połączone zostało z wyborem nowego premiera. Jeśli wybór taki nie nastąpił, to wprawdzie Rząd składa dymisję, ale decyzję ostateczną podejmuje Prezydent, który może bądź dymisję przyjąć, bądź też odmówić jej przyjęcia i jednocześnie rozwiązać parlament. Mimo tej swobody w zakresie oceny zaistniałej sytuacji dokonywanej przez Prezydenta, przyjęto rozwiązanie prawne mieszczące się jeszcze w ramach systemu parlamentarnego. Wykracza już jednak poza jego ramy uprawnienie Prezydenta, przewidziane w art. 21, a dotyczące prawa rozwiązania Sejmu. W omawianym przypadku nie chodzi bowiem o działania głowy państwa stanowiące reakcję na obalenie Rządu. Chodzi tu o nieuchwalenie budżetu państwa w ciągu trzech miesięcy od dnia złożenia w parlamencie projektu ustawy budżetowej. Podobną, niezbyt typową dla systemu parlamentarnego sytuację przewidziano w art. 62. Zgodnie z nim w przypadku niepowołania Rządu w trybie art. 60, Prezydent rozwiązuje Sejm albo w ciągu 14 dni powołuje, na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy, premiera i Rząd mniejszościowy. Jeśli przed upływem tego terminu Sejm nie udzieli Rządowi votum zaufania ani nie wyrazi votum nieufności w sposób przewidziany w art. 66 ust. 4, Prezydent rozwiązuje Sejm i Senat. W zakresie tworzenia Rządu Mała Konstytucja przyjmuje tryb odbiegający od klasycznego systemu parlamentarnego, w którym prawo to jednoznacznie przysługuje Prezydentowi. Tworzy on, zmienia i odwołuje Rząd, a Sejm tylko określa swój stosunek do gabinetu i do programu działania. Mała Konstytucja przyznaje w tym zakresie pewne uprawnienia Prezydentowi, zwiększając jego wpływ w porównaniu ze stanem dotychczasowym. Nadal nie jest to wyłączna domena działania Prezydenta, ale jest to dziedzina, w której  współdziałanie Prezydenta i Sejmu jest bardzo ścisłe. Sejm zatem zachował pewne uprawnienia w tym zakresie, ale rola jego została pomniejszona w porównaniu ze stanem dotychczasowym. Najbardziej jednak wykracza poza ramy systemu parlamentarnego, jak też narusza zasadę podziału władz uregulowanie kwestii rozporządzeń z mocą ustawy. Może je wydawać Rząd na podstawie upoważnienia przyznanego mu przez parlament w drodze ustawy. Sama instytucja tych rozporządzeń nie wzbudza zastrzeżeń (chociaż mają one być wydawane nie w okresie między sesjami parlamentu, jak to się zazwyczaj dzieje), ale dwie regulacje prawne z tym związane. Art. 23 ust. 3 stanowi, że w czasie obowiązywania upoważnienia do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy inicjatywa ustawodawcza w zakresie objętym upoważnieniem przysługuje wyłącznie Radzie Ministrów. Zatem posłowie, Senat i Prezydent nie mogą w tych sprawach podejmować inicjatywy ustawodawczej. Jest to pierwsze istotne ograniczenie. Drugie ograniczenie polega na tym, że rozporządzenia z mocą ustawy nie podlegają żadnej kontroli parlamentu. Parlament może je zmienić lub uchylić tylko poprzez uchwalenie nowej ustawy, ale jest to możliwe dopiero po wygaśnięciu upoważnienia. Prezydent może odmówić im podpisu, wówczas Rząd, chcąc doprowadzić sprawę do końca, może zakwestionowany tekst przedłożyć Sejmowi jako projekt ustawy. Zatem w sposób bardzo istotny ograniczono uprawnienia parlamentu, czyniąc Radę Ministrów w pewnym okresie i w ściśle wymienionych sprawach wyłącznym prawodawcą. Są to uprawnienia idące bardzo daleko, działalność prowadzona na tej podstawie jest pozbawiona kontroli parlamentarnej, a więc instytucja tak ujęta wykracza poza ramy systemu parlamentarnego. W świetle zatem analizy omawianych norm konstytucji i dokonanej na ich podstawie charakterystyki systemu politycznego istniejącego w Polsce stwierdzić można, że mamy do czynienia z nowym układem stosunków na linii: parlament – gabinet – głowa państwa. W układzie tym godny odnotowania jest wzrost roli Prezydenta, a także Rządu. Wzrost ten jest bliższy rozwiązaniom prawnym przyjętym w Konstytucji Francji z 1958 r. niż klasycznemu systemowi parlamentarnemu, z którym jednak pozostał związany w sposób widoczny przejęciem zasady politycznej odpowiedzialności Rządu przed Sejmem. Nie jest to z pewnością klasyczny system parlamentarny, ale nie jest to z jeszcze większą pewnością system prezydencki. Jest kompromisem tych dwóch czyli systemem parlamentarno-prezydenckim (opartym na elementach systemu parlamentarnego ze znacznie zwiększoną rolą egzekutywy).

Zasada pluralizmu politycznego

Pluralizm polityczny ma wiele różnych znaczeń. Jednak jako zasada ustrojowa w prawie konstytucyjnym sprowadza się do: a) uznania wielości partii politycznych, b) uznania równości partii, c) określenia demokratycznej roli partii. Znaczenie prawne zasady pluralizmu polega więc przede wszystkim na tym, że jakakolwiek jednopartyjność (na przykład, „system jednopartyjny”, „system partii państwowej” lub nawet „system partii dominującej”) musi być uznana za sprzeczną z konstytucją. Poza tym, pluralizm polityczny o randze naczelnej zasady jest punktem wyjścia konstruowania i interpretowania innych norm i zasad dotyczących partii oraz systemu ustrojowego jako takiego. Pluralizm polityczny jest zwłaszcza materialną gwarancją i pierwszą przesłanką zasady wielopartyjności w życiu publicznym. Zasadę pluralizmu wprowadza art. 4 pozostawionych w mocy przepisów Konstytucji RP z roku 1952. Głosi on, iż „1. Partie polityczne zrzeszają na zasadzie dobrowolności i równości obywateli Rzeczypospolitej Polskiej w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. 2. O sprzeczności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznej orzeka Trybunał Konstytucyjny”. Status prawny partii określa bliżej ustawa o partiach politycznych z 28 lipca 1990 r. Przez partię polityczną ustawa ta rozumie organizację społeczną, występującą pod określoną nazwą, która stawia sobie za cel udział w życiu publicznym, w szczególności przez wywieranie wpływu na kształtowanie polityki państwa i sprawowanie władzy (art. 1 ). W teorii prawa konstytucyjnego wyróżniamy trzy główne typy tworzenia partii: system koncesyjny, system administracyjny i system rejestracyjny. Ustawa o partiach z lipca 1990 r. przyjmuje trzeci z tych systemów, z tym że wprowadza ona nie tyle rejestrowanie, ile ewidencjonowanie (notyfikowanie) faktu założenia partii. W myśl ustawy o partiach politycznych z lipca 1990 r., partia uzyskuje osobowość prawną z chwilą zgłoszenia jej do ewidencji prowadzonej przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. Zgodnie z art. 4 ust. 1 utrzymanych w mocy przepisów Konstytucji RP z 1952 r., funkcja partii polega na „wpływaniu metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa”. Można przyjąć, że na takie określenie funkcji partii składają się następujące jej zadania: kształtowanie i wyrażanie postaw politycznych obywateli, funkcja wyborcza i funkcja rządzenia.

Unia Europejska – jestem „za” czy „przeciw” ?

Unia Europejska nie jest organizacją doskonałą. Samo istnienie i funkcjonowanie tak skomplikowanej, różnorodnej struktury nastręcza krajom „piętnastki” wiele trudności. Po wejściu Polski do Unii problemy te będą także nas bezpośrednio dotyczyć. Jednak sytuacja Polski, jako kraju starającego się o członkostwo jest pod wieloma względami szczególna. Czeka nas trudny proces przemian.. W latach pięćdziesiątych, gdy powstały Wspólnoty Europejskie, nikt nie przewidywał, że w strukturach zaprojektowanych dla sześciu państw znajdzie się ich piętnaście. Każde z państw ma przecież swoich urzędników i przedstawicieli w bardzo rozbudowanej administracji europejskiej. Wystarczy spojrzeć na służby językowe Unii Europejskiej, które liczą w obce 11,00 pracowników (każdy dokument wydawany przez Unię musi być tłumaczony na 11 języków). Taka  biurokracja pochłania ogromne środki finansowe, utrudnia podejmowanie decyzji i przeraża nie tylko obywateli, ale i rządy państw członkowskich. Sama Komisja Europejska licząca obecnie 20 komisarzy, musi podejmować decyzje w najdrobniejszych sprawach opracowanych przez około 200 agend i sekretariatów, których kompetencje nie są jasno określone.

Problemów przysparza także nowo wprowadzona waluta – euro. Jak dotąd nie sprawdzają się oczekiwania, że będzie ona równie silna jak dolar. Silna waluta jest wyrazem silnej gospodarki. Spadający kurs euro pokazuje, że gospodarka europejska nadal ustępuje amerykańskiej i wymaga reformy w takich dziedzinach jak : stosowanie internetu w obrocie handlowym, prawo pracy, ubezpieczenia społeczne.

Jednym z najczęściej dyskutowanych zagadnień jest rolnictwo. Wspólna Polityka Rolna stanowi jedną z istotnych podstaw funkcjonowania Unii Europejskiej. Wiele państw nie zgadza się z polityką wspólnych cen i systemem dopłat. Powoduje to często gwałtowne protesty rolników i spięcia między rządami państw członkowskich. Konkurencyjna produkcja rolna musi być tania, i aby była dochodowa należy utrzymać wystarczająco wysokie ceny.

Problem ten wywołuje szczególnie dużo kontrowersji w Polsce. Zmiany konieczne, aby dostosować polskie rolnictwo do wymogów Unii, dotyczą przede wszystkim zwiększenia konkurencyjności (restrukturyzacja całego sektora, wprowadzenie nowoczesnych technik produkcji), w sposób możliwie najbardziej korzystny dla rolników. Jednak nie należy zapomnieć o tym, że zmniejszenie zatrudnienia w tym sektorze wraz z jednoczesnych zwiększeniem areału gospodarstw jest warunkiem przetrwania polskiego rolnictwa na rynku światowym niezależnie od negocjacji Polski z Unią Europejską.

Niska konkurencyjność jest także problemem przemysłu w sektorze państwowym, również i ta dziedzina gospodarki wymaga szybkiej i gruntownej restrukturyzacji. Społeczne koszty takich przemian będą z pewnością wysokie, ale niestety nie do uniknięcia.

Nie możemy także zapominać, że członkostwo w Unii Europejskiej kosztuje. Każde państwo członkowskie płaci składki, które są później wydawane na różne cele, między innymi na rozwój regionów o najbardziej niekorzystnej strukturze produkcji i zatrudnienia.

Krytykując Unię Europejską i proces negocjacyjny wielokrotnie wspomina się o utracie przez Polskę wartości, które leżą u jej podstaw. Szczególnie eksponuje się zagrożone przez model społeczeństwa konsumpcyjnego wartości chrześcijańskie. Okazuje się bowiem, że zachowanie tradycji zależy od samego narodu i członkostwo w strukturach międzynarodowych nie ma na to wpływu.

Podobnie należy potraktować argument o wykupie ziemi przez obcokrajowców i „rozprzedaniu Polski w ręce obcego kapitału”. Polska nie zdaje się tracić nic ze swej polskości, mimo obecności na rynku wielu inwestorów zagranicznych. Należałoby raczej wspomnieć o ich korzystnym wpływie na powstawanie nowych miejsc pracy i stan polskiej gospodarki.

Czy warto więc podejmować wysiłki w celu zbliżenia się do Unii Europejskiej? Przede wszystkim nie należy na to pytanie odpowiadać wcale, jeżeli nie podejmuje się najpierw rzeczowej dyskusji nad argumentami „za” i „przeciw” oraz nie zachowa się między nimi odpowiedniej proporcji.

Projekt ustawy o zmianie Konstytucji

Projekt ustawy o zmianie Konstytucji może przedłożyć co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów (czyli 92), Senat lub Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej (art. 235). Zmiana konstytucji następuje w drodze ustawy uchwalonej w jednakowym brzmieniu przez Sejm i następnie w terminie nie dłuższym niż 60 dni przez Senat. Pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie Konstytucji może odbyć się nie wcześniej niż trzydziestego dnia od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy. Ustawę o zmianie konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Uchwalenie przez Sejm ustawy zmieniającej przepisy rozdziałów I, II lub XII Konstytucji (I. Rzeczpospolita, II. Wolności, Prawa i Obowiązki Człowieka i Obywatela, XII. Zmiana Konstytucji) może odbyć się nie wcześniej niż sześćdziesiątego dnia po pierwszym czytaniu projektu ustawy. Jeżeli ustawa o zmianie Konstytucji dotyczy przepisów rozdziału I, II lub XII, podmioty uprawnione do przedkładania projektu ustawy o zmianie konstytucji mogą zażądać, w terminie 45 dni od dnia uchwalenia ustawy przez Senat, przeprowadzenia referendum zatwierdzającego. Zmiana Konstytucji zostaje przyjęta, jeżeli za ta zmianą opowiedziała się większość głosujących. Powyższe regulacje czynią ustawę z 2 kwietnia 1997 roku konstytucją sztywną, tj. przewidującą specjalny, utrudniony tryb jej zmiany. Ze wszystkich Polskich ustaw konstytucyjnych ta właśnie zawiera najwięcej zabezpieczeń i najtrudniejszy, wymagający szerokiej koalicji politycznej tryb zmiany. Zapewnia to trwałość i stabilność określonego w jej przepisach ustroju państwa.

Najnowsza polska konstytucja, jak każde z dzieł ludzkich nie jest doskonała. Powstając w rezultacie ścierania się przeciwstawnych racji i poszukiwania rozwiązań odpowiadających większości zawiera niekiedy postanowienia nie całkiem ze sobą zharmonizowane. Jednakże, jako całość Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 roku jest aktem nowoczesnym, a w niektórych fragmentach nawet nowatorskim. Może przyczynić się do wydatnego usprawnienia funkcjonowania naszego państwa i ochrony wolności i praw obywateli. W praktyce jej stosowania wyjdą na jaw wszystkie jej wady i zalety. Na dziś wystarczy aby była szanowana i przestrzegana oraz aby dążenie do jej udoskonalenia nie przybierało postaci ataku na samą konstytucję lub na ideę porządku konstytucyjnego, który ona uosabia.

Konstytucja z dnia 17 marca 1921 roku

Na czele organów władzy wykonawczej stał Prezydent Rzeczypospolitej jako głowa państwa. Wybierany na siedmioletnią kadencję, reprezentował państwo w stosunkach międzynarodowych. Do jego nielicznych kompetencji należało: mianowanie i odwoływanie Prezesa Rady Ministrów (art.45.), a na jego wniosek pozostałych ministrów (w obydwu przypadkach musiał się liczyć ze zdaniem Sejmu), obsadzanie urzędów cywilnych i wojskowych zastrzeżonych w ustawach (na wniosek Rady Ministrów), prawo łaski (art.47.), prawo zawierania umów międzynarodowych (za wyjątkiem tych, które obciążają państwo pod względem finansowym, zawierają przepisy obowiązujące obywateli, wprowadzają zmianę granic państwa, bądź dotyczą przymierza) (art.49.). Prezydent był też najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych, choć nie mógł sprawować naczelnego dowództwa w okresie wojny (art.46.). Nie posiadał prawa veta w stosunku do ustaw, a Sejm mógł rozwiązać za zgodą 3/5 ustawowej liczby członków Senatu (art.26.). Wszystkie jego akty rządowe wymagały kontrasygnaty premiera i odpowiedniego ministra, którzy ponosili za nie odpowiedzialność przed sejmem.

Konstytucja marcowa zapewniała wolność sumienia i wyznania oraz prawo każdego związku religijnego, uznanego przez państwo do urządzania zbiorowych i publicznych nabożeństw. Wyznanie rzymsko – katolickie utraciło dominujący charakter i przyznany w konstytucji z 3 maja charakter „religii państwowej”. Zostało potraktowane na podstawie artykułu 114 jako: „(…) religia przeważającej większości narodu” która „zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań.” Nauka religii do 18 roku życia była obowiązkowa (art.120.)

Podobnie jak w Konstytucji 3-go Maja zakładano obligatoryjna rewizję Ustawy Konstytucyjnej przez Zgromadzenia Narodowe zwykłą większością głosów. Inne przypadki zmiany konstytucji wymagały wniosku co najmniej 1/3 ustawowej liczby posłów, a sama zmiana mogła być uchwalona w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub członków Senatu, większością 2/3 głosów (art.125.).

Doświadczenie i historia pokazały, że Konstytucja z dnia 17 marca 1921 roku nie spełniła oczekiwań jej twórców i całego społeczeństwa. Wpływ na to miał nie tylko brak autorytetu władzy tak nierównomiernie rozdzielonej i słaba pozycja głowy państwa lecz również ogromne rozbicie sił politycznych w kraju prowadzące do nienajlepszego funkcjonowania parlamentu.

Konstytucja z dnia 2 kwietnia 1997 roku

Mozolna, trwająca ponad trzy lata praca nad kolejnymi wersjami jednolitego projektu konstytucji przyniosła wreszcie tekst, który w ocenie nieuprzedzonych politycznie specjalistów, odpowiadał europejskim standardom demokratycznego konstytucjonalizmu, a zarazem dawał wyraz polskim, narodowym tradycjom ustrojowo prawnym. Był to akt pod względem aksjologicznym wielobarwny, ponieważ źródłami jego inspiracji były koncepcje należące do różnych szkół myślenia, a taka jest uroda wszystkich niemal dzieł tworzonych zbiorowym wysiłkiem ludzi o odmiennych przekonaniach ideowych i politycznych. Do sukcesu posłów i senatorów przyczyniła się współpraca i gotowość do kompromisu, niekiedy bardzo głęboko sięgającego, głównych ugrupowań parlamentarnych. Był to również jednak sukces ugrupowań pozaparlamentarnej opozycji skupionych wokół solidarnościowego projektu konstytucji.

W sobotę 22 marca 1997 roku Zgromadzenie Narodowe w drugim czytaniu projektu konstytucji przyjęło ustawę zasadniczą stosunkiem głosów: 461 za, 31 przeciw i 5 wstrzymujących się. Wymagana większość 2/3 głosów wynosiła 332. Kilka dni później Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej zgłosił do ustawy 41 poprawek. Większość z nich zmierzała do ulepszenia niezbyt fortunnych sformułowań zawartych w konstytucji, ale kilka dotyczyło zmian o dość zasadniczym znaczeniu, głównie wzmocnieniu kompetencji prezydenckich. Do najważniejszych należy zaliczyć: [1]

  1. Prezydent miałby powoływać szefa Sztabu Generalnego oraz dowódców wszystkich rodzajów wojsk na czas określony. Rola premiera polegałaby tylko na kontrasygnowaniu tych decyzji. (W uchwalonym tekście mowa była o tym, że prezydent powołuje jedynie szefa Sztabu i to na wniosek premiera. Przyjęcie tej poprawki oznaczałoby też, że postulowana zasada kadencyjności na najwyższych stanowiskach w wojsku zostałaby wpisana do konstytucji).
  2. Prezydent chciał też, aby do niego, a nie do Sejmu należało mianowanie na wniosek zgromadzeń ogólnych sędziów: I prezesa Sądu Najwyższego, prezesa NSA i prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Decyzje te nie podlegałyby kontrasygnacie.
  3. Prezydent proponował wyłączyć spod kontrasygnaty kilka innych spraw, np. powoływanie członków Rady Polityki Pieniężnej, prezesa NBP, wydawanie zarządzeń o charakterze wewnętrznym itp.
  4. Prezydent mógłby podobnie jak 115 posłów składać wniosek o postawienie przez Sejm członka Rady Ministrów przed Trybunałem Stanu.
  5. Prezydent chciał aby konstytucja zawierała zakaz łączenia mandatu posła lub senatora z pracą w kancelariach Sejmu, Senatu, Prezydenta oraz administracji rządowej.
  6. Prezydent postulował zrezygnowanie z instytucji votum nieufności wobec poszczególnych ministrów
  7. Wszystkie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego już od dnia wejścia w życie nowej ustawy zasadniczej miałyby charakter ostateczny. (Według uchwalonego przez Zgromadzenie Narodowe tekstu przepis ten w stosunku do ustaw uchwalonych przed wejściem w życie nowej konstytucji zacząłby obowiązywać za dwa lata.
  8. Prezydent opowiadał się za zachowaniem odrzuconego przez Zgromadzenie przepisu, w którym mowa: „Wolności i prawa ujęte w Konstytucji nie mogą być interpretowane w sposób ograniczający prawa człowieka wynikające z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz innych norm wiążącego Rzeczpospolitą Polską prawa międzynarodowego.
  9. Prezydent chciał w przypadku nieudzielenia Radzie Ministrów votum zaufania mieć możliwość przyjęcia dymisji gabinetu lub skrócenia kadecji Sejmu.
  10. Prezydent postulował ograniczenie immunitetu parlamentarnego jedynie do czynów związanych z wykonywaniem mandatu.
  11. Konstytucja miałaby też – według prezydenta – wejść w życie nie po 6, a po 3 miesiącach od uchwalenia.

[1] Numeracja poprawek nie odpowiada oryginalnej kolejności ich zgłoszenia.

Czym jest konserwatyzm

Konserwatyzm jest jednym z najważniejszych nurtów filozofii politycznej. Mimo wielu prób, do tej pory nie udało się dokonać syntezy doktryny konserwatywnej. Jest to po prostu niemożliwe. Można jedynie próbować dokonać analizy konserwatyzmu, uwypuklając najistotniejsze jego wątki.

Historycy myśli politycznej dokonywali wielu podziałów dorobku teoretyków konserwatyzmu, lecz nie udało się wypracować jednolitego systemu, gdyż twórcy doktryn często sami nie byli świadomi na ile  ich poglądy są konserwatywne. Ryszard Skarzyński w pracy pod tytułem „Konserwatyzm”[1]  podzielił myślicieli konserwatywnych na następujące grupy: konserwatyzm organiczny, konserwatyzm metafizyczny, konserwatyzm społeczno – kulturowy, konserwatyzm status quo, konserwatyzm ewolucjonistyczny, konserwatyzm decyzjonistyczny, konserwatyzm radykalny. Podział ten nie jest nie prawdziwy, ale naszym zdaniem jest on nazbyt szczegółowy. Uważamy, iż wszelkie tak głębokie analizy mają charakter indywidualny a nie uniwersalny. Aby uniknąć pułapki, w jaką wpędza złożoność doktryny konserwatywnej świadomie zrezygnujemy z poruszania wszelkich aspektów i różnorodności nurtów konserwatywnych. W odpowiedzi na pytanie: czym jest konserwatyzm?  Omówimy najistotniejsze elementy doktryny.

Pominiemy tu zagadnienie neokonserwatyzmu (nurtu liberalnego opartego na indywidualizmie i ekonomizmie), rewolucyjnego konserwatyzmu (nurtu przesiąkniętego pozytywizmem prawniczym, biologizmem i darwinizmem) oraz Nową prawicę ( kierunek ateistyczny i nihilistyczny). Te doktryny ujęte zostały w rozdziale poświęconym historii konserwatyzmu światowego.

Jedyny podział, jaki można zaproponować w ramach doktryny konserwatywnej, to oddzielenie konserwatystów ortodoksyjnych i ewolucyjnych. Ortodoksi (de Maistre, Bonald, von Baader, Müller), nazywani także kontrrewolucjonistami wywodzą się z filozofii platońskiej, opartej na boskiej i niezmiennej recepcji i rekonstrukcji świata. Radykałowie promowali i promują koncepcję ciągłej zapaści świata. W toku poszczególnych rewolucji (religijnej, socjo – politycznej, ekonomicznej i kulturalno – obyczajowej) cywilizacja pogrąża się w ruinie. Należy zatem dążyć do przywrócenia ładu, który był. Ortodoksi często są zwolennikami idei utopijnych, mając nadzieję, iż można cofnąć czas. Jest to grupa konserwatystów sentymentalnych tzw. konserwatystów idei, którzy uprawiają filozofię nierealną. Są to na przykład obecni monarchiści.

Grupa druga, którą zajmiemy się bardziej szczegółowo, to konserwatyści ewolucyjni, czyli właściwi. Grupa ta (min. Burke, Chateubriand) wywodzi się ze szkoły Arystotelesowskiej, próbując zachować status quo, godzi się na ustępstwa, mając świadomość ewolucyjności porządku na świecie. Konserwatyści postępujący w myśl maksymy Św. Tomasza z Akwinu: „Conservatio est continua creatio” – czyli konserwacja jest kontynuacją stworzenia. Reprezentują oni tzw. politykę realną, egzystując w dowolnym systemie, ale zarazem przestrzegając określonych zasad.

Przystępując do analizy konserwatyzmu, należy stwierdzić, iż opiera on się na trzech podstawowych filarach: tradycjonalizmie, organicyzmie i politycznym sceptycyzmie.

Tradycjonalizm wyraża wątpliwości dotyczące możliwości rozumowego poznania metafizycznego, religijnego, moralnego i politycznego porządku świata. Poznanie może być osiągnięte dzięki autorytarnym świadectwom ujawnionym przez język, powszechny zdrowy rozsądek, narodowego ducha i tradycję. Tradycjonalizm nakazuje okazanie szacunku wobec zwyczajów oraz instytucji, wykluczając możliwość gwałtownych zmian w zakresie istniejącego ładu. Warto wspomnieć, iż ortodoksi idą tu o wiele dalej, sugerując wręcz chęć powrotu do pradawnego ładu, idealnego, sprzed początków ogólnoświatowej rewolucji. Konserwatyści twierdzą , iż ład jest systemem dynamicznym i ewoluującym, nie projektowanym przez człowieka, ale będącym wyrazem akumulowanej przez pokolenia mądrości politycznej wspólnoty. Reformy zatem nie powinny naruszać uniwersalnych zasad , które ład ukształtowały, czyli wzorców zachowań, manier, zwyczajów i obyczajów. Ten swoisty sceptycyzm jest wyrazem pokory wobec historii, która ukazuje miałkość tak zwanych „idei absolutnych” oraz konieczność korzystania ze sprawdzonych wzorców, a nie ustanawiania całkowicie nowych lub przywracania starych, zdezaktualizowanych przez czas. Konserwować należy instytucje jak autorytet, własność, rodzina. Autorytet, będący podstawą konserwatywnej filozofii politycznej powiązany jest z tradycją, zasadą starszeństwa, religią, godnością a nie wyłącznie z suwerennością i kreatywnością prawodawcy. Autorytet jest więc nieodzownym składnikiem władzy tak państwowej, jak i rodzicielskiej. Władcy popełniają błąd, zdaniem konserwatystów, odcinając swoją legitymację od środowiska kulturowego, gdyż pozbawiają się autorytetu bez względu na to czy władzę sprawuje jednostka, czy większość. W konsekwencji władcy występują przeciwko wolności. Wolność  w konserwatyzmie, w odróżnieniu od liberalizmu nie jest absolutyzowana. Jest ona syntezą powinności i autorytetu właśnie. Wolność ma charakter społeczny, zrównana ze sprawiedliwością, definiowana jest jako stan dostępny jednostce, należącej do danej wspólnoty politycznej, o ile działania są zgodne z jej konstytucją. Nadmiar wolności przekształca społeczeństwo w stowarzyszenie, a nie wspólnotę. Wolność pozostaje zatem w harmonii z autorytetem. Wraz z niekontrolowaną erupcją wolności i upadkiem autorytetu następuje narastanie atomizmu społecznego i anarchia, w której państwo sprowadzone zostaje jedynie  do roli  kreatora ładu publicznego i instrumentu redystrybucji własności. Tradycyjna rola państwa jako obrońcy autorytetu, prywatności życia rodzinnego  i własności prywatnej zostaje porzucona.


[1] R. Skarzyński: „Konserwatyzm”, WN Scholar, Warszawa 1998

Ideologia konserwatywna

Konserwatyści prosanacyjni z ugrupowań SPN, „Królewiaków” (dawne SRPN) oraz konserwatystów z Wielkopolski (ChNSR) skonsolidowali się pod przewodnictwem Janusza Radziwiłła w Zjednoczeniu Zachowawczych Organizacji Politycznych. ZZOP weszło w 1930 roku w skład BBWR, jednak nie odgrywało tam większej roli politycznej. Konstytucję Kwietniową zachowawcy prosanacyjni  przyjęli  bardzo  ciepło,  jednak  ich  zdaniem  zabrakło  osoby,  dla której była pisana – marszałka Piłsudskiego. Po wyborach w 1935 roku reprezentacja  zachowawców w parlamencie zmniejszyła się wydatnie. BBWR został rozwiązany a ZZOP nie było organizacją na tyle spójną, by egzystować samodzielnie. Radziwiłł rozpoczął proces odnowy Zjednoczenia. Negatywnie ustosunkowano się do niektórych elementów polityki sanacyjnej (prześladowania opozycji). W tym czasie antysanacyjny konserwatysta Ignacy Biński, który był kontrkandydatem Mościckiego do fotela prezydenckiego postulował powrót „Czasu” do zasad z początku jego istnienia i skupienie się zachowawców na ochronie bardziej zasad, niż taktyce politycznej. W 1937 roku ZZOP wyraziło chęć przystąpienia do Obozu Zjednoczenia Narodowego. ZZOP nie zdołało jednak nawiązać sojuszu z konkurencyjną endecją. Zajęto się zatem odbudową struktur terenowych. Bazując na  Związku Ziemian, organizacji paramilitarnych, Akcji Katolickiej i Izbach Rolniczych, powołano Stronnictwo Zachowawcze, którego pierwszym prezesem został Adolf Bniński z Wielkopolski. Nastąpił zwrot w kierunku chrześcijańskiej demokracji. Jedynym organem Stronnictwa był przeniesiony do Warszawy „Czas”. Mimo prób odnowy postępowała degradacja politycznych wpływów obozu zachowawczego.

W 1939 roku Stronnictwo domagało się zwolnienia z Berezy Kartuzkiej Stanisława Cat-Mackiewicza oraz umożliwienia powrotu Korfantemu i Witosowi. W sprawach nadchodzącej wojny Stronnictwo popierało politykę ministra Becka. Niektórzy zachowawcy (związani głównie z wileńskim „Słowem” Cata-Mackiewicza) postulowali neutralność Polski, obawiając się kolejnego jej rozbioru. „Czas” jednak artykułem „Zdecydowani” z 28.08.1939 roku stwierdzał,  że konfrontacja jest nieunikniona i zagrzewał do wojny. W czasie wojny śmierć ponieśli Bniński, Moszyński i Wańkowicz, szefowie Stronnictwa. Jedynie Radziwiłł więziony przez Sowietów i Niemców przeżył wojnę. Wojna okazała się szczególnie dramatyczna dla polskiego konserwatyzmu. W masakrach elit naukowych Galicji zginęła większość konserwatystów m.in. Stanisław Estreicher.