Konstytucja z dnia 2 kwietnia 1997 roku

Mozolna, trwająca ponad trzy lata praca nad kolejnymi wersjami jednolitego projektu konstytucji przyniosła wreszcie tekst, który w ocenie nieuprzedzonych politycznie specjalistów, odpowiadał europejskim standardom demokratycznego konstytucjonalizmu, a zarazem dawał wyraz polskim, narodowym tradycjom ustrojowo prawnym. Był to akt pod względem aksjologicznym wielobarwny, ponieważ źródłami jego inspiracji były koncepcje należące do różnych szkół myślenia, a taka jest uroda wszystkich niemal dzieł tworzonych zbiorowym wysiłkiem ludzi o odmiennych przekonaniach ideowych i politycznych. Do sukcesu posłów i senatorów przyczyniła się współpraca i gotowość do kompromisu, niekiedy bardzo głęboko sięgającego, głównych ugrupowań parlamentarnych. Był to również jednak sukces ugrupowań pozaparlamentarnej opozycji skupionych wokół solidarnościowego projektu konstytucji.

W sobotę 22 marca 1997 roku Zgromadzenie Narodowe w drugim czytaniu projektu konstytucji przyjęło ustawę zasadniczą stosunkiem głosów: 461 za, 31 przeciw i 5 wstrzymujących się. Wymagana większość 2/3 głosów wynosiła 332. Kilka dni później Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej zgłosił do ustawy 41 poprawek. Większość z nich zmierzała do ulepszenia niezbyt fortunnych sformułowań zawartych w konstytucji, ale kilka dotyczyło zmian o dość zasadniczym znaczeniu, głównie wzmocnieniu kompetencji prezydenckich. Do najważniejszych należy zaliczyć: [1]

  1. Prezydent miałby powoływać szefa Sztabu Generalnego oraz dowódców wszystkich rodzajów wojsk na czas określony. Rola premiera polegałaby tylko na kontrasygnowaniu tych decyzji. (W uchwalonym tekście mowa była o tym, że prezydent powołuje jedynie szefa Sztabu i to na wniosek premiera. Przyjęcie tej poprawki oznaczałoby też, że postulowana zasada kadencyjności na najwyższych stanowiskach w wojsku zostałaby wpisana do konstytucji).
  2. Prezydent chciał też, aby do niego, a nie do Sejmu należało mianowanie na wniosek zgromadzeń ogólnych sędziów: I prezesa Sądu Najwyższego, prezesa NSA i prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Decyzje te nie podlegałyby kontrasygnacie.
  3. Prezydent proponował wyłączyć spod kontrasygnaty kilka innych spraw, np. powoływanie członków Rady Polityki Pieniężnej, prezesa NBP, wydawanie zarządzeń o charakterze wewnętrznym itp.
  4. Prezydent mógłby podobnie jak 115 posłów składać wniosek o postawienie przez Sejm członka Rady Ministrów przed Trybunałem Stanu.
  5. Prezydent chciał aby konstytucja zawierała zakaz łączenia mandatu posła lub senatora z pracą w kancelariach Sejmu, Senatu, Prezydenta oraz administracji rządowej.
  6. Prezydent postulował zrezygnowanie z instytucji votum nieufności wobec poszczególnych ministrów
  7. Wszystkie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego już od dnia wejścia w życie nowej ustawy zasadniczej miałyby charakter ostateczny. (Według uchwalonego przez Zgromadzenie Narodowe tekstu przepis ten w stosunku do ustaw uchwalonych przed wejściem w życie nowej konstytucji zacząłby obowiązywać za dwa lata.
  8. Prezydent opowiadał się za zachowaniem odrzuconego przez Zgromadzenie przepisu, w którym mowa: „Wolności i prawa ujęte w Konstytucji nie mogą być interpretowane w sposób ograniczający prawa człowieka wynikające z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz innych norm wiążącego Rzeczpospolitą Polską prawa międzynarodowego.
  9. Prezydent chciał w przypadku nieudzielenia Radzie Ministrów votum zaufania mieć możliwość przyjęcia dymisji gabinetu lub skrócenia kadecji Sejmu.
  10. Prezydent postulował ograniczenie immunitetu parlamentarnego jedynie do czynów związanych z wykonywaniem mandatu.
  11. Konstytucja miałaby też – według prezydenta – wejść w życie nie po 6, a po 3 miesiącach od uchwalenia.

[1] Numeracja poprawek nie odpowiada oryginalnej kolejności ich zgłoszenia.

Czym jest konserwatyzm

Konserwatyzm jest jednym z najważniejszych nurtów filozofii politycznej. Mimo wielu prób, do tej pory nie udało się dokonać syntezy doktryny konserwatywnej. Jest to po prostu niemożliwe. Można jedynie próbować dokonać analizy konserwatyzmu, uwypuklając najistotniejsze jego wątki.

Historycy myśli politycznej dokonywali wielu podziałów dorobku teoretyków konserwatyzmu, lecz nie udało się wypracować jednolitego systemu, gdyż twórcy doktryn często sami nie byli świadomi na ile  ich poglądy są konserwatywne. Ryszard Skarzyński w pracy pod tytułem „Konserwatyzm”[1]  podzielił myślicieli konserwatywnych na następujące grupy: konserwatyzm organiczny, konserwatyzm metafizyczny, konserwatyzm społeczno – kulturowy, konserwatyzm status quo, konserwatyzm ewolucjonistyczny, konserwatyzm decyzjonistyczny, konserwatyzm radykalny. Podział ten nie jest nie prawdziwy, ale naszym zdaniem jest on nazbyt szczegółowy. Uważamy, iż wszelkie tak głębokie analizy mają charakter indywidualny a nie uniwersalny. Aby uniknąć pułapki, w jaką wpędza złożoność doktryny konserwatywnej świadomie zrezygnujemy z poruszania wszelkich aspektów i różnorodności nurtów konserwatywnych. W odpowiedzi na pytanie: czym jest konserwatyzm?  Omówimy najistotniejsze elementy doktryny.

Pominiemy tu zagadnienie neokonserwatyzmu (nurtu liberalnego opartego na indywidualizmie i ekonomizmie), rewolucyjnego konserwatyzmu (nurtu przesiąkniętego pozytywizmem prawniczym, biologizmem i darwinizmem) oraz Nową prawicę ( kierunek ateistyczny i nihilistyczny). Te doktryny ujęte zostały w rozdziale poświęconym historii konserwatyzmu światowego.

Jedyny podział, jaki można zaproponować w ramach doktryny konserwatywnej, to oddzielenie konserwatystów ortodoksyjnych i ewolucyjnych. Ortodoksi (de Maistre, Bonald, von Baader, Müller), nazywani także kontrrewolucjonistami wywodzą się z filozofii platońskiej, opartej na boskiej i niezmiennej recepcji i rekonstrukcji świata. Radykałowie promowali i promują koncepcję ciągłej zapaści świata. W toku poszczególnych rewolucji (religijnej, socjo – politycznej, ekonomicznej i kulturalno – obyczajowej) cywilizacja pogrąża się w ruinie. Należy zatem dążyć do przywrócenia ładu, który był. Ortodoksi często są zwolennikami idei utopijnych, mając nadzieję, iż można cofnąć czas. Jest to grupa konserwatystów sentymentalnych tzw. konserwatystów idei, którzy uprawiają filozofię nierealną. Są to na przykład obecni monarchiści.

Grupa druga, którą zajmiemy się bardziej szczegółowo, to konserwatyści ewolucyjni, czyli właściwi. Grupa ta (min. Burke, Chateubriand) wywodzi się ze szkoły Arystotelesowskiej, próbując zachować status quo, godzi się na ustępstwa, mając świadomość ewolucyjności porządku na świecie. Konserwatyści postępujący w myśl maksymy Św. Tomasza z Akwinu: „Conservatio est continua creatio” – czyli konserwacja jest kontynuacją stworzenia. Reprezentują oni tzw. politykę realną, egzystując w dowolnym systemie, ale zarazem przestrzegając określonych zasad.

Przystępując do analizy konserwatyzmu, należy stwierdzić, iż opiera on się na trzech podstawowych filarach: tradycjonalizmie, organicyzmie i politycznym sceptycyzmie.

Tradycjonalizm wyraża wątpliwości dotyczące możliwości rozumowego poznania metafizycznego, religijnego, moralnego i politycznego porządku świata. Poznanie może być osiągnięte dzięki autorytarnym świadectwom ujawnionym przez język, powszechny zdrowy rozsądek, narodowego ducha i tradycję. Tradycjonalizm nakazuje okazanie szacunku wobec zwyczajów oraz instytucji, wykluczając możliwość gwałtownych zmian w zakresie istniejącego ładu. Warto wspomnieć, iż ortodoksi idą tu o wiele dalej, sugerując wręcz chęć powrotu do pradawnego ładu, idealnego, sprzed początków ogólnoświatowej rewolucji. Konserwatyści twierdzą , iż ład jest systemem dynamicznym i ewoluującym, nie projektowanym przez człowieka, ale będącym wyrazem akumulowanej przez pokolenia mądrości politycznej wspólnoty. Reformy zatem nie powinny naruszać uniwersalnych zasad , które ład ukształtowały, czyli wzorców zachowań, manier, zwyczajów i obyczajów. Ten swoisty sceptycyzm jest wyrazem pokory wobec historii, która ukazuje miałkość tak zwanych „idei absolutnych” oraz konieczność korzystania ze sprawdzonych wzorców, a nie ustanawiania całkowicie nowych lub przywracania starych, zdezaktualizowanych przez czas. Konserwować należy instytucje jak autorytet, własność, rodzina. Autorytet, będący podstawą konserwatywnej filozofii politycznej powiązany jest z tradycją, zasadą starszeństwa, religią, godnością a nie wyłącznie z suwerennością i kreatywnością prawodawcy. Autorytet jest więc nieodzownym składnikiem władzy tak państwowej, jak i rodzicielskiej. Władcy popełniają błąd, zdaniem konserwatystów, odcinając swoją legitymację od środowiska kulturowego, gdyż pozbawiają się autorytetu bez względu na to czy władzę sprawuje jednostka, czy większość. W konsekwencji władcy występują przeciwko wolności. Wolność  w konserwatyzmie, w odróżnieniu od liberalizmu nie jest absolutyzowana. Jest ona syntezą powinności i autorytetu właśnie. Wolność ma charakter społeczny, zrównana ze sprawiedliwością, definiowana jest jako stan dostępny jednostce, należącej do danej wspólnoty politycznej, o ile działania są zgodne z jej konstytucją. Nadmiar wolności przekształca społeczeństwo w stowarzyszenie, a nie wspólnotę. Wolność pozostaje zatem w harmonii z autorytetem. Wraz z niekontrolowaną erupcją wolności i upadkiem autorytetu następuje narastanie atomizmu społecznego i anarchia, w której państwo sprowadzone zostaje jedynie  do roli  kreatora ładu publicznego i instrumentu redystrybucji własności. Tradycyjna rola państwa jako obrońcy autorytetu, prywatności życia rodzinnego  i własności prywatnej zostaje porzucona.


[1] R. Skarzyński: „Konserwatyzm”, WN Scholar, Warszawa 1998

Stronnictwo Zachowawcze

W 1922 roku na rynku krakowskim rozrzucono ulotkę pod tytułem „O prawdziwym konserwatyzmie, pobudka”. Ulotka zawierała tekst wymierzony przeciwko Stronnictwu Prawicy Narodowej, które w owym czasie było już znanym i cenionym w Galicji ugrupowaniem politycznym. Był to manifest grupy młodych konserwatystów, który stał się zarazem deklaracją programową Stronnictwa Zachowawczego. Formalnie działalność rozpoczęło ono 29.10.1922 roku. Inicjatorami jego powstania byli Konstanty hr. Broel-Plater, Kazimierz Marian Morawski (chrześniak Pawła Popiela) oraz Hieronim hr. Tarnowski (syn Stanisława). Ugrupowanie to reprezentowało radykalny sposób pojmowania konserwatyzmu. W swoim programie podkreśliło ono zachowanie podstawowych zasad konserwatywnych jak: religia, etyka, tradycja i autorytet. Religia, według SZ to najwyższy czynnik moralny życia społecznego i nieodzowny warunek bytu społeczeństw ludzkich. Stanowi ona źródło dyscypliny moralnej regulującej stosunki między jednostkami oraz między jednostkami a społeczeństwem. Wśród wszystkich równych religii, katolicyzm winien wyznaczać wytyczne życiu narodu i państwa, chociaż panować winna swoboda wyznania. Stronnictwo Zachowawcze sprzeciwiało się rozwodom i popierało  szkoły wyznaniowe. Prawo własności winno być realizowane w oparciu o zasadę „ius procurandi et dispensandi”, sformułowaną przez św. Tomasza z Akwinu. W świetle głoszonych przez niego zasad człowiek nie ma absolutnej władzy nad rzeczami, gdyż jedynym właścicielem wszystkiego jest Bóg. Człowiek jedynie szafuje własnością. Etyka, w oparciu o religię wyznaczać winna życie społeczne i prywatne obywateli. Rozumiano przez to zwalczanie prywaty w sprawach codziennych, ale przede wszystkim w służbie publicznej. Tradycja jest pierwiastkiem ciągłości – spaja przeszłość z przyszłością. Autorytet występuje w trzech postaciach: autorytet moralny czyli religia, autorytet społeczny, czyli prawo oraz autorytet polityczny- władza wraz z będącą jej emanacją hierarchią. Autorytet oznacza poszanowanie wolności, gdyż nie ma wolności bez prawa i rządu. Posłuszeństwo wobec prawa i poszanowanie władzy są jak rozkaz dla żołnierza. Istnieje jednak warunek, by władza była „prawna”, to jest oparta o prawo. By taka mogła być, konieczny jest autorytet prawa, które służy racji stanu, a nie interesom indywidualnym. By system mógł funkcjonować obowiązywać winna jawność władzy. Omawiając idee SZ nie można nie wspomnieć, iż stronnictwo to, mimo, iż deklarowało szacunek wobec republiki konstytucyjnej, optowało za monarchią jako najbardziej zachowawczą formą rządów[1].

Należy stwierdzić, iż program Stronnictwa Zachowawczego jest najbardziej wierny istocie konserwatyzmu znanego z historii doktryn zachodnich. Jest on różny od szkoły krakowskiej, wiele jego elementów zaczerpnięto prawdopodobnie z dorobku Kosiakiewicza.

Stronnictwo Zachowawcze liczyło 150 członków. W roku 1924 założyło swoje przedstawicielstwo we Lwowie, jednak środowisko konserwatystów lwowskich podatne było na oferty realnego udziału we władzy ze strony prawicy narodowej. Zabiegi SchN doprowadziły w końcu do inkorporacji SZ. Nastąpiło to 03.02.1926 r. Trzej założyciele Stronnictwa nie zdecydowali się na wejście do SchN i związali się z ugrupowaniami monarchistycznymi. Założyli następnie Klub Zachowawczo – Monarchistyczny, kontynuujący idee SZ. Ugrupowanie to prowadziło raczej kameralne dyskusje na łamach czasopisma „Pro Fide  Rege et Lege” . Klub zakończył działalność po przewrocie majowym.

Przewrót Majowy doprowadził do podziału polskich konserwatystów na pro i anty sanacyjnych. Zwolennicy Piłsudskiego upatrywali w jego osobie autorytetu, w silnej władzy szukali nawiązań do monarchii. Przeciwnicy nazywali zamach rokoszem, skierowanym w wolność polityczną i swobody obywatelskie – obraza praworządności była trudna do przyjęcia dla zachowawców[2]. Mimo to w zasadzie najmniej chętnie poparli zamach jedynie konserwatyści krakowscy. Neokonserwatysta krakowski Stanisław Estreicher, syn Karola, twórcy „Bibliografii Polskiej”, prawnik, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, był twórcą podstaw teoretycznych konserwatyzmu w okresie międzywojennym.  Od 1898 związany z „Czasem”, należał do grupy przeciwników sanacji i ograniczenia autonomii uniwersytetów. W 1932 rozstał się z prosanacyjnym „Czasem”. Krytykował zarówno lewicę, jak i piłsudczyków. Estreicher twierdził, że konserwatyzm nowożytny zrodził się ze sprzeciwu wobec zasad rewolucji burżuazyjnej. Mimo krytyki liberalizmu, Estreicher nie uznawał omnipotencji państwa wobec jednostki, twierdził jedynie, że jednostka nie może mieć wpływu na pewne węzły społeczne. Społeczeństwo, według niego jest tworem wyższej woli i ma cel metafizyczny, od woli ludzkiej niezależny. Cel ten można odczuć uczuciem, nie rozumem. Estreicher podkreślał rolę tradycji jako związku pokoleń. Jednostka jest tylko atomem w organizmie, jakim jest państwo. Widać tu silne wpływy De Maistra i Hegla. Religia, zdaniem Estreichera nie może być wykorzystywana jako narzędzie władzy, gdyż oznaczałoby to państwo policyjne. Prawo boskie (naturalne) jednak  powinno stać ponad prawem stanowionym. Wolność to odpowiedzialność i swoboda. Należy konserwować Rodzinę i Naród, jednak nie popadając w nacjonalizm, bo daje to państwu nadmiar władzy i niszczy etykę. Monarchia, zdaniem Estreichera, nie jest konieczna, ale władza winna być trwała i spójna[3].


[1] H. hr. Tarnowski: Referat wygłoszony na zebraniu założycielskim SZ 10.03.1924 we Lwowie.

[2] S. Estreicher: ”Rokosz”, Czas Nr 291/1926

[3] S. Estreicher: „Konserwatyzm”, Czas Nr 296/1926

Po odzyskaniu niepodległości konserwatyści podjęli próbę odrodzenia tego ruchu

Po odzyskaniu niepodległości konserwatyści podjęli próbę odrodzenia tego ruchu. Dnia 23.02.1919 roku, z inicjatywy zachowawców krakowskich powołano Stronnictwo Pracy Konstytucyjnej, przemianowane w 1920 roku na Stronnictwo Prawicy Narodowej. Do ugrupowania tego dołączyły formacje konserwatywne ze wszystkich zaborów. „Neostańczycy” przyjęli program i zasady działania szkoły krakowskiej[1]. Zasady te polegały na trzeźwej ocenie przeszłości Polski, obiektywnym traktowaniu spraw państwowych, reprezentowaniu państwowego punktu widzenia w polityce oraz dążeniu do realnego postępu. Obiektywne traktowanie spraw rozumieli „Neostańczycy” jako trzeźwą i swobodną ocenę rzeczywistości, co przeciwstawiało się sposobowi postępowania, jaki prezentowały inne partie, czyli oceny z punktu widzenia interesu własnego ugrupowania i bieżących celów politycznych. Państwowy punkt widzenia w polityce zakładał nie kierowanie się interesem elektoratu, ale wyłącznie interesem państwa. Nie należy tego jednak rozumieć jako etatyzmu, ale raczej postępowania według zasady, iż należy uczyć obywatela myśleć o państwie, a nie sprawiać, by państwo myślało o niewolnym obywatelu. Ten drugi wariant był charakterystyczny dla ideologii socjalistycznej. Przez realny postęp rozumiano natomiast unikanie nierealnych obietnic wyborczych a zamiast tego zapewnienie trwałego postępu gospodarczego i kulturalnego.

Zasady te, nie będące deklaracją ideową, ale faktycznym sposobem postępowania sugerują, iż SPN był nie tylko stronnictwem politycznym, ale szkołą myśli państwowo – twórczej i naturalnego postępu, co nawiązywało do spuścizny odziedziczonej po „Stańczykach”. Warto pamiętać, iż istotny wpływ na szkołę krakowską miały nie tyle warstwy ziemiańskie, co sfery naukowe. Niestety zasady postępowania przyjęte przez SPN wydają się absolutną abstrakcją w świetle taktyki nowożytnych ugrupowań politycznych, których celem jest nade wszystko sprawowanie władzy, przy wykorzystaniu po temu wszelkich, zwykle niemoralnych środków takich jak populizm, notoryczne łamanie obietnic, szczególna dbałość o własny elektorat oraz przede wszystkim interes własnego ugrupowania i jego członków. W tym świetle linia SPN musiała być politycznym samobójstwem.

Praktycznie od początku powstania Stronnictwa Prawicy Narodowej zmagało się ono z wewnętrznymi problemami. Problemem był także wybór sojusznika – rozważano  mariaż z endecją lub obozem belwederskim, jak również

spierano się o parlamentarny Klub Pracy Konstytucyjnej, który był sojuszem „Neostańczyków” i demokratów galicyjskich. Klub popierał politykę Józefa Piłsudskiego. Wszystko to sprawiło, że już w roku 1920 warszawscy realiści pod przewodnictwem Henryka hr. Potockiego ogłosili secesję i utworzyli Stronnictwo Realnej Polityki Narodowej. Głównym powodem rozłamu był sprzeciw realistów wobec wschodniej polityki Piłsudskiego. W tym samym roku konserwatyści z Wielkopolski utworzyli Chrześcijańsko – Narodowe Stronnictwo Rolnicze, osłabiając szeregi SPN [2].



[1] J. Bobrzyński: „Podstawy Ideowe i Taktyczne Stronnictwa Prawicy Narodowej (Stańczyków) (1926)”, Pro Fide Rege et Lege Nr 23/1995

[2] J. Bartyzel: „Konserwatyzm bez kompromisu”, Znak Nr 350/1984.

Ideologia konserwatywna

Konserwatyści prosanacyjni z ugrupowań SPN, „Królewiaków” (dawne SRPN) oraz konserwatystów z Wielkopolski (ChNSR) skonsolidowali się pod przewodnictwem Janusza Radziwiłła w Zjednoczeniu Zachowawczych Organizacji Politycznych. ZZOP weszło w 1930 roku w skład BBWR, jednak nie odgrywało tam większej roli politycznej. Konstytucję Kwietniową zachowawcy prosanacyjni  przyjęli  bardzo  ciepło,  jednak  ich  zdaniem  zabrakło  osoby,  dla której była pisana – marszałka Piłsudskiego. Po wyborach w 1935 roku reprezentacja  zachowawców w parlamencie zmniejszyła się wydatnie. BBWR został rozwiązany a ZZOP nie było organizacją na tyle spójną, by egzystować samodzielnie. Radziwiłł rozpoczął proces odnowy Zjednoczenia. Negatywnie ustosunkowano się do niektórych elementów polityki sanacyjnej (prześladowania opozycji). W tym czasie antysanacyjny konserwatysta Ignacy Biński, który był kontrkandydatem Mościckiego do fotela prezydenckiego postulował powrót „Czasu” do zasad z początku jego istnienia i skupienie się zachowawców na ochronie bardziej zasad, niż taktyce politycznej. W 1937 roku ZZOP wyraziło chęć przystąpienia do Obozu Zjednoczenia Narodowego. ZZOP nie zdołało jednak nawiązać sojuszu z konkurencyjną endecją. Zajęto się zatem odbudową struktur terenowych. Bazując na  Związku Ziemian, organizacji paramilitarnych, Akcji Katolickiej i Izbach Rolniczych, powołano Stronnictwo Zachowawcze, którego pierwszym prezesem został Adolf Bniński z Wielkopolski. Nastąpił zwrot w kierunku chrześcijańskiej demokracji. Jedynym organem Stronnictwa był przeniesiony do Warszawy „Czas”. Mimo prób odnowy postępowała degradacja politycznych wpływów obozu zachowawczego.

W 1939 roku Stronnictwo domagało się zwolnienia z Berezy Kartuzkiej Stanisława Cat-Mackiewicza oraz umożliwienia powrotu Korfantemu i Witosowi. W sprawach nadchodzącej wojny Stronnictwo popierało politykę ministra Becka. Niektórzy zachowawcy (związani głównie z wileńskim „Słowem” Cata-Mackiewicza) postulowali neutralność Polski, obawiając się kolejnego jej rozbioru. „Czas” jednak artykułem „Zdecydowani” z 28.08.1939 roku stwierdzał,  że konfrontacja jest nieunikniona i zagrzewał do wojny. W czasie wojny śmierć ponieśli Bniński, Moszyński i Wańkowicz, szefowie Stronnictwa. Jedynie Radziwiłł więziony przez Sowietów i Niemców przeżył wojnę. Wojna okazała się szczególnie dramatyczna dla polskiego konserwatyzmu. W masakrach elit naukowych Galicji zginęła większość konserwatystów m.in. Stanisław Estreicher.

Historia polskich misji pokojowych

W historii polskich misji pokojowych wyszczególnić można kilka charakterystycznych okresów :

« 1953-1975 – udział oficerów WP w Międzynarodowych Komisjach Nadzoru i Kontroli w Indochinach, a także pierwszych obserwatorów wojskowych w Nigerii;

« 1973-1989 – pierwsze zwarte jednostki WP, głównie kontyngenty logistyczne, uczestniczą w operacjach utrzymania pokoju na Bliskim Wschodzie;

« 1991-1992 – po raz pierwszy Polacy uczestniczą w operacjach wymuszenia pokoju, prowadzonych zgodnie z rozdziałem VII Karty Narodów Zjednoczonych: „Pustynna Burza” (Kuwejt, Arabia Saudyjska), kontyngent operacyjny w Chorwacji, kontyngent logistyczny i obserwatorzy wojskowi w kompleksowej operacji pokojowej (Namibia, Angola), obserwatorzy wojskowi (Irak, Kuwejt);

« 1992-1995 – widoczny wzrost polskich kontyngentów w operacjach pokojowych (ok. 2000 żołnierzy w 10 misjach) początek obecności w misjach OBWE;

« 1995-1997 – uczestnictwo w operacji wymuszania pokoju w strukturach Brygady Nordycko – Polskiej w Bośni i Hercegowinie.

Aktualnie Wojsko Polskie uczestniczy w 12 misjach obserwacyjnych (24 oficerów – obserwatorów wojskowych) oraz w 4 operacjach wojskowych z użyciem zwartych jednostek wojskowych: UNDOF, UNIFIL, SFOR, KFOR z udziałem 2069 żołnierzy i pracowników cywilnych (wg stanu na dzień 1.03.2000 r.).

Przystępując do Paktu Północnoatlantyckiego (NATO) Polska uzyskała gwarancje bezpieczeństwa, jakich nie miała w swej dramatycznej historii. Już po uroczystości, stojąc pod gmachem Biblioteki, minister Geremek powtarzał w licznych wywiadach słowa, które przed chwilą na sali wypowiedział po polsku i angielsku: „To wielki dzień dla Polski. Polska wraca do wolnego świata. Nie jesteśmy już osamotnieni”. 12 marca 1999 r. w Independence w stanie Missouri słowa te brzmiały przekonująco.

Współpraca cywilno – wojskowa (skrót ang. CIMIC)

Współpraca cywilno – wojskowa (skrót ang. CIMIC) jest elementem wsparcia działań militarnych. Wprawdzie koncepcja tej współpracy ulega ciągłym modyfikacjom, nie można jednak powiedzieć, że jej ramy a co się z tym ,łączy – zadania, nie są dość precyzyjnie zdefiniowane. Dyrektywa Paktu Północnoatlantyckiego, przyjęta przez Komitet wojskowy w sierpniu 1997 roku definiuje CIMIC jako „…ustanowienie i utrzymywanie pełnej współpracy pomiędzy dowódcą a ludnością cywilną oraz instytucjami, występującymi w obszarze operacji wojskowej, z zamiarem tworzenia warunków, które przyniosą mu możliwe największe moralne, materialne i taktyczne korzyści”. Cel długofalowy CIMIC to przede wszystkim tworzenie warunków umożliwiających znalezienie skutecznego rozwiązania kryzysu militarnego.

CIMIC rozwinął się bardzo za sprawą misji NATO w Bośni i Hercegowinie. Dla trwałego pokoju w tym kraju pełna implementacja wojskowych oraz cywilnych aspektów porozumienia pokojowego, zainicjowanego rozmowami w Dayton 21 listopada 1995 roku, a podpisanego w Paryżu 14 grudnia 1995 roku ( skrót ang. GFAP) posiada kluczowe znaczenie.

Rozpoczęta kilka dni później największa, kiedykolwiek podjęta przez NATO operacja wojskowa z udziałem wielonarodowych sił, zwanych siłami implementacyjnymi (skrót ang. IFOR) została nazwana na początku Joint Endeavour (Połączone Zabiegi) i jest kontynuowana, już pod inną nazwą do dziś. Poprzez kontynuację wprowadzania w życie wojskowych aspektów porozumienia z Dayton, NATO pomaga w zapewnieniu bezpiecznej atmosfery potrzebnej dla cywilnej i politycznej rekonstrukcji w tym regionie.

Na podstawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1088, SFOR – następca IFOR, został upoważniony do utrwalania przede wszystkim wojskowych aspektów porozumienia pokojowego, ale wśród jego podstawowych zadań jest również udzielanie, w ramach własnych możliwości, selektywnego wsparcia organizacjom cywilnym.

Cywilne aspekty porozumienia pokojowego są realizowane zasadniczo przez odpowiednie organizacje międzynarodowe, których działania koordynuje Biuro Wysokiego Przedstawiciela (skrót ang. OHR), a SFOR wspiera działania tych organizacji[1].

Cennym doświadczeniem dla naszej armii jest udział polskich żołnierzy w misjach KFOR i SFOR. Okazuje się, ze podstawowym środkiem łagodzenia konfliktu, trzymania wrogich stron na odpowiedni dystans jest nie tylko obecność uzbrojonego żołnierza, lecz także jego wiedza o kulturze, religii, stosunkach walczących stron, a także zdolności mediacyjne.

Mamy więc do czynienia z zupełnie nowymi formami wypełniania zadań bojowych, gdzie o sukcesie decydują nie tylko potencjał bojowy, lecz także szeroka wiedza oraz przygotowanie psychologiczne. Jest to jakby nowa cecha konfliktów, w których obok wielkiego wzrostu utechnicznienia, informatyzacji, komputeryzacji stale rośnie rola człowieka.

 

Przykładem mogą być Bałkany, gdzie jedna strona konfliktu postrzega nasze oddziały jako reprezentanta słowiańskiego narodu, zaś strona przeciwna jako narodu katolickiego. W jednym i drugim wypadku ma to pozytywne konotacje. Nie ulega też wątpliwości, że polskie misje pokojowe na Bałkanach są jednym z istotnych czynników umacniania międzynarodowego autorytetu Polski, a w dłuższej perspektywie mogą umacniać naszą pozycję jako skutecznego mediatora oraz kraju mającego realny wpływ na rozwój i stabilizację sytuacji polityczno – militarnej. Jest to szczególnie cenne w kontekście integracji europejskiej i umacniania się stref potencjalnego niepokoju oraz zagrożeń.

Z przedstawionych rozważań wypływają różne wnioski, ale jeden, moim zdaniem, jest najważniejszy, który można sformułować następująco: granic polskiego bezpieczeństwa nie określają już polityczne granice kraju. Musimy być gotowi do działań prewencyjnych, stabilizacyjnych i humanitarnych w Europie i jej geograficznym otoczeniu[2].

Polski kontyngent wojskowy SFOR kontynuuje swoją działalność w misji „Wspólna Straż” zgodnie z rezolucją ONZ nr 1088 z grudnia 1996 roku oraz uchwałą Rady Ministrów nr 146/96 z 17 grudnia 1996 roku[3].

Podstawę prawną użycia Polskiego Kontyngentu Wojskowego SFOR stanowi postanowienie Prezydenta RP z dnia 31 grudnia 1999 r. O użyciu Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Siłach Stabilizujących w Republice Bośni i Hercegowinie ( Monitor Polski nr 41, poz. 623).

Po wycofaniu w grudniu 1995 Polskiego Kontyngentu wojskowego z misji UNPROFOR, prowadzonej pod egidą ONZ, władze RP skierowały do działań w rejonie Bałkanów, ale już pod dowództwem NATO, 16 batalion powietrzno – desantowy w sile 700 żołnierzy. Stanowił on trzon Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Siłach Implementacyjnych (IFOR). W wyniku zmian struktury IOFOR na Siły Stabilizujące (SFOR), w 1997 roku zmniejszono liczebność polskiego batalionu do 500 żołnierzy. W tym okresie ogólna liczba żołnierzy w całej operacji sił NATO w Bośni i Hercegowinie spadła z 60 tys. do 30 tysięcy.

W wyniku restrukturyzacji SFOR, w dniu 5 stycznia 2000 roku zakończyła działalność operacyjną Polska Jednostka Wojskowa (16 batalion powietrzno – desantowy) w składzie Brygady Nordycko – Polskiej Wielonarodowej Dywizji Północ.

Utworzono Nordycko – Polską Grupę Bojową ( NPBG) w składzie której działa Polski Kontyngent Wojskowy SFOR (PKW SFOR) o liczebności do 300 żołnierzy i pracowników WP.

PKW SFOR stacjonuje w m. Doboj. W skład PKW SFOR wchodzą: 2 kompanie szturmowe, Narodowy Element Zaopatrywania, personel w strukturach ponad – batalionowych[4].

Misja SFOR należy do najniebezpieczniejszych na świecie. Mimo, że na początku ubiegłego roku liczba żołnierzy sił rozjemczych zredukowana została o 1/3, tereny Bośni i Hercegowiny uznawane są nadal za zagrożone konfliktem. To nieuniknione w państwie zamieszkiwanym w większości przez wyznawców trzech religii i przedstawicieli trzech narodowości.

Polscy żołnierze wspólnie z Duńczykami odpowiadają w ramach misji SFOR za teren o powierzchni 3 tys. km 2. Borykają się ze 130 – tysięczną rzeszą uchodźców, pragnących wrócić do własnych domów lub pozostać w zajętych po wojnie gospodarstwach. Bomby – zasadzki w domach, do których mają wrócić uchodźcy, nie należą do rzadkości. Ludzie, którzy nie chcą opuścić zajętych w czasie wojny gospodarstw, blokują drogi lub po prostu wysadzają mosty. Wracać do swoich domów chcą przede wszystkim bośniaccy Muzułmanie. Tymczasem Serbowie, którzy je zajmują, nie maja się gdzie podziać.

Przez rok czasu Jerzy Kucharski dowodził Wydziałem Operacyjnym, który był swoistym centrum zarządzania kryzysowego w SFOR. Tam docierały bowiem niepokojące sygnały z całego terenu, które wymagały szybkiego reagowania.

Żołnierze misji SFOR już od kilku lat czuwają nad wprowadzeniem zasad traktatu pokojowego po wojnie na Bałkanach[5].

Obraz sytuacji w Bośni najlepiej przedstawia wypowiedź kmdr. rez. dr Jamesa Orzecha dyrektora archiwum SFOR: „… Moim zdaniem można mówić o sukcesie implementacji części wojskowej układu. Siły zbrojne Bośni i Hercegowiny znajdują się pod stałą kontrolą SFOR. Poza drobnymi przypadkami, generalnie stosują się one do podpisanego układu. Jeśli chodzi o współpracę z władzami cywilnymi mamy tu już inną historię. Można powiedzieć, że władza nie tylko nie wspiera procesu implementacji, ale często staje w poprzek, utrudnia jak może jego przebieg. Można obserwować stały postęp procesu implementacji. A to dzięki wspólnocie międzynarodowej, SFOR, różnym agendom ONZ, wielu ludziom ciężko pracującym nad tym, aby ten progres zapewnić …”[6].

          Siły w Kosowie w znacznej części przyczyniły się do postępu, jaki dokonał się w wielu dziedzinach życia codziennego prowincji.

KFOR działa z upoważnienia ONZ i jego głównym zadaniem jest zapobieganie odnowieniu się aktów wrogości, zabezpieczanie prowincji i zapewnianie bezpieczeństwa publicznego.

Jego zadaniem jest także wspieranie i prowadzenie cywilnych agencji działających w zakresie pomocy humanitarnej i odbudowy. Pracuje też nad odbudową społeczeństwa obywatelskiego w Kosowie.

Na początku czerwca 1999 roku, wynegocjowane zostało Techniczne Porozumienie Wojskowe z jugosłowiańskimi władzami wojskowymi zapewniające wycofanie się wojsk jugosłowiańskich. KFOR nadzorował jego wdrożenie.

Oddziały KFOR w Kosowie, w których skład wchodzą kontyngenty z 20 państw nie będących członkami NATO, w tym z Rosji, są w pełni zdolne do tego, aby powstrzymać siły jugosłowiańskie przed ponownym wkroczeniem do Kosowa. KFOR także skutecznie przeprowadził demilitaryzację Armii Wyzwolenia Kosowa i przekształcenie jej w Korpus Ochrony Kosowa – cywilne siły szybkiego reagowania pozostające pod kontrolą tymczasowej administracji ONZ.

Innym kluczowym zobowiązaniem KFOR jest stworzenie bezpiecznego środowiska, w którym wszystkie społeczności w Kosowie – Serbowie, Bośniacy, Romowie i Turcy, jak również Albańczycy – będą mogli odbudować swoją egzystencję[7].

Z dotychczasowych doświadczeń w operacjach IFOR, SFOR, AFOR i KFOR wynika, że:

¨     Niezbędna jest minimalizacja różnic organizacyjnych i w wyposażeniu między jednostkami polskimi a innych państw NATO.

¨     Do operacji pokojowych i kryzysowych powinny być kierowane pododdziały co najmniej szczebla batalionu z odpowiednim własnym zabezpieczeniem logistycznym, wspartym przez ruchome elementy logistyczne zdolne do przetrwania w rejonie kryzysu przez co najmniej 30 dni bez konieczności uzupełnień.

¨     Musi być określona liczba batalionów ( jeden w misji i dwa w kraju do rotacji ) przygotowanych do udziału w operacjach pokojowych .

¨     Stosunkowo krótki okres przygotowania misji wymaga wcześniejszego zawarcia umów z przewoźnikami zagranicznymi i krajowymi.

¨     Niezbędne jest zapewnienie całkowitego zabezpieczenia logistycznego, szczególnie środków bojowych i remontowych oraz zabezpieczenia socjalnego stanów osobowych.

¨     Szczególnie potrzebne są niezawodne środki łączności, zapewniające sprawne dowodzenie w systemie sojuszniczym i narodowym.

¨     Rozbudowy wymaga system łączności niejawnej „Cronos”, gdyż z powodu dużego napływu informacji są opóźnienia w ich obiegu zarówno w MON, jak i między MON a dowództwami NATO.

¨     W składzie polskich kontyngentów wojskowych, działających poza obszarem odpowiedzialności NATO, muszą być specjaliści do zawierania kontraktów oraz prowadzenia negocjacji z miejscowymi władzami i ludnością.

¨     Pododdziały wydzielone do operacji pokojowych nie prowadzą działań operacyjnych, lecz w większości zadania patrolowe, prewencyjne i zabezpieczające.

¨     Wykonywanie zadań mandatowych w różnych warunkach klimatycznych i terenowych wymaga większego wysiłkowego państwa w celu zaspokojenia potrzeb jednostek uczestniczących w operacjach pokojowych[8].

Operacja bałkańska była pierwszym praktycznym działaniem NATO po jego poszerzeniu. Wcielała nową koncepcję strategiczną Sojuszu. Nasuwa się zatem prosta analogia – że tak właśnie wyglądałoby reagowanie NATO również w razie zagrożenia bezpieczeństwa Polski, tak montowana byłaby, uruchamiana i prowadzona sojusznicza kampania obronna na terytorium Polski, z taką skutecznością prowadzone byłyby operacje militarne[9].

 

Po roku członkostwa Polski w NATO pojawiły się liczne pozytywne opinie o sprawności o dobrym przygotowaniu naszych sił zbrojnych do działania w nowym środowisku wojskowym. Wyrażają je najwyżsi przedstawiciele struktur wojskowych Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz szefowie państw członkowskich.

Okres ten pozwolił także zidentyfikować nieprawidłowości i ukazać problemy wymagające korekt, gdyż niewyeliminowane we wczesnym stadium mogą spowalniać, a nawet utrudniać wywiązywanie się z sił zbrojnych z przyjętych zobowiązań. Naszą powinnością jest identyfikować te problemy i w jak najkrótszym czasie eliminować na wszystkich szczeblach dowodzenia.

Należy zatem w sposób usystematyzowany zbierać wszystkie doświadczenia, zarówno pozytywne, jak i negatywne, gdyż mogą one stanowić bardzo istotny wkład w rozwój Paktu Północnoatlantyckiego[10].

Po akcesji do NATO potrzebujemy naszej, realistycznej oceny zagrożeń i zdefiniowanych na tej podstawie celów polityki bezpieczeństwa – innymi słowy: naszej nowej doktryny polityczno – wojskowej[11].

Udział w pakcie to także zobowiązania do obrony sojuszników, do interwencji poza granicami Polski. Nasi sojusznicy nie oczekują od nas na razie sprawnej nowoczesnej armii. Wymagają dochowania powierzonych nam tajemnic wojskowych, udoskonalenia systemu obrony powietrznej i intensywniejszej nauki angielskiego.

Sojusznicy oczekują od Polski wewnętrznej stabilności i dobrych stosunków z sąsiadami NATO ze Wschodu, zwłaszcza z Ukrainą i Rosją[12].

Jeśli kwintesencją działań podejmowanych w armii, w pierwszym roku funkcjonowania w Sojuszu Północnoatlantyckim miałoby być jedno zdanie, zacytowałabym słowa Gen. Wesleya Clarka, dowódcy Sił Zbrojnych NATO w Europie wypowiedziane w trakcie jego ostatniej wizyty w 1. Brygadzie Pancernej w Wesołej: „Maksimum profesjonalizmu w minimum czasu”.

         Bilans minionego roku wypada pozytywnie, aczkolwiek widoczna jest przepaść pomiędzy potrzebami wojska (a w zasadzie systemu obronnego) a możliwościami ich zabezpieczenia.

W pierwszym dniu członkostwa nasza armia musiała osiągnąć trudne minimalne standardy oraz wydzielić siły operacyjne do współdziałania z sojuszem. Nasz kraj podołał temu zadaniu i dzisiaj w Siłach Natychmiastowego Reagowania i Szybkiego Reagowania funkcjonuje silny komponent trzech rodzajów sił zbrojnych.

Ogromnej pracy dokonano w szkolnictwie wojskowym, zwłaszcza Akademii Obrony Narodowej, gdzie kształcimy absolwentów już według natowskich standardów.

Misje AFOR, SFOR i KFOR (wielonarodowe ćwiczenia NATO: PdP, a także służba kontyngentów sił pokojowych ONZ w Libanie i na Wzgórzach Galon) są obrazem wojska, jakie chcielibyśmy widzieć[13].


[1] Współpraca cywilno – wojskowa w Bośni i Hercegowinie, op. cit., s.109-110

[2] Z. Zalewski, Problemy bezpieczeństwa Polski w nowej rzeczywistości, „Myśl wojskowa” nr 4/2000; lipiec/sierpień,s.12

[3] A. Jóźwiak, C. Marcinkowski, Polska jednostka wojskowa w siłach stabilizujących w Bośni, „Przegląd Wojsk Lądowych”, nr 4/1999 s. 102

[4] Strona internetowa – MON RP s. 1 i 2

[5] M. Pawelec, Strzelają przy każdej okazji (Wywiad z mjr. Jerzym Kucharskim byłym zastępcą szefa Wydz. Operacyjnego Nordycko – Polskiej Grupy Bojowej), „Super – Relaks. Echa Dnia:, nr 3/2001, s. 12

[6] P. Kłudka, „Wojsko i wychowanie” – Pismo żołnierzy zawodowych WP, Warszawa, nr 4/2000,s. 104-105

[7] Dowodząc KFOR–em, wypowiedź gen. Klausa Reinhardta (Dowódcy KFOR w okresie od października 1999 do kwietnia 2000 roku), „Przegląd NATO”, lato/jesień 2000, s.16-17

[8] H. Szumski, Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych, „Myśl wojskowa”, Warszawa listopad/grudzień 6/2000, s.20

[9] S. Koziej, Obrona blokiem, „Polityka”, nr 12; 18 marca 2000, s. 82

[10] Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych, op. cit., s. 20

[11] W. Waszczykowski, Peleton czy pupil, „Gazeta Polska”, 31 marca 1999 rok, s. 9

[12] J. Baczyński, NATO, godzina zero, „Polityka”, nr 12, 20 marca 1999, s. 16

[13] M. Jędrzejko, Bilans z NATO w tle, „Polska Zbrojna”, nr 1, styczeń 2000, s. 17

Pierwsze podmuchy burzy w Jugosławii

Konflikt na terenie byłej Jugosławii jest związany z rozpadem wielonarodowościowego państwa totalitarnego, jakim była Federacyjna Socjalistyczna Republika Jugosławii. Przyczyn konfliktu należy doszukiwać się w kryzysie bałkańskim, zapoczątkowanym w XIX wieku, kiedy to rozpoczął się proces tworzenia państw narodowych i narastało dążenie do podziału zróżnicowanego etnicznie terytorium. Na obszarze byłej Jugosławii w historycznie różnych jednostkach – polityczno – terytorialnych formowało się kilka wspólnot etnicznych (Serbowie, Chorwaci, Słoweńcy i Czarnogórcy, Albańczycy, Węgrzy i Macedończycy), religii (chrześcijańska, w tym prawosławna i katolicka oraz muzułmańska), języków (serbsko- chorwacki, macedoński, albański, słoweński i węgierski) i alfabetów (łaciński i cyrylica).

Niepokrywanie się etnicznego rozmieszczenia z granicami państwowymi, niezaspokojone narodowe aspiracje polityczne oraz narastający eksteremizm doprowadziły do wybuchu niezadowolenia, trudnego do opanowania, co doprowadziło do przeniesienia konfliktu na zewnątrz[1].  

        Na skutek licznych kryzysów, napięć i konfliktów zbrojnych, jakie miały miejsce na tym obszarze, Albania i większość terytorium byłej Jugosławii zostały spustoszone i popadły w głęboki kryzys gospodarczy, a ok. 3 mln ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swych domów i szukania schronienia, nierzadko poza granicami kraju, w których się urodzili. Były to największe od 1945 roku migracje wywołane przez działania wojenne.

W 1981 roku po raz pierwszy od wielu lat w sklepach zabrakło żywności. Rozpoczęły się strajki i manifestacje uliczne, nasiliła się emigracja. W połowie lat 80 inflacja osiągnęła 140% rocznie, w kraju było milion bezrobotnych, a rząd z najwyższym trudem spłacał odsetki od zagranicznego długu, wynoszącego 19 miliardów dolarów. Na fali rosnącego niezadowolenia doszło do poważnych incydentów w Kosowie. W czasie tym konfliktów walczące strony popełniły liczne zbrodnie wojenne, a Serbowie bośniaccy dokonali co najmniej jednego aktu ludobójstwa – rzezi srebrenickiej w 1995 roku, która była największą masakrą w Europie od czasu stłumienia powstania w Budapeszcie w 1956 roku. W wojnach tych zginęło, zależnie od szacunków, od 80 do 300 tys. ludzi[2].

        Od początku kryzysu jugosłowiańskiego, w jego rozwiązanie zaangażowały się najważniejsze instytucje i organizacje międzynarodowe, którym mimo podjęcia wielu wysiłków dyplomatycznych nie udało się samodzielnie doprowadzić do zakończenia wojny w Bośni i Hercegowinie. Mechanizmy i instrumenty zapobiegania i rozwiązywania konfliktów w innych regionach, okazały się do połowy 1994 roku, nieskuteczne w przypadku Bośni. Co więcej, działania podejmowane przez przywódców światowych mocarstw ujawniły z jednej strony ich indolencję wynikającą z nierozumienia specyfiki sytuacji w byłej Jugosławii, z drugiej natomiast tendencje do realizacji narodowych interesów na Bałkanach, czego konsekwencją był brak jedności i koordynacji w wypracowaniu skutecznej polityki zakończenia konfliktu.

Dopiero połączenie wysiłków dyplomatycznych trzech znaczących czynników międzynarodowych: Stanów Zjednoczonych, Rosji i Unii Europejskiej, skupionych w tzw. Grupie Kontaktowej, wiosną 1994 roku doprowadziło do pewnej zmiany sytuacji polityczno – wojskowej w Bośni. Konsekwentna postawa światowych mocarstw wobec stron konfliktu, przede wszystkim w stosunku do Serbów bośniackich, zaowocowała podjęciem negocjacji nad zaproponowanym przez Waszyngton w 1995 roku planem pokojowego uregulowania konfliktu w Bośni i Hercegowinie.

Ważnym etapem otwierającym drogę do zawarcia porozumienia pokojowego były rozmowy ministrów spraw zagranicznych Bośni, Chorwacji i Federalnej Republiki Jugosławii (Serbia i Czarnogóra) z udziałem przedstawicieli Grupy Kontaktowej oraz mediatora Unii Europejskiej, Carla Bildt’a przeprowadzone 8 września 1995 roku w Genewie.

W wyniku rokowań stronom konfliktu udało się uzgodnić kluczowe zasady przyszłego porozumienia pokojowego w Bośni. zapowiedziano, że po podpisaniu generalnego porozumienia, przewidującego podział Bośni w proporcjach 49:51 między Republikę Serbską a Federacją Bośniacko – Chorwacką, siły ONZ działające w Bośni, zostaną w ciągu sześciu miesięcy zastąpione przez 60 tysięcy żołnierzy NATO i sygnatariuszy Partnerstwa dla Pokoju[3].

          W historii naszego kraju można wyróżnić kilka charakterystycznych okresów udziału żołnierzy Wojska Polskiego w międzynarodowych misjach pokojowych. Cechują się one nie tylko coraz większą liczbą żołnierzy biorących w nich udział, ale przede wszystkim coraz bardziej złożonymi zadaniami mandatowymi wykonywanymi przez nasze kontyngenty, począwszy od zadań kontrolno-obserwacyjnych.

  • 1953-1975 – udział oficerów Sił Zbrojnych RP w Międzynarodowych Komisjach Nadzoru i Kontroli w Korei i Indochinach oraz po raz pierwszy obserwatorów wojskowych w Nigerii;

Półwysep Koreański był pierwszym obszarem, na którym żołnierze Wojska Polskiego podjęli pokojową służbę pokojową służbę. Po podpisaniu     rozejmu w lipcu 1953 r. Polacy weszli w skład dwóch komisji międzynarodowych, powołanych do nadzorowania i przestrzegania jego postanowień – Komisji Nadzorczej Państw Neutralnych – KNPN oraz Komisji Repatriacyjnej Państw Neutralnych – KRPN. W pracach obu komisji brało udział ponad 1000 oficerów i podoficerów WP.

  • 1973-1989 – pierwsze zwarte jednostki WP (kontyngenty logistyczne) uczestniczą w operacjach utrzymania pokoju na Bliskim Wschodzie;

W latach siedemdziesiątych został zapoczątkowany nowy rozdział w działalności Wojska Polskiego na arenie międzynarodowej – pokojowa służba w doraźnych siłach zbrojnych i grupach obserwatorów

ONZ. W 1973 r. jednostka Wojska Polskiego, licząca blisko 1000 oficerów i szeregowych wyposażonych w specjalistyczny sprzęt, została włączona do składu formacji UNEF II rozmieszczonej w strefie rozdzielenia wojsko egipsko-izraelskich na Synaju.

  • 1991-1992 – po raz pierwszy Polacy biorą udział w operacjach wymuszania pokoju tworzonych zgodnie z Rozdziałem VII Karty Narodów Zjednoczonych („Pustynna Burza” w Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej), wysłanie kontyngentu operacyjnego sił UNPROFOR w Chorwacji, udział kontyngentu logistycznego i obserwatorów wojskowych w pierwszej kompleksowej operacji pokojowej UNTAG w Namibii i Angoli oraz udział obserwatorów wojskowych w UNOMOG w Iraku i UNIKOM w Kuwejcie;
  • 1992-1995 – dynamiczny wzrost udziału naszych kontyngentów w operacjach pokojowych (udział około 2000 żołnierzy w 10 misjach, w tym w siłach UNTAC w Kambodży), początek udziału w misjach OBWE;
  • 1995-1997 – uczestnictwo w operacji wymuszania pokoju w strukturach Brygady Nordycko-Polskiej w operacjach NATO w Bośni i Hercegowinie.

Jest jedna wspólna cecha tych misji: profesjonalizm, dobre wyszkolenie i obiektywizm polskich wysłanników. Dobrze służyło to procesom pokojowym i demokratycznym, przysparzało nam autorytetu i uznania. Nie bez przyczyny zatem Polska jest dziś zliczana do grona państw mających największe doświadczenie w tego typu działalności pokojowej.

W 1988 r. Siły zbrojne ONZ zostały uhonorowane Pokojową Nagrodą Nobla. W delegacji, której wręczono to zaszczytne wyróżnienie, był także przedstawiciel Wojska Polskiego: st. chor. sztab. Edward Ziorbo. Jest to największy wyraz uznania dla naszego kraju, zwłaszcza dla uczestników misji pokojowych, za wkład w zmniejszanie napięć i łagodzenie konfliktów w różnych częściach świata.

W 17 misjach pokojowych poza granicami kraju pełni obecnie służbę ok. 1500 naszych żołnierzy. Dodatkowo polscy eksperci wojskowej pełnią służbę w 14 misjach obserwacyjnych OBWE. ONZ i UE w Europie, Azji i Afryce.

Od roku 1991 polscy dyplomaci oraz oficerowie Wojska Polskiego biorą udział w misjach wojskowo – dyplomatycznych organizowanych pod auspicjami OBWE na terytorium b. Jugosławii i b. ZSRR[4].


[1] kpt. Dypl. D. Nieke „Zadania realizowane przez polski kontyngent wojskowy SFOR” – Myśl wojskowa nr 5, W-wa 2000 r., Wyd. Bellona, s. 128

[2] M. Kuczyński „Bałkańska pożoga”, nr 52, W-wa 1999 r., s. 5

[3] P.Piątkowski, Operacja IFOR „Wspólny wysiłek” w Bośni, nr 18, W-wa 1996, Wyd. Mon, s. 6

[4] M. Jędrzejko: „Polacy w służbie pokoju” – Polska w NATO W-wa 1998 r., Wyd. Bellona, s. 20

Wojsko polskie w misjach pokojowych NATO

Kiedy w 1945 roku kończyła się II wojna światowa, Europa wyglądała jak wielkie pobojowisko. Tragedia zapoczątkowana zbrojną napaścią na polską placówkę Westerplatte, a zakończona szturmem Berlina, pochłonęła dziesiątki milionów ofiar. Te sześć lat powinno po wszech czasy żyć w ludzkiej pamięci, choćby dlatego, aby każdy, kto zdobędzie się na wojenne piekło, uświadomił sobie, ile niesie ono zła i tragedii. Wojna – najdramatyczniejsze ze starć – najbardziej uderza w niewinnych i bezbronnych ludzi.

Od ponad 50 lat kluczowym problemem międzynarodowym jest sprawa utrzymania pokoju i bezpieczeństwa na świecie. Wbrew przewidywaniom II wojna światowa nie stała się przełomowym wydarzeniem w tym względzie. W okresie powojennym nie było dotychczas ani jednego dnia pokoju, dnia bez wojny. W ponad 150 konfliktach, które miały miejsce po 1945 roku, zaangażowanych było ponad 75 państw. Rozmiary zniszczeń i krzywd trudno ująć w konkretne liczby. Zginęły miliony ludzi, kolejne przez tułaczkę i wypędzenie musiały opuścić rodzinne strony.

Niestety pomimo tej wielkiej przestrogi, nie brakuje na świecie szaleńców, gotowych w imię własnych interesów rozpętać wojnę, w której giną kobiety i mężczyźni, dorośli i dzieci. „Właśnie dlatego nosimy mundur i karabiny, dlatego w Konstytucji istnieje zapis o potrzebie obrony Ojczyzny, dlatego aktywnie działamy na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych i wreszcie dlatego nasi koledzy uczestniczą w operacjach i misjach pokojowych”[1].

Od początku lat 90 polską specjalnością było zabezpieczenie logistyczne międzynarodowych kontyngentów. Wysokie noty uzyskiwane w pokojowej służbie, rosnący autorytet dobrych żołnierzy coraz częściej kierowały Polaków na pierwsze linie, w tym m.in. do wykonywania zadań operacyjnych w działaniach obejmujących elementy wymuszania pokoju (UNPROFOR, IFOR/SFOR)[2].

Wkład Polski w dzieło odprężenia i zbliżenia między narodami polega m.in. na udziale żołnierzy Wojska Polskiego w międzynarodowych misjach, których celem jest przywracanie pokoju i zagwarantowanie przestrzegania międzynarodowych układów rozejmowych.

Wyraża się on udziałem ponad 31 tysięcy żołnierzy i personelu cywilnego w 37 różnych misjach i operacjach pokojowych prowadzonych pod auspicjami międzynarodowych organizacji na terytoriach 30 państw m.in. w Korei i Afganistanie, w Namibii, Egipcie i Syrii, w Kuwejcie i Iraku, w byłej Jugosławii, w Kambodży, Libanie i Bośni.

Polscy wysłannicy pełnili odpowiedzialne funkcje w kierownictwach operacji, w zespołach obserwatorów, wykonywali trudne zadania o charakterze bojowym w zwartych oddziałach logistycznych i operacyjnych. Misjami ONZ kierowali m.in. generał Roman Misztal, Stanisław Koziej. Polski generał Mieczysław Bieniek dowodził Polsko-Nordycką Brygadą Sił SFOR, zapewniającą pokój w Bośni i Hercegowinie[3].

Zainteresowanie wojskiem polskim uczestniczącym w misjach pokojowych NATO, skłoniło mnie do podjęcia takiego tematu w niniejszej pracy.

Praca ta składa się z trzech rozdziałów :

W rozdziale pierwszym przedstawiłam w jaki sposób kształtowała się droga Polski do NATO. Jakie kroki musiał uczynić nasz kraj aby zostać pełnoprawnym członkiem Paktu Północnoatlantyckiego.

Rozdział drugi omawia szczegółowo udział żołnierzy Wojska polskiego w misjach pokojowych NATO. Opisuje zadania polskich jednostek, ich struktury, rejony stacjonowania i działania oraz osiągnięcia w misjach IFOR, SFOR i KFOR.

Rozdział trzeci jest próbą podsumowania ostatniego roku działań Polski w NATO. Ukazuje zaangażowanie naszego wojska w zapobieganiu wybuchu lub odrodzenia się konfliktów w Kosowie.

Całość pracy zamyka zakończenie zawierające wnioski końcowe, w których podsumowania została wiedza zdobyta na podstawie literatury fachowej.


[1] M. Jędrzejko:, NATO-kilka słów o historii”; Polska w NATO” – Dom Wydawniczy BELLONA Warszawa 1998, s.,5

[2], Misje pokojowe” – Siły Zbrojne, Warszawa listopad 1997, s. 88

[3] M. Jędrzejko:, Polacy w służbie pokoju”; Polska w …” op. cit ., s. 19

Od IFOR do SFOR

Po spokojnym przebiegu wyborów we wrześniu 1996 roku w Bośni, siły IFOR wypełniły swą misję. Nie ulegało jednak wątpliwości, że wiele pozostało jeszcze do zrobienia, zwłaszcza po stronie cywilnej, a środowisko było nadal potencjalnie niestabilne i niebezpieczne. Zasady zaangażowania SFOR były te same co dla IFOR umożliwiające użycie siły jeśli będzie to konieczne dla wypełnienia zadań SFOR lub w obronie własnej.

Naczelnym zadaniem wyznaczonym SFOR była praca nad stworzeniem bezpiecznego środowiska koniecznego dla konsolidacji pokoju. Zadania szczegółowe obejmowały:

–         Odstraszanie przed, lub zapobieganie wznowieniu działań wojennych lub nowym zagrożeniom dla pokoju.

–         Konsolidację dotychczasowych osiągnięć IFOR i tworzenie klimatu, w którym proces pokojowy mógłby posuwać się naprzód.

–         zapewnienie selektywnej pomocy organizacjom cywilnym.

NATO przewidywało, że misja SFOR potrwa 18 miesięcy, przy czym po 6 i 12 miesiącach przeprowadzona zostanie ocena wielkości sił, co umożliwi płynne przejście od odstraszania do stabilizacji z myślą o zakończeniu misji w czerwcu 1998 roku[1].

Osiągnięcie wymienionego stanu końcowego miało nastąpić, gdy :

  • strony konfliktu przestrzegać będą zobowiązań przyjętych w porozumieniu w Dayton, włącznie z całkowitym brakiem jego naruszeń i nie uzgodnionej działalności wojskowej;
  • wszystkie strony okażą wolę kontynuowania negocjacji jako sposobu rozwiązywania problemów politycznych i wojskowych;
  • utworzone struktury cywilne staną się na tyle dojrzałe, aby mogły przejąć odpowiedzialność za dalszą realizacje postanowień porozumienia pokojowego; zostaną stworzone warunki do bezpiecznego kontynuowania odbudowy kraju[2].

Powrót do normalności po rozwiązaniu konfliktu i zaangażowanie w tym celu różnorodnych sił i środków (cywilnych i wojskowych) powoduje konieczność koordynacji ich działań, czyli zjawisko definiowane jako współpraca cywilno-wojskowa..

W operacjach pokojowych bierze udział coraz więcej cywilnych organizacji (agencji, fundacji, stowarzyszeń), przede wszystkim o charakterze humanitarnym (rządowych, pozarządowych i prywatnych). Również zakres zadań międzynarodowych sił zbrojnych, uczestniczących w operacji pokojowej, uległ znacznej zmianie. Obejmuje on zadania różne od typowo wojskowych np. ochrona powrotu uchodźców i przesiedleńców, konwojowanie i dystrybucja pomocy humanitarnej, wsparcie procesu wyborczego[3].


[1] NATO Vademecum op. cit., s. 123

[2] M. Kuczyński „Bałkański syndrom”, op. cit., s. 105

[3] Cz. Marcinkowski: „ CIMIC w operacjach pokojowych” – Wojska Lądowe, nr 14, dn. 1-15 listopada 2000 r., s. 28