Parlamenarno-prezydencka forma rządów

Regulacja konstytucyjna organizacji i funkcjonowania władzy państwowej nie może pominąć określenia stosunków zachodzących między parlamentem, głową państwa i rządem. W tradycji państwowości polskiej XX w. silnie zaznaczyła się w tej dziedzinie zasada  systemu  parlamentarno-gabinetowego. Przyjmowała ją Konstytucja 1921 r. , modyfikowała, nie przekreślając jednak istoty, nowela sierpniowa 1926 r., odrzuciła natomiast Konstytucja 1935 r., a po wojnie Konstytucja 1952. W okresie przemian ustrojowych, zapoczątkowanych w 1989 r., silnie zaznaczyła się tendencja zmierzająca do odbudowy systemu parlamentarnego, chociaż można dostrzegać pewne rozbieżności wśród jego zwolenników. Wypadkową różnych tendencji są rozwiązania przyjęte w Małej Konstytucji. Stanowią one podstawę do sprecyzowania odpowiedzi na pytanie dotyczące. istoty i charakteru istniejącego systemu rządów. System parlamentarno-gabinetowy, dobrze znany w naszej historii, to taki system rządów, w którym sytuację prawną głowy państwa charakteryzuje jej polityczna nieodpowiedzialność przed parlamentem, natomiast rząd, zwany inaczej gabinetem, jest powoływany przez głowę państwa, ale odpowiada przed parlamentem i za własną działalność, i za akty prawne głowy państwa, skutkiem zaś tej odpowiedzialności może być odwołanie rządu. Przy powoływaniu rządu głowa państwa jest skrępowana określonymi wymogami natury politycznej, musi liczyć się z istniejącym w parlamencie układem sił, chodzi bowiem o to, aby gabinet miał oparcie w większości parlamentarnej, co stanowi gwarancję realizacji przyjętego programu działania. Rząd i parlament zostają wyposażone w środki prawne wzajemnego oddziaływania na siebie. Parlament może pociągać rząd do odpowiedzialności politycznej, odmawiając mu zaufania lub wyrażając votum nieufności, jest to zasada stanowiąca kamień węgielny systemu parlamentarnego. Rząd natomiast lub prezydent jest wyposażony w prawo rozwiązania parlamentu, przy czym warunki sięgania po ten środek mogą być określone w konstytucji lub całkowicie zależne od uznania egzekutywy. Analizując treść stosunków Sejm – Prezydent – Rada Ministrów w świetle Małej Konstytucji stwierdzić należy, że z pewnością nie jest to system parlamentarny w klasycznej postaci, że mamy do czynienia z jego elementami, ale także z pewnymi ograniczeniami, jak i działaniami, które wychodzą poza jego ramy.  Sejm (tylko ta izba, Senat w zakresie kontroli Rządu nie został wyposażony w żadne środki prawne) może uchwalić Radzie Ministrów votum nieufności (art. 66) lub odmówić votum zaufania. Skutki takiego działania Sejmu nie są jednoznaczne. W przypadku odmowy zaufania Rząd nie może powstać, gdy zaś Sejm nie uchwali (potwierdzi) mu zaufania, musi złożyć dymisję – są to wymogi całkowicie zgodne z regułami właściwymi systemowi parlamentarno-gabinetowemu. Obowiązek taki nie istnieje jednoznacznie w przypadku wyrażenia przez Sejm votum nieufności. Obowiązek Rządu podania się do dymisji istnieje tylko wówczas, gdy wyrażenie votum nieufności połączone zostało z wyborem nowego premiera. Jeśli wybór taki nie nastąpił, to wprawdzie Rząd składa dymisję, ale decyzję ostateczną podejmuje Prezydent, który może bądź dymisję przyjąć, bądź też odmówić jej przyjęcia i jednocześnie rozwiązać parlament. Mimo tej swobody w zakresie oceny zaistniałej sytuacji dokonywanej przez Prezydenta, przyjęto rozwiązanie prawne mieszczące się jeszcze w ramach systemu parlamentarnego. Wykracza już jednak poza jego ramy uprawnienie Prezydenta, przewidziane w art. 21, a dotyczące prawa rozwiązania Sejmu. W omawianym przypadku nie chodzi bowiem o działania głowy państwa stanowiące reakcję na obalenie Rządu. Chodzi tu o nieuchwalenie budżetu państwa w ciągu trzech miesięcy od dnia złożenia w parlamencie projektu ustawy budżetowej. Podobną, niezbyt typową dla systemu parlamentarnego sytuację przewidziano w art. 62. Zgodnie z nim w przypadku niepowołania Rządu w trybie art. 60, Prezydent rozwiązuje Sejm albo w ciągu 14 dni powołuje, na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy, premiera i Rząd mniejszościowy. Jeśli przed upływem tego terminu Sejm nie udzieli Rządowi votum zaufania ani nie wyrazi votum nieufności w sposób przewidziany w art. 66 ust. 4, Prezydent rozwiązuje Sejm i Senat. W zakresie tworzenia Rządu Mała Konstytucja przyjmuje tryb odbiegający od klasycznego systemu parlamentarnego, w którym prawo to jednoznacznie przysługuje Prezydentowi. Tworzy on, zmienia i odwołuje Rząd, a Sejm tylko określa swój stosunek do gabinetu i do programu działania. Mała Konstytucja przyznaje w tym zakresie pewne uprawnienia Prezydentowi, zwiększając jego wpływ w porównaniu ze stanem dotychczasowym. Nadal nie jest to wyłączna domena działania Prezydenta, ale jest to dziedzina, w której  współdziałanie Prezydenta i Sejmu jest bardzo ścisłe. Sejm zatem zachował pewne uprawnienia w tym zakresie, ale rola jego została pomniejszona w porównaniu ze stanem dotychczasowym. Najbardziej jednak wykracza poza ramy systemu parlamentarnego, jak też narusza zasadę podziału władz uregulowanie kwestii rozporządzeń z mocą ustawy. Może je wydawać Rząd na podstawie upoważnienia przyznanego mu przez parlament w drodze ustawy. Sama instytucja tych rozporządzeń nie wzbudza zastrzeżeń (chociaż mają one być wydawane nie w okresie między sesjami parlamentu, jak to się zazwyczaj dzieje), ale dwie regulacje prawne z tym związane. Art. 23 ust. 3 stanowi, że w czasie obowiązywania upoważnienia do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy inicjatywa ustawodawcza w zakresie objętym upoważnieniem przysługuje wyłącznie Radzie Ministrów. Zatem posłowie, Senat i Prezydent nie mogą w tych sprawach podejmować inicjatywy ustawodawczej. Jest to pierwsze istotne ograniczenie. Drugie ograniczenie polega na tym, że rozporządzenia z mocą ustawy nie podlegają żadnej kontroli parlamentu. Parlament może je zmienić lub uchylić tylko poprzez uchwalenie nowej ustawy, ale jest to możliwe dopiero po wygaśnięciu upoważnienia. Prezydent może odmówić im podpisu, wówczas Rząd, chcąc doprowadzić sprawę do końca, może zakwestionowany tekst przedłożyć Sejmowi jako projekt ustawy. Zatem w sposób bardzo istotny ograniczono uprawnienia parlamentu, czyniąc Radę Ministrów w pewnym okresie i w ściśle wymienionych sprawach wyłącznym prawodawcą. Są to uprawnienia idące bardzo daleko, działalność prowadzona na tej podstawie jest pozbawiona kontroli parlamentarnej, a więc instytucja tak ujęta wykracza poza ramy systemu parlamentarnego. W świetle zatem analizy omawianych norm konstytucji i dokonanej na ich podstawie charakterystyki systemu politycznego istniejącego w Polsce stwierdzić można, że mamy do czynienia z nowym układem stosunków na linii: parlament – gabinet – głowa państwa. W układzie tym godny odnotowania jest wzrost roli Prezydenta, a także Rządu. Wzrost ten jest bliższy rozwiązaniom prawnym przyjętym w Konstytucji Francji z 1958 r. niż klasycznemu systemowi parlamentarnemu, z którym jednak pozostał związany w sposób widoczny przejęciem zasady politycznej odpowiedzialności Rządu przed Sejmem. Nie jest to z pewnością klasyczny system parlamentarny, ale nie jest to z jeszcze większą pewnością system prezydencki. Jest kompromisem tych dwóch czyli systemem parlamentarno-prezydenckim (opartym na elementach systemu parlamentarnego ze znacznie zwiększoną rolą egzekutywy).

Zasada pluralizmu politycznego

Pluralizm polityczny ma wiele różnych znaczeń. Jednak jako zasada ustrojowa w prawie konstytucyjnym sprowadza się do: a) uznania wielości partii politycznych, b) uznania równości partii, c) określenia demokratycznej roli partii. Znaczenie prawne zasady pluralizmu polega więc przede wszystkim na tym, że jakakolwiek jednopartyjność (na przykład, „system jednopartyjny”, „system partii państwowej” lub nawet „system partii dominującej”) musi być uznana za sprzeczną z konstytucją. Poza tym, pluralizm polityczny o randze naczelnej zasady jest punktem wyjścia konstruowania i interpretowania innych norm i zasad dotyczących partii oraz systemu ustrojowego jako takiego. Pluralizm polityczny jest zwłaszcza materialną gwarancją i pierwszą przesłanką zasady wielopartyjności w życiu publicznym. Zasadę pluralizmu wprowadza art. 4 pozostawionych w mocy przepisów Konstytucji RP z roku 1952. Głosi on, iż „1. Partie polityczne zrzeszają na zasadzie dobrowolności i równości obywateli Rzeczypospolitej Polskiej w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. 2. O sprzeczności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznej orzeka Trybunał Konstytucyjny”. Status prawny partii określa bliżej ustawa o partiach politycznych z 28 lipca 1990 r. Przez partię polityczną ustawa ta rozumie organizację społeczną, występującą pod określoną nazwą, która stawia sobie za cel udział w życiu publicznym, w szczególności przez wywieranie wpływu na kształtowanie polityki państwa i sprawowanie władzy (art. 1 ). W teorii prawa konstytucyjnego wyróżniamy trzy główne typy tworzenia partii: system koncesyjny, system administracyjny i system rejestracyjny. Ustawa o partiach z lipca 1990 r. przyjmuje trzeci z tych systemów, z tym że wprowadza ona nie tyle rejestrowanie, ile ewidencjonowanie (notyfikowanie) faktu założenia partii. W myśl ustawy o partiach politycznych z lipca 1990 r., partia uzyskuje osobowość prawną z chwilą zgłoszenia jej do ewidencji prowadzonej przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. Zgodnie z art. 4 ust. 1 utrzymanych w mocy przepisów Konstytucji RP z 1952 r., funkcja partii polega na „wpływaniu metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa”. Można przyjąć, że na takie określenie funkcji partii składają się następujące jej zadania: kształtowanie i wyrażanie postaw politycznych obywateli, funkcja wyborcza i funkcja rządzenia.

Unia Europejska – jestem „za” czy „przeciw” ?

Unia Europejska nie jest organizacją doskonałą. Samo istnienie i funkcjonowanie tak skomplikowanej, różnorodnej struktury nastręcza krajom „piętnastki” wiele trudności. Po wejściu Polski do Unii problemy te będą także nas bezpośrednio dotyczyć. Jednak sytuacja Polski, jako kraju starającego się o członkostwo jest pod wieloma względami szczególna. Czeka nas trudny proces przemian.. W latach pięćdziesiątych, gdy powstały Wspólnoty Europejskie, nikt nie przewidywał, że w strukturach zaprojektowanych dla sześciu państw znajdzie się ich piętnaście. Każde z państw ma przecież swoich urzędników i przedstawicieli w bardzo rozbudowanej administracji europejskiej. Wystarczy spojrzeć na służby językowe Unii Europejskiej, które liczą w obce 11,00 pracowników (każdy dokument wydawany przez Unię musi być tłumaczony na 11 języków). Taka  biurokracja pochłania ogromne środki finansowe, utrudnia podejmowanie decyzji i przeraża nie tylko obywateli, ale i rządy państw członkowskich. Sama Komisja Europejska licząca obecnie 20 komisarzy, musi podejmować decyzje w najdrobniejszych sprawach opracowanych przez około 200 agend i sekretariatów, których kompetencje nie są jasno określone.

Problemów przysparza także nowo wprowadzona waluta – euro. Jak dotąd nie sprawdzają się oczekiwania, że będzie ona równie silna jak dolar. Silna waluta jest wyrazem silnej gospodarki. Spadający kurs euro pokazuje, że gospodarka europejska nadal ustępuje amerykańskiej i wymaga reformy w takich dziedzinach jak : stosowanie internetu w obrocie handlowym, prawo pracy, ubezpieczenia społeczne.

Jednym z najczęściej dyskutowanych zagadnień jest rolnictwo. Wspólna Polityka Rolna stanowi jedną z istotnych podstaw funkcjonowania Unii Europejskiej. Wiele państw nie zgadza się z polityką wspólnych cen i systemem dopłat. Powoduje to często gwałtowne protesty rolników i spięcia między rządami państw członkowskich. Konkurencyjna produkcja rolna musi być tania, i aby była dochodowa należy utrzymać wystarczająco wysokie ceny.

Problem ten wywołuje szczególnie dużo kontrowersji w Polsce. Zmiany konieczne, aby dostosować polskie rolnictwo do wymogów Unii, dotyczą przede wszystkim zwiększenia konkurencyjności (restrukturyzacja całego sektora, wprowadzenie nowoczesnych technik produkcji), w sposób możliwie najbardziej korzystny dla rolników. Jednak nie należy zapomnieć o tym, że zmniejszenie zatrudnienia w tym sektorze wraz z jednoczesnych zwiększeniem areału gospodarstw jest warunkiem przetrwania polskiego rolnictwa na rynku światowym niezależnie od negocjacji Polski z Unią Europejską.

Niska konkurencyjność jest także problemem przemysłu w sektorze państwowym, również i ta dziedzina gospodarki wymaga szybkiej i gruntownej restrukturyzacji. Społeczne koszty takich przemian będą z pewnością wysokie, ale niestety nie do uniknięcia.

Nie możemy także zapominać, że członkostwo w Unii Europejskiej kosztuje. Każde państwo członkowskie płaci składki, które są później wydawane na różne cele, między innymi na rozwój regionów o najbardziej niekorzystnej strukturze produkcji i zatrudnienia.

Krytykując Unię Europejską i proces negocjacyjny wielokrotnie wspomina się o utracie przez Polskę wartości, które leżą u jej podstaw. Szczególnie eksponuje się zagrożone przez model społeczeństwa konsumpcyjnego wartości chrześcijańskie. Okazuje się bowiem, że zachowanie tradycji zależy od samego narodu i członkostwo w strukturach międzynarodowych nie ma na to wpływu.

Podobnie należy potraktować argument o wykupie ziemi przez obcokrajowców i „rozprzedaniu Polski w ręce obcego kapitału”. Polska nie zdaje się tracić nic ze swej polskości, mimo obecności na rynku wielu inwestorów zagranicznych. Należałoby raczej wspomnieć o ich korzystnym wpływie na powstawanie nowych miejsc pracy i stan polskiej gospodarki.

Czy warto więc podejmować wysiłki w celu zbliżenia się do Unii Europejskiej? Przede wszystkim nie należy na to pytanie odpowiadać wcale, jeżeli nie podejmuje się najpierw rzeczowej dyskusji nad argumentami „za” i „przeciw” oraz nie zachowa się między nimi odpowiedniej proporcji.

Kwestia podziału władz w Konstytucji

Kwestia podziału władz rozstrzygana była w sposób zróżnicowany. Projekty UW i Senacki jako jedyne akcentowały aspekt podziału władz: „Ustrój RP opiera się na podziale, równowadze i współpracy władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowej” (UW art. 2 ust. 2); „Władza państwowa jest sprawowana przez rozdzielone i wzajemnie równoważące się organy ustawodawcze, wykonawcze i sądownicze” (Senacki art. 4 ust. 1). Projekty Prezydencki, SLD, „Solidarności” zadowalały się tradycyjnym, statycznym ujęciem, polegającym na odnotowaniu faktu istnienia rozdziału: „Organami RP w zakresie władzy ustawodawczej są Sejm i Senat, w zakresie władzy wykonawczej – Prezydent, Rada Ministrów i jej członkowie, w zakresie władzy sądowniczej – sądy i trybunały.” (Prezydencki art. 6.);  „Sejm jest najwyższym organem państwa w zakresie ustawodawstwa, Rada Ministrów najwyższym organem w zakresie władzy wykonawczej, a niezawisłe sądy sprawują wymiar sprawiedliwości. Prezydent Rzeczypospolitej jest najwyższym przedstawicielem państwa polskiego w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych. Czuwa nad przestrzeganiem konstytucji RP, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa (…)” (SLD art. 3 ust. 1 i 2);  „Naród sprawuje ją [władzę] przez swych przedstawicieli (…) prezydenta (…) rząd (…) oraz niezawisłe sądy.” („Solidarność” art. 3 ust. 2). Projekt PSL-UP nie akcentował podziału władz i tak jak projekt SLD przewidywał parlament jednoizbowy. Projekt KPN odrzucał podział władz.

Dylematy integracji europejskiej

W pierwszym etapie integracji – od momentu ewentualnego przystąpienia do roku 2006, tj. do czasu wygaśnięcia odrębnego budżetu określonego w Agendzie 2000, będą obowiązywać nie tylko ograniczenia budżetowe, ale także wynikające z możliwych okresów przejściowych, np. w dostępie do rynku pracy, w finansowaniu rolnictwa i infrastruktury, w przepływie towarów, kapitału i zakupie ziemi.

Drugi etap członkowski, charakteryzujący się pełniejszą partycypacją Polski w budżecie UE, nastąpiłby od 2007 roku do wygaśnięcia wynegocjowanych okresów przejściowych. W etapie tym wyodrębnić można by co najmniej kilkuletni okres uczestniczenia polskiej gospodarki w Mechanizmie Kursów Walutowych 2 (ERM 2) Europejskiego Systemu Walutowego, którego celem byłoby ustabilizowanie kursu złotego wobec euro.

Pełna integracja mogłaby się dokonać dopiero w trzecim etapie, tj. po zakończeniu okresów przejściowych – do uzyskania członkostwa w Unii Gospodarczej i Walutowej. Zanim to nastąpi, trzeba będzie zadowolić się członkostwem drugiej kategorii lub raczej członkostwem w drugim kręgu integracyjnym, w którym znajdą się inne państwa kandydujące. Na tym tle powstaje dylemat związany z tempem i zakresem integracji:

  1. Czy maksymalnie przyspieszyć proces integracji i doprowadzić do jak najszybszego wejścia do strefy euro oraz ograniczyć do minimum okresy przejściowe ?
  2. Czy termin uzyskania członkostwa w UE i EWG uzależnić od stanu dostosowań w gospodarce, które uchronią przed działaniem szoków asymetrycznych, w szczególności przed wzrostem bezrobocia i recesją w wyniku gwałtownego zaostrzenia konkurencji w skali europejskiej i globalnej ?

Wysuwane są postulaty, które dylemat ten przesądzą jednoznacznie: uzyskanie jednoczesnego członkostwa w Unii Europejskiej oraz UNII Gospodarczej i Walutowej powinno stać się celem strategicznym naszych negocjacji i działań dostosowawczych .Pośpiech w przystąpieniu do UGW jest szczególnie niezbędny, gdyż powstaje ona jako odrębna organizacja, tworzone są w niej nowe instytucje (np. Rada Euro), które będą szybciej integrować swych członków, stwarzając im lepsze warunki rozwoju w porównaniu z państwami UE pozostającymi poza unią monetarną. UGW zmierza wyraźnie w kierunku unii politycznej, w której członkowie muszą spełniać nie tylko ostre kryteria zbieżności  ale także przekazać swe uprawnienia narodowe w dziedzinie polityki monetarnej, w tym kursu walutowego, na szczebel ponad narodowy, tj. na rzecz ESBC należy prowadzenie jednolitej polityki pieniężnej nakierowanej na stabilizację cen. W jej ramach dokonywane są operacje otwartego rynku, operacje walutowe, zarządzanie rezerwami walutowymi i systemami płatniczymi krajów członkowskich.

Projekt ustawy o zmianie Konstytucji

Projekt ustawy o zmianie Konstytucji może przedłożyć co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów (czyli 92), Senat lub Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej (art. 235). Zmiana konstytucji następuje w drodze ustawy uchwalonej w jednakowym brzmieniu przez Sejm i następnie w terminie nie dłuższym niż 60 dni przez Senat. Pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie Konstytucji może odbyć się nie wcześniej niż trzydziestego dnia od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy. Ustawę o zmianie konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Uchwalenie przez Sejm ustawy zmieniającej przepisy rozdziałów I, II lub XII Konstytucji (I. Rzeczpospolita, II. Wolności, Prawa i Obowiązki Człowieka i Obywatela, XII. Zmiana Konstytucji) może odbyć się nie wcześniej niż sześćdziesiątego dnia po pierwszym czytaniu projektu ustawy. Jeżeli ustawa o zmianie Konstytucji dotyczy przepisów rozdziału I, II lub XII, podmioty uprawnione do przedkładania projektu ustawy o zmianie konstytucji mogą zażądać, w terminie 45 dni od dnia uchwalenia ustawy przez Senat, przeprowadzenia referendum zatwierdzającego. Zmiana Konstytucji zostaje przyjęta, jeżeli za ta zmianą opowiedziała się większość głosujących. Powyższe regulacje czynią ustawę z 2 kwietnia 1997 roku konstytucją sztywną, tj. przewidującą specjalny, utrudniony tryb jej zmiany. Ze wszystkich Polskich ustaw konstytucyjnych ta właśnie zawiera najwięcej zabezpieczeń i najtrudniejszy, wymagający szerokiej koalicji politycznej tryb zmiany. Zapewnia to trwałość i stabilność określonego w jej przepisach ustroju państwa.

Najnowsza polska konstytucja, jak każde z dzieł ludzkich nie jest doskonała. Powstając w rezultacie ścierania się przeciwstawnych racji i poszukiwania rozwiązań odpowiadających większości zawiera niekiedy postanowienia nie całkiem ze sobą zharmonizowane. Jednakże, jako całość Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 roku jest aktem nowoczesnym, a w niektórych fragmentach nawet nowatorskim. Może przyczynić się do wydatnego usprawnienia funkcjonowania naszego państwa i ochrony wolności i praw obywateli. W praktyce jej stosowania wyjdą na jaw wszystkie jej wady i zalety. Na dziś wystarczy aby była szanowana i przestrzegana oraz aby dążenie do jej udoskonalenia nie przybierało postaci ataku na samą konstytucję lub na ideę porządku konstytucyjnego, który ona uosabia.

Konstytucja z dnia 23 kwietnia 1935 roku

Na podstawie wciąż obowiązującego art. 125 Konstytucji marcowej zmiana ustawy zasadniczej mogła dojść do skutku (dla Sejmu drugiej kadencji) na drodze własnej uchwały Sejmu (bez udziału Senatu), w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, większością 3/5 głosów. Prace nad rewizją konstytucji[1] rozpoczęły się w Sejmie wybranym w 1928 roku, gdzie BBWR partia skoncentrowana wokół osoby Piłsudskiego miała 122 z 444 mandatów. Jednym z głównych postulatów tego obozu politycznego była zmiana konstytucji do systemu, w którym na pierwszy plan wysunięta jest osoba i kompetencje Prezydenta, jak również znaczne pomniejszenie uprawnień parlamentu i rządu. W kwestii podstawowych zasad ustrojowych projekt zakładał odrzucenie zasady trójpodziału władzy i zwierzchnictwa Narodu. Byłyby to doskonałe rozwiązania według idei konserwatywno – monarchistycznej. Proponowano nowe sformułowanie: „Źródłem władzy w Rzeczypospolitej Polskiej jest Naród; Prawem naczelnym jest Dobro Państwa”. Drugim, był odmienny projekt lewicy sejmowej (PPS -63 mandaty, PSL „Wyzwolenie” – 40 mandatów, Stronnictwo Chłopskie – 26 mandatów). Zakładał ustanowienie jednoizbowego parlamentu, z ewentualnym surogatem drugiej izby w postaci Izby Pracy lub Komisji Kodyfikacyjnej, jako organu opiniodawczego w sprawach ustawodawstwa. Proponował wybór prezydenta przez specjalne kolegium elektorów, prawo inicjatywy ustawodawczej obywateli, oraz oddzielenia Kościoła od Państwa. Projekty nie wyszły jednak poza stadium dyskusji w komisjach. W styczniu 1930 roku Komisja Konstytucyjna zaczęła prace nad projektami. W trakcie obrad zgłoszono trzeci projekt ugrupowań centrowych (PSL „Piast” – 21 mandatów, Narodowa Partia Robotnicza NPR – 14 mandatów, Chrześcijańska Demokracja – 19 mandatów). Zakładał on wzmocnienie kompetencji władzy wykonawczej, jednak nie tak daleki jak w projekcie prawicy (Sanacji). Prace Komisji Konstytucyjnej trwały ponad 2 miesiące i nie przyniosła konsensu. Prezydent Ignacy Mościcki 29 sierpnia 1930 roku rozwiązał parlament, z powodu nieumiejętności naprawy Rzeczypospolitej. W listopadzie odbyły się wybory do Sejmu i Senatu III kadencji. Ze względu na presję sanacji wywieraną na wyborców, jak również towarzyszące temu aresztowania przywódców partii centrowych i lewicowych, BBWR dostał 55,6% mandatów. Skład Sejmu wyglądał tak: z 444 mandatów BBWR miał aż 247, Stronnictwo Narodowe – 62, PPS – 24, Stronnictwo Chłopskie – 18, PSL „Wyzwolenie” – 15, PSL „Piast” – 15, Chrześcijańska Demokracja – 15, Narodowa Partia Robotnicza NPR – 10. Punktem wyjścia do prac legislacyjnych stały się tezy konstytucyjne, zgłoszone przez posła BBWR, sprawozdawcę komisji Stanisława Cara 17 marca 1931 roku. Tezy te różniły się całkowicie od założeń Konstytucji marcowej, a nawiązywały do propozycji klubu BBWR z 1928 roku. W dniu 26 stycznia 1934 roku, zostało złożone na posiedzeniu Sejmu sprawozdanie z prac Komisji Konstytucyjnej z tezami nowej konstytucji. Posłowie opozycji odrzucali propozycję jakichkolwiek dyskusji merytorycznych ze względu na nadużycia wyborcze obozu sanacji i demonstracyjnie opuścili salę obrad. Wówczas większość rządowa uchwaliła tezy konstytucyjne jako projekt nowej konstytucji, od razu w drugim i trzecim czytaniu. Wniosek został przegłosowany przy tylko jednym głosie przeciwnym posła opozycji S. Strońskiego, który pozostał na sali. Uchwała Sejmu naruszała procedurę zmiany konstytucji i z tego powodu ugrupowania opozycyjne odmawiały jej uznania. Według obowiązującego prawa wniosek powinien był zostać podpisany przez 1/4 ustawowej liczby posłów i zapowiedziany na co najmniej 15 dni przed posiedzeniem Sejmu. Dalsze postępowanie legislacyjne zostało za radą J. Piłsudskiego odroczone o rok. W dniu 16 stycznia 1935 roku projekt został przyjęty przez Senat. Prezydent Ignacy Mościcki podpisał ustawę 23 kwietnia 1935 roku. Ogłoszono ją dzień później i nazwano w skrócie konstytucją kwietniową.

Konstytucja kwietniowa była z wszystkich wcześniejszych (z wyjątkiem Konstytucji 3 Maja) i późniejszych ustaw zasadniczych najbliższą idei konserwatywno – monarchistycznej. Nie ograniczyła się jedynie do wzmocnienia roli władzy wykonawczej. Zreformowała ustrój i wprowadziła nową koncepcję państwa. Taki model określano jako cezarystyczny lub autorytarny, aby podkreślić jego odmienność od ustroju państwa totalnego (totalitarnego). Według ideologii zachowawczej taki właśnie model państwa w naszym stuleciu jest najwierniejszym i najbliższym spadkobiercom dawnych, wspaniałych monarchii. Autorytaryzm, antydemokratyczny system rządów potocznie nazywany jest „rządami mocnej ręki”. W tym ustroju rząd nie musi być oparty na większości parlamentarnej i nie podlega kontroli społecznej. Autorytatywne rządy świadczą z reguły o niedorozwoju demokracji w państwie. Kierują się pragmatyzmem i w odróżnieniu od totalitaryzmu rzadko opierają się na uniwersalnej ideologii, tajnej policji, terrorze i monopolu gospodarczym.

[1] Charakterystyka projektów konstytucji na podstawie „Prawo Konstytucyjne” pod red. Wiesława Skrzydły, Lublin 1995, LTN, s.56

Konstytucja z dnia 17 marca 1921 roku

Na czele organów władzy wykonawczej stał Prezydent Rzeczypospolitej jako głowa państwa. Wybierany na siedmioletnią kadencję, reprezentował państwo w stosunkach międzynarodowych. Do jego nielicznych kompetencji należało: mianowanie i odwoływanie Prezesa Rady Ministrów (art.45.), a na jego wniosek pozostałych ministrów (w obydwu przypadkach musiał się liczyć ze zdaniem Sejmu), obsadzanie urzędów cywilnych i wojskowych zastrzeżonych w ustawach (na wniosek Rady Ministrów), prawo łaski (art.47.), prawo zawierania umów międzynarodowych (za wyjątkiem tych, które obciążają państwo pod względem finansowym, zawierają przepisy obowiązujące obywateli, wprowadzają zmianę granic państwa, bądź dotyczą przymierza) (art.49.). Prezydent był też najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych, choć nie mógł sprawować naczelnego dowództwa w okresie wojny (art.46.). Nie posiadał prawa veta w stosunku do ustaw, a Sejm mógł rozwiązać za zgodą 3/5 ustawowej liczby członków Senatu (art.26.). Wszystkie jego akty rządowe wymagały kontrasygnaty premiera i odpowiedniego ministra, którzy ponosili za nie odpowiedzialność przed sejmem.

Konstytucja marcowa zapewniała wolność sumienia i wyznania oraz prawo każdego związku religijnego, uznanego przez państwo do urządzania zbiorowych i publicznych nabożeństw. Wyznanie rzymsko – katolickie utraciło dominujący charakter i przyznany w konstytucji z 3 maja charakter „religii państwowej”. Zostało potraktowane na podstawie artykułu 114 jako: „(…) religia przeważającej większości narodu” która „zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań.” Nauka religii do 18 roku życia była obowiązkowa (art.120.)

Podobnie jak w Konstytucji 3-go Maja zakładano obligatoryjna rewizję Ustawy Konstytucyjnej przez Zgromadzenia Narodowe zwykłą większością głosów. Inne przypadki zmiany konstytucji wymagały wniosku co najmniej 1/3 ustawowej liczby posłów, a sama zmiana mogła być uchwalona w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub członków Senatu, większością 2/3 głosów (art.125.).

Doświadczenie i historia pokazały, że Konstytucja z dnia 17 marca 1921 roku nie spełniła oczekiwań jej twórców i całego społeczeństwa. Wpływ na to miał nie tylko brak autorytetu władzy tak nierównomiernie rozdzielonej i słaba pozycja głowy państwa lecz również ogromne rozbicie sił politycznych w kraju prowadzące do nienajlepszego funkcjonowania parlamentu.

Konstytucja z dnia 2 kwietnia 1997 roku

Mozolna, trwająca ponad trzy lata praca nad kolejnymi wersjami jednolitego projektu konstytucji przyniosła wreszcie tekst, który w ocenie nieuprzedzonych politycznie specjalistów, odpowiadał europejskim standardom demokratycznego konstytucjonalizmu, a zarazem dawał wyraz polskim, narodowym tradycjom ustrojowo prawnym. Był to akt pod względem aksjologicznym wielobarwny, ponieważ źródłami jego inspiracji były koncepcje należące do różnych szkół myślenia, a taka jest uroda wszystkich niemal dzieł tworzonych zbiorowym wysiłkiem ludzi o odmiennych przekonaniach ideowych i politycznych. Do sukcesu posłów i senatorów przyczyniła się współpraca i gotowość do kompromisu, niekiedy bardzo głęboko sięgającego, głównych ugrupowań parlamentarnych. Był to również jednak sukces ugrupowań pozaparlamentarnej opozycji skupionych wokół solidarnościowego projektu konstytucji.

W sobotę 22 marca 1997 roku Zgromadzenie Narodowe w drugim czytaniu projektu konstytucji przyjęło ustawę zasadniczą stosunkiem głosów: 461 za, 31 przeciw i 5 wstrzymujących się. Wymagana większość 2/3 głosów wynosiła 332. Kilka dni później Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej zgłosił do ustawy 41 poprawek. Większość z nich zmierzała do ulepszenia niezbyt fortunnych sformułowań zawartych w konstytucji, ale kilka dotyczyło zmian o dość zasadniczym znaczeniu, głównie wzmocnieniu kompetencji prezydenckich. Do najważniejszych należy zaliczyć: [1]

  1. Prezydent miałby powoływać szefa Sztabu Generalnego oraz dowódców wszystkich rodzajów wojsk na czas określony. Rola premiera polegałaby tylko na kontrasygnowaniu tych decyzji. (W uchwalonym tekście mowa była o tym, że prezydent powołuje jedynie szefa Sztabu i to na wniosek premiera. Przyjęcie tej poprawki oznaczałoby też, że postulowana zasada kadencyjności na najwyższych stanowiskach w wojsku zostałaby wpisana do konstytucji).
  2. Prezydent chciał też, aby do niego, a nie do Sejmu należało mianowanie na wniosek zgromadzeń ogólnych sędziów: I prezesa Sądu Najwyższego, prezesa NSA i prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Decyzje te nie podlegałyby kontrasygnacie.
  3. Prezydent proponował wyłączyć spod kontrasygnaty kilka innych spraw, np. powoływanie członków Rady Polityki Pieniężnej, prezesa NBP, wydawanie zarządzeń o charakterze wewnętrznym itp.
  4. Prezydent mógłby podobnie jak 115 posłów składać wniosek o postawienie przez Sejm członka Rady Ministrów przed Trybunałem Stanu.
  5. Prezydent chciał aby konstytucja zawierała zakaz łączenia mandatu posła lub senatora z pracą w kancelariach Sejmu, Senatu, Prezydenta oraz administracji rządowej.
  6. Prezydent postulował zrezygnowanie z instytucji votum nieufności wobec poszczególnych ministrów
  7. Wszystkie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego już od dnia wejścia w życie nowej ustawy zasadniczej miałyby charakter ostateczny. (Według uchwalonego przez Zgromadzenie Narodowe tekstu przepis ten w stosunku do ustaw uchwalonych przed wejściem w życie nowej konstytucji zacząłby obowiązywać za dwa lata.
  8. Prezydent opowiadał się za zachowaniem odrzuconego przez Zgromadzenie przepisu, w którym mowa: „Wolności i prawa ujęte w Konstytucji nie mogą być interpretowane w sposób ograniczający prawa człowieka wynikające z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz innych norm wiążącego Rzeczpospolitą Polską prawa międzynarodowego.
  9. Prezydent chciał w przypadku nieudzielenia Radzie Ministrów votum zaufania mieć możliwość przyjęcia dymisji gabinetu lub skrócenia kadecji Sejmu.
  10. Prezydent postulował ograniczenie immunitetu parlamentarnego jedynie do czynów związanych z wykonywaniem mandatu.
  11. Konstytucja miałaby też – według prezydenta – wejść w życie nie po 6, a po 3 miesiącach od uchwalenia.

[1] Numeracja poprawek nie odpowiada oryginalnej kolejności ich zgłoszenia.

Czym jest konserwatyzm

Konserwatyzm jest jednym z najważniejszych nurtów filozofii politycznej. Mimo wielu prób, do tej pory nie udało się dokonać syntezy doktryny konserwatywnej. Jest to po prostu niemożliwe. Można jedynie próbować dokonać analizy konserwatyzmu, uwypuklając najistotniejsze jego wątki.

Historycy myśli politycznej dokonywali wielu podziałów dorobku teoretyków konserwatyzmu, lecz nie udało się wypracować jednolitego systemu, gdyż twórcy doktryn często sami nie byli świadomi na ile  ich poglądy są konserwatywne. Ryszard Skarzyński w pracy pod tytułem „Konserwatyzm”[1]  podzielił myślicieli konserwatywnych na następujące grupy: konserwatyzm organiczny, konserwatyzm metafizyczny, konserwatyzm społeczno – kulturowy, konserwatyzm status quo, konserwatyzm ewolucjonistyczny, konserwatyzm decyzjonistyczny, konserwatyzm radykalny. Podział ten nie jest nie prawdziwy, ale naszym zdaniem jest on nazbyt szczegółowy. Uważamy, iż wszelkie tak głębokie analizy mają charakter indywidualny a nie uniwersalny. Aby uniknąć pułapki, w jaką wpędza złożoność doktryny konserwatywnej świadomie zrezygnujemy z poruszania wszelkich aspektów i różnorodności nurtów konserwatywnych. W odpowiedzi na pytanie: czym jest konserwatyzm?  Omówimy najistotniejsze elementy doktryny.

Pominiemy tu zagadnienie neokonserwatyzmu (nurtu liberalnego opartego na indywidualizmie i ekonomizmie), rewolucyjnego konserwatyzmu (nurtu przesiąkniętego pozytywizmem prawniczym, biologizmem i darwinizmem) oraz Nową prawicę ( kierunek ateistyczny i nihilistyczny). Te doktryny ujęte zostały w rozdziale poświęconym historii konserwatyzmu światowego.

Jedyny podział, jaki można zaproponować w ramach doktryny konserwatywnej, to oddzielenie konserwatystów ortodoksyjnych i ewolucyjnych. Ortodoksi (de Maistre, Bonald, von Baader, Müller), nazywani także kontrrewolucjonistami wywodzą się z filozofii platońskiej, opartej na boskiej i niezmiennej recepcji i rekonstrukcji świata. Radykałowie promowali i promują koncepcję ciągłej zapaści świata. W toku poszczególnych rewolucji (religijnej, socjo – politycznej, ekonomicznej i kulturalno – obyczajowej) cywilizacja pogrąża się w ruinie. Należy zatem dążyć do przywrócenia ładu, który był. Ortodoksi często są zwolennikami idei utopijnych, mając nadzieję, iż można cofnąć czas. Jest to grupa konserwatystów sentymentalnych tzw. konserwatystów idei, którzy uprawiają filozofię nierealną. Są to na przykład obecni monarchiści.

Grupa druga, którą zajmiemy się bardziej szczegółowo, to konserwatyści ewolucyjni, czyli właściwi. Grupa ta (min. Burke, Chateubriand) wywodzi się ze szkoły Arystotelesowskiej, próbując zachować status quo, godzi się na ustępstwa, mając świadomość ewolucyjności porządku na świecie. Konserwatyści postępujący w myśl maksymy Św. Tomasza z Akwinu: „Conservatio est continua creatio” – czyli konserwacja jest kontynuacją stworzenia. Reprezentują oni tzw. politykę realną, egzystując w dowolnym systemie, ale zarazem przestrzegając określonych zasad.

Przystępując do analizy konserwatyzmu, należy stwierdzić, iż opiera on się na trzech podstawowych filarach: tradycjonalizmie, organicyzmie i politycznym sceptycyzmie.

Tradycjonalizm wyraża wątpliwości dotyczące możliwości rozumowego poznania metafizycznego, religijnego, moralnego i politycznego porządku świata. Poznanie może być osiągnięte dzięki autorytarnym świadectwom ujawnionym przez język, powszechny zdrowy rozsądek, narodowego ducha i tradycję. Tradycjonalizm nakazuje okazanie szacunku wobec zwyczajów oraz instytucji, wykluczając możliwość gwałtownych zmian w zakresie istniejącego ładu. Warto wspomnieć, iż ortodoksi idą tu o wiele dalej, sugerując wręcz chęć powrotu do pradawnego ładu, idealnego, sprzed początków ogólnoświatowej rewolucji. Konserwatyści twierdzą , iż ład jest systemem dynamicznym i ewoluującym, nie projektowanym przez człowieka, ale będącym wyrazem akumulowanej przez pokolenia mądrości politycznej wspólnoty. Reformy zatem nie powinny naruszać uniwersalnych zasad , które ład ukształtowały, czyli wzorców zachowań, manier, zwyczajów i obyczajów. Ten swoisty sceptycyzm jest wyrazem pokory wobec historii, która ukazuje miałkość tak zwanych „idei absolutnych” oraz konieczność korzystania ze sprawdzonych wzorców, a nie ustanawiania całkowicie nowych lub przywracania starych, zdezaktualizowanych przez czas. Konserwować należy instytucje jak autorytet, własność, rodzina. Autorytet, będący podstawą konserwatywnej filozofii politycznej powiązany jest z tradycją, zasadą starszeństwa, religią, godnością a nie wyłącznie z suwerennością i kreatywnością prawodawcy. Autorytet jest więc nieodzownym składnikiem władzy tak państwowej, jak i rodzicielskiej. Władcy popełniają błąd, zdaniem konserwatystów, odcinając swoją legitymację od środowiska kulturowego, gdyż pozbawiają się autorytetu bez względu na to czy władzę sprawuje jednostka, czy większość. W konsekwencji władcy występują przeciwko wolności. Wolność  w konserwatyzmie, w odróżnieniu od liberalizmu nie jest absolutyzowana. Jest ona syntezą powinności i autorytetu właśnie. Wolność ma charakter społeczny, zrównana ze sprawiedliwością, definiowana jest jako stan dostępny jednostce, należącej do danej wspólnoty politycznej, o ile działania są zgodne z jej konstytucją. Nadmiar wolności przekształca społeczeństwo w stowarzyszenie, a nie wspólnotę. Wolność pozostaje zatem w harmonii z autorytetem. Wraz z niekontrolowaną erupcją wolności i upadkiem autorytetu następuje narastanie atomizmu społecznego i anarchia, w której państwo sprowadzone zostaje jedynie  do roli  kreatora ładu publicznego i instrumentu redystrybucji własności. Tradycyjna rola państwa jako obrońcy autorytetu, prywatności życia rodzinnego  i własności prywatnej zostaje porzucona.


[1] R. Skarzyński: „Konserwatyzm”, WN Scholar, Warszawa 1998