Historia polskich misji pokojowych

W historii polskich misji pokojowych wyszczególnić można kilka charakterystycznych okresów :

« 1953-1975 – udział oficerów WP w Międzynarodowych Komisjach Nadzoru i Kontroli w Indochinach, a także pierwszych obserwatorów wojskowych w Nigerii;

« 1973-1989 – pierwsze zwarte jednostki WP, głównie kontyngenty logistyczne, uczestniczą w operacjach utrzymania pokoju na Bliskim Wschodzie;

« 1991-1992 – po raz pierwszy Polacy uczestniczą w operacjach wymuszenia pokoju, prowadzonych zgodnie z rozdziałem VII Karty Narodów Zjednoczonych: „Pustynna Burza” (Kuwejt, Arabia Saudyjska), kontyngent operacyjny w Chorwacji, kontyngent logistyczny i obserwatorzy wojskowi w kompleksowej operacji pokojowej (Namibia, Angola), obserwatorzy wojskowi (Irak, Kuwejt);

« 1992-1995 – widoczny wzrost polskich kontyngentów w operacjach pokojowych (ok. 2000 żołnierzy w 10 misjach) początek obecności w misjach OBWE;

« 1995-1997 – uczestnictwo w operacji wymuszania pokoju w strukturach Brygady Nordycko – Polskiej w Bośni i Hercegowinie.

Aktualnie Wojsko Polskie uczestniczy w 12 misjach obserwacyjnych (24 oficerów – obserwatorów wojskowych) oraz w 4 operacjach wojskowych z użyciem zwartych jednostek wojskowych: UNDOF, UNIFIL, SFOR, KFOR z udziałem 2069 żołnierzy i pracowników cywilnych (wg stanu na dzień 1.03.2000 r.).

Przystępując do Paktu Północnoatlantyckiego (NATO) Polska uzyskała gwarancje bezpieczeństwa, jakich nie miała w swej dramatycznej historii. Już po uroczystości, stojąc pod gmachem Biblioteki, minister Geremek powtarzał w licznych wywiadach słowa, które przed chwilą na sali wypowiedział po polsku i angielsku: „To wielki dzień dla Polski. Polska wraca do wolnego świata. Nie jesteśmy już osamotnieni”. 12 marca 1999 r. w Independence w stanie Missouri słowa te brzmiały przekonująco.

Współpraca cywilno – wojskowa (skrót ang. CIMIC)

Współpraca cywilno – wojskowa (skrót ang. CIMIC) jest elementem wsparcia działań militarnych. Wprawdzie koncepcja tej współpracy ulega ciągłym modyfikacjom, nie można jednak powiedzieć, że jej ramy a co się z tym ,łączy – zadania, nie są dość precyzyjnie zdefiniowane. Dyrektywa Paktu Północnoatlantyckiego, przyjęta przez Komitet wojskowy w sierpniu 1997 roku definiuje CIMIC jako „…ustanowienie i utrzymywanie pełnej współpracy pomiędzy dowódcą a ludnością cywilną oraz instytucjami, występującymi w obszarze operacji wojskowej, z zamiarem tworzenia warunków, które przyniosą mu możliwe największe moralne, materialne i taktyczne korzyści”. Cel długofalowy CIMIC to przede wszystkim tworzenie warunków umożliwiających znalezienie skutecznego rozwiązania kryzysu militarnego.

CIMIC rozwinął się bardzo za sprawą misji NATO w Bośni i Hercegowinie. Dla trwałego pokoju w tym kraju pełna implementacja wojskowych oraz cywilnych aspektów porozumienia pokojowego, zainicjowanego rozmowami w Dayton 21 listopada 1995 roku, a podpisanego w Paryżu 14 grudnia 1995 roku ( skrót ang. GFAP) posiada kluczowe znaczenie.

Rozpoczęta kilka dni później największa, kiedykolwiek podjęta przez NATO operacja wojskowa z udziałem wielonarodowych sił, zwanych siłami implementacyjnymi (skrót ang. IFOR) została nazwana na początku Joint Endeavour (Połączone Zabiegi) i jest kontynuowana, już pod inną nazwą do dziś. Poprzez kontynuację wprowadzania w życie wojskowych aspektów porozumienia z Dayton, NATO pomaga w zapewnieniu bezpiecznej atmosfery potrzebnej dla cywilnej i politycznej rekonstrukcji w tym regionie.

Na podstawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1088, SFOR – następca IFOR, został upoważniony do utrwalania przede wszystkim wojskowych aspektów porozumienia pokojowego, ale wśród jego podstawowych zadań jest również udzielanie, w ramach własnych możliwości, selektywnego wsparcia organizacjom cywilnym.

Cywilne aspekty porozumienia pokojowego są realizowane zasadniczo przez odpowiednie organizacje międzynarodowe, których działania koordynuje Biuro Wysokiego Przedstawiciela (skrót ang. OHR), a SFOR wspiera działania tych organizacji[1].

Cennym doświadczeniem dla naszej armii jest udział polskich żołnierzy w misjach KFOR i SFOR. Okazuje się, ze podstawowym środkiem łagodzenia konfliktu, trzymania wrogich stron na odpowiedni dystans jest nie tylko obecność uzbrojonego żołnierza, lecz także jego wiedza o kulturze, religii, stosunkach walczących stron, a także zdolności mediacyjne.

Mamy więc do czynienia z zupełnie nowymi formami wypełniania zadań bojowych, gdzie o sukcesie decydują nie tylko potencjał bojowy, lecz także szeroka wiedza oraz przygotowanie psychologiczne. Jest to jakby nowa cecha konfliktów, w których obok wielkiego wzrostu utechnicznienia, informatyzacji, komputeryzacji stale rośnie rola człowieka.

 

Przykładem mogą być Bałkany, gdzie jedna strona konfliktu postrzega nasze oddziały jako reprezentanta słowiańskiego narodu, zaś strona przeciwna jako narodu katolickiego. W jednym i drugim wypadku ma to pozytywne konotacje. Nie ulega też wątpliwości, że polskie misje pokojowe na Bałkanach są jednym z istotnych czynników umacniania międzynarodowego autorytetu Polski, a w dłuższej perspektywie mogą umacniać naszą pozycję jako skutecznego mediatora oraz kraju mającego realny wpływ na rozwój i stabilizację sytuacji polityczno – militarnej. Jest to szczególnie cenne w kontekście integracji europejskiej i umacniania się stref potencjalnego niepokoju oraz zagrożeń.

Z przedstawionych rozważań wypływają różne wnioski, ale jeden, moim zdaniem, jest najważniejszy, który można sformułować następująco: granic polskiego bezpieczeństwa nie określają już polityczne granice kraju. Musimy być gotowi do działań prewencyjnych, stabilizacyjnych i humanitarnych w Europie i jej geograficznym otoczeniu[2].

Polski kontyngent wojskowy SFOR kontynuuje swoją działalność w misji „Wspólna Straż” zgodnie z rezolucją ONZ nr 1088 z grudnia 1996 roku oraz uchwałą Rady Ministrów nr 146/96 z 17 grudnia 1996 roku[3].

Podstawę prawną użycia Polskiego Kontyngentu Wojskowego SFOR stanowi postanowienie Prezydenta RP z dnia 31 grudnia 1999 r. O użyciu Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Siłach Stabilizujących w Republice Bośni i Hercegowinie ( Monitor Polski nr 41, poz. 623).

Po wycofaniu w grudniu 1995 Polskiego Kontyngentu wojskowego z misji UNPROFOR, prowadzonej pod egidą ONZ, władze RP skierowały do działań w rejonie Bałkanów, ale już pod dowództwem NATO, 16 batalion powietrzno – desantowy w sile 700 żołnierzy. Stanowił on trzon Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Siłach Implementacyjnych (IFOR). W wyniku zmian struktury IOFOR na Siły Stabilizujące (SFOR), w 1997 roku zmniejszono liczebność polskiego batalionu do 500 żołnierzy. W tym okresie ogólna liczba żołnierzy w całej operacji sił NATO w Bośni i Hercegowinie spadła z 60 tys. do 30 tysięcy.

W wyniku restrukturyzacji SFOR, w dniu 5 stycznia 2000 roku zakończyła działalność operacyjną Polska Jednostka Wojskowa (16 batalion powietrzno – desantowy) w składzie Brygady Nordycko – Polskiej Wielonarodowej Dywizji Północ.

Utworzono Nordycko – Polską Grupę Bojową ( NPBG) w składzie której działa Polski Kontyngent Wojskowy SFOR (PKW SFOR) o liczebności do 300 żołnierzy i pracowników WP.

PKW SFOR stacjonuje w m. Doboj. W skład PKW SFOR wchodzą: 2 kompanie szturmowe, Narodowy Element Zaopatrywania, personel w strukturach ponad – batalionowych[4].

Misja SFOR należy do najniebezpieczniejszych na świecie. Mimo, że na początku ubiegłego roku liczba żołnierzy sił rozjemczych zredukowana została o 1/3, tereny Bośni i Hercegowiny uznawane są nadal za zagrożone konfliktem. To nieuniknione w państwie zamieszkiwanym w większości przez wyznawców trzech religii i przedstawicieli trzech narodowości.

Polscy żołnierze wspólnie z Duńczykami odpowiadają w ramach misji SFOR za teren o powierzchni 3 tys. km 2. Borykają się ze 130 – tysięczną rzeszą uchodźców, pragnących wrócić do własnych domów lub pozostać w zajętych po wojnie gospodarstwach. Bomby – zasadzki w domach, do których mają wrócić uchodźcy, nie należą do rzadkości. Ludzie, którzy nie chcą opuścić zajętych w czasie wojny gospodarstw, blokują drogi lub po prostu wysadzają mosty. Wracać do swoich domów chcą przede wszystkim bośniaccy Muzułmanie. Tymczasem Serbowie, którzy je zajmują, nie maja się gdzie podziać.

Przez rok czasu Jerzy Kucharski dowodził Wydziałem Operacyjnym, który był swoistym centrum zarządzania kryzysowego w SFOR. Tam docierały bowiem niepokojące sygnały z całego terenu, które wymagały szybkiego reagowania.

Żołnierze misji SFOR już od kilku lat czuwają nad wprowadzeniem zasad traktatu pokojowego po wojnie na Bałkanach[5].

Obraz sytuacji w Bośni najlepiej przedstawia wypowiedź kmdr. rez. dr Jamesa Orzecha dyrektora archiwum SFOR: „… Moim zdaniem można mówić o sukcesie implementacji części wojskowej układu. Siły zbrojne Bośni i Hercegowiny znajdują się pod stałą kontrolą SFOR. Poza drobnymi przypadkami, generalnie stosują się one do podpisanego układu. Jeśli chodzi o współpracę z władzami cywilnymi mamy tu już inną historię. Można powiedzieć, że władza nie tylko nie wspiera procesu implementacji, ale często staje w poprzek, utrudnia jak może jego przebieg. Można obserwować stały postęp procesu implementacji. A to dzięki wspólnocie międzynarodowej, SFOR, różnym agendom ONZ, wielu ludziom ciężko pracującym nad tym, aby ten progres zapewnić …”[6].

          Siły w Kosowie w znacznej części przyczyniły się do postępu, jaki dokonał się w wielu dziedzinach życia codziennego prowincji.

KFOR działa z upoważnienia ONZ i jego głównym zadaniem jest zapobieganie odnowieniu się aktów wrogości, zabezpieczanie prowincji i zapewnianie bezpieczeństwa publicznego.

Jego zadaniem jest także wspieranie i prowadzenie cywilnych agencji działających w zakresie pomocy humanitarnej i odbudowy. Pracuje też nad odbudową społeczeństwa obywatelskiego w Kosowie.

Na początku czerwca 1999 roku, wynegocjowane zostało Techniczne Porozumienie Wojskowe z jugosłowiańskimi władzami wojskowymi zapewniające wycofanie się wojsk jugosłowiańskich. KFOR nadzorował jego wdrożenie.

Oddziały KFOR w Kosowie, w których skład wchodzą kontyngenty z 20 państw nie będących członkami NATO, w tym z Rosji, są w pełni zdolne do tego, aby powstrzymać siły jugosłowiańskie przed ponownym wkroczeniem do Kosowa. KFOR także skutecznie przeprowadził demilitaryzację Armii Wyzwolenia Kosowa i przekształcenie jej w Korpus Ochrony Kosowa – cywilne siły szybkiego reagowania pozostające pod kontrolą tymczasowej administracji ONZ.

Innym kluczowym zobowiązaniem KFOR jest stworzenie bezpiecznego środowiska, w którym wszystkie społeczności w Kosowie – Serbowie, Bośniacy, Romowie i Turcy, jak również Albańczycy – będą mogli odbudować swoją egzystencję[7].

Z dotychczasowych doświadczeń w operacjach IFOR, SFOR, AFOR i KFOR wynika, że:

¨     Niezbędna jest minimalizacja różnic organizacyjnych i w wyposażeniu między jednostkami polskimi a innych państw NATO.

¨     Do operacji pokojowych i kryzysowych powinny być kierowane pododdziały co najmniej szczebla batalionu z odpowiednim własnym zabezpieczeniem logistycznym, wspartym przez ruchome elementy logistyczne zdolne do przetrwania w rejonie kryzysu przez co najmniej 30 dni bez konieczności uzupełnień.

¨     Musi być określona liczba batalionów ( jeden w misji i dwa w kraju do rotacji ) przygotowanych do udziału w operacjach pokojowych .

¨     Stosunkowo krótki okres przygotowania misji wymaga wcześniejszego zawarcia umów z przewoźnikami zagranicznymi i krajowymi.

¨     Niezbędne jest zapewnienie całkowitego zabezpieczenia logistycznego, szczególnie środków bojowych i remontowych oraz zabezpieczenia socjalnego stanów osobowych.

¨     Szczególnie potrzebne są niezawodne środki łączności, zapewniające sprawne dowodzenie w systemie sojuszniczym i narodowym.

¨     Rozbudowy wymaga system łączności niejawnej „Cronos”, gdyż z powodu dużego napływu informacji są opóźnienia w ich obiegu zarówno w MON, jak i między MON a dowództwami NATO.

¨     W składzie polskich kontyngentów wojskowych, działających poza obszarem odpowiedzialności NATO, muszą być specjaliści do zawierania kontraktów oraz prowadzenia negocjacji z miejscowymi władzami i ludnością.

¨     Pododdziały wydzielone do operacji pokojowych nie prowadzą działań operacyjnych, lecz w większości zadania patrolowe, prewencyjne i zabezpieczające.

¨     Wykonywanie zadań mandatowych w różnych warunkach klimatycznych i terenowych wymaga większego wysiłkowego państwa w celu zaspokojenia potrzeb jednostek uczestniczących w operacjach pokojowych[8].

Operacja bałkańska była pierwszym praktycznym działaniem NATO po jego poszerzeniu. Wcielała nową koncepcję strategiczną Sojuszu. Nasuwa się zatem prosta analogia – że tak właśnie wyglądałoby reagowanie NATO również w razie zagrożenia bezpieczeństwa Polski, tak montowana byłaby, uruchamiana i prowadzona sojusznicza kampania obronna na terytorium Polski, z taką skutecznością prowadzone byłyby operacje militarne[9].

 

Po roku członkostwa Polski w NATO pojawiły się liczne pozytywne opinie o sprawności o dobrym przygotowaniu naszych sił zbrojnych do działania w nowym środowisku wojskowym. Wyrażają je najwyżsi przedstawiciele struktur wojskowych Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz szefowie państw członkowskich.

Okres ten pozwolił także zidentyfikować nieprawidłowości i ukazać problemy wymagające korekt, gdyż niewyeliminowane we wczesnym stadium mogą spowalniać, a nawet utrudniać wywiązywanie się z sił zbrojnych z przyjętych zobowiązań. Naszą powinnością jest identyfikować te problemy i w jak najkrótszym czasie eliminować na wszystkich szczeblach dowodzenia.

Należy zatem w sposób usystematyzowany zbierać wszystkie doświadczenia, zarówno pozytywne, jak i negatywne, gdyż mogą one stanowić bardzo istotny wkład w rozwój Paktu Północnoatlantyckiego[10].

Po akcesji do NATO potrzebujemy naszej, realistycznej oceny zagrożeń i zdefiniowanych na tej podstawie celów polityki bezpieczeństwa – innymi słowy: naszej nowej doktryny polityczno – wojskowej[11].

Udział w pakcie to także zobowiązania do obrony sojuszników, do interwencji poza granicami Polski. Nasi sojusznicy nie oczekują od nas na razie sprawnej nowoczesnej armii. Wymagają dochowania powierzonych nam tajemnic wojskowych, udoskonalenia systemu obrony powietrznej i intensywniejszej nauki angielskiego.

Sojusznicy oczekują od Polski wewnętrznej stabilności i dobrych stosunków z sąsiadami NATO ze Wschodu, zwłaszcza z Ukrainą i Rosją[12].

Jeśli kwintesencją działań podejmowanych w armii, w pierwszym roku funkcjonowania w Sojuszu Północnoatlantyckim miałoby być jedno zdanie, zacytowałabym słowa Gen. Wesleya Clarka, dowódcy Sił Zbrojnych NATO w Europie wypowiedziane w trakcie jego ostatniej wizyty w 1. Brygadzie Pancernej w Wesołej: „Maksimum profesjonalizmu w minimum czasu”.

         Bilans minionego roku wypada pozytywnie, aczkolwiek widoczna jest przepaść pomiędzy potrzebami wojska (a w zasadzie systemu obronnego) a możliwościami ich zabezpieczenia.

W pierwszym dniu członkostwa nasza armia musiała osiągnąć trudne minimalne standardy oraz wydzielić siły operacyjne do współdziałania z sojuszem. Nasz kraj podołał temu zadaniu i dzisiaj w Siłach Natychmiastowego Reagowania i Szybkiego Reagowania funkcjonuje silny komponent trzech rodzajów sił zbrojnych.

Ogromnej pracy dokonano w szkolnictwie wojskowym, zwłaszcza Akademii Obrony Narodowej, gdzie kształcimy absolwentów już według natowskich standardów.

Misje AFOR, SFOR i KFOR (wielonarodowe ćwiczenia NATO: PdP, a także służba kontyngentów sił pokojowych ONZ w Libanie i na Wzgórzach Galon) są obrazem wojska, jakie chcielibyśmy widzieć[13].


[1] Współpraca cywilno – wojskowa w Bośni i Hercegowinie, op. cit., s.109-110

[2] Z. Zalewski, Problemy bezpieczeństwa Polski w nowej rzeczywistości, „Myśl wojskowa” nr 4/2000; lipiec/sierpień,s.12

[3] A. Jóźwiak, C. Marcinkowski, Polska jednostka wojskowa w siłach stabilizujących w Bośni, „Przegląd Wojsk Lądowych”, nr 4/1999 s. 102

[4] Strona internetowa – MON RP s. 1 i 2

[5] M. Pawelec, Strzelają przy każdej okazji (Wywiad z mjr. Jerzym Kucharskim byłym zastępcą szefa Wydz. Operacyjnego Nordycko – Polskiej Grupy Bojowej), „Super – Relaks. Echa Dnia:, nr 3/2001, s. 12

[6] P. Kłudka, „Wojsko i wychowanie” – Pismo żołnierzy zawodowych WP, Warszawa, nr 4/2000,s. 104-105

[7] Dowodząc KFOR–em, wypowiedź gen. Klausa Reinhardta (Dowódcy KFOR w okresie od października 1999 do kwietnia 2000 roku), „Przegląd NATO”, lato/jesień 2000, s.16-17

[8] H. Szumski, Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych, „Myśl wojskowa”, Warszawa listopad/grudzień 6/2000, s.20

[9] S. Koziej, Obrona blokiem, „Polityka”, nr 12; 18 marca 2000, s. 82

[10] Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych, op. cit., s. 20

[11] W. Waszczykowski, Peleton czy pupil, „Gazeta Polska”, 31 marca 1999 rok, s. 9

[12] J. Baczyński, NATO, godzina zero, „Polityka”, nr 12, 20 marca 1999, s. 16

[13] M. Jędrzejko, Bilans z NATO w tle, „Polska Zbrojna”, nr 1, styczeń 2000, s. 17

Pierwsze podmuchy burzy w Jugosławii

Konflikt na terenie byłej Jugosławii jest związany z rozpadem wielonarodowościowego państwa totalitarnego, jakim była Federacyjna Socjalistyczna Republika Jugosławii. Przyczyn konfliktu należy doszukiwać się w kryzysie bałkańskim, zapoczątkowanym w XIX wieku, kiedy to rozpoczął się proces tworzenia państw narodowych i narastało dążenie do podziału zróżnicowanego etnicznie terytorium. Na obszarze byłej Jugosławii w historycznie różnych jednostkach – polityczno – terytorialnych formowało się kilka wspólnot etnicznych (Serbowie, Chorwaci, Słoweńcy i Czarnogórcy, Albańczycy, Węgrzy i Macedończycy), religii (chrześcijańska, w tym prawosławna i katolicka oraz muzułmańska), języków (serbsko- chorwacki, macedoński, albański, słoweński i węgierski) i alfabetów (łaciński i cyrylica).

Niepokrywanie się etnicznego rozmieszczenia z granicami państwowymi, niezaspokojone narodowe aspiracje polityczne oraz narastający eksteremizm doprowadziły do wybuchu niezadowolenia, trudnego do opanowania, co doprowadziło do przeniesienia konfliktu na zewnątrz[1].  

        Na skutek licznych kryzysów, napięć i konfliktów zbrojnych, jakie miały miejsce na tym obszarze, Albania i większość terytorium byłej Jugosławii zostały spustoszone i popadły w głęboki kryzys gospodarczy, a ok. 3 mln ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swych domów i szukania schronienia, nierzadko poza granicami kraju, w których się urodzili. Były to największe od 1945 roku migracje wywołane przez działania wojenne.

W 1981 roku po raz pierwszy od wielu lat w sklepach zabrakło żywności. Rozpoczęły się strajki i manifestacje uliczne, nasiliła się emigracja. W połowie lat 80 inflacja osiągnęła 140% rocznie, w kraju było milion bezrobotnych, a rząd z najwyższym trudem spłacał odsetki od zagranicznego długu, wynoszącego 19 miliardów dolarów. Na fali rosnącego niezadowolenia doszło do poważnych incydentów w Kosowie. W czasie tym konfliktów walczące strony popełniły liczne zbrodnie wojenne, a Serbowie bośniaccy dokonali co najmniej jednego aktu ludobójstwa – rzezi srebrenickiej w 1995 roku, która była największą masakrą w Europie od czasu stłumienia powstania w Budapeszcie w 1956 roku. W wojnach tych zginęło, zależnie od szacunków, od 80 do 300 tys. ludzi[2].

        Od początku kryzysu jugosłowiańskiego, w jego rozwiązanie zaangażowały się najważniejsze instytucje i organizacje międzynarodowe, którym mimo podjęcia wielu wysiłków dyplomatycznych nie udało się samodzielnie doprowadzić do zakończenia wojny w Bośni i Hercegowinie. Mechanizmy i instrumenty zapobiegania i rozwiązywania konfliktów w innych regionach, okazały się do połowy 1994 roku, nieskuteczne w przypadku Bośni. Co więcej, działania podejmowane przez przywódców światowych mocarstw ujawniły z jednej strony ich indolencję wynikającą z nierozumienia specyfiki sytuacji w byłej Jugosławii, z drugiej natomiast tendencje do realizacji narodowych interesów na Bałkanach, czego konsekwencją był brak jedności i koordynacji w wypracowaniu skutecznej polityki zakończenia konfliktu.

Dopiero połączenie wysiłków dyplomatycznych trzech znaczących czynników międzynarodowych: Stanów Zjednoczonych, Rosji i Unii Europejskiej, skupionych w tzw. Grupie Kontaktowej, wiosną 1994 roku doprowadziło do pewnej zmiany sytuacji polityczno – wojskowej w Bośni. Konsekwentna postawa światowych mocarstw wobec stron konfliktu, przede wszystkim w stosunku do Serbów bośniackich, zaowocowała podjęciem negocjacji nad zaproponowanym przez Waszyngton w 1995 roku planem pokojowego uregulowania konfliktu w Bośni i Hercegowinie.

Ważnym etapem otwierającym drogę do zawarcia porozumienia pokojowego były rozmowy ministrów spraw zagranicznych Bośni, Chorwacji i Federalnej Republiki Jugosławii (Serbia i Czarnogóra) z udziałem przedstawicieli Grupy Kontaktowej oraz mediatora Unii Europejskiej, Carla Bildt’a przeprowadzone 8 września 1995 roku w Genewie.

W wyniku rokowań stronom konfliktu udało się uzgodnić kluczowe zasady przyszłego porozumienia pokojowego w Bośni. zapowiedziano, że po podpisaniu generalnego porozumienia, przewidującego podział Bośni w proporcjach 49:51 między Republikę Serbską a Federacją Bośniacko – Chorwacką, siły ONZ działające w Bośni, zostaną w ciągu sześciu miesięcy zastąpione przez 60 tysięcy żołnierzy NATO i sygnatariuszy Partnerstwa dla Pokoju[3].

          W historii naszego kraju można wyróżnić kilka charakterystycznych okresów udziału żołnierzy Wojska Polskiego w międzynarodowych misjach pokojowych. Cechują się one nie tylko coraz większą liczbą żołnierzy biorących w nich udział, ale przede wszystkim coraz bardziej złożonymi zadaniami mandatowymi wykonywanymi przez nasze kontyngenty, począwszy od zadań kontrolno-obserwacyjnych.

  • 1953-1975 – udział oficerów Sił Zbrojnych RP w Międzynarodowych Komisjach Nadzoru i Kontroli w Korei i Indochinach oraz po raz pierwszy obserwatorów wojskowych w Nigerii;

Półwysep Koreański był pierwszym obszarem, na którym żołnierze Wojska Polskiego podjęli pokojową służbę pokojową służbę. Po podpisaniu     rozejmu w lipcu 1953 r. Polacy weszli w skład dwóch komisji międzynarodowych, powołanych do nadzorowania i przestrzegania jego postanowień – Komisji Nadzorczej Państw Neutralnych – KNPN oraz Komisji Repatriacyjnej Państw Neutralnych – KRPN. W pracach obu komisji brało udział ponad 1000 oficerów i podoficerów WP.

  • 1973-1989 – pierwsze zwarte jednostki WP (kontyngenty logistyczne) uczestniczą w operacjach utrzymania pokoju na Bliskim Wschodzie;

W latach siedemdziesiątych został zapoczątkowany nowy rozdział w działalności Wojska Polskiego na arenie międzynarodowej – pokojowa służba w doraźnych siłach zbrojnych i grupach obserwatorów

ONZ. W 1973 r. jednostka Wojska Polskiego, licząca blisko 1000 oficerów i szeregowych wyposażonych w specjalistyczny sprzęt, została włączona do składu formacji UNEF II rozmieszczonej w strefie rozdzielenia wojsko egipsko-izraelskich na Synaju.

  • 1991-1992 – po raz pierwszy Polacy biorą udział w operacjach wymuszania pokoju tworzonych zgodnie z Rozdziałem VII Karty Narodów Zjednoczonych („Pustynna Burza” w Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej), wysłanie kontyngentu operacyjnego sił UNPROFOR w Chorwacji, udział kontyngentu logistycznego i obserwatorów wojskowych w pierwszej kompleksowej operacji pokojowej UNTAG w Namibii i Angoli oraz udział obserwatorów wojskowych w UNOMOG w Iraku i UNIKOM w Kuwejcie;
  • 1992-1995 – dynamiczny wzrost udziału naszych kontyngentów w operacjach pokojowych (udział około 2000 żołnierzy w 10 misjach, w tym w siłach UNTAC w Kambodży), początek udziału w misjach OBWE;
  • 1995-1997 – uczestnictwo w operacji wymuszania pokoju w strukturach Brygady Nordycko-Polskiej w operacjach NATO w Bośni i Hercegowinie.

Jest jedna wspólna cecha tych misji: profesjonalizm, dobre wyszkolenie i obiektywizm polskich wysłanników. Dobrze służyło to procesom pokojowym i demokratycznym, przysparzało nam autorytetu i uznania. Nie bez przyczyny zatem Polska jest dziś zliczana do grona państw mających największe doświadczenie w tego typu działalności pokojowej.

W 1988 r. Siły zbrojne ONZ zostały uhonorowane Pokojową Nagrodą Nobla. W delegacji, której wręczono to zaszczytne wyróżnienie, był także przedstawiciel Wojska Polskiego: st. chor. sztab. Edward Ziorbo. Jest to największy wyraz uznania dla naszego kraju, zwłaszcza dla uczestników misji pokojowych, za wkład w zmniejszanie napięć i łagodzenie konfliktów w różnych częściach świata.

W 17 misjach pokojowych poza granicami kraju pełni obecnie służbę ok. 1500 naszych żołnierzy. Dodatkowo polscy eksperci wojskowej pełnią służbę w 14 misjach obserwacyjnych OBWE. ONZ i UE w Europie, Azji i Afryce.

Od roku 1991 polscy dyplomaci oraz oficerowie Wojska Polskiego biorą udział w misjach wojskowo – dyplomatycznych organizowanych pod auspicjami OBWE na terytorium b. Jugosławii i b. ZSRR[4].


[1] kpt. Dypl. D. Nieke „Zadania realizowane przez polski kontyngent wojskowy SFOR” – Myśl wojskowa nr 5, W-wa 2000 r., Wyd. Bellona, s. 128

[2] M. Kuczyński „Bałkańska pożoga”, nr 52, W-wa 1999 r., s. 5

[3] P.Piątkowski, Operacja IFOR „Wspólny wysiłek” w Bośni, nr 18, W-wa 1996, Wyd. Mon, s. 6

[4] M. Jędrzejko: „Polacy w służbie pokoju” – Polska w NATO W-wa 1998 r., Wyd. Bellona, s. 20

Wojsko polskie w misjach pokojowych NATO

Kiedy w 1945 roku kończyła się II wojna światowa, Europa wyglądała jak wielkie pobojowisko. Tragedia zapoczątkowana zbrojną napaścią na polską placówkę Westerplatte, a zakończona szturmem Berlina, pochłonęła dziesiątki milionów ofiar. Te sześć lat powinno po wszech czasy żyć w ludzkiej pamięci, choćby dlatego, aby każdy, kto zdobędzie się na wojenne piekło, uświadomił sobie, ile niesie ono zła i tragedii. Wojna – najdramatyczniejsze ze starć – najbardziej uderza w niewinnych i bezbronnych ludzi.

Od ponad 50 lat kluczowym problemem międzynarodowym jest sprawa utrzymania pokoju i bezpieczeństwa na świecie. Wbrew przewidywaniom II wojna światowa nie stała się przełomowym wydarzeniem w tym względzie. W okresie powojennym nie było dotychczas ani jednego dnia pokoju, dnia bez wojny. W ponad 150 konfliktach, które miały miejsce po 1945 roku, zaangażowanych było ponad 75 państw. Rozmiary zniszczeń i krzywd trudno ująć w konkretne liczby. Zginęły miliony ludzi, kolejne przez tułaczkę i wypędzenie musiały opuścić rodzinne strony.

Niestety pomimo tej wielkiej przestrogi, nie brakuje na świecie szaleńców, gotowych w imię własnych interesów rozpętać wojnę, w której giną kobiety i mężczyźni, dorośli i dzieci. „Właśnie dlatego nosimy mundur i karabiny, dlatego w Konstytucji istnieje zapis o potrzebie obrony Ojczyzny, dlatego aktywnie działamy na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych i wreszcie dlatego nasi koledzy uczestniczą w operacjach i misjach pokojowych”[1].

Od początku lat 90 polską specjalnością było zabezpieczenie logistyczne międzynarodowych kontyngentów. Wysokie noty uzyskiwane w pokojowej służbie, rosnący autorytet dobrych żołnierzy coraz częściej kierowały Polaków na pierwsze linie, w tym m.in. do wykonywania zadań operacyjnych w działaniach obejmujących elementy wymuszania pokoju (UNPROFOR, IFOR/SFOR)[2].

Wkład Polski w dzieło odprężenia i zbliżenia między narodami polega m.in. na udziale żołnierzy Wojska Polskiego w międzynarodowych misjach, których celem jest przywracanie pokoju i zagwarantowanie przestrzegania międzynarodowych układów rozejmowych.

Wyraża się on udziałem ponad 31 tysięcy żołnierzy i personelu cywilnego w 37 różnych misjach i operacjach pokojowych prowadzonych pod auspicjami międzynarodowych organizacji na terytoriach 30 państw m.in. w Korei i Afganistanie, w Namibii, Egipcie i Syrii, w Kuwejcie i Iraku, w byłej Jugosławii, w Kambodży, Libanie i Bośni.

Polscy wysłannicy pełnili odpowiedzialne funkcje w kierownictwach operacji, w zespołach obserwatorów, wykonywali trudne zadania o charakterze bojowym w zwartych oddziałach logistycznych i operacyjnych. Misjami ONZ kierowali m.in. generał Roman Misztal, Stanisław Koziej. Polski generał Mieczysław Bieniek dowodził Polsko-Nordycką Brygadą Sił SFOR, zapewniającą pokój w Bośni i Hercegowinie[3].

Zainteresowanie wojskiem polskim uczestniczącym w misjach pokojowych NATO, skłoniło mnie do podjęcia takiego tematu w niniejszej pracy.

Praca ta składa się z trzech rozdziałów :

W rozdziale pierwszym przedstawiłam w jaki sposób kształtowała się droga Polski do NATO. Jakie kroki musiał uczynić nasz kraj aby zostać pełnoprawnym członkiem Paktu Północnoatlantyckiego.

Rozdział drugi omawia szczegółowo udział żołnierzy Wojska polskiego w misjach pokojowych NATO. Opisuje zadania polskich jednostek, ich struktury, rejony stacjonowania i działania oraz osiągnięcia w misjach IFOR, SFOR i KFOR.

Rozdział trzeci jest próbą podsumowania ostatniego roku działań Polski w NATO. Ukazuje zaangażowanie naszego wojska w zapobieganiu wybuchu lub odrodzenia się konfliktów w Kosowie.

Całość pracy zamyka zakończenie zawierające wnioski końcowe, w których podsumowania została wiedza zdobyta na podstawie literatury fachowej.


[1] M. Jędrzejko:, NATO-kilka słów o historii”; Polska w NATO” – Dom Wydawniczy BELLONA Warszawa 1998, s.,5

[2], Misje pokojowe” – Siły Zbrojne, Warszawa listopad 1997, s. 88

[3] M. Jędrzejko:, Polacy w służbie pokoju”; Polska w …” op. cit ., s. 19

Od IFOR do SFOR

Po spokojnym przebiegu wyborów we wrześniu 1996 roku w Bośni, siły IFOR wypełniły swą misję. Nie ulegało jednak wątpliwości, że wiele pozostało jeszcze do zrobienia, zwłaszcza po stronie cywilnej, a środowisko było nadal potencjalnie niestabilne i niebezpieczne. Zasady zaangażowania SFOR były te same co dla IFOR umożliwiające użycie siły jeśli będzie to konieczne dla wypełnienia zadań SFOR lub w obronie własnej.

Naczelnym zadaniem wyznaczonym SFOR była praca nad stworzeniem bezpiecznego środowiska koniecznego dla konsolidacji pokoju. Zadania szczegółowe obejmowały:

–         Odstraszanie przed, lub zapobieganie wznowieniu działań wojennych lub nowym zagrożeniom dla pokoju.

–         Konsolidację dotychczasowych osiągnięć IFOR i tworzenie klimatu, w którym proces pokojowy mógłby posuwać się naprzód.

–         zapewnienie selektywnej pomocy organizacjom cywilnym.

NATO przewidywało, że misja SFOR potrwa 18 miesięcy, przy czym po 6 i 12 miesiącach przeprowadzona zostanie ocena wielkości sił, co umożliwi płynne przejście od odstraszania do stabilizacji z myślą o zakończeniu misji w czerwcu 1998 roku[1].

Osiągnięcie wymienionego stanu końcowego miało nastąpić, gdy :

  • strony konfliktu przestrzegać będą zobowiązań przyjętych w porozumieniu w Dayton, włącznie z całkowitym brakiem jego naruszeń i nie uzgodnionej działalności wojskowej;
  • wszystkie strony okażą wolę kontynuowania negocjacji jako sposobu rozwiązywania problemów politycznych i wojskowych;
  • utworzone struktury cywilne staną się na tyle dojrzałe, aby mogły przejąć odpowiedzialność za dalszą realizacje postanowień porozumienia pokojowego; zostaną stworzone warunki do bezpiecznego kontynuowania odbudowy kraju[2].

Powrót do normalności po rozwiązaniu konfliktu i zaangażowanie w tym celu różnorodnych sił i środków (cywilnych i wojskowych) powoduje konieczność koordynacji ich działań, czyli zjawisko definiowane jako współpraca cywilno-wojskowa..

W operacjach pokojowych bierze udział coraz więcej cywilnych organizacji (agencji, fundacji, stowarzyszeń), przede wszystkim o charakterze humanitarnym (rządowych, pozarządowych i prywatnych). Również zakres zadań międzynarodowych sił zbrojnych, uczestniczących w operacji pokojowej, uległ znacznej zmianie. Obejmuje on zadania różne od typowo wojskowych np. ochrona powrotu uchodźców i przesiedleńców, konwojowanie i dystrybucja pomocy humanitarnej, wsparcie procesu wyborczego[3].


[1] NATO Vademecum op. cit., s. 123

[2] M. Kuczyński „Bałkański syndrom”, op. cit., s. 105

[3] Cz. Marcinkowski: „ CIMIC w operacjach pokojowych” – Wojska Lądowe, nr 14, dn. 1-15 listopada 2000 r., s. 28

Współczesne wojny

Choć „nowe” wojny występują jedynie w określonych obszarach Afryki, Azji Wschodniej a także Ameryki Łacińskiej są one fenomenem globalnym. Przesłanki  do ich wybuchu  istnieją wszędzie tam, gdzie nasila się  dążność do fragmentaryzacji. Także i w obszarach, na których przeważają tendencje  integracyjne rodzi się (szczególnie w wielkich miastach) nowy  typ przemocy; następuje też i tutaj prywatyzacja przemocy. Weszliśmy w nowy świat – pisze H.Bull – świat, w którym rzeczywisty monopol państwa na środki przemocy przemija.[1] Zmonopolizowana dotąd przez państwo przemoc przechodzi  częściowo we władanie grup paramilitarnych (nie państwowych), prywatnych agencji  bezpieczeństwa, organizacji  ochroniarskich itp. Na ryku międzynarodowym istnieje międzynarodowych i wielonarodowych wiele korporacji oferujących „obsługę bezpieczeństwa” państwom i nie-państwom.[2] Prywatyzacje działań charakterze militarnym i paramilitarny opiera się na teorii, że bezpieczeństwo też można traktować jako usługę a prywatne interesy są bardziej efektywne niż państwowe.[3] Istotnym kontekstem fenomenu prywatyzacji wojen jest to, że po zakończeniu zimnej wojny wiele państw afrykańskich pozbawione nagle militarnej pomocy ze strony Związku Radzieckiego zaczęło potrzebować najemników.[4]

Nowe, nieucywilizowane zbrojne konflikty wewnętrzne (G.Prins nazywa je „incivil civil wars”), klęski humanitarne im towarzyszące, niebezpieczna agresywność dyktatorów stały się źródłem nowego co do skali i jakości problemu – problemu interwencji zbrojnych w celu przywrócenia pokoju i ładu, zapewnienia elementarnych praw człowieka. Interwencje społeczności międzynarodowej bądź w imieniu społeczności międzynarodowej są dziś przedmiotem sporu albowiem nie ma jasnej odpowiedzi na kilka pytań dotyczących legitymizacji interwencji; nie ma odpowiedzi na elementarne pytania: kto, w jakich sytuacjach, dlaczego, w jakim zakresie ma interweniować. Znaczenie interwencji zbrojnych ostatnich kilkunastu lat, ich specyfika oraz ich liczba każą wyodrębnić je jako osobny, współczesny typ działań wojennych (wojskowych). M.Kaldor większą część z tych interwencji nazywa „wojnami-spektaklami”.[5]  To wojny prowadzone ostatnio przez Stany Zjednoczone, to także wojna wielkiej Brytanii o Falklandy. To wojny na dalekie odległości z użyciem niewielkiej ilości wojsk lądowych, z wykorzystaniem najnowszych technologii, wojny w których zapewniona jest wystarczająca przewaga, w których sukces zdaje się być z góry zagwarantowany. Mają to być spektakle oglądane na całym świecie przez telewizję, pokazujące determinację i siłę właściwej strony tej wojny. Jednym z głównych celów tego typu wojen jest osiągnięcie założonego efektu psychologicznego na wielką (globalną) skalę. G.Soros trochę złośliwie zauważa, że to mocarstwo wybiera sobie łatwego i spektakularnego przeciwnika a interwencję w Afganistanie nazywa „wspaniałą demonstracją nowoodkrytej sprawności militarnej USA”.[6]

PRZYSZŁE WOJNY. Prognozy dotyczące wojen przyszłości  są zazwyczaj obarczone wieloma niedoskonałościami, błędami różnego rodzaju, z elementarnymi włącznie. Błędem najbardziej rzucającym się w oczy jest skłonność do projektowania przyszłości jako ciągu linearnie dokonujących się zmian; najbardziej niebezpieczną zaś może okazać się skłonność do stosowania uproszczonego determinizmu, do absolutyzacji czynnika postępu technologicznego. Groźny może się też okazać militarno-wojenny populizm z jego tanią futurystką, ekspozycją wojen wirtualnych, fascynacją możliwą skutecznością przyszłych systemów walki (niszczenia)[7] itp. Wojny przyszłe już się rozpoczęły. Ich pewne cechy można dostrzec w kilku ostatnio występujących konfliktach zbrojnych. W terminologii wojskowo-wojennej na dobre już zagościły nowe terminy opisujące wojny przyszłości: wojna informacyjna, wojna cybernetyczna, wojna wirtualna czy staro-nowy termin wojna asymetryczna. W literaturze przedmiotu dość  zgodnie pisze się, że wraz z generalną  zmianą cywilizacyjną (ku cywilizacji informacyjnej); wraz z procesami globalizacyjnymi  zmianie ulegają charakterystyki  paradygmatu  wojny. Zmienia się clausewitzowski paradygmat zwycięstwa – zwycięstwa przez zniszczenie[8]. Coraz  doskonalsza  technika pozwala na superprecyzyjne uderzanie w  starannie wybrane cele, których selektywne unieszkodliwianie ma prowadzić do złamania woli i podporządkowania sobie przeciwnika. Zniszczenia na dużą skalę, tym bardziej zniszczenie totalne jawią się anachronicznymi. Wojna staje się w ten sposób jakby bardziej (choć nie przestrzennie) ograniczona[9]. Ograniczanie zniszczeń i minimalizacja strat własnych oraz przeciwnika urastają  – w strategiach najbardziej  rozwiniętych państw – do rangi zasady.

Nadchodzącą erę już dawno  nazwano „informacyjną”. Erze informacyjnej powinny  więc  odpowiadać  „wojny informacyjne”. Zdawałoby się, że to jest  rozumowanie poprawne,  tym bardziej, że o wojnach informacyjnych („infowars”) czy cybernetycznych („cyberwars”) pisze się i mówi bardzo  wiele. Terminu „wojna informacyjna” nie powinno  się stosować w profesjonalnych  gremiach. Wojnajest przecież zjawiskiem złożonym, którego nie można  ograniczać  jedynie do sfery informacyjnej, wojna oznacza  zastosowanie  przemocy zbrojnej, czego  zdają się nie dostrzegać  promotorzy tej teorii. Termin, o którym mowa, został w istocie mocno zideologizowany – odzwierciedla on bardziej sny o bezkrwawych wojnach, z centralną rolą zarezerwowaną dla komputerów, bardziej o „wojnach-grach” aniżeli o wojnach rzeczywistych. O wojnie informacyjnej  można mówić  wtedy, gdy chce się wydobyć na plan  pierwszy nowe środowisko walki, tak jak  mówi się o wojnie lądowej, powietrznej czy morskiej. Faktem oczywistym wszak jest w erze  informatyzacji, że to „środowisko” w dobie współczesnej wymaga specjalnego potraktowania. A walka w sferze informacyjnej nie jest zjawiskiem nowym. Rewolucyjnie nowymi są tylko środki gromadzenia, przetwarzania i rozprzestrzeniania informacji oraz błyskawicznie rosnące znaczenie informacji dla użycia nowoczesnych systemów broni (systemów rażenia).[10]

Współcześnie „wojnę informacyjną” łączy się z „wojną cybernetyczną” („cyberwar”) używając niekiedy te dwa terminy zamiennie. To są kategorie bliskoznaczne ale nie równoznaczne; to są kategorie komplementarne. Wojna, a właściwiej – walka odbywa się w też w jeszcze jednej przestrzeni, w cyberprzestrzeni. Cyberprzestrzeń jest bytem wirtualnym, pozbawionym parametrów geograficznych, niemierzalnym i nieograniczonym. Jego ramy i granice wyznacza poziom aktualnego rozwoju techniki informatycznej i stopień osieciowania (internetyzacji) świata.[11] Od początków stosowania technologii komputerowej, znalazła ona – podobnie jak szereg innych – zastosowanie w sferze wojskowości i jest traktowana jako broń a też jako cel w walce. W wielu państwach wykształciły się strategie cybernetyczne. Dotyczy to przede wszystkim państw najbardziej rozwiniętych. To charakterystyczne, bowiem są one najbardziej nasycone osieciowaną techniką informatyczną a przez to są szczególnie wrażliwe na ataki elektroniczne skierowane na systemy zabezpieczenia codziennego życia społeczeństwa. Funkcjonowanie systemów informatycznych „obsługujących” systemy energetyczne, telekomunikacyjne, bankowe, kontroli ruchu itd. zależy w najwyższym stopniu stanowi najwrażliwszy, krytyczny element tych państw. Uderzenie w cybersferze stanowi więc niewątpliwie atrakcyjną opcję dla krajów słabszych, podmiotów pozapaństwowych dla strategii asymetrycznych.

Za charakterystyczne dla XXI wieku, dla czasów globalizacji często uważa się tzw. „wojny wirtualne”.[12] Obserwacje toczonych ostatnio wojen począwszy od pierwszej wojny w Zatoce (1991) prowadzą do wniosku, że do modelu wojny rozgrywającej się w kilku przestrzeniach („rzeczywistościach”) doszła nowa – przestrzeń medialna. O wirtualności a też wirtualizacji wojen przyszłości można było też sądzić obserwując wojnę o Kosowo (1999). Jej atrybutami jawią się: niewidzialność uderzającego, jego bezkarność (nieśmiertelność), precyzja i skuteczność uderzeń.[13] Wraz z amerykańskimi sukcesami w tych dwóch wojnach duży rozgłos zyskała teoria wojny wirtualnej. Jej entuzjaści wieścili, że nadszedł czas, w którym można wreszcie wygrywać wojny bez clausewitzowskiego „tarcia” i „wojennej mgły”. Wojnę tę miała prowadzić (i wygrywać!) elita półboskich, prawie nieśmiertelnych profesjonalistów. Brak strat (własnych!) sprawiał, że uznano ją za dobrą metodę rozwiązywania konfliktów. Po 11 września 2001 roku wokół tej idei zrobiło się cicho.[14] Do terminu „wojna wirtualna” należy zachować jednak pewien dystans. Można mówić o wirtualizacji pola walki, o wirtualizacji wojny, o zwiększającym się znaczeniu przestrzeni wirtualnej;  wojnę wirtualną należy traktować metaforycznie.

Szereg wizji, przewidywań, prognoz dotyczących wojen przyszłości, wojen XXI wieku zdaje się sugerować, że można mówić  o jednym ogólnym  ich modelu. To złudzenie. Zapewne pojawią się nowe formy wojen, tak jak pojawiły się na przełomie  wieków XX/XXI;  stare jednak długo  nie zanikną. Nowych zaś  form może być  kilka.

Wychodząc z założenia, że „sposobom produkcji odpowiadają sposoby destrukcji” za bardzo dobrą podstawę do prognozowania charakteru przyszłych  wojen można uznać wylansowaną przez A.. i H. Tofflerów teorię fal rozwoju  cywilizacyjnego – fal cywilizacyjnych. Głębokie różnice pomiędzy następującymi po sobie poszczególnymi cywilizacjami, a jednocześnie ich wzajemne się przenikanie są według tej teorii funkcją różnic  w sposobach produkcji. Teoria  Tofflerów objaśnia nie tylko dynamikę historii cywilizacji; dobrze nadaje się do  objaśnienia struktury współczesnego świata, generalnego kierunku dalszych przemian cywilizacyjnych. Według tej koncepcji dzisiejszy świat dzielą trzy kontrastowo różne pod względem cywilizacyjnego  rozwoju  typy społeczeństw. To trzy  w pewnym stopniu  przenikające się ale też i rywalizujące między sobą cywilizacje. Formują one trzy odmienne środowiska bezpieczeństwa.

Ten świat „rozdzielony na troje” tworzy trzy kręgi, trzy różne obszary. Znamiennymi  symbolami  (wg A. Tofflera) tych  kręgów cywilizacyjnych mogą być: motyka; linia produkcyjna; komputer. Narody i państwa poszczególnych kręgów różnić się będą  pod wieloma względami. Dla niniejszych rozważań  najistotniejsze są jednak wybrane cechy je różnicujące: ustrój, poziom życia, poziom stabilizacji i sposób jej zabezpieczenia, charakter polityki, właściwości sił zbrojnych, charakter doktryn (strategii) bezpieczeństwa, strategii obronnych (wojennych, militarnych).

            Do kręgu pierwszego – „postindustrialnego” – zalicza się państwa najbardziej rozwinięte, w których kształtują się stosunki właściwe społeczeństwom informacyjnym. W systemie wartości  społeczeństw tego kręgu ważne miejsce zajmie niechęć (awersja) do wszelkiej przemocy. Symptomatyczną będzie presja na obniżanie (unikanie) ryzyka operacji militarnych i na prowadzenie ich przy maksymalnie niskich stratach, przy niskich kosztach. Strategie bezpieczeństwa będą kłaść raczej nacisk na  zapobieganie konfliktom niż zwycięskie w nich uczestniczenie. Strategie wojskowe będą prawdopodobnie zorientowane mniej defensywnie, eksponując komponenty ofensywne (wyprzedzające) – przydatne wstrategii prewencji.  Siły zbrojne będą tam nieliczne, z reguły profesjonalne, świetnie wyposażone w sprzęt i uzbrojenie najnowszych technologii. Wojny – w klasycznym znaczeniu tego terminu – wewnątrz omawianego kręgu  cywilizacyjnego są bardzo małe prawdopodobne. Nie oznacza to jednak, że ostra konkurencja (ekonomiczna) nie może  doprowadzić do konfliktów z  użyciem siły. W takich okolicznościach mogą ze znacznym prawdopodobieństwem  wystąpić „wojny” informacyjne, wojny w infosferze. Skonfliktowane  państwa (też: organizacje) tego  obszaru mogą  uciec się do  zastosowania przemocy poprzez pośredników. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że mogą one też – jak to było regułą w okresie zimnej wojny – pośrednio uczestniczyć w oddalonych (geograficznie) konfliktach zbrojnych. Główną forma aktywności wojennej (wojskowej) państw omawianego  kręgu  będą  interwencje zbrojne.

Do kręgu drugiego  zalicza się kraje „późno lub nowo industrializowane”, ze społeczeństwami „industrialnymi”. Tak jak charakter stosunków społecznych tego kręgu, sposoby produkcji (bogacenia się),  tak i wojny będą wciąż nosiły cechy i znamiona znane i rozpoznane w wieku  minionym. W systemie wartości  symptomatycznym jawi się inny (niż w kręgu pierwszym) stosunek do strat – tu traktuje się je jako „wojenną normę”. Strategie (doktryny) zorientowane mogą być na stałą gotowość  do wybuchu wojny. Większe aniżeli w krajach pierwszego  kręgu tolerancje wysokości strat oraz  ograniczoność systemów najwyższej technologii będą miały wyraźny  wpływ na sposób prowadzenia operacji i kampanii. Mogą  one być długotrwałe, kosztowne, intensywne, wyniszczające. Nie można też wykluczyć sięgnięcia przez te państwa po broń masowego rażenia. Nawet  jeśli  broń  ta nie zostanie  rzeczywiście użyta, to liczyć się trzeba z groźbą jej użycia,  a jeśli nie, to z argumentem groźby użycia.

Największym wyzwaniem dla stabilności i trwałości  wielu  państw tego kręgu  jawią się „nowe”  nacjonalizmy  grup narodowościowych, tendencje do secesji. W kręgu tym zarzewiem konfliktów międzynarodowych (zbrojnych) mogą być spory o terytoria, spory graniczne. W tym obszarze  możliwe są wojny międzynarodowe.  Tu lokować się będą wojny secesyjne (sukcesyjne), a także  wojny domowe.

Do kręgu trzeciego, zalicza się kraje i narody najbardziej zacofane pod względem  ekonomicznym, pod względem cywilizacyjnym. Ekonomia w nich  panująca, stosunki produkcji, stosunki społeczne kwalifikują społeczeństwa tego obszaru do współczesnej cywilizacji (w znacznej mierze) przedindustrialnej. W istocie dominuje tu ekonomia „nieformalna”. Charakterystyczną  cechą państw  tego kręgu  jest  słabość rządów, słabość struktur państwowych, turbulencje podczas (częstej) zmiany rządów, a także utrata zdolności do sprawowania władzy rządów (struktur) tych państw. Występują tu rozległe obszary, na których panuje jawna anarchia, tu lokują się też  tzw. „państwa-upadłe” i „państwa-bankruci”. Przemoc w życiu społeczeństw tego kręgu jest wciąż obecna. Prawa człowieka, życie  ludzkie w dominującym systemie nie ma wielkiego znaczenia.

Zdecydowanie różne od armii państw rozwiniętych są  w tym obszarze siły zbrojne – tak pod względem  organizacji, wyposażenia a przede wszystkim morale. Wewnątrz kręgu  trzeciego należy się  spodziewać generalnie dwóch typów wojen: wojen domowych (w najróżniejszych odmianach) oraz lokalnych wojen międzypaństwowych.  Charakterystycznymi  dla tego obszaru będą wojny  secesyjne i sukcesyjne łączące w sobie cechy wojen domowych i międzypaństwowych. System wartości, styl sprawowania władzy w szeregu krajów  spowoduje brak oporów przeciwko stosowaniu przemocy i jej szczególnej formy – terroru. Terroryzm może być  traktowany  jako jedyny  możliwy  sposób użycia  siły w szerszym otoczeniu międzynarodowym, jako zasadniczy element strategii.

Opierając się (bezpośrednio lub pośrednio) na teorii fal cywilizacyjnych „świata podzielonego na troje” poszczególnym kręgom przypisuje się niekiedy mocno zgeneralizowany  w jego opisie „typ” wojny. I tak: kręgowi pierwszemu – „wojny XXI wielu”, czyli wojny ery informacyjnej; kręgowi drugiemu  – „wojny XIX/XX wieku”, wojny ery industrialnej; kręgowi trzeciemu – „wojny średniowieczne”, wojny ery przedindustrialnej.

To klasyfikacja mocno uproszczona. Odnosząc się do niej należy mieć na uwadze, że wtedy gdy mówimy  o wojnach XXI wieku, wojnach ery informacyjnej, to poruszamy się wciąż  w obrębie futurystyki. Takowych wojen jeszcze w istocie nie doświadczono, choć najnowsza historia dostarczyła ostatnio kilku symptomatycznych ich prób. Wszak w rzeczywistości nie wykształtowały się jeszcze społeczeństwa informacyjne. Należy mieć na względzie, że nawet najbardziej dziś technologicznie zaawansowane społeczeństwa funkcjonują w rozdwojonym porządku  gospodarczym. Wciąż po części  opiera się on na  masowej produkcji, a po części na technologiach i usługach trzeciej fali. A ponieważ  formy wojen odpowiadają formom cywilizacji, formom produkcji, to możemy w dzisiejszych konfliktach zbrojnych  dostrzec wymieszane ze sobą cechy  wojen i drugiej, i trzeciej fali. I tak to pozostanie zapewne przez co najmniej kilka dziesięcioleci XXI wieku . W wojnach, które mogą toczyć między sobą państwa kręgu industrialnego znajdą zastosowanie technologie i systemy awangardowe. To (miedzy innymi!) sprawi, że owe wojny będą przejmować pewne cechy  wojen ery informacyjnej.

W przewidywaniach dotyczących przyszłych wojen, m.in. opartych na tofflerowskiej  koncepcji „świata podzielonego na troje” nie należy zapominać, o potwierdzonej  historycznie prawdzie, że: jeżeli pojawiają się nowe formy wojen,  stare formy długo jeszcze nie zanikną. Zwiększy się  zatem ich różnorodność.

Obok koncepcji „świata podzielonego na troje” traktowanej jako platforma oceny globalnego środowiska bezpieczeństwa oraz prognoz jego przemian, w wielu ośrodkach studiów strategicznych przyjmuje się jeszcze kilka innych teorii.  Na szczególną uwagę zasługuje koncepcja skupiająca uwagę na możliwym renesansie ideologii. Wg  tej koncepcji podziały w świecie zdominowane być mogą  konkurującymi, zwaśnionymi między sobą ideologiami. Wiele konfliktów zbrojnych mogłoby wtedy mieć podłoże religijne, mogłyby niekiedy przybierać charakter swoistych krucjat. To podejście wpisuje się doskonale w teorię S.Huntingtona – „zderzenia cywilizacji”. Z samej nazwy teorii można by wysnuwać wizje gigantycznych starć międzycywilizacyjnych. Autor koncepcji czegoś  podobnego nie zakłada. Cywilizacje nie są po prostu dostatecznie zorganizowane, by były w stanie grupować swoje narody w celu przeprowadzenia działań wojennych. Wojny o podłożu cywilizacyjnym są prawdopodobnymi wtedy, gdy któraś z nich przejawia wojowniczą ekspansywność. To cechuje dziś jedynie część świata Islamu. Aspekt cywilizacyjny, różnice międzycywilizacyjne zdają się coraz bardziej ważyć w środowisku bezpieczeństwa. Wymiar cywilizacyjny bardziej niż do niedawna rzutuje na charakter zagrożeń, strategie, sposoby prowadzenia działań wojennych.

W wojnach XXI wieku przenikać mogą się zróżnicowane, właściwe określonym czasom historycznym koncepcje prowadzenia działań zbrojnych. Nierówne tempo rozwoju z jednej strony i polaryzacja kultur z drugiej mogą sprawić, że każda z pięciu znanych koncepcji może mieć zastosowanie.[15] Spośród podejść pragmatycznych dotyczących przewidywanych modeli przyszłych wojen, najbliższe jest mi prezentowane kilka lat temu i wciąż zachowujące pełną aktualność przez F. Heisbourga. Zakłada on, że w ciągu najbliższych dwudziestu pięciu lat możemy być świadkami wojen w czterech  następujących szerokich kategoriach[16].

1. Wojny podejmowane przez złośliwe antyzachodnie dyktatury, mające dostęp  do broni  masowego  rażenia – wojny „państw-złoczyńców”.

2. Wojny  sukcesyjne, prowadzone o władzę w obrębie niegdyś istniejących, a rozpadających się państw.

3.  Wojny „rozrywające”, w których obce i rodzime grupy zaatakują uporządkowane podstawy funkcjonowania istniejących społeczeństw za pomocą tak różnych środków, jak terror, destrukcja systemów informatycznych, finansowych i innych.

 4. Wojny klasyczne, w których klasyczne (dziewiętnastowieczne) cele  będą  osiągane  metodami XXI wieku.

Wymienione powyżej kategorie wojen odzwierciedlać  będą w różnym  stopniu poziom zaawansowania rozwoju społeczeństw – jest to wiec wizja komplementarna do wizji „świata podzielonego na troje”. W tej przekonywającej klasyfikacji brakuje (mi) piątej, ważnej kategorii: wojen-interwencji zbrojnych. Wśród nich istotną rolę mogą odgrywać interwencje stricte wojenne będące jednym z kilku typów operacji pokojowych, tzw. „operacji wymuszania pokoju”– wojny (operacje pokojowe!) legitymizowane przez Narody Zjednoczone, prowadzone z reguły przez wielonarodowe koalicje. Wojny – interwencje zbrojne prowadzone mogą być przez państwa (najbardziej) rozwinięte wszędzie tam, gdzie zostaną naruszone ich interesy, uznają, że zagrożone jest ich bezpieczeństwo a niekiedy ze względów humanitarnych. Należy przypuszczać, że często będą one nosić znamiona interwencji prewencyjnych. Na filozofii prewencji (zwanej „uprzedzaniem”) zbudowana jest aktualna strategia bezpieczeństwa USA, elementy prewencji zagościły też w tzw. „doktrynie Solany” uznanej jako strategia Unii Europejskiej.

Z szerszej analizy pięciu powyżej zasygnalizowanych modeli przyszłych wojen pod kątem prawdopodobnego uczestnictwa (zaangażowania) w nich Polski wynika, że w przewidywalnym czasie, który wyznacza umownie rok 2025 – najbardziej prawdopodobnym jawi się nasze uczestnictwo w wojnach-interwencjach zbrojnych. Praktyka ostatnich lat też na to wskazuje.


[1] H.Bull, „The Anarchical Society”, London 1977r. s.15.

[2] Najsłynniejsza z nich to „Executive Outcomes” z bazą w RPA.

[3] K.R. Nossol przewiduje ekspansję korporacji oferujących nie tylko w krajach Afryki, Azji i Ameryki Płd tzw. „outsourcing”. Por.: „Mercenaries and Transnational Security Corporations in the Post Cold Era”, Civil Wars nr 1/1998.

[4] Pisze o tym W.Reno w: Privatising War in Sierra Leone”, Current History nr 96(1997r.) s.227-230.

[5] W oryg: „spectacle wars”, M.Kaldor, „Global Civil Society”, Cambridge 2003r.

[6] G.Soros, „Bańka amerykańskiej supremacji”. Kraków 2004, s.46.

[7] J. Black dostrzega wpływ popularnych (populistycznych) wyobrażeń o wojnach XXI wieku na niektóre doktryny militarne(!). w: „War. Past. Present and Future”. Sulton Publishing, London 2000, s. 284-287

[8] W. Clark. „Bitwy coraz bardziej złożone”. Rzeczypospolita  285/XII 2000r.

[9] por. J. Świniarski. M. Wiatr. Koncepcje strategiczno-operacyjne. Myśl Wojskowa 4/1998r.

[10] J.Richardson termin „wojna informacyjna” każe wązać z zasadą „dominacji informacyjnej”. W: War, Science and Terrorism, London – Portland 2002r. s.314-316.

[11] definicja A.Bógdał-Brzezińskiej i M.Gawryckiego. w: „Cyberterroryzm i problemy bezpieczeństwa informacyjnego we współczesnym świecie”. Warszawa 2003r. s.338.

[12] M.in. E.Bendyk, „Wojna wirtualna”. Respublika Nowa 16.11.2002r., M.Kubiak, „Wirtualne wojny czasów globalizacji”.w: M.Ożóg-Radew,R.Rosa(red.),”Bezpieczeństwo i prawa człowieka”, Siedlce 2004r. s.218-226.

[13] B.Glowacki, „Kosmos wyzwaniem dla naszych możliwości. Zmiana obrazu bezpieczeństwa narodowego w środowisku strategicznym”. Zeszyty Naukowe AON, 1/2003r. s.40-51.

[14] Została ona – jak pisze M.Ignatieff – „…pogrzebana”. „Virtual War: Kosovo and Beyond”, London 2002r.

[15] To koncepcje: unikania działań zbrojnych (starochińska), działań ograniczonych (przednapoleońska), działań umiarkowanych (XIX w.), działań totalnych (społeczeństwa industrialnego), działań antywojennych (społeczeństwa postindustrialnego). Por.: M.Wiatr, „Między strategią a taktyką”. Toruń 1999.

[16] F.Heisbourg. „Wojny” Warszawa 1998. s.23-28.

Program Partnerstwa dla Pokoju (PdP)

Rok 1993 okazał się przełomowy dla dyskusji nad rozszerzeniem oferty Sojuszu, dotyczącej współpracy z państwami dawnego Układu Warszawskiego, a także – a może przede wszystkim – kwestii przyjęcia ich do NATO. Grupa państw środkowoeuropejskich z Polską na czele coraz głośniej zaczęła domagać się dyferencjacji w ramach NACC oraz rozpatrzenia ich postulatu przystąpienia do Sojuszu. Wskazywano, że – zgodnie z Traktatem Północnoatlantyckim – nie istniały ku temu żadne formalne przeszkody. W marcu tego roku faktyczna dyskusję nt. wyjścia poza formułę NACC i przyjęcia do Sojuszu nowych państw rozpoczął po raz pierwszy niemiecki minister obrony Volker Rühe w swym słynnym, londyńskim wystąpieniu.

Podczas wizyty w Polsce w sierpniu tego samego roku prezydent Rosji Borys Jelcyn wypowiedział słowa, których potem bardzo szybko pożałował – publicznie uznał, że Polska ma całkowitą swobodę w wyborze struktury międzynarodowej, na której oprze własne bezpieczeństwo. Jesienią państwa środkowoeuropejskie, a w pierwszej kolejności Polska, Czechy i Węgry, rozpoczęły zmasowaną kampanię polityczną i propagandową na rzecz przyjęcia ich w skład NATO. Zdając sobie sprawę z postępującej dyferencjacji oczekiwań i woli współpracy wśród państw NACC, Sojusz, który wcześniej starał się unikać dyskusji na temat, w tej chwili nie mógł nie zareagować.

W takich właśnie okolicznościach narodziła się koncepcja Programu „Partnerstwa dla Pokoju”. Szukając sukcesów na arenie międzynarodowej po pierwszych, niezbyt spektakularnych miesiącach prezydentury Bila Clintona, inicjatywę przejęła strona amerykańska. 21 października 1993 r., podczas

sesji ministrów obrony państw NATO w Travemünde, amerykański sekretarz obrony Les Aspin wystąpił z propozycją Programu „Partnerstwo dla Pokoju”. Koncepcja „Partnerstwa” stanowiła początkowo dość luźną ofertę współpracy, która w toku intensywnych konsultacji sojuszniczych stopniowo nabierała konkretnego kształtu. Działo się tak m.in. pod wpływem polskiej ofensywy dyplomatycznej, której przewodzili prezydent Lech Wałęsa i minister spraw zagranicznych Andrzej Olechowski[1].

„… Partnerstwo dla pokoju uruchamia proces prowadzący do poszerzenia NATO… Umożliwia nam prowadzenie działań przygotowawczych do poszerzenia NATO, gdy tylko państwa zainteresowane będą w stanie podołać wiążącym się z tym zadaniom”[2].


[1] K. Piątkowski „ Polska i NATO w przededniu…, op. cit., s. 61

[2] W. Multan „Wizje bezpieczeństwa europejskiego”; Wyd. Elipsa, W-wa 1997, s. 183

Bilans funkcjonowania Sił Zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych

12 marca 2001 roku [prezentowana praca jest z 2001 roku] minął rok funkcjonowania Polskich Sił Zbrojnych jako pełnoprawnego członka wojskowych struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego. Okres ten upoważnia do zrobienia bilansu dokonań oraz sprecyzowania wniosków. Podjęte w tym czasie liczne przedsięwzięcia pozwoliły zweryfikować nasze wyobrażenia o mechanizmach funkcjonowania NATO oraz poznać, jak wielki jest zakres prac, jakie trzeba wykonać na wszystkich szczeblach organizacyjnych wojska, by osiągnąć pełną kompatybilność z wojskami Sojuszu i strukturami międzynarodowego systemu bezpieczeństwa.

Akcesję Polski do NATO poprzedzały wieloletnie i różnego rodzaju przygotowania, do których należało też uczestnictwo w programie „ Partnerstwo dla pokoju” i osiągania w jego ramach celów interoperacyjności, a także udział w operacjach pokojowych prowadzonych pod egidą NATO (IFOR/SFOR). Nastąpiła ona po prawie 10-letnim okresie pozostawania Polski w „szarej” strefie bezpieczeństwa, w którym poszukiwano optymalnych rozwiązań mających zapewnić podstawowy poziom samodzielności obronnej państwa. Akcesja ta zbiegła się z gruntownymi przemianami w Sojuszu, które są efektem przyjęcia nowej Koncepcji Strategicznej oraz wykorzystywania doświadczeń z kryzysu bałkańskiego[1].

Cztery wojny, jakie rozegrały się po rozpadzie Jugosławii w latach 1991-1999 (w Słowenii, Chorwacji, Bośni i Kosowie) były największym i najkrwawszym kryzysem zbrojnym w Europie od końca II wojny światowej. Wojny te spowodowały – w zależności od szacunków – śmierć od 80 do 300 tysięcy ludzi, ogromne zniszczenia na obszarze byłej Jugosławii i migrację milionów uciekinierów wojennych, spośród których wielu od dziś nie może powrócić do miejsc, które zamieszkiwali przed wojną. W czasie tych konfliktów walczące strony popełniły liczne zbrodnie wojenne.

Po wojnie w Kosowie powstała większa szansa na skuteczne i wyprzedzające działania państw pragnących pełnić rolę mediatorów, chociaż decyzje polityczne dotyczące regionu podejmowane bez uwzględnienia jego historii mogą w dalszej perspektywie być skazane na fiasko, o czym zaświadczają ostatnie wydarzenia początków 2000 roku z Mitrovicy i innych miast prowincji Kosowa.

Przedstawienie wybranych faktów z czasów współczesnych i przeszłości dotyczących terytorium byłej Jugosławii ma duże znaczenie dla uświadomienia rozgrywanej na naszych oczach tragedii wszystkich narodów zamieszkujących Bałkany[2].

Konflikt w Jugosławii trwał już bardzo długo i żadna organizacja międzynarodowa nie była w stanie go rozwiązać. Nie dały sobie z nim rady ani ONZ, ani OBWE, ani UE. Jedynie NATO było tą organizacją międzynarodową, która była zdolna do jakiegokolwiek praktycznego reagowania na dramatyczny rozwój sytuacji w Kosowie. Zdecydowanie się NATO na działanie nie może być traktowane jako błąd, lecz jako obiektywna konieczność spowodowana niemożnością zakończenia konfliktu przez inne instytucje międzynarodowe. Jeżeli można mówić o jakimś błędzie, to raczej popełniła go społeczność międzynarodowa, która ustanawiała mandaty, uprawnienia i procedury działania organizacji międzynarodowych, nie gwarantując właściwego i skutecznego rozwiązania spraw najtrudniejszych w chwilach największej potrzeby[3].

Według słów J. Solany operacja ta nie była zwykłą operacją wojenną w klasycznym rozumieniu tego słowa: „(…) to nie była wojna. Akcja militarna w Kosowie była jedyną możliwością powstrzymania czystek etnicznych w sytuacji, gdy zawiodły wszystkie środki dyplomatyczne. Celem naszej interwencji nie było niszczenie, lecz powstrzymanie przemocy – wycofanie wojsk serbskich z Kosowa, powrót uchodźców i stworzenie na tym terenie cywilnej administracji. Nie zamierzaliśmy zdobywać terytoriów. Nie chodziło o ropę ani o interesy handlowe, lecz jedynie o obronę wartości”[4].

Wypracowanie koncepcji reagowania na zagrożenia wielkim kryzysem jest jednym z ważniejszych nowych wyzwań dla strategii kryzysowej NATO. Polska, z racji swego położenia i wiążących się z tym interesów bezpieczeństwa narodowego, powinna być promotorem tego typu analiz i poszukiwania rozwiązań koncepcyjnych oraz praktycznych w tym względzie. Należy też odpowiedzieć na pytanie: jakie będą główne kierunki owych poszukiwań?

Niewątpliwie w reagowaniu na wielki kryzys, przyjmujący charakter rozległego konflikty zbrojnego w sąsiedztwie NATO, konieczne okazałyby się przede wszystkim różnorodne strategiczne działania osłonowe, zabezpieczające kraje NATO przed pośrednimi skutkami konfliktu (fale uchodźców, zbrojne naruszenia granic, przenikanie grup przestępczych, skażenia, epidemie itp.) oraz przed bezpośrednim przeniesieniem starć zbrojnych na ich terytorium. Wymagałoby to zarówno prewencyjnego rozwinięcia na danym kierunku strategicznym części sojuszniczych sił zbrojnych i utworzenia odpowiednich zgrupowań osłonowych, jak i wzmocnienia sił ochrony granic, policji, służb specjalnych, a także dodatkowego rozwinięcia innych sił i środków przeciwdziałania zagrożeniom pozamilitarnym i likwidacji ich skutków. Można zatem mówi o konieczności przeprowadzenia kompleksowej operacji osłonowej, realizowanej w ramach tzw. Pogotowia strategicznego. Jest to nowy element koncepcji strategicznych, który wymaga wnikliwej analizy. Warto podkreślić, że z punktu widzenia polskich interesów strategicznych jest on bardzo ważny.

Z pewnością mniejsze byłyby możliwości skutecznego aktywnego oddziaływania na przebieg takiego konfliktu i spowodowaną przezeń sytuację kryzysową. Nie można brać pod uwagę ani możliwości zlokalizowania i odizolowania tak dużego konfliktu, ani też interwencyjnej operacji wymuszania pokoju, ponieważ w praktyce oznaczałoby to wojnę dla NAT.

Także postkonfliktowe operacje utrzymywania pokoju wydają się mało prawdopodobne, aczkolwiek możliwe pod niektórymi warunkami.

Sankcje ekonomiczne oraz inne formy pozamilitarnej presji na strony konfliktu zapewne byłyby również mało efektywne w krótkim przedziale czasowym – w jakim należy rozpatrywać reagowanie kryzysowe – aczkolwiek w długiej perspektywie mogłyby okazać się jednym z istotnych instrumentów antykryzysowych. Natomiast wszelkie formy działań wspierających „ rekonwalescencję” postkonfliktową mogą być szczególnie pożądane, chociaż        ich rezultaty- z uwagi na ogrom potrzeb- mogłyby być zauważalne dopiero w odległej perspektywie.

Biorąc pod uwagę znaczenie i specyfikę wielkiego kryzysu i sposobów reagowania na niego, można stwierdzić, że problematyka ta powinna stać się przedmiotem szczególnego zainteresowania zarówno natowskich, jak i polskich decydentów militarnych.

Kontynuując pokosowskie refleksje z polskiego punktu widzenia, należy zwrócić uwagę na niezasadność dokonywania prostej analogii między doświadczeniami z przebiegu ostatniej operacji NATO a ewentualną sojuszniczą obroną Polski przed agresją[5].

Jeżeli podczas rozkładu Jugosławii w latach 1991-1992 doświadczenia w zakresie dyplomacji zapobiegającej konfliktom były zniechęcające, to w przypadku konfliktu w Kosowie są one zatrważające. Wcześnie podjęte, ale niezdecydowane próby niedopuszczenia do eskalacji konfliktu okazały się również bezskuteczne jak spóźnione jedynie stopniowo energiczne zabiegi mające na celu odkręcenie spirali eskalacji podczas jej „gorącej fazy” poniżej progu stosowania przemocy. Skutki chybionego zapobieżenia konfliktu w Kosowie ponosili od tej pory kosowscy.

Albańczycy, których według pierwszych szacunków zginęło około 30 tys. w okresie od grudnia 1998 roku do połowy maja 1999 roku, około 1 miliona wypędzono i 55 tys. rozmieszczono wewnątrz Kosowa. Ponadto zginęło około 1 tys. obywateli Republiki Serbii, w tym 114 policjantów i 462 żołnierzy, w toku bombardowań NATO, a wspólnota międzynarodowa doznało znacznego uszczerbku ze swojej zdolności do przewidywalnej dyplomacji prewencyjnej, do pokojowego rozwiązywania konfliktów i zdecydowanego przezwyciężania kryzysów[6].

Zwycięstwo NATO w ostatniej operacji na Bałkanach nie było zwycięstwem militarnym, lecz cywilno – militarnym. Było rezultatem skoordynowanych akcji militarnych i różnych nacisków dyplomatycznych. Ponadto akcja ta płynnie przekształca się w pokojową operację stabilizacyjną, w której dominujące znaczenie mają cele cywilne (pomoc humanitarna, ekonomiczna, organizacyjna, administracyjna, edukacyjna itp.), a w osiągnięciu ich siły zbrojne spełniają funkcję usługową. „Lekcje” kosowskie będą z pewnością jeszcze długo analizowane, a jednym z najważniejszych problemów będzie wykorzystanie sił zbrojnych w operacjach reagowania kryzysowego[7].

Wojna w Kosowie była i jest katastrofą dla wszystkich Europejczyków. Od dawna prognozowany jej wybuch był jednocześnie straszną klęską dla tych organizacji międzynarodowych, które za podstawową sprawę uznają prewencję w dziedzinie konfliktu. Należy zrewidować całościową koncepcję prewencji konfliktu, a zapobieganie konfliktom w przyszłości musi następować wcześniej, w sposób zmasowany, energiczny i skoordynowany, z większym wsparciem finansowym, a w razie potrzeby także militarnym.

Prewencja konfliktu kosowskiego w stylu jego „uśmierzania” nie spełniła swojego celu. Prewencja konfliktu jako innowacyjny instrument polityki międzynarodowej musi zostać ponownie wzmocniony oraz głębiej przeniknąć do świadomości opinii publicznej[8].

W ostatnich latach misje w Bośni, Somalii, częściowo w Rwandzie oraz w Kosowie charakteryzowały się nowym podejściem do roli, jaka została wyznaczona siłom zbrojnym oraz zawierały w sobie działania zmierzające w kierunku wsparcia pokoju w tych regionach poprzez oddziaływanie, ogólnie rzecz ujmując, na jego cywilne aspekty.

Można zatem dojść do wniosku, że współczesne misje wojskowe są bardziej kompleksowe i wielostronne i oprócz rozbrojenia stron konfliktu zawierają także, najogólniej mówiąc, działania zmierzające do przywrócenia prawa i porządku, pomocy dla ludności, odbudowy infrastruktury, a nawet odbudowy państwowości, jak to ma miejsce w Bośni i Hercegowinie. Przedstawione przesłanki legły u podstaw postawienia przed siłami zbrojnymi uczestniczącymi w misjach pokojowych nowego zadania, polegającego na organizowaniu współpracy cywilno – wojskowej[9].

Współpraca cywilno-wojskowa jest jednym z priorytetów cywilnego planowania kryzysowego w NATO. Jest to jednak zagadnienie dość delikatnej natury, w Polsce nie zawsze właściwie rozumiane.

W rzeczywistości funkcjonują obok siebie dwa terminy: „stosunki cywilno-woskowe” i „współpraca cywilno-wojskowa”, używane niekiedy zamiennie, przy czym bynajmniej nie tożsame.

Stosunki oznaczają prawnie uregulowane relacje między stronami, ich prawa, obowiązki i wzajemne zobowiązania. Możemy rozważać stosunki międzynarodowe, polityczne, społeczne, militarne, produkcyjne itd.. Możemy mówić o stosunkach emocjonalnych, partnerskich, przyjaznych, wrogich, neutralnych, koleżeńskich i innych. W układzie stosunków dostrzegamy tolerancję lub jej brak, nieufność lub zaufanie, otwartość lub podejrzliwość.

Współpraca oznacza wspólne, uzgodnione i skoordynowane działania dla osiągnięcia wspólnego celu. Działania te cechuje uzgodniony zamiar, a także skupienie i zracjonalizowanie wysiłków mających doprowadzić do realizacji zadań oraz najlepszego wykorzystania czasu, miejsca i możliwości[10].



[1] H. Szumski, Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych,, Myśl wojskowa”, nr 6 – listopad/grudzień, Warszawa 2000, Wyd. Bellona, s. 5

[2] M. Kuczyński i M. Ray-Ciemięga, Bałkański syndrom 1991-1999”, Warszawa 2000, Wyd. Elipsa, s. 9

[3] Gen. Bryg. Prof. Dr hab. Stanisław Koziej, Wstępne wnioski z operacji bałkańskiej NATO” – Myśl wojskowa, nr 2 – marzec/kwiecień, Warszawa 2000, Wyd. Bellona, s. 117

[4] J. Solana:, To nie była wojna” – Gazeta Wyborcza, 9 września 1999 roku

[5] M. Wągrowska, Bałkany – daleko i blisko” – Rzeczpospolita; 28 maja 1999 roku

[6] J. Bańbor, M. Dobrowolski, Kosowo –od konfliktu do wojny, „Wojsko i wychowanie”, nr 2/2000, s. 142

[7] Z. Brzeziński, Dlaczego Miloszević skapitulował?, „Rzeczpospolita” 7 września 1999 roku.

[8] Kosowo – od konfliktu do wojny”, op. cit., s. 143

[9] S. Olszewski,, Współpraca cywilno – wojskowa w Bośni i Hercegowinie, „Wojsko i wychowanie”, nr 6/2000, s.108

[10] J. Gołębiewski, Współpraca cywilno – wojskowa, „Myśl wojskowa” nr 1/2001 styczeń/luty, s. 5

Program „Partnerstwa dla Pokoju” (PdP)

Rok 1993 okazał się przełomowy dla dyskusji nad rozszerzeniem oferty Sojuszu, dotyczącej współpracy z państwami dawnego Układu Warszawskiego, a także – a może przede wszystkim – kwestii przyjęcia ich do NATO. Grupa państw środkowoeuropejskich z Polską na czele coraz głośniej zaczęła domagać się dyferencjacji w ramach NACC oraz rozpatrzenia ich postulatu przystąpienia do Sojuszu. Wskazywano, że – zgodnie z Traktatem Północnoatlantyckim – nie istniały ku temu żadne formalne przeszkody. W marcu tego roku faktyczna dyskusję nt. wyjścia poza formułę NACC i przyjęcia do Sojuszu nowych państw rozpoczął po raz pierwszy niemiecki minister obrony Volker Rühe w swym słynnym, londyńskim wystąpieniu.

Podczas wizyty w Polsce w sierpniu tego samego roku prezydent Rosji Borys Jelcyn wypowiedział słowa, których potem bardzo szybko pożałował – publicznie uznał, że Polska ma całkowitą swobodę w wyborze struktury międzynarodowej, na której oprze własne bezpieczeństwo. Jesienią państwa środkowoeuropejskie, a w pierwszej kolejności Polska, Czechy i Węgry, rozpoczęły zmasowaną kampanię polityczną i propagandową na rzecz przyjęcia ich w skład NATO. Zdając sobie sprawę z postępującej dyferencjacji oczekiwań i woli współpracy wśród państw NACC, Sojusz, który wcześniej starał się unikać dyskusji na temat, w tej chwili nie mógł nie zareagować.

W takich właśnie okolicznościach narodziła się koncepcja Programu „Partnerstwa dla Pokoju”. Szukając sukcesów na arenie międzynarodowej po pierwszych, niezbyt spektakularnych miesiącach prezydentury Bila Clintona, inicjatywę przejęła strona amerykańska. 21 października 1993 r., podczas

sesji ministrów obrony państw NATO w Travemünde, amerykański sekretarz obrony Les Aspin wystąpił z propozycją Programu „Partnerstwo dla Pokoju”. Koncepcja „Partnerstwa” stanowiła początkowo dość luźną ofertę współpracy, która w toku intensywnych konsultacji sojuszniczych stopniowo nabierała konkretnego kształtu. Działo się tak m.in. pod wpływem polskiej ofensywy dyplomatycznej, której przewodzili prezydent Lech Wałęsa i minister spraw zagranicznych Andrzej Olechowski[1].

„… Partnerstwo dla pokoju uruchamia proces prowadzący do poszerzenia NATO… Umożliwia nam prowadzenie działań przygotowawczych do poszerzenia NATO, gdy tylko państwa zainteresowane będą w stanie podołać wiążącym się z tym zadaniom”[2].

10 i 11stycznia 1994 roku w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli zebrali się przywódcy państw „szesnastki” na posiedzeniu Rady Północnoatlantyckiej. Było to z pewnością najważniejsze spotkanie NATO od czasu szczytu w Rzymie z listopada 1991 roku. Przyjęto trzy dokumenty określające politykę i kierunki rozwoju Sojuszu w połowie lat dziewięćdziesiątych: Deklarację przywódców państw i rządów uczestniczących w spotkaniu Rady Północnoatlantyckiej, Zaproszenie do udziału w Partnerstwie dla Pokoju oraz Ramowy dokument Partnerstwa dla Pokoju.

           Zasadnicze elementy stanowiska Paktu Północnoatlantyckiego w kwestii międzynarodowego bezpieczeństwa określone zostały w pierwszym z dokumentów – deklaracji. Szefowie NATO uznali w niej, że obradowali w Brukseli po to, by odnowić pakt zgodnie z historyczną transformacją, jaka dotyczy całego kontynentu europejskiego.

Zaproszenie do „Partnerstwa” określało polityczne intencje Sojuszu związane z programem, wspominając m.in. o perspektywie członkostwa w NATO dla tych krajów, które zadeklarują taką wolę i będą się wyróżniały w jego realizacji.

Dokument Ramowy „PdP” wymieniał i określał obszary współpracy w obrębie programu, po raz pierwszy obejmując zagadnienia ściśle militarne oraz prezentując procedurę związaną z przystąpieniem i uczestnictwem w „PdP”[3].

Akt ten oznaczał, że nasz kraj oficjalnie zaakceptował kryteria, jakie Sojusz Północnoatlantycki wyznaczył krajom partnerskim oraz zasady, na jakich miała odbywać się współpraca wojskowa, a także polityczna.

Po złożeniu przez ministra obrony narodowej, Piotra Kołodziejczyka, 25 kwietnia 1994 r. tzw. Dokumentu Prezentacyjnego, w którym ujęte zostały nasze wyobrażenia o współpracy z zachodnią organizacją obronną, polscy i NATO-wscy eksperci przystąpili do negocjowania konkretnych jej form.

Kilkumiesięczne rozmowy zaowocowały przyjęciem tzw. Indywidualnego Programu Partnerstwa (IPP), co nastąpiło 5 lipca 1994 r. polska zawarła tego typu porozumienie z Organizacją Traktatu północnoatlantyckiego jako pierwszy kraj partnerski, wyprzedzając nie tylko inne państwa Europy Środkowowschodniej i republiki dawnego Związku Radzieckiego, lecz także kraje należące w przeszłości, za czasów podziału na NATO i Układ Warszawski, do grupy neutralnych i niezaangażowanych[4].

NATO będzie konsultować się z każdym aktywnym uczestnikiem „Partnerstwa”, jeśli uzna on, że stoi w obliczu bezpośredniego zagrożenia swojej integralności terytorialnej, politycznej niezawisłości lub bezpieczeństwa. NATO będzie współdziałać ze swoimi partnerami w konkretnych przedsięwzięciach na rzecz przejrzystości budżetu obronnego, wspierania demokratycznej kontroli ministerstw obrony, wspólnego planowania, wspólnych ćwiczeń wojskowych oraz stworzenia zdolności do współdziałania z siłami NATO w takich dziedzinach jak: misje pokojowe, poszukiwanie i ratownictwo, operacje humanitarne, a także innych jeśli zostaną uzgodnione[5].

Dla przygotowań do członkostwa duże znaczenie miały wspólne ćwiczenia. Przedstawiciele Wojska Polskiego uczestniczyli jako grupy oficerów sztabu i pododdziały lub jako obserwatorzy w wielu ćwiczeniach na różnych szczeblach prowadzonych na obszarze Europy i USA. Dobrze wykorzystaliśmy NATO-wską ofertę szkoleniową – dzięki niej przeszkolono m.in. grupę oficerów łącznikowych przewidzianych do utrzymywania kontaktów między SG WP oraz dowództwami OW i RSZ a odpowiednimi strukturami NATO.

Ukoronowaniem polskiego udziału w PdP, a także wyraźnym sygnałem o gotowości Polski do sprostowania wymogom związanym z członkostwem, był udział 16, a następnie 18 batalionu powietrzno – desantowego w siłach IFOR, a         następnie SFOR, nadzorujących przestrzeganie porozumień pokojowych w Bośni[6].

Ważne miejsce pośród wspólnych przedsięwzięć, realizowanych w ramach Partnerstwa dla Pokoju, zajmują ćwiczenia i operacje międzynarodowe. Pierwsze ćwiczenie – „Cooperative Bridge” – odbyło się we wrześniu 1994 r. na polskim poligonie w Biedrusku koło Poznania. Wzięło w nim udział 13 państw partnerskich. Poszczególne kompanie wymieniały się zadaniami, ćwicząc zakładanie punktów kontrolnych, ich ochronę, eksportowanie osób i sprzętu, prowadzenie obserwacji, patrolowanie.

Kilka tygodni później, według podobnych założeń, jak na poligonie w Biedrusku, ale tym razem na terenie Holandii, odbyło się pod kryptonimem „Cooperative Spirit” kolejne ćwiczenie. Łącznie wzięło w nim udział 12 państw: 5 krajów NATO, 6 z Europy Środkowej oraz Szwecja.

„Double Eagle ‘95” to pierwsze ćwiczenie polsko-amerykańskie na terytorium Polski.. Odbywało się w dniach od 10 do 14 lipca 1995 r. na poligonie w Wędrzynie.

„Cooperative Nugget ‘95”- to z kolei pierwsze ćwiczenie zorganizowane w ramach PdP na ziemi amerykańskiej. Do Centrum Szkolenia Bojowego Wojsk Lądowych w Fort Norfolk (Luizjana) przybyło 4 tys. Żołnierzy z 17 państw, w tym 30 –osobowy pluton z 6 Brygady Desantowo-Szturmowej.

„Baltops ‘96” były praktycznym ćwiczeniem morskim, którego zakres obejmował prowadzenie operacji poszukiwawczo-ratowniczych, konwojowanie, nakładanie sankcji i egzekwowanie przestrzegania embarga.

„Cooperative Venture ‘96” podobnie jak poprzednie służyło doskonaleniu współdziałania między siłami NATO a partnerami. Uczestniczyło w nim 20 okrętów wojennych z 13 bander i 2 tys. marynarzy[7].

PdP przekroczyło wszelkie oczekiwania. W ciągu swojego istnienia PdP rozciągnęło swoją współpracę na 45 państw i wzmocniło kontakty w środowiskach związanych z polityką bezpieczeństwa, z zarządzaniem kryzysowym oraz w decyzyjnych kręgach wojskowych i obronnych. Wszyscy są udziałowcami tego przedsięwzięcia i przyczynili się do uczynienia Partnerstwa stałym elementem architektury bezpieczeństwa euroatlantyckiego.

Pierwsze namacalne dowody opłacalności inwestowania w PdP można było zobaczyć podczas kierowanej przez NATO operacji w Bośni i Hercegowinie, gdzie kraje należące do Partnerstwa łatwiej zgodziły się na użycie swoich oddziałów razem z wojskami Sojuszu w ramach IFOR i SFOR.

To pozytywne doświadczenie znalazło odbicie we wzmocnieniu Partnerstwa na Szczycie Madryckim w 1997 r. i w położeniu większego nacisku od tego momentu na kwestie operacyjne. Jak widzimy to ponownie w Kosowie, w rzeczywistości przyszłe, kierowane przez NATO operacje niemal na pewno będą obejmowały kraje partnerskie[8].

Współpraca w ramach Partnerstwa dla Pokoju przyczynia się do umocnienia bezpieczeństwa w następujący sposób:

  • sprzyja większej przejrzystości narodowych procesów planowania obronnego i tworzenia budżetu wojskowego,
  • umacnia procesy rozwoju demokratycznej cywilnej kontroli nad siłami zbrojnymi,
  • pomaga uczestniczącym państwom w utrzymaniu ich zdolności i zasobów umożliwiających udział w operacjach pokojowych,
  • wspólne przedsięwzięcia podejmowane w ramach PdP wspomagają wzajemną współpracę wojskową państw partnerskich, jak również przedsięwzięcia w tej dziedzinie realizowane w porozumieniu z NATO,
  • ułatwia udział państw partnerskich w innych aspektach współpracy z Sojuszem, w tym w procesach planowania cywilnego w sytuacjach nadzwyczajnych zagrożeń, przygotowań do udzielenia pomocy w przypadku katastrof, oraz programach w dziedzinie ochrony środowiska i współpracy naukowej[9].

W czasie wykonywania rocznych programów nasza armia zyskała wiele doświadczeń. Udoskonalono działania dowództw i sztabów jednostek wydzielonych do współdziałania z NATO, wprowadzono wybrane dokumenty standaryzacyjne do sił zbrojnych, a zawarte w nich wymagania są w całości lub w części wprowadzone do naszych dokumentów, instrukcji i podręczników. Rozszerzono też zakres szkolenia językowego.

W ramach programu „Partnerstwo dla Pokoju” realizowany jest również Proces Planowania i Oceny, którego Polska jest aktywnym uczestnikiem od 1995 roku.

Jego głównym celem jest uzyskanie zdolności do współdziałania przez wytypowanie jednostki wojskowe, dowództwa i sztaby państw partnerskich. W ramach tego procesu przyjęliśmy szereg zobowiązań dotyczących wydzielenia odpowiednich sił do wspólnych działań i ćwiczeń w ramach PdP.

PdP jest inicjatywą NATO skierowaną na pogłębienie zaufania i wzajemnych wysiłków na rzecz umocnienia bezpieczeństwa. Włącza ono NATO i uczestniczące państwa partnerskie w konkretne przedsięwzięcia i współpracę. Oferuje państwom członkowskim możliwość zacieśnienia stosunków z NATO, zgodnie z ich interesami i możliwościami. Program „Partnerstwo dla Pokoju” to przykład konsekwencji w tworzeniu nowych możliwości współpracy, porozumienia i dialogu, nie tylko w kwestiach politycznych, lecz także militarnych.


[1] K. Piątkowski „ Polska i NATO w przededniu…, op. cit., s. 61

[2] W. Multan „Wizje bezpieczeństwa europejskiego”; Wyd. Elipsa, W-wa 1997, s. 183

[3] K. Piątkowski „Biuletyn…” op. cit., s. 158

[4] M. Wągrowska „Partnerstwo dla pokoju” nr 8, W-wa 1994 r., MON s. 5

[5] „NATO Vademecum”, Warszawa 1995 r. Wyd. Bellona, s. 51

[6] „Siły Zbrojne” listopad 1997 r., Warszawa, s. 82

[7] P. Wieczorek i P. Kłudka „Droga Polski do …” op. cit., s. 28

[8] I. Francois: „Partnerstwo-jedno z fundamentalnych zadań NATO w dziedzinie bezpieczeństwa”, Przegląd Nato; wiosna/lato 2000 s. 27

[9] Rola NATO i jego państw partnerskich „Partnerstwo dla Pokoju”, Warszawa 1999 r., Wyd. Bellona, s. 20

Polska w NATO

Są trzy podstawowe zasady, bez których nie można sobie wyobrazić istnienia NATO w takiej postaci, w jakiej znamy je dzisiaj. Należą do nich :

  • całkowita suwerenność państw członkowskich;
  • jednomyślność w podejmowaniu decyzji;
  • oddzielenie struktury politycznej od zintegrowanej struktury dowodzenia[1].

Polska była jednym z pierwszych państw, które podjęło się udziału w misjach pokojowych, a udział Sił Zbrojnych RP w międzynarodowej działalności na rzecz wygaszania konfliktów i przywracania pokoju ma już 48 –letnią historię. Trwa nieprzerwanie od połowy 1953 roku, a jego zakres zwiększa się wraz ze zmianami w polskiej polityce zagranicznej i globalnej sytuacji polityczno – wojskowej.

Zaangażowanie w misjach pokojowych wynika z fundamentalnych priorytetów polskiej racji stanu. Jednym z nich jest zapewnienie bezpieczeństwa naszego kraju poprzez włączenie się w systemy i struktury bezpieczeństwa międzynarodowego o charakterze regionalnym, ogólnoeuropejskim i globalnym. Udział w operacjach pokojowych Polska traktuje więc nie tylko jako swój wkład w zapewnieniu pokoju i bezpieczeństwa naszego kraju.

Operacje pokojowe oraz misje obserwatorów wojskowych organizowane są pod auspicjami ONZ, a także organizacji regionalnych m.in. KBWE/OBWE. W Karcie Narodów Zjednoczonych znajduje się zapis, który najwierniej przedstawia zadania i cele operacji pokojowych: „Utrzymać międzynarodowy pokój i bezpieczeństwo i w tym celu: podejmować skuteczne środki kolektywne dla zapobieżenia lub usunięcia zagrożenia dla pokoju oraz powstrzymanie ataków agresji lub innych naruszeń pokoju; dokonywać tego środkami pokojowymi, zgodnie z zasadami sprawiedliwości i prawa międzynarodowego, pokojowego załatwiania sporów, porozumień międzynarodowych lub stanowisk, które mogłyby prowadzić do zachowania pokoju”.

Dotychczasowy bilans udziału Sił Zbrojnych RP to ponad 40.000 żołnierzy i pracowników cywilnych uczestniczących w 46 misjach pokojowych prowadzonych na terytorium 31 państw. Ponadto przedstawiciele Polski wchodzili w skład 7 rozjemczych lub nadzorujących przestrzeganie postanowień pokojowych komisji międzynarodowych powołanych na zasadzie bilateralnej, a więc w wyniku zaproszenia naszego kraju do udziału w pracach komisji wystosowanego przez jedną ze stron konfliktu.


[1] Krystian Piątkowski „Informator dla żołnierzy NATO”, Warszawa 1997 r. Wyd. MON, s. 7