Archiwum kategorii: Prace dyplomowe

Konstytucja z dnia 23 kwietnia 1935 roku

Na podstawie wciąż obowiązującego art. 125 Konstytucji marcowej zmiana ustawy zasadniczej mogła dojść do skutku (dla Sejmu drugiej kadencji) na drodze własnej uchwały Sejmu (bez udziału Senatu), w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, większością 3/5 głosów. Prace nad rewizją konstytucji[1] rozpoczęły się w Sejmie wybranym w 1928 roku, gdzie BBWR partia skoncentrowana wokół osoby Piłsudskiego miała 122 z 444 mandatów. Jednym z głównych postulatów tego obozu politycznego była zmiana konstytucji do systemu, w którym na pierwszy plan wysunięta jest osoba i kompetencje Prezydenta, jak również znaczne pomniejszenie uprawnień parlamentu i rządu. W kwestii podstawowych zasad ustrojowych projekt zakładał odrzucenie zasady trójpodziału władzy i zwierzchnictwa Narodu. Byłyby to doskonałe rozwiązania według idei konserwatywno – monarchistycznej. Proponowano nowe sformułowanie: „Źródłem władzy w Rzeczypospolitej Polskiej jest Naród; Prawem naczelnym jest Dobro Państwa”. Drugim, był odmienny projekt lewicy sejmowej (PPS -63 mandaty, PSL „Wyzwolenie” – 40 mandatów, Stronnictwo Chłopskie – 26 mandatów). Zakładał ustanowienie jednoizbowego parlamentu, z ewentualnym surogatem drugiej izby w postaci Izby Pracy lub Komisji Kodyfikacyjnej, jako organu opiniodawczego w sprawach ustawodawstwa. Proponował wybór prezydenta przez specjalne kolegium elektorów, prawo inicjatywy ustawodawczej obywateli, oraz oddzielenia Kościoła od Państwa. Projekty nie wyszły jednak poza stadium dyskusji w komisjach. W styczniu 1930 roku Komisja Konstytucyjna zaczęła prace nad projektami. W trakcie obrad zgłoszono trzeci projekt ugrupowań centrowych (PSL „Piast” – 21 mandatów, Narodowa Partia Robotnicza NPR – 14 mandatów, Chrześcijańska Demokracja – 19 mandatów). Zakładał on wzmocnienie kompetencji władzy wykonawczej, jednak nie tak daleki jak w projekcie prawicy (Sanacji). Prace Komisji Konstytucyjnej trwały ponad 2 miesiące i nie przyniosła konsensu. Prezydent Ignacy Mościcki 29 sierpnia 1930 roku rozwiązał parlament, z powodu nieumiejętności naprawy Rzeczypospolitej. W listopadzie odbyły się wybory do Sejmu i Senatu III kadencji. Ze względu na presję sanacji wywieraną na wyborców, jak również towarzyszące temu aresztowania przywódców partii centrowych i lewicowych, BBWR dostał 55,6% mandatów. Skład Sejmu wyglądał tak: z 444 mandatów BBWR miał aż 247, Stronnictwo Narodowe – 62, PPS – 24, Stronnictwo Chłopskie – 18, PSL „Wyzwolenie” – 15, PSL „Piast” – 15, Chrześcijańska Demokracja – 15, Narodowa Partia Robotnicza NPR – 10. Punktem wyjścia do prac legislacyjnych stały się tezy konstytucyjne, zgłoszone przez posła BBWR, sprawozdawcę komisji Stanisława Cara 17 marca 1931 roku. Tezy te różniły się całkowicie od założeń Konstytucji marcowej, a nawiązywały do propozycji klubu BBWR z 1928 roku. W dniu 26 stycznia 1934 roku, zostało złożone na posiedzeniu Sejmu sprawozdanie z prac Komisji Konstytucyjnej z tezami nowej konstytucji. Posłowie opozycji odrzucali propozycję jakichkolwiek dyskusji merytorycznych ze względu na nadużycia wyborcze obozu sanacji i demonstracyjnie opuścili salę obrad. Wówczas większość rządowa uchwaliła tezy konstytucyjne jako projekt nowej konstytucji, od razu w drugim i trzecim czytaniu. Wniosek został przegłosowany przy tylko jednym głosie przeciwnym posła opozycji S. Strońskiego, który pozostał na sali. Uchwała Sejmu naruszała procedurę zmiany konstytucji i z tego powodu ugrupowania opozycyjne odmawiały jej uznania. Według obowiązującego prawa wniosek powinien był zostać podpisany przez 1/4 ustawowej liczby posłów i zapowiedziany na co najmniej 15 dni przed posiedzeniem Sejmu. Dalsze postępowanie legislacyjne zostało za radą J. Piłsudskiego odroczone o rok. W dniu 16 stycznia 1935 roku projekt został przyjęty przez Senat. Prezydent Ignacy Mościcki podpisał ustawę 23 kwietnia 1935 roku. Ogłoszono ją dzień później i nazwano w skrócie konstytucją kwietniową.

Konstytucja kwietniowa była z wszystkich wcześniejszych (z wyjątkiem Konstytucji 3 Maja) i późniejszych ustaw zasadniczych najbliższą idei konserwatywno – monarchistycznej. Nie ograniczyła się jedynie do wzmocnienia roli władzy wykonawczej. Zreformowała ustrój i wprowadziła nową koncepcję państwa. Taki model określano jako cezarystyczny lub autorytarny, aby podkreślić jego odmienność od ustroju państwa totalnego (totalitarnego). Według ideologii zachowawczej taki właśnie model państwa w naszym stuleciu jest najwierniejszym i najbliższym spadkobiercom dawnych, wspaniałych monarchii. Autorytaryzm, antydemokratyczny system rządów potocznie nazywany jest „rządami mocnej ręki”. W tym ustroju rząd nie musi być oparty na większości parlamentarnej i nie podlega kontroli społecznej. Autorytatywne rządy świadczą z reguły o niedorozwoju demokracji w państwie. Kierują się pragmatyzmem i w odróżnieniu od totalitaryzmu rzadko opierają się na uniwersalnej ideologii, tajnej policji, terrorze i monopolu gospodarczym.

[1] Charakterystyka projektów konstytucji na podstawie „Prawo Konstytucyjne” pod red. Wiesława Skrzydły, Lublin 1995, LTN, s.56

Stronnictwo Zachowawcze

W 1922 roku na rynku krakowskim rozrzucono ulotkę pod tytułem „O prawdziwym konserwatyzmie, pobudka”. Ulotka zawierała tekst wymierzony przeciwko Stronnictwu Prawicy Narodowej, które w owym czasie było już znanym i cenionym w Galicji ugrupowaniem politycznym. Był to manifest grupy młodych konserwatystów, który stał się zarazem deklaracją programową Stronnictwa Zachowawczego. Formalnie działalność rozpoczęło ono 29.10.1922 roku. Inicjatorami jego powstania byli Konstanty hr. Broel-Plater, Kazimierz Marian Morawski (chrześniak Pawła Popiela) oraz Hieronim hr. Tarnowski (syn Stanisława). Ugrupowanie to reprezentowało radykalny sposób pojmowania konserwatyzmu. W swoim programie podkreśliło ono zachowanie podstawowych zasad konserwatywnych jak: religia, etyka, tradycja i autorytet. Religia, według SZ to najwyższy czynnik moralny życia społecznego i nieodzowny warunek bytu społeczeństw ludzkich. Stanowi ona źródło dyscypliny moralnej regulującej stosunki między jednostkami oraz między jednostkami a społeczeństwem. Wśród wszystkich równych religii, katolicyzm winien wyznaczać wytyczne życiu narodu i państwa, chociaż panować winna swoboda wyznania. Stronnictwo Zachowawcze sprzeciwiało się rozwodom i popierało  szkoły wyznaniowe. Prawo własności winno być realizowane w oparciu o zasadę „ius procurandi et dispensandi”, sformułowaną przez św. Tomasza z Akwinu. W świetle głoszonych przez niego zasad człowiek nie ma absolutnej władzy nad rzeczami, gdyż jedynym właścicielem wszystkiego jest Bóg. Człowiek jedynie szafuje własnością. Etyka, w oparciu o religię wyznaczać winna życie społeczne i prywatne obywateli. Rozumiano przez to zwalczanie prywaty w sprawach codziennych, ale przede wszystkim w służbie publicznej. Tradycja jest pierwiastkiem ciągłości – spaja przeszłość z przyszłością. Autorytet występuje w trzech postaciach: autorytet moralny czyli religia, autorytet społeczny, czyli prawo oraz autorytet polityczny- władza wraz z będącą jej emanacją hierarchią. Autorytet oznacza poszanowanie wolności, gdyż nie ma wolności bez prawa i rządu. Posłuszeństwo wobec prawa i poszanowanie władzy są jak rozkaz dla żołnierza. Istnieje jednak warunek, by władza była „prawna”, to jest oparta o prawo. By taka mogła być, konieczny jest autorytet prawa, które służy racji stanu, a nie interesom indywidualnym. By system mógł funkcjonować obowiązywać winna jawność władzy. Omawiając idee SZ nie można nie wspomnieć, iż stronnictwo to, mimo, iż deklarowało szacunek wobec republiki konstytucyjnej, optowało za monarchią jako najbardziej zachowawczą formą rządów[1].

Należy stwierdzić, iż program Stronnictwa Zachowawczego jest najbardziej wierny istocie konserwatyzmu znanego z historii doktryn zachodnich. Jest on różny od szkoły krakowskiej, wiele jego elementów zaczerpnięto prawdopodobnie z dorobku Kosiakiewicza.

Stronnictwo Zachowawcze liczyło 150 członków. W roku 1924 założyło swoje przedstawicielstwo we Lwowie, jednak środowisko konserwatystów lwowskich podatne było na oferty realnego udziału we władzy ze strony prawicy narodowej. Zabiegi SchN doprowadziły w końcu do inkorporacji SZ. Nastąpiło to 03.02.1926 r. Trzej założyciele Stronnictwa nie zdecydowali się na wejście do SchN i związali się z ugrupowaniami monarchistycznymi. Założyli następnie Klub Zachowawczo – Monarchistyczny, kontynuujący idee SZ. Ugrupowanie to prowadziło raczej kameralne dyskusje na łamach czasopisma „Pro Fide  Rege et Lege” . Klub zakończył działalność po przewrocie majowym.

Przewrót Majowy doprowadził do podziału polskich konserwatystów na pro i anty sanacyjnych. Zwolennicy Piłsudskiego upatrywali w jego osobie autorytetu, w silnej władzy szukali nawiązań do monarchii. Przeciwnicy nazywali zamach rokoszem, skierowanym w wolność polityczną i swobody obywatelskie – obraza praworządności była trudna do przyjęcia dla zachowawców[2]. Mimo to w zasadzie najmniej chętnie poparli zamach jedynie konserwatyści krakowscy. Neokonserwatysta krakowski Stanisław Estreicher, syn Karola, twórcy „Bibliografii Polskiej”, prawnik, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, był twórcą podstaw teoretycznych konserwatyzmu w okresie międzywojennym.  Od 1898 związany z „Czasem”, należał do grupy przeciwników sanacji i ograniczenia autonomii uniwersytetów. W 1932 rozstał się z prosanacyjnym „Czasem”. Krytykował zarówno lewicę, jak i piłsudczyków. Estreicher twierdził, że konserwatyzm nowożytny zrodził się ze sprzeciwu wobec zasad rewolucji burżuazyjnej. Mimo krytyki liberalizmu, Estreicher nie uznawał omnipotencji państwa wobec jednostki, twierdził jedynie, że jednostka nie może mieć wpływu na pewne węzły społeczne. Społeczeństwo, według niego jest tworem wyższej woli i ma cel metafizyczny, od woli ludzkiej niezależny. Cel ten można odczuć uczuciem, nie rozumem. Estreicher podkreślał rolę tradycji jako związku pokoleń. Jednostka jest tylko atomem w organizmie, jakim jest państwo. Widać tu silne wpływy De Maistra i Hegla. Religia, zdaniem Estreichera nie może być wykorzystywana jako narzędzie władzy, gdyż oznaczałoby to państwo policyjne. Prawo boskie (naturalne) jednak  powinno stać ponad prawem stanowionym. Wolność to odpowiedzialność i swoboda. Należy konserwować Rodzinę i Naród, jednak nie popadając w nacjonalizm, bo daje to państwu nadmiar władzy i niszczy etykę. Monarchia, zdaniem Estreichera, nie jest konieczna, ale władza winna być trwała i spójna[3].


[1] H. hr. Tarnowski: Referat wygłoszony na zebraniu założycielskim SZ 10.03.1924 we Lwowie.

[2] S. Estreicher: ”Rokosz”, Czas Nr 291/1926

[3] S. Estreicher: „Konserwatyzm”, Czas Nr 296/1926

Po odzyskaniu niepodległości konserwatyści podjęli próbę odrodzenia tego ruchu

Po odzyskaniu niepodległości konserwatyści podjęli próbę odrodzenia tego ruchu. Dnia 23.02.1919 roku, z inicjatywy zachowawców krakowskich powołano Stronnictwo Pracy Konstytucyjnej, przemianowane w 1920 roku na Stronnictwo Prawicy Narodowej. Do ugrupowania tego dołączyły formacje konserwatywne ze wszystkich zaborów. „Neostańczycy” przyjęli program i zasady działania szkoły krakowskiej[1]. Zasady te polegały na trzeźwej ocenie przeszłości Polski, obiektywnym traktowaniu spraw państwowych, reprezentowaniu państwowego punktu widzenia w polityce oraz dążeniu do realnego postępu. Obiektywne traktowanie spraw rozumieli „Neostańczycy” jako trzeźwą i swobodną ocenę rzeczywistości, co przeciwstawiało się sposobowi postępowania, jaki prezentowały inne partie, czyli oceny z punktu widzenia interesu własnego ugrupowania i bieżących celów politycznych. Państwowy punkt widzenia w polityce zakładał nie kierowanie się interesem elektoratu, ale wyłącznie interesem państwa. Nie należy tego jednak rozumieć jako etatyzmu, ale raczej postępowania według zasady, iż należy uczyć obywatela myśleć o państwie, a nie sprawiać, by państwo myślało o niewolnym obywatelu. Ten drugi wariant był charakterystyczny dla ideologii socjalistycznej. Przez realny postęp rozumiano natomiast unikanie nierealnych obietnic wyborczych a zamiast tego zapewnienie trwałego postępu gospodarczego i kulturalnego.

Zasady te, nie będące deklaracją ideową, ale faktycznym sposobem postępowania sugerują, iż SPN był nie tylko stronnictwem politycznym, ale szkołą myśli państwowo – twórczej i naturalnego postępu, co nawiązywało do spuścizny odziedziczonej po „Stańczykach”. Warto pamiętać, iż istotny wpływ na szkołę krakowską miały nie tyle warstwy ziemiańskie, co sfery naukowe. Niestety zasady postępowania przyjęte przez SPN wydają się absolutną abstrakcją w świetle taktyki nowożytnych ugrupowań politycznych, których celem jest nade wszystko sprawowanie władzy, przy wykorzystaniu po temu wszelkich, zwykle niemoralnych środków takich jak populizm, notoryczne łamanie obietnic, szczególna dbałość o własny elektorat oraz przede wszystkim interes własnego ugrupowania i jego członków. W tym świetle linia SPN musiała być politycznym samobójstwem.

Praktycznie od początku powstania Stronnictwa Prawicy Narodowej zmagało się ono z wewnętrznymi problemami. Problemem był także wybór sojusznika – rozważano  mariaż z endecją lub obozem belwederskim, jak również

spierano się o parlamentarny Klub Pracy Konstytucyjnej, który był sojuszem „Neostańczyków” i demokratów galicyjskich. Klub popierał politykę Józefa Piłsudskiego. Wszystko to sprawiło, że już w roku 1920 warszawscy realiści pod przewodnictwem Henryka hr. Potockiego ogłosili secesję i utworzyli Stronnictwo Realnej Polityki Narodowej. Głównym powodem rozłamu był sprzeciw realistów wobec wschodniej polityki Piłsudskiego. W tym samym roku konserwatyści z Wielkopolski utworzyli Chrześcijańsko – Narodowe Stronnictwo Rolnicze, osłabiając szeregi SPN [2].



[1] J. Bobrzyński: „Podstawy Ideowe i Taktyczne Stronnictwa Prawicy Narodowej (Stańczyków) (1926)”, Pro Fide Rege et Lege Nr 23/1995

[2] J. Bartyzel: „Konserwatyzm bez kompromisu”, Znak Nr 350/1984.

Pierwsze podmuchy burzy w Jugosławii

Konflikt na terenie byłej Jugosławii jest związany z rozpadem wielonarodowościowego państwa totalitarnego, jakim była Federacyjna Socjalistyczna Republika Jugosławii. Przyczyn konfliktu należy doszukiwać się w kryzysie bałkańskim, zapoczątkowanym w XIX wieku, kiedy to rozpoczął się proces tworzenia państw narodowych i narastało dążenie do podziału zróżnicowanego etnicznie terytorium. Na obszarze byłej Jugosławii w historycznie różnych jednostkach – polityczno – terytorialnych formowało się kilka wspólnot etnicznych (Serbowie, Chorwaci, Słoweńcy i Czarnogórcy, Albańczycy, Węgrzy i Macedończycy), religii (chrześcijańska, w tym prawosławna i katolicka oraz muzułmańska), języków (serbsko- chorwacki, macedoński, albański, słoweński i węgierski) i alfabetów (łaciński i cyrylica).

Niepokrywanie się etnicznego rozmieszczenia z granicami państwowymi, niezaspokojone narodowe aspiracje polityczne oraz narastający eksteremizm doprowadziły do wybuchu niezadowolenia, trudnego do opanowania, co doprowadziło do przeniesienia konfliktu na zewnątrz[1].  

        Na skutek licznych kryzysów, napięć i konfliktów zbrojnych, jakie miały miejsce na tym obszarze, Albania i większość terytorium byłej Jugosławii zostały spustoszone i popadły w głęboki kryzys gospodarczy, a ok. 3 mln ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swych domów i szukania schronienia, nierzadko poza granicami kraju, w których się urodzili. Były to największe od 1945 roku migracje wywołane przez działania wojenne.

W 1981 roku po raz pierwszy od wielu lat w sklepach zabrakło żywności. Rozpoczęły się strajki i manifestacje uliczne, nasiliła się emigracja. W połowie lat 80 inflacja osiągnęła 140% rocznie, w kraju było milion bezrobotnych, a rząd z najwyższym trudem spłacał odsetki od zagranicznego długu, wynoszącego 19 miliardów dolarów. Na fali rosnącego niezadowolenia doszło do poważnych incydentów w Kosowie. W czasie tym konfliktów walczące strony popełniły liczne zbrodnie wojenne, a Serbowie bośniaccy dokonali co najmniej jednego aktu ludobójstwa – rzezi srebrenickiej w 1995 roku, która była największą masakrą w Europie od czasu stłumienia powstania w Budapeszcie w 1956 roku. W wojnach tych zginęło, zależnie od szacunków, od 80 do 300 tys. ludzi[2].

        Od początku kryzysu jugosłowiańskiego, w jego rozwiązanie zaangażowały się najważniejsze instytucje i organizacje międzynarodowe, którym mimo podjęcia wielu wysiłków dyplomatycznych nie udało się samodzielnie doprowadzić do zakończenia wojny w Bośni i Hercegowinie. Mechanizmy i instrumenty zapobiegania i rozwiązywania konfliktów w innych regionach, okazały się do połowy 1994 roku, nieskuteczne w przypadku Bośni. Co więcej, działania podejmowane przez przywódców światowych mocarstw ujawniły z jednej strony ich indolencję wynikającą z nierozumienia specyfiki sytuacji w byłej Jugosławii, z drugiej natomiast tendencje do realizacji narodowych interesów na Bałkanach, czego konsekwencją był brak jedności i koordynacji w wypracowaniu skutecznej polityki zakończenia konfliktu.

Dopiero połączenie wysiłków dyplomatycznych trzech znaczących czynników międzynarodowych: Stanów Zjednoczonych, Rosji i Unii Europejskiej, skupionych w tzw. Grupie Kontaktowej, wiosną 1994 roku doprowadziło do pewnej zmiany sytuacji polityczno – wojskowej w Bośni. Konsekwentna postawa światowych mocarstw wobec stron konfliktu, przede wszystkim w stosunku do Serbów bośniackich, zaowocowała podjęciem negocjacji nad zaproponowanym przez Waszyngton w 1995 roku planem pokojowego uregulowania konfliktu w Bośni i Hercegowinie.

Ważnym etapem otwierającym drogę do zawarcia porozumienia pokojowego były rozmowy ministrów spraw zagranicznych Bośni, Chorwacji i Federalnej Republiki Jugosławii (Serbia i Czarnogóra) z udziałem przedstawicieli Grupy Kontaktowej oraz mediatora Unii Europejskiej, Carla Bildt’a przeprowadzone 8 września 1995 roku w Genewie.

W wyniku rokowań stronom konfliktu udało się uzgodnić kluczowe zasady przyszłego porozumienia pokojowego w Bośni. zapowiedziano, że po podpisaniu generalnego porozumienia, przewidującego podział Bośni w proporcjach 49:51 między Republikę Serbską a Federacją Bośniacko – Chorwacką, siły ONZ działające w Bośni, zostaną w ciągu sześciu miesięcy zastąpione przez 60 tysięcy żołnierzy NATO i sygnatariuszy Partnerstwa dla Pokoju[3].

          W historii naszego kraju można wyróżnić kilka charakterystycznych okresów udziału żołnierzy Wojska Polskiego w międzynarodowych misjach pokojowych. Cechują się one nie tylko coraz większą liczbą żołnierzy biorących w nich udział, ale przede wszystkim coraz bardziej złożonymi zadaniami mandatowymi wykonywanymi przez nasze kontyngenty, począwszy od zadań kontrolno-obserwacyjnych.

  • 1953-1975 – udział oficerów Sił Zbrojnych RP w Międzynarodowych Komisjach Nadzoru i Kontroli w Korei i Indochinach oraz po raz pierwszy obserwatorów wojskowych w Nigerii;

Półwysep Koreański był pierwszym obszarem, na którym żołnierze Wojska Polskiego podjęli pokojową służbę pokojową służbę. Po podpisaniu     rozejmu w lipcu 1953 r. Polacy weszli w skład dwóch komisji międzynarodowych, powołanych do nadzorowania i przestrzegania jego postanowień – Komisji Nadzorczej Państw Neutralnych – KNPN oraz Komisji Repatriacyjnej Państw Neutralnych – KRPN. W pracach obu komisji brało udział ponad 1000 oficerów i podoficerów WP.

  • 1973-1989 – pierwsze zwarte jednostki WP (kontyngenty logistyczne) uczestniczą w operacjach utrzymania pokoju na Bliskim Wschodzie;

W latach siedemdziesiątych został zapoczątkowany nowy rozdział w działalności Wojska Polskiego na arenie międzynarodowej – pokojowa służba w doraźnych siłach zbrojnych i grupach obserwatorów

ONZ. W 1973 r. jednostka Wojska Polskiego, licząca blisko 1000 oficerów i szeregowych wyposażonych w specjalistyczny sprzęt, została włączona do składu formacji UNEF II rozmieszczonej w strefie rozdzielenia wojsko egipsko-izraelskich na Synaju.

  • 1991-1992 – po raz pierwszy Polacy biorą udział w operacjach wymuszania pokoju tworzonych zgodnie z Rozdziałem VII Karty Narodów Zjednoczonych („Pustynna Burza” w Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej), wysłanie kontyngentu operacyjnego sił UNPROFOR w Chorwacji, udział kontyngentu logistycznego i obserwatorów wojskowych w pierwszej kompleksowej operacji pokojowej UNTAG w Namibii i Angoli oraz udział obserwatorów wojskowych w UNOMOG w Iraku i UNIKOM w Kuwejcie;
  • 1992-1995 – dynamiczny wzrost udziału naszych kontyngentów w operacjach pokojowych (udział około 2000 żołnierzy w 10 misjach, w tym w siłach UNTAC w Kambodży), początek udziału w misjach OBWE;
  • 1995-1997 – uczestnictwo w operacji wymuszania pokoju w strukturach Brygady Nordycko-Polskiej w operacjach NATO w Bośni i Hercegowinie.

Jest jedna wspólna cecha tych misji: profesjonalizm, dobre wyszkolenie i obiektywizm polskich wysłanników. Dobrze służyło to procesom pokojowym i demokratycznym, przysparzało nam autorytetu i uznania. Nie bez przyczyny zatem Polska jest dziś zliczana do grona państw mających największe doświadczenie w tego typu działalności pokojowej.

W 1988 r. Siły zbrojne ONZ zostały uhonorowane Pokojową Nagrodą Nobla. W delegacji, której wręczono to zaszczytne wyróżnienie, był także przedstawiciel Wojska Polskiego: st. chor. sztab. Edward Ziorbo. Jest to największy wyraz uznania dla naszego kraju, zwłaszcza dla uczestników misji pokojowych, za wkład w zmniejszanie napięć i łagodzenie konfliktów w różnych częściach świata.

W 17 misjach pokojowych poza granicami kraju pełni obecnie służbę ok. 1500 naszych żołnierzy. Dodatkowo polscy eksperci wojskowej pełnią służbę w 14 misjach obserwacyjnych OBWE. ONZ i UE w Europie, Azji i Afryce.

Od roku 1991 polscy dyplomaci oraz oficerowie Wojska Polskiego biorą udział w misjach wojskowo – dyplomatycznych organizowanych pod auspicjami OBWE na terytorium b. Jugosławii i b. ZSRR[4].


[1] kpt. Dypl. D. Nieke „Zadania realizowane przez polski kontyngent wojskowy SFOR” – Myśl wojskowa nr 5, W-wa 2000 r., Wyd. Bellona, s. 128

[2] M. Kuczyński „Bałkańska pożoga”, nr 52, W-wa 1999 r., s. 5

[3] P.Piątkowski, Operacja IFOR „Wspólny wysiłek” w Bośni, nr 18, W-wa 1996, Wyd. Mon, s. 6

[4] M. Jędrzejko: „Polacy w służbie pokoju” – Polska w NATO W-wa 1998 r., Wyd. Bellona, s. 20

Współczesne wojny

Choć „nowe” wojny występują jedynie w określonych obszarach Afryki, Azji Wschodniej a także Ameryki Łacińskiej są one fenomenem globalnym. Przesłanki  do ich wybuchu  istnieją wszędzie tam, gdzie nasila się  dążność do fragmentaryzacji. Także i w obszarach, na których przeważają tendencje  integracyjne rodzi się (szczególnie w wielkich miastach) nowy  typ przemocy; następuje też i tutaj prywatyzacja przemocy. Weszliśmy w nowy świat – pisze H.Bull – świat, w którym rzeczywisty monopol państwa na środki przemocy przemija.[1] Zmonopolizowana dotąd przez państwo przemoc przechodzi  częściowo we władanie grup paramilitarnych (nie państwowych), prywatnych agencji  bezpieczeństwa, organizacji  ochroniarskich itp. Na ryku międzynarodowym istnieje międzynarodowych i wielonarodowych wiele korporacji oferujących „obsługę bezpieczeństwa” państwom i nie-państwom.[2] Prywatyzacje działań charakterze militarnym i paramilitarny opiera się na teorii, że bezpieczeństwo też można traktować jako usługę a prywatne interesy są bardziej efektywne niż państwowe.[3] Istotnym kontekstem fenomenu prywatyzacji wojen jest to, że po zakończeniu zimnej wojny wiele państw afrykańskich pozbawione nagle militarnej pomocy ze strony Związku Radzieckiego zaczęło potrzebować najemników.[4]

Nowe, nieucywilizowane zbrojne konflikty wewnętrzne (G.Prins nazywa je „incivil civil wars”), klęski humanitarne im towarzyszące, niebezpieczna agresywność dyktatorów stały się źródłem nowego co do skali i jakości problemu – problemu interwencji zbrojnych w celu przywrócenia pokoju i ładu, zapewnienia elementarnych praw człowieka. Interwencje społeczności międzynarodowej bądź w imieniu społeczności międzynarodowej są dziś przedmiotem sporu albowiem nie ma jasnej odpowiedzi na kilka pytań dotyczących legitymizacji interwencji; nie ma odpowiedzi na elementarne pytania: kto, w jakich sytuacjach, dlaczego, w jakim zakresie ma interweniować. Znaczenie interwencji zbrojnych ostatnich kilkunastu lat, ich specyfika oraz ich liczba każą wyodrębnić je jako osobny, współczesny typ działań wojennych (wojskowych). M.Kaldor większą część z tych interwencji nazywa „wojnami-spektaklami”.[5]  To wojny prowadzone ostatnio przez Stany Zjednoczone, to także wojna wielkiej Brytanii o Falklandy. To wojny na dalekie odległości z użyciem niewielkiej ilości wojsk lądowych, z wykorzystaniem najnowszych technologii, wojny w których zapewniona jest wystarczająca przewaga, w których sukces zdaje się być z góry zagwarantowany. Mają to być spektakle oglądane na całym świecie przez telewizję, pokazujące determinację i siłę właściwej strony tej wojny. Jednym z głównych celów tego typu wojen jest osiągnięcie założonego efektu psychologicznego na wielką (globalną) skalę. G.Soros trochę złośliwie zauważa, że to mocarstwo wybiera sobie łatwego i spektakularnego przeciwnika a interwencję w Afganistanie nazywa „wspaniałą demonstracją nowoodkrytej sprawności militarnej USA”.[6]

PRZYSZŁE WOJNY. Prognozy dotyczące wojen przyszłości  są zazwyczaj obarczone wieloma niedoskonałościami, błędami różnego rodzaju, z elementarnymi włącznie. Błędem najbardziej rzucającym się w oczy jest skłonność do projektowania przyszłości jako ciągu linearnie dokonujących się zmian; najbardziej niebezpieczną zaś może okazać się skłonność do stosowania uproszczonego determinizmu, do absolutyzacji czynnika postępu technologicznego. Groźny może się też okazać militarno-wojenny populizm z jego tanią futurystką, ekspozycją wojen wirtualnych, fascynacją możliwą skutecznością przyszłych systemów walki (niszczenia)[7] itp. Wojny przyszłe już się rozpoczęły. Ich pewne cechy można dostrzec w kilku ostatnio występujących konfliktach zbrojnych. W terminologii wojskowo-wojennej na dobre już zagościły nowe terminy opisujące wojny przyszłości: wojna informacyjna, wojna cybernetyczna, wojna wirtualna czy staro-nowy termin wojna asymetryczna. W literaturze przedmiotu dość  zgodnie pisze się, że wraz z generalną  zmianą cywilizacyjną (ku cywilizacji informacyjnej); wraz z procesami globalizacyjnymi  zmianie ulegają charakterystyki  paradygmatu  wojny. Zmienia się clausewitzowski paradygmat zwycięstwa – zwycięstwa przez zniszczenie[8]. Coraz  doskonalsza  technika pozwala na superprecyzyjne uderzanie w  starannie wybrane cele, których selektywne unieszkodliwianie ma prowadzić do złamania woli i podporządkowania sobie przeciwnika. Zniszczenia na dużą skalę, tym bardziej zniszczenie totalne jawią się anachronicznymi. Wojna staje się w ten sposób jakby bardziej (choć nie przestrzennie) ograniczona[9]. Ograniczanie zniszczeń i minimalizacja strat własnych oraz przeciwnika urastają  – w strategiach najbardziej  rozwiniętych państw – do rangi zasady.

Nadchodzącą erę już dawno  nazwano „informacyjną”. Erze informacyjnej powinny  więc  odpowiadać  „wojny informacyjne”. Zdawałoby się, że to jest  rozumowanie poprawne,  tym bardziej, że o wojnach informacyjnych („infowars”) czy cybernetycznych („cyberwars”) pisze się i mówi bardzo  wiele. Terminu „wojna informacyjna” nie powinno  się stosować w profesjonalnych  gremiach. Wojnajest przecież zjawiskiem złożonym, którego nie można  ograniczać  jedynie do sfery informacyjnej, wojna oznacza  zastosowanie  przemocy zbrojnej, czego  zdają się nie dostrzegać  promotorzy tej teorii. Termin, o którym mowa, został w istocie mocno zideologizowany – odzwierciedla on bardziej sny o bezkrwawych wojnach, z centralną rolą zarezerwowaną dla komputerów, bardziej o „wojnach-grach” aniżeli o wojnach rzeczywistych. O wojnie informacyjnej  można mówić  wtedy, gdy chce się wydobyć na plan  pierwszy nowe środowisko walki, tak jak  mówi się o wojnie lądowej, powietrznej czy morskiej. Faktem oczywistym wszak jest w erze  informatyzacji, że to „środowisko” w dobie współczesnej wymaga specjalnego potraktowania. A walka w sferze informacyjnej nie jest zjawiskiem nowym. Rewolucyjnie nowymi są tylko środki gromadzenia, przetwarzania i rozprzestrzeniania informacji oraz błyskawicznie rosnące znaczenie informacji dla użycia nowoczesnych systemów broni (systemów rażenia).[10]

Współcześnie „wojnę informacyjną” łączy się z „wojną cybernetyczną” („cyberwar”) używając niekiedy te dwa terminy zamiennie. To są kategorie bliskoznaczne ale nie równoznaczne; to są kategorie komplementarne. Wojna, a właściwiej – walka odbywa się w też w jeszcze jednej przestrzeni, w cyberprzestrzeni. Cyberprzestrzeń jest bytem wirtualnym, pozbawionym parametrów geograficznych, niemierzalnym i nieograniczonym. Jego ramy i granice wyznacza poziom aktualnego rozwoju techniki informatycznej i stopień osieciowania (internetyzacji) świata.[11] Od początków stosowania technologii komputerowej, znalazła ona – podobnie jak szereg innych – zastosowanie w sferze wojskowości i jest traktowana jako broń a też jako cel w walce. W wielu państwach wykształciły się strategie cybernetyczne. Dotyczy to przede wszystkim państw najbardziej rozwiniętych. To charakterystyczne, bowiem są one najbardziej nasycone osieciowaną techniką informatyczną a przez to są szczególnie wrażliwe na ataki elektroniczne skierowane na systemy zabezpieczenia codziennego życia społeczeństwa. Funkcjonowanie systemów informatycznych „obsługujących” systemy energetyczne, telekomunikacyjne, bankowe, kontroli ruchu itd. zależy w najwyższym stopniu stanowi najwrażliwszy, krytyczny element tych państw. Uderzenie w cybersferze stanowi więc niewątpliwie atrakcyjną opcję dla krajów słabszych, podmiotów pozapaństwowych dla strategii asymetrycznych.

Za charakterystyczne dla XXI wieku, dla czasów globalizacji często uważa się tzw. „wojny wirtualne”.[12] Obserwacje toczonych ostatnio wojen począwszy od pierwszej wojny w Zatoce (1991) prowadzą do wniosku, że do modelu wojny rozgrywającej się w kilku przestrzeniach („rzeczywistościach”) doszła nowa – przestrzeń medialna. O wirtualności a też wirtualizacji wojen przyszłości można było też sądzić obserwując wojnę o Kosowo (1999). Jej atrybutami jawią się: niewidzialność uderzającego, jego bezkarność (nieśmiertelność), precyzja i skuteczność uderzeń.[13] Wraz z amerykańskimi sukcesami w tych dwóch wojnach duży rozgłos zyskała teoria wojny wirtualnej. Jej entuzjaści wieścili, że nadszedł czas, w którym można wreszcie wygrywać wojny bez clausewitzowskiego „tarcia” i „wojennej mgły”. Wojnę tę miała prowadzić (i wygrywać!) elita półboskich, prawie nieśmiertelnych profesjonalistów. Brak strat (własnych!) sprawiał, że uznano ją za dobrą metodę rozwiązywania konfliktów. Po 11 września 2001 roku wokół tej idei zrobiło się cicho.[14] Do terminu „wojna wirtualna” należy zachować jednak pewien dystans. Można mówić o wirtualizacji pola walki, o wirtualizacji wojny, o zwiększającym się znaczeniu przestrzeni wirtualnej;  wojnę wirtualną należy traktować metaforycznie.

Szereg wizji, przewidywań, prognoz dotyczących wojen przyszłości, wojen XXI wieku zdaje się sugerować, że można mówić  o jednym ogólnym  ich modelu. To złudzenie. Zapewne pojawią się nowe formy wojen, tak jak pojawiły się na przełomie  wieków XX/XXI;  stare jednak długo  nie zanikną. Nowych zaś  form może być  kilka.

Wychodząc z założenia, że „sposobom produkcji odpowiadają sposoby destrukcji” za bardzo dobrą podstawę do prognozowania charakteru przyszłych  wojen można uznać wylansowaną przez A.. i H. Tofflerów teorię fal rozwoju  cywilizacyjnego – fal cywilizacyjnych. Głębokie różnice pomiędzy następującymi po sobie poszczególnymi cywilizacjami, a jednocześnie ich wzajemne się przenikanie są według tej teorii funkcją różnic  w sposobach produkcji. Teoria  Tofflerów objaśnia nie tylko dynamikę historii cywilizacji; dobrze nadaje się do  objaśnienia struktury współczesnego świata, generalnego kierunku dalszych przemian cywilizacyjnych. Według tej koncepcji dzisiejszy świat dzielą trzy kontrastowo różne pod względem cywilizacyjnego  rozwoju  typy społeczeństw. To trzy  w pewnym stopniu  przenikające się ale też i rywalizujące między sobą cywilizacje. Formują one trzy odmienne środowiska bezpieczeństwa.

Ten świat „rozdzielony na troje” tworzy trzy kręgi, trzy różne obszary. Znamiennymi  symbolami  (wg A. Tofflera) tych  kręgów cywilizacyjnych mogą być: motyka; linia produkcyjna; komputer. Narody i państwa poszczególnych kręgów różnić się będą  pod wieloma względami. Dla niniejszych rozważań  najistotniejsze są jednak wybrane cechy je różnicujące: ustrój, poziom życia, poziom stabilizacji i sposób jej zabezpieczenia, charakter polityki, właściwości sił zbrojnych, charakter doktryn (strategii) bezpieczeństwa, strategii obronnych (wojennych, militarnych).

            Do kręgu pierwszego – „postindustrialnego” – zalicza się państwa najbardziej rozwinięte, w których kształtują się stosunki właściwe społeczeństwom informacyjnym. W systemie wartości  społeczeństw tego kręgu ważne miejsce zajmie niechęć (awersja) do wszelkiej przemocy. Symptomatyczną będzie presja na obniżanie (unikanie) ryzyka operacji militarnych i na prowadzenie ich przy maksymalnie niskich stratach, przy niskich kosztach. Strategie bezpieczeństwa będą kłaść raczej nacisk na  zapobieganie konfliktom niż zwycięskie w nich uczestniczenie. Strategie wojskowe będą prawdopodobnie zorientowane mniej defensywnie, eksponując komponenty ofensywne (wyprzedzające) – przydatne wstrategii prewencji.  Siły zbrojne będą tam nieliczne, z reguły profesjonalne, świetnie wyposażone w sprzęt i uzbrojenie najnowszych technologii. Wojny – w klasycznym znaczeniu tego terminu – wewnątrz omawianego kręgu  cywilizacyjnego są bardzo małe prawdopodobne. Nie oznacza to jednak, że ostra konkurencja (ekonomiczna) nie może  doprowadzić do konfliktów z  użyciem siły. W takich okolicznościach mogą ze znacznym prawdopodobieństwem  wystąpić „wojny” informacyjne, wojny w infosferze. Skonfliktowane  państwa (też: organizacje) tego  obszaru mogą  uciec się do  zastosowania przemocy poprzez pośredników. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że mogą one też – jak to było regułą w okresie zimnej wojny – pośrednio uczestniczyć w oddalonych (geograficznie) konfliktach zbrojnych. Główną forma aktywności wojennej (wojskowej) państw omawianego  kręgu  będą  interwencje zbrojne.

Do kręgu drugiego  zalicza się kraje „późno lub nowo industrializowane”, ze społeczeństwami „industrialnymi”. Tak jak charakter stosunków społecznych tego kręgu, sposoby produkcji (bogacenia się),  tak i wojny będą wciąż nosiły cechy i znamiona znane i rozpoznane w wieku  minionym. W systemie wartości  symptomatycznym jawi się inny (niż w kręgu pierwszym) stosunek do strat – tu traktuje się je jako „wojenną normę”. Strategie (doktryny) zorientowane mogą być na stałą gotowość  do wybuchu wojny. Większe aniżeli w krajach pierwszego  kręgu tolerancje wysokości strat oraz  ograniczoność systemów najwyższej technologii będą miały wyraźny  wpływ na sposób prowadzenia operacji i kampanii. Mogą  one być długotrwałe, kosztowne, intensywne, wyniszczające. Nie można też wykluczyć sięgnięcia przez te państwa po broń masowego rażenia. Nawet  jeśli  broń  ta nie zostanie  rzeczywiście użyta, to liczyć się trzeba z groźbą jej użycia,  a jeśli nie, to z argumentem groźby użycia.

Największym wyzwaniem dla stabilności i trwałości  wielu  państw tego kręgu  jawią się „nowe”  nacjonalizmy  grup narodowościowych, tendencje do secesji. W kręgu tym zarzewiem konfliktów międzynarodowych (zbrojnych) mogą być spory o terytoria, spory graniczne. W tym obszarze  możliwe są wojny międzynarodowe.  Tu lokować się będą wojny secesyjne (sukcesyjne), a także  wojny domowe.

Do kręgu trzeciego, zalicza się kraje i narody najbardziej zacofane pod względem  ekonomicznym, pod względem cywilizacyjnym. Ekonomia w nich  panująca, stosunki produkcji, stosunki społeczne kwalifikują społeczeństwa tego obszaru do współczesnej cywilizacji (w znacznej mierze) przedindustrialnej. W istocie dominuje tu ekonomia „nieformalna”. Charakterystyczną  cechą państw  tego kręgu  jest  słabość rządów, słabość struktur państwowych, turbulencje podczas (częstej) zmiany rządów, a także utrata zdolności do sprawowania władzy rządów (struktur) tych państw. Występują tu rozległe obszary, na których panuje jawna anarchia, tu lokują się też  tzw. „państwa-upadłe” i „państwa-bankruci”. Przemoc w życiu społeczeństw tego kręgu jest wciąż obecna. Prawa człowieka, życie  ludzkie w dominującym systemie nie ma wielkiego znaczenia.

Zdecydowanie różne od armii państw rozwiniętych są  w tym obszarze siły zbrojne – tak pod względem  organizacji, wyposażenia a przede wszystkim morale. Wewnątrz kręgu  trzeciego należy się  spodziewać generalnie dwóch typów wojen: wojen domowych (w najróżniejszych odmianach) oraz lokalnych wojen międzypaństwowych.  Charakterystycznymi  dla tego obszaru będą wojny  secesyjne i sukcesyjne łączące w sobie cechy wojen domowych i międzypaństwowych. System wartości, styl sprawowania władzy w szeregu krajów  spowoduje brak oporów przeciwko stosowaniu przemocy i jej szczególnej formy – terroru. Terroryzm może być  traktowany  jako jedyny  możliwy  sposób użycia  siły w szerszym otoczeniu międzynarodowym, jako zasadniczy element strategii.

Opierając się (bezpośrednio lub pośrednio) na teorii fal cywilizacyjnych „świata podzielonego na troje” poszczególnym kręgom przypisuje się niekiedy mocno zgeneralizowany  w jego opisie „typ” wojny. I tak: kręgowi pierwszemu – „wojny XXI wielu”, czyli wojny ery informacyjnej; kręgowi drugiemu  – „wojny XIX/XX wieku”, wojny ery industrialnej; kręgowi trzeciemu – „wojny średniowieczne”, wojny ery przedindustrialnej.

To klasyfikacja mocno uproszczona. Odnosząc się do niej należy mieć na uwadze, że wtedy gdy mówimy  o wojnach XXI wieku, wojnach ery informacyjnej, to poruszamy się wciąż  w obrębie futurystyki. Takowych wojen jeszcze w istocie nie doświadczono, choć najnowsza historia dostarczyła ostatnio kilku symptomatycznych ich prób. Wszak w rzeczywistości nie wykształtowały się jeszcze społeczeństwa informacyjne. Należy mieć na względzie, że nawet najbardziej dziś technologicznie zaawansowane społeczeństwa funkcjonują w rozdwojonym porządku  gospodarczym. Wciąż po części  opiera się on na  masowej produkcji, a po części na technologiach i usługach trzeciej fali. A ponieważ  formy wojen odpowiadają formom cywilizacji, formom produkcji, to możemy w dzisiejszych konfliktach zbrojnych  dostrzec wymieszane ze sobą cechy  wojen i drugiej, i trzeciej fali. I tak to pozostanie zapewne przez co najmniej kilka dziesięcioleci XXI wieku . W wojnach, które mogą toczyć między sobą państwa kręgu industrialnego znajdą zastosowanie technologie i systemy awangardowe. To (miedzy innymi!) sprawi, że owe wojny będą przejmować pewne cechy  wojen ery informacyjnej.

W przewidywaniach dotyczących przyszłych wojen, m.in. opartych na tofflerowskiej  koncepcji „świata podzielonego na troje” nie należy zapominać, o potwierdzonej  historycznie prawdzie, że: jeżeli pojawiają się nowe formy wojen,  stare formy długo jeszcze nie zanikną. Zwiększy się  zatem ich różnorodność.

Obok koncepcji „świata podzielonego na troje” traktowanej jako platforma oceny globalnego środowiska bezpieczeństwa oraz prognoz jego przemian, w wielu ośrodkach studiów strategicznych przyjmuje się jeszcze kilka innych teorii.  Na szczególną uwagę zasługuje koncepcja skupiająca uwagę na możliwym renesansie ideologii. Wg  tej koncepcji podziały w świecie zdominowane być mogą  konkurującymi, zwaśnionymi między sobą ideologiami. Wiele konfliktów zbrojnych mogłoby wtedy mieć podłoże religijne, mogłyby niekiedy przybierać charakter swoistych krucjat. To podejście wpisuje się doskonale w teorię S.Huntingtona – „zderzenia cywilizacji”. Z samej nazwy teorii można by wysnuwać wizje gigantycznych starć międzycywilizacyjnych. Autor koncepcji czegoś  podobnego nie zakłada. Cywilizacje nie są po prostu dostatecznie zorganizowane, by były w stanie grupować swoje narody w celu przeprowadzenia działań wojennych. Wojny o podłożu cywilizacyjnym są prawdopodobnymi wtedy, gdy któraś z nich przejawia wojowniczą ekspansywność. To cechuje dziś jedynie część świata Islamu. Aspekt cywilizacyjny, różnice międzycywilizacyjne zdają się coraz bardziej ważyć w środowisku bezpieczeństwa. Wymiar cywilizacyjny bardziej niż do niedawna rzutuje na charakter zagrożeń, strategie, sposoby prowadzenia działań wojennych.

W wojnach XXI wieku przenikać mogą się zróżnicowane, właściwe określonym czasom historycznym koncepcje prowadzenia działań zbrojnych. Nierówne tempo rozwoju z jednej strony i polaryzacja kultur z drugiej mogą sprawić, że każda z pięciu znanych koncepcji może mieć zastosowanie.[15] Spośród podejść pragmatycznych dotyczących przewidywanych modeli przyszłych wojen, najbliższe jest mi prezentowane kilka lat temu i wciąż zachowujące pełną aktualność przez F. Heisbourga. Zakłada on, że w ciągu najbliższych dwudziestu pięciu lat możemy być świadkami wojen w czterech  następujących szerokich kategoriach[16].

1. Wojny podejmowane przez złośliwe antyzachodnie dyktatury, mające dostęp  do broni  masowego  rażenia – wojny „państw-złoczyńców”.

2. Wojny  sukcesyjne, prowadzone o władzę w obrębie niegdyś istniejących, a rozpadających się państw.

3.  Wojny „rozrywające”, w których obce i rodzime grupy zaatakują uporządkowane podstawy funkcjonowania istniejących społeczeństw za pomocą tak różnych środków, jak terror, destrukcja systemów informatycznych, finansowych i innych.

 4. Wojny klasyczne, w których klasyczne (dziewiętnastowieczne) cele  będą  osiągane  metodami XXI wieku.

Wymienione powyżej kategorie wojen odzwierciedlać  będą w różnym  stopniu poziom zaawansowania rozwoju społeczeństw – jest to wiec wizja komplementarna do wizji „świata podzielonego na troje”. W tej przekonywającej klasyfikacji brakuje (mi) piątej, ważnej kategorii: wojen-interwencji zbrojnych. Wśród nich istotną rolę mogą odgrywać interwencje stricte wojenne będące jednym z kilku typów operacji pokojowych, tzw. „operacji wymuszania pokoju”– wojny (operacje pokojowe!) legitymizowane przez Narody Zjednoczone, prowadzone z reguły przez wielonarodowe koalicje. Wojny – interwencje zbrojne prowadzone mogą być przez państwa (najbardziej) rozwinięte wszędzie tam, gdzie zostaną naruszone ich interesy, uznają, że zagrożone jest ich bezpieczeństwo a niekiedy ze względów humanitarnych. Należy przypuszczać, że często będą one nosić znamiona interwencji prewencyjnych. Na filozofii prewencji (zwanej „uprzedzaniem”) zbudowana jest aktualna strategia bezpieczeństwa USA, elementy prewencji zagościły też w tzw. „doktrynie Solany” uznanej jako strategia Unii Europejskiej.

Z szerszej analizy pięciu powyżej zasygnalizowanych modeli przyszłych wojen pod kątem prawdopodobnego uczestnictwa (zaangażowania) w nich Polski wynika, że w przewidywalnym czasie, który wyznacza umownie rok 2025 – najbardziej prawdopodobnym jawi się nasze uczestnictwo w wojnach-interwencjach zbrojnych. Praktyka ostatnich lat też na to wskazuje.


[1] H.Bull, „The Anarchical Society”, London 1977r. s.15.

[2] Najsłynniejsza z nich to „Executive Outcomes” z bazą w RPA.

[3] K.R. Nossol przewiduje ekspansję korporacji oferujących nie tylko w krajach Afryki, Azji i Ameryki Płd tzw. „outsourcing”. Por.: „Mercenaries and Transnational Security Corporations in the Post Cold Era”, Civil Wars nr 1/1998.

[4] Pisze o tym W.Reno w: Privatising War in Sierra Leone”, Current History nr 96(1997r.) s.227-230.

[5] W oryg: „spectacle wars”, M.Kaldor, „Global Civil Society”, Cambridge 2003r.

[6] G.Soros, „Bańka amerykańskiej supremacji”. Kraków 2004, s.46.

[7] J. Black dostrzega wpływ popularnych (populistycznych) wyobrażeń o wojnach XXI wieku na niektóre doktryny militarne(!). w: „War. Past. Present and Future”. Sulton Publishing, London 2000, s. 284-287

[8] W. Clark. „Bitwy coraz bardziej złożone”. Rzeczypospolita  285/XII 2000r.

[9] por. J. Świniarski. M. Wiatr. Koncepcje strategiczno-operacyjne. Myśl Wojskowa 4/1998r.

[10] J.Richardson termin „wojna informacyjna” każe wązać z zasadą „dominacji informacyjnej”. W: War, Science and Terrorism, London – Portland 2002r. s.314-316.

[11] definicja A.Bógdał-Brzezińskiej i M.Gawryckiego. w: „Cyberterroryzm i problemy bezpieczeństwa informacyjnego we współczesnym świecie”. Warszawa 2003r. s.338.

[12] M.in. E.Bendyk, „Wojna wirtualna”. Respublika Nowa 16.11.2002r., M.Kubiak, „Wirtualne wojny czasów globalizacji”.w: M.Ożóg-Radew,R.Rosa(red.),”Bezpieczeństwo i prawa człowieka”, Siedlce 2004r. s.218-226.

[13] B.Glowacki, „Kosmos wyzwaniem dla naszych możliwości. Zmiana obrazu bezpieczeństwa narodowego w środowisku strategicznym”. Zeszyty Naukowe AON, 1/2003r. s.40-51.

[14] Została ona – jak pisze M.Ignatieff – „…pogrzebana”. „Virtual War: Kosovo and Beyond”, London 2002r.

[15] To koncepcje: unikania działań zbrojnych (starochińska), działań ograniczonych (przednapoleońska), działań umiarkowanych (XIX w.), działań totalnych (społeczeństwa industrialnego), działań antywojennych (społeczeństwa postindustrialnego). Por.: M.Wiatr, „Między strategią a taktyką”. Toruń 1999.

[16] F.Heisbourg. „Wojny” Warszawa 1998. s.23-28.

Program Partnerstwa dla Pokoju (PdP)

Rok 1993 okazał się przełomowy dla dyskusji nad rozszerzeniem oferty Sojuszu, dotyczącej współpracy z państwami dawnego Układu Warszawskiego, a także – a może przede wszystkim – kwestii przyjęcia ich do NATO. Grupa państw środkowoeuropejskich z Polską na czele coraz głośniej zaczęła domagać się dyferencjacji w ramach NACC oraz rozpatrzenia ich postulatu przystąpienia do Sojuszu. Wskazywano, że – zgodnie z Traktatem Północnoatlantyckim – nie istniały ku temu żadne formalne przeszkody. W marcu tego roku faktyczna dyskusję nt. wyjścia poza formułę NACC i przyjęcia do Sojuszu nowych państw rozpoczął po raz pierwszy niemiecki minister obrony Volker Rühe w swym słynnym, londyńskim wystąpieniu.

Podczas wizyty w Polsce w sierpniu tego samego roku prezydent Rosji Borys Jelcyn wypowiedział słowa, których potem bardzo szybko pożałował – publicznie uznał, że Polska ma całkowitą swobodę w wyborze struktury międzynarodowej, na której oprze własne bezpieczeństwo. Jesienią państwa środkowoeuropejskie, a w pierwszej kolejności Polska, Czechy i Węgry, rozpoczęły zmasowaną kampanię polityczną i propagandową na rzecz przyjęcia ich w skład NATO. Zdając sobie sprawę z postępującej dyferencjacji oczekiwań i woli współpracy wśród państw NACC, Sojusz, który wcześniej starał się unikać dyskusji na temat, w tej chwili nie mógł nie zareagować.

W takich właśnie okolicznościach narodziła się koncepcja Programu „Partnerstwa dla Pokoju”. Szukając sukcesów na arenie międzynarodowej po pierwszych, niezbyt spektakularnych miesiącach prezydentury Bila Clintona, inicjatywę przejęła strona amerykańska. 21 października 1993 r., podczas

sesji ministrów obrony państw NATO w Travemünde, amerykański sekretarz obrony Les Aspin wystąpił z propozycją Programu „Partnerstwo dla Pokoju”. Koncepcja „Partnerstwa” stanowiła początkowo dość luźną ofertę współpracy, która w toku intensywnych konsultacji sojuszniczych stopniowo nabierała konkretnego kształtu. Działo się tak m.in. pod wpływem polskiej ofensywy dyplomatycznej, której przewodzili prezydent Lech Wałęsa i minister spraw zagranicznych Andrzej Olechowski[1].

„… Partnerstwo dla pokoju uruchamia proces prowadzący do poszerzenia NATO… Umożliwia nam prowadzenie działań przygotowawczych do poszerzenia NATO, gdy tylko państwa zainteresowane będą w stanie podołać wiążącym się z tym zadaniom”[2].


[1] K. Piątkowski „ Polska i NATO w przededniu…, op. cit., s. 61

[2] W. Multan „Wizje bezpieczeństwa europejskiego”; Wyd. Elipsa, W-wa 1997, s. 183

Polska w NATO

Są trzy podstawowe zasady, bez których nie można sobie wyobrazić istnienia NATO w takiej postaci, w jakiej znamy je dzisiaj. Należą do nich :

  • całkowita suwerenność państw członkowskich;
  • jednomyślność w podejmowaniu decyzji;
  • oddzielenie struktury politycznej od zintegrowanej struktury dowodzenia[1].

Polska była jednym z pierwszych państw, które podjęło się udziału w misjach pokojowych, a udział Sił Zbrojnych RP w międzynarodowej działalności na rzecz wygaszania konfliktów i przywracania pokoju ma już 48 –letnią historię. Trwa nieprzerwanie od połowy 1953 roku, a jego zakres zwiększa się wraz ze zmianami w polskiej polityce zagranicznej i globalnej sytuacji polityczno – wojskowej.

Zaangażowanie w misjach pokojowych wynika z fundamentalnych priorytetów polskiej racji stanu. Jednym z nich jest zapewnienie bezpieczeństwa naszego kraju poprzez włączenie się w systemy i struktury bezpieczeństwa międzynarodowego o charakterze regionalnym, ogólnoeuropejskim i globalnym. Udział w operacjach pokojowych Polska traktuje więc nie tylko jako swój wkład w zapewnieniu pokoju i bezpieczeństwa naszego kraju.

Operacje pokojowe oraz misje obserwatorów wojskowych organizowane są pod auspicjami ONZ, a także organizacji regionalnych m.in. KBWE/OBWE. W Karcie Narodów Zjednoczonych znajduje się zapis, który najwierniej przedstawia zadania i cele operacji pokojowych: „Utrzymać międzynarodowy pokój i bezpieczeństwo i w tym celu: podejmować skuteczne środki kolektywne dla zapobieżenia lub usunięcia zagrożenia dla pokoju oraz powstrzymanie ataków agresji lub innych naruszeń pokoju; dokonywać tego środkami pokojowymi, zgodnie z zasadami sprawiedliwości i prawa międzynarodowego, pokojowego załatwiania sporów, porozumień międzynarodowych lub stanowisk, które mogłyby prowadzić do zachowania pokoju”.

Dotychczasowy bilans udziału Sił Zbrojnych RP to ponad 40.000 żołnierzy i pracowników cywilnych uczestniczących w 46 misjach pokojowych prowadzonych na terytorium 31 państw. Ponadto przedstawiciele Polski wchodzili w skład 7 rozjemczych lub nadzorujących przestrzeganie postanowień pokojowych komisji międzynarodowych powołanych na zasadzie bilateralnej, a więc w wyniku zaproszenia naszego kraju do udziału w pracach komisji wystosowanego przez jedną ze stron konfliktu.


[1] Krystian Piątkowski „Informator dla żołnierzy NATO”, Warszawa 1997 r. Wyd. MON, s. 7

Polskie Jednostki Wojskowe AFOR i KFOR

14 kwietnia 1999 roku Prezydent RP wydał postanowienie o użyciu Polskiej Jednostki Wojskowej w misji pokojowej w składzie sił Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego w Albanii.

Pododdział wyłoniono z 21 Brygady Strzelców Podhalańskich. Tzw. „lekka kompania piechoty” (jednostka składająca się ze 140 żołnierzy służby zasadniczej, służby nadterminowej oraz kadry zawodowej) została włączona do stacjonujących w Albanii wielonarodowych jednostek NATO z bazą polową w Durres. Do zadań w ranach operacji „Allied Harbour” („Sojusznicza przystań”), postawionych podhalańczykom przez dowódców sił sojuszu w Albanii znalazło się nie tylko zapewnienie bezpieczeństwa dowódcom AFOR, lecz również niesienie pomocy uchodźcom z Kosowa, w tym budowa obozów, ochrona konwojów i transportów z pomocą humanitarną docierających promami z portów włoskich, zabezpieczenie konwojowania wojsk sprzymierzonych, patrolowania granicy albańskiej z prowincją Kosowo oraz zapewnienie dostaw wody[1].

29 lipca w Bielsku-Białej powitano żołnierzy 18 batalionu Desantowo-Szturmowego, którzy zakończyli pełnienie misji pokojowej w ramach międzynarodowych sił KFOR w Kosowie. Nie pozostaje nic innego jak podsumować 13-miesięczną służbę spadochroniarzy z Bielska-Białej.

Pierwszy transport bielskich spadochroniarzy odjechał na Bałkany 25 czerwca 1999 r. Batalionowi powierzono realizację zadań w składzie sił stabilizujących KFOR. Decyzją Prezydenta RP nasi żołnierze zostali wysłani daleko poza granice kraju z zadaniem powstrzymania dalszego rozlewu krwi[2].

„Pomimo przerwania działań zbrojnych w czerwcu ubiegłego roku, konflikty między Serbami a Albańczykami wciąż narastają. Serbowie mówią, żeby nie wracać do przeszłości. Albańczycy wręcz przeciwnie – domagają się zadośćuczynienia za zbrodnie wojenne. Sprawa się komplikuje. Nic więc dziwnego, że żołnierze KFOR żyją w ciągłym napięciu. Poza bazą i na posterunkach nie rozstają się z kamizelką kuloodporną i hełmem. Ich broń nigdy nie spoczywa w magazynie, a amunicja w zaplombowanych skrzyniach”[3].

Po powrocie z misji dowódca Batalionu – mjr Tomasz Bąk mógł zameldować ministrowi obrony narodowej – Bronisławowi Komorowskiemu, że będąc żołnierzami Międzynarodowej Brygady „Wschód”, z pełnym poświęceniem oraz sumiennością wykonywali powierzone im zadania bojowe. 18 bdsz, co podkreślali wysokiej rangi dowódcy NATO, był oceniany jako jeden z najlepszych oddziałów KFOR. Polacy, dzięki otwartości na problemy zgłaszane przez miejscową ludność, zyskali uznanie zarówno społeczności serbskiej, jak i albańskiej.

Żołnierze spędzili wiele godzin w punktach kontrolnych i obserwacyjnych, zatrzymali ponad 100 Albańczyków i blisko 30 Serbów podejrzanych o dokonanie różnego rodzaju przestępstw, skonfiskowali blisko 300 egzemplarzy broni palnej i tysiące sztuk amunicji oraz wielokrotnie udzielali pierwszej pomocy poszkodowanym w najróżniejszych starciach. saperzy unieszkodliwili setki min.

W okresie największego napięcia w kosowskiej Mitrowicy przez 10 dni, na rozkaz dowódcy Międzynarodowej Brygady „Wschód”, działali na najtrudniejszym odcinku – moście na rzece Ibar- który oddzielał dwie wrogie sobie społeczności. Polacy wspierali również działania wielu pozarządowych organizacji międzynarodowych oraz wykonywali zadania o charakterze humanitarnym, m.in. rozdzielili prawie 100 ton darów z „Caritas Polska” oraz 45 ton z Polskiej Akcji Humanitarnej i niemieckiej organizacji humanitarnej „Die Johaniter”.

Bielscy spadochroniarze nie tylko rozdzielali zwaśnione strony, ale również pomagali w przywracaniu normalnego życia w Kosowie: zapewniali uchodźcom bezpieczny powrót do rodzinnych domów, dzieciom możliwość uczęszczania do szkół, a dorosłym – szukanie pracy[4].

         10 batalion zmechanizowany ze Świętoszowa jest jednostką przygotowaną do działania jako odwód strategiczny międzynarodowych sił KFOR. Wojna w Kosowie skończyła się już w czerwcu ubiegłego roku, dlatego jednostka nie bierze udziału w „krwawych” bojach, lecz swoje działanie ogranicza wyłącznie do czynności typowych dla misji pokojowych: patrolowania terenu, poszukiwania cywilnych pojazdów i konwojowania. 10 batalion zmechanizowany w nowej natowskiej strukturze praktycznie może działać w różnych sytuacjach. Stąd w jego etatowej strukturze, oprócz trzech kompani zmechanizowanych znajduje się kompania wsparcia ogniowego, zabezpieczenia działań, logistyczna, pluton łączności, sekcja finansowa i żandarmerii wojskowej. Jednostka posiada też swojego księgowego i szefów wszystkich służb. Natomiast do Kosowa – ponieważ tego wymaga specyfika zadań – przyjechał w okrojonym składzie – zaledwie cztery „lekkie” kompanie: dowodzenia, logistyczna i dwie bojowe[5].

„Tak długo, jak wspólnota międzynarodowa nie zapewni środków pozwalających na normalne funkcjonowanie Kosowa, żołnierze KFOR muszą wkraczać, by wypełniać zadania, do których nie byli szkoleni.[6]”


[1] „Bałkański syndrom”, op. cit., s. 150

[2] S. Jote: „Udana misja” – Wojska Lądowe nr 9, W-wa 2000 r., s. 12

[3] A. Rawski: „Niebezpieczna misja” – Polska Zbrojna nr 23, czerwiec 2000 r., s. 43

[4] Wojska Lądowe op. cit., s.12

[5] A. Rawski: „Batalion na walizkach” – Polska Zbrojna”, nr 26, czerwiec 2000 r., s. 43

[6] Gen. Klaus Reinhardt: „Dowodząc KFOR-em” – Przegląd NATO, lato/jesień 2000 r., s. 17

Globalizacja a wyzwania globalne

Problemy globalne – istota

 Globalny charakter problemów jest związany ze wzrastającą współzależnością w skali międzynarodowej.

 Część problemów globalnych jest wyrazem sprzeczności interesów pomiędzy poszczególnymi krajami czy grupami państw (dewastacja środowiska naturalnego, wyczerpywanie się zasobów).

 Ich globalny charakter oznacza, iż nie sposób ich rozwiązać jednostronnie, bilateralnie, czy nawet regionalnie, bez współpracy międzynarodowej i bez uwzględnienia wspólnych i zbieżnych interesów, zarówno bieżących, jak i perspektywicznych.

 Pomiędzy tymi problemami istnieją powiązania.

Zmiana charakteru globalnych wyzwań

 Wszystkie problemy globalne są dziedzictwem XX wieku.

 Problemy globalne na ogół nie są wywołane przez globalizację, jednakże globalizacja istotnie zmienia ich charakter.

 W przeszłości większość tych problemów związana była przede wszystkim z dążeniem do zapewnienia międzynarodowego bezpieczeństwa – militarnego, politycznego, ekonomicznego.

 Problemy te podejmowane były przez poszczególne państwa, ich ugrupowania i utworzone przez nie organizacje międzynarodowe, które były jedynymi podmiotami władnymi do wypracowywanie rozwiązań, podejmowania decyzji i stosownych działań.

Nowi aktorzy

 Mapa podmiotów działających w skali międzynarodowej w warunkach globalizacji jest znacznie bardziej urozmaicona – coraz większą rolę odgrywają organizacje biznesowe, związki zawodowe, ale także NGO-sy, zwłaszcza w takich dziedzinach jak ekologia, przestrzeganie praw człowieka czy pomoc humanitarna.

 Wiąże się to m.in. ze złamaniem monopolu państw w dziedzinie informacji, zarówno ze strony mediów, jak i – i to w rosnącym stopniu – Internetu.

Wzrost złożoności problemów

Wraz z postępującą globalizacją problemy do rozwiązania stają się coraz bardziej złożone:

 np. tradycyjne negocjacje handlowe przez całe dziesięciolecia dotyczyły praktycznie redukcji stawek celnych;

 potem pojawiły się różne instrumenty polityki handlowej;

 obecnie obejmują one problematykę handlu, usług, własności intelektualnej, ale także przestrzegania praw pracowniczych, norm ekologicznych, norm sanitarnych itp.

 w rezultacie spory o interesy, zagadnienia koordynacji polityki handlowej coraz częściej przekształcają się w zderzenia odmiennych systemów wartości

Operacja wojskowa IFOR

Kierowane przez NATO międzynarodowe Siły Implementacyjne IFOR utworzono w ślad za podpisaniem 14 grudnia 1995 roku w Paryżu porozumienia pokojowego w sprawie Bośni. Znane jako IFOR, otrzymały zadanie wprowadzenia w życie wojskowych aspektów porozumienia. Działalność IFOR rozpoczęła się 16 grudnia 1996 roku od operacji „Wspólny wysiłek” a do jego najważniejszych zadań należało:

–         Zapewnienie stałego przestrzegania zawieszenia broni.

–         Doprowadzenie do wycofania się do baz na własnym terytorium sił z uzgodnionych stref rozgraniczających obszary objęte zawieszeniem oraz zapewnienie rozgraniczenia sił.

–         Stworzenie warunków dla bezpiecznego, uporządkowanego i szybkiego wycofania sił ONZ, które nie zostały przeniesione do IFOR.

–         Kontrolowanie przestrzeni powietrznej nad Bośnią i Hercegowiną.

Wykonując te zadania, siły IFOR odgrywały kluczową rolę w przywracaniu pokoju z Dayton. Zapewniały bezpieczne środowisko, w którym mogły funkcjonować inne organizacje międzynarodowe odpowiedzialne za wprowadzenie cywilnych aspektów porozumienia pokojowego i by życie mogło powracać do normy[1].

Czas trwania operacji wojskowej określono na jeden rok. Jeśli chodzi o udział Polaków w misji IFOR, to jeszcze w czasie trwania rozmów w Dayton, w dniu 6 grudnia 1995 r. ambasador Polski przy Wspólnotach Europejskich przekazał Sojuszowi Północnoatlantyckiemu list potwierdzający gotowość Polski do wzięcia udziału w operacji wprowadzania w życie przyszłego porozumienia pokojowego w Bośni i Hercegowinie[2].

Osiemnastego stycznia wyruszyła z Krakowa do Bośni grupa oficerów i żołnierzy (około 100 osób), której zadaniem było przygotowanie inżynieryjne oraz socjalno-bytowe miejsc stacjonowania polskiego 16 batalionu powietrzno-desantowego w pobliżu Tuzli[3].

Przegrupowanie sił zasadniczych polskiej jednostki rozpoczęło się 29 stycznia. Siły główne podzielone zostały na 4 transporty o różnym stanie liczebnym, które dowożono do Slavonskiego Brodu (Chorwacja), a stamtąd transportem samochodowym do rejonu stacjonowania (około 160 kilometrów). Ostateczną dyslokację batalionu zakończono 5 lutego.

Celem operacyjnym działania polskiego, jest realizacja zadań rozjemczo-obserwacyjnym w wyznaczonym rejonie Bośni i Hercegowiny na zachód od Tuzli. Jako miejsce stacjonowania polskiego batalionu wybrano miejscowości: Treślić, Jelah, Jurisicia k. Żepce[4].

        W Treślić rozlokowano największe siły polskiego batalionu: sztab batalionu, 3 kompanię szturmową, która w Bośni określona jest literą „C” (Charlie), kompanię zaopatrzenia oraz plutony łączności, saperów i medyczny.

W Jurisici, dawną bazę oddziałów brytyjskich wchodzących w skład UNPROFOR, przejęła 1 kompania – „A” (Alfa), wzmocniona plutonem artylerii przeciwpancernej. W Jelah stacjonuje 2 kompania – „B” (Brawo) i kompania wsparcia oraz pluton remontowy[5].

Polacy obsadzili już w lutym jeden z pięciu posterunków patrolowo-obserwacyjnych, określony kryptonimem „Zulu 007”. Znajduje się on w strefie rozdzielenia wojsk serbskich i bośniackich około dziesięciu kilometrów od miejscowości Banja Vrucica. Nasi żołnierze patrolują 4 kilometrowy pas rozdzielenia stron. Po odpowiednim przygotowaniu terenu i jego rozminowaniu, zajmują posterunki w strefie o szerokości 20 kilometrów.  Polscy żołnierze są dobrze uzbrojeni. Oprócz podstawowego wyposażenia dysponują niezbędnym sprzętem do wykonywania zadań specjalistycznych, jak transportery opancerzone BRDM, samochody terenowe „Honker”, wyrzutnie pocisków rakietowych, broń maszynową, sprzęt saperski i środki łączności. Polacy otrzymali też wsparcie plutonu czołgów, a w razie potrzeby mogą liczyć na lotnictwo NATO[6].


[1] NATO Vademecum„Operacyjna rola sojuszu w misjach pokojowych”, W-wa ‘99 r., Wyd. Bellona, s120

[2] Myśl wojskowa, op. cit. s. 134

[3] Rzeczpospolita z dn. 19.01.96 r., „Polacy jadą do Bośni”

[4] P. Piątkowski Operacja…, op. cit. s.12

[5] Polska Zbrojna z dn. 29.01.96 r. „Trudna operacja”

[6] Rzeczpospolita z dn. 19.02 1996 r., „Pola minowe”