Miesięczne archiwum: Luty 2013

Współczesne wojny

Choć „nowe” wojny występują jedynie w określonych obszarach Afryki, Azji Wschodniej a także Ameryki Łacińskiej są one fenomenem globalnym. Przesłanki  do ich wybuchu  istnieją wszędzie tam, gdzie nasila się  dążność do fragmentaryzacji. Także i w obszarach, na których przeważają tendencje  integracyjne rodzi się (szczególnie w wielkich miastach) nowy  typ przemocy; następuje też i tutaj prywatyzacja przemocy. Weszliśmy w nowy świat – pisze H.Bull – świat, w którym rzeczywisty monopol państwa na środki przemocy przemija.[1] Zmonopolizowana dotąd przez państwo przemoc przechodzi  częściowo we władanie grup paramilitarnych (nie państwowych), prywatnych agencji  bezpieczeństwa, organizacji  ochroniarskich itp. Na ryku międzynarodowym istnieje międzynarodowych i wielonarodowych wiele korporacji oferujących „obsługę bezpieczeństwa” państwom i nie-państwom.[2] Prywatyzacje działań charakterze militarnym i paramilitarny opiera się na teorii, że bezpieczeństwo też można traktować jako usługę a prywatne interesy są bardziej efektywne niż państwowe.[3] Istotnym kontekstem fenomenu prywatyzacji wojen jest to, że po zakończeniu zimnej wojny wiele państw afrykańskich pozbawione nagle militarnej pomocy ze strony Związku Radzieckiego zaczęło potrzebować najemników.[4]

Nowe, nieucywilizowane zbrojne konflikty wewnętrzne (G.Prins nazywa je „incivil civil wars”), klęski humanitarne im towarzyszące, niebezpieczna agresywność dyktatorów stały się źródłem nowego co do skali i jakości problemu – problemu interwencji zbrojnych w celu przywrócenia pokoju i ładu, zapewnienia elementarnych praw człowieka. Interwencje społeczności międzynarodowej bądź w imieniu społeczności międzynarodowej są dziś przedmiotem sporu albowiem nie ma jasnej odpowiedzi na kilka pytań dotyczących legitymizacji interwencji; nie ma odpowiedzi na elementarne pytania: kto, w jakich sytuacjach, dlaczego, w jakim zakresie ma interweniować. Znaczenie interwencji zbrojnych ostatnich kilkunastu lat, ich specyfika oraz ich liczba każą wyodrębnić je jako osobny, współczesny typ działań wojennych (wojskowych). M.Kaldor większą część z tych interwencji nazywa „wojnami-spektaklami”.[5]  To wojny prowadzone ostatnio przez Stany Zjednoczone, to także wojna wielkiej Brytanii o Falklandy. To wojny na dalekie odległości z użyciem niewielkiej ilości wojsk lądowych, z wykorzystaniem najnowszych technologii, wojny w których zapewniona jest wystarczająca przewaga, w których sukces zdaje się być z góry zagwarantowany. Mają to być spektakle oglądane na całym świecie przez telewizję, pokazujące determinację i siłę właściwej strony tej wojny. Jednym z głównych celów tego typu wojen jest osiągnięcie założonego efektu psychologicznego na wielką (globalną) skalę. G.Soros trochę złośliwie zauważa, że to mocarstwo wybiera sobie łatwego i spektakularnego przeciwnika a interwencję w Afganistanie nazywa „wspaniałą demonstracją nowoodkrytej sprawności militarnej USA”.[6]

PRZYSZŁE WOJNY. Prognozy dotyczące wojen przyszłości  są zazwyczaj obarczone wieloma niedoskonałościami, błędami różnego rodzaju, z elementarnymi włącznie. Błędem najbardziej rzucającym się w oczy jest skłonność do projektowania przyszłości jako ciągu linearnie dokonujących się zmian; najbardziej niebezpieczną zaś może okazać się skłonność do stosowania uproszczonego determinizmu, do absolutyzacji czynnika postępu technologicznego. Groźny może się też okazać militarno-wojenny populizm z jego tanią futurystką, ekspozycją wojen wirtualnych, fascynacją możliwą skutecznością przyszłych systemów walki (niszczenia)[7] itp. Wojny przyszłe już się rozpoczęły. Ich pewne cechy można dostrzec w kilku ostatnio występujących konfliktach zbrojnych. W terminologii wojskowo-wojennej na dobre już zagościły nowe terminy opisujące wojny przyszłości: wojna informacyjna, wojna cybernetyczna, wojna wirtualna czy staro-nowy termin wojna asymetryczna. W literaturze przedmiotu dość  zgodnie pisze się, że wraz z generalną  zmianą cywilizacyjną (ku cywilizacji informacyjnej); wraz z procesami globalizacyjnymi  zmianie ulegają charakterystyki  paradygmatu  wojny. Zmienia się clausewitzowski paradygmat zwycięstwa – zwycięstwa przez zniszczenie[8]. Coraz  doskonalsza  technika pozwala na superprecyzyjne uderzanie w  starannie wybrane cele, których selektywne unieszkodliwianie ma prowadzić do złamania woli i podporządkowania sobie przeciwnika. Zniszczenia na dużą skalę, tym bardziej zniszczenie totalne jawią się anachronicznymi. Wojna staje się w ten sposób jakby bardziej (choć nie przestrzennie) ograniczona[9]. Ograniczanie zniszczeń i minimalizacja strat własnych oraz przeciwnika urastają  – w strategiach najbardziej  rozwiniętych państw – do rangi zasady.

Nadchodzącą erę już dawno  nazwano „informacyjną”. Erze informacyjnej powinny  więc  odpowiadać  „wojny informacyjne”. Zdawałoby się, że to jest  rozumowanie poprawne,  tym bardziej, że o wojnach informacyjnych („infowars”) czy cybernetycznych („cyberwars”) pisze się i mówi bardzo  wiele. Terminu „wojna informacyjna” nie powinno  się stosować w profesjonalnych  gremiach. Wojnajest przecież zjawiskiem złożonym, którego nie można  ograniczać  jedynie do sfery informacyjnej, wojna oznacza  zastosowanie  przemocy zbrojnej, czego  zdają się nie dostrzegać  promotorzy tej teorii. Termin, o którym mowa, został w istocie mocno zideologizowany – odzwierciedla on bardziej sny o bezkrwawych wojnach, z centralną rolą zarezerwowaną dla komputerów, bardziej o „wojnach-grach” aniżeli o wojnach rzeczywistych. O wojnie informacyjnej  można mówić  wtedy, gdy chce się wydobyć na plan  pierwszy nowe środowisko walki, tak jak  mówi się o wojnie lądowej, powietrznej czy morskiej. Faktem oczywistym wszak jest w erze  informatyzacji, że to „środowisko” w dobie współczesnej wymaga specjalnego potraktowania. A walka w sferze informacyjnej nie jest zjawiskiem nowym. Rewolucyjnie nowymi są tylko środki gromadzenia, przetwarzania i rozprzestrzeniania informacji oraz błyskawicznie rosnące znaczenie informacji dla użycia nowoczesnych systemów broni (systemów rażenia).[10]

Współcześnie „wojnę informacyjną” łączy się z „wojną cybernetyczną” („cyberwar”) używając niekiedy te dwa terminy zamiennie. To są kategorie bliskoznaczne ale nie równoznaczne; to są kategorie komplementarne. Wojna, a właściwiej – walka odbywa się w też w jeszcze jednej przestrzeni, w cyberprzestrzeni. Cyberprzestrzeń jest bytem wirtualnym, pozbawionym parametrów geograficznych, niemierzalnym i nieograniczonym. Jego ramy i granice wyznacza poziom aktualnego rozwoju techniki informatycznej i stopień osieciowania (internetyzacji) świata.[11] Od początków stosowania technologii komputerowej, znalazła ona – podobnie jak szereg innych – zastosowanie w sferze wojskowości i jest traktowana jako broń a też jako cel w walce. W wielu państwach wykształciły się strategie cybernetyczne. Dotyczy to przede wszystkim państw najbardziej rozwiniętych. To charakterystyczne, bowiem są one najbardziej nasycone osieciowaną techniką informatyczną a przez to są szczególnie wrażliwe na ataki elektroniczne skierowane na systemy zabezpieczenia codziennego życia społeczeństwa. Funkcjonowanie systemów informatycznych „obsługujących” systemy energetyczne, telekomunikacyjne, bankowe, kontroli ruchu itd. zależy w najwyższym stopniu stanowi najwrażliwszy, krytyczny element tych państw. Uderzenie w cybersferze stanowi więc niewątpliwie atrakcyjną opcję dla krajów słabszych, podmiotów pozapaństwowych dla strategii asymetrycznych.

Za charakterystyczne dla XXI wieku, dla czasów globalizacji często uważa się tzw. „wojny wirtualne”.[12] Obserwacje toczonych ostatnio wojen począwszy od pierwszej wojny w Zatoce (1991) prowadzą do wniosku, że do modelu wojny rozgrywającej się w kilku przestrzeniach („rzeczywistościach”) doszła nowa – przestrzeń medialna. O wirtualności a też wirtualizacji wojen przyszłości można było też sądzić obserwując wojnę o Kosowo (1999). Jej atrybutami jawią się: niewidzialność uderzającego, jego bezkarność (nieśmiertelność), precyzja i skuteczność uderzeń.[13] Wraz z amerykańskimi sukcesami w tych dwóch wojnach duży rozgłos zyskała teoria wojny wirtualnej. Jej entuzjaści wieścili, że nadszedł czas, w którym można wreszcie wygrywać wojny bez clausewitzowskiego „tarcia” i „wojennej mgły”. Wojnę tę miała prowadzić (i wygrywać!) elita półboskich, prawie nieśmiertelnych profesjonalistów. Brak strat (własnych!) sprawiał, że uznano ją za dobrą metodę rozwiązywania konfliktów. Po 11 września 2001 roku wokół tej idei zrobiło się cicho.[14] Do terminu „wojna wirtualna” należy zachować jednak pewien dystans. Można mówić o wirtualizacji pola walki, o wirtualizacji wojny, o zwiększającym się znaczeniu przestrzeni wirtualnej;  wojnę wirtualną należy traktować metaforycznie.

Szereg wizji, przewidywań, prognoz dotyczących wojen przyszłości, wojen XXI wieku zdaje się sugerować, że można mówić  o jednym ogólnym  ich modelu. To złudzenie. Zapewne pojawią się nowe formy wojen, tak jak pojawiły się na przełomie  wieków XX/XXI;  stare jednak długo  nie zanikną. Nowych zaś  form może być  kilka.

Wychodząc z założenia, że „sposobom produkcji odpowiadają sposoby destrukcji” za bardzo dobrą podstawę do prognozowania charakteru przyszłych  wojen można uznać wylansowaną przez A.. i H. Tofflerów teorię fal rozwoju  cywilizacyjnego – fal cywilizacyjnych. Głębokie różnice pomiędzy następującymi po sobie poszczególnymi cywilizacjami, a jednocześnie ich wzajemne się przenikanie są według tej teorii funkcją różnic  w sposobach produkcji. Teoria  Tofflerów objaśnia nie tylko dynamikę historii cywilizacji; dobrze nadaje się do  objaśnienia struktury współczesnego świata, generalnego kierunku dalszych przemian cywilizacyjnych. Według tej koncepcji dzisiejszy świat dzielą trzy kontrastowo różne pod względem cywilizacyjnego  rozwoju  typy społeczeństw. To trzy  w pewnym stopniu  przenikające się ale też i rywalizujące między sobą cywilizacje. Formują one trzy odmienne środowiska bezpieczeństwa.

Ten świat „rozdzielony na troje” tworzy trzy kręgi, trzy różne obszary. Znamiennymi  symbolami  (wg A. Tofflera) tych  kręgów cywilizacyjnych mogą być: motyka; linia produkcyjna; komputer. Narody i państwa poszczególnych kręgów różnić się będą  pod wieloma względami. Dla niniejszych rozważań  najistotniejsze są jednak wybrane cechy je różnicujące: ustrój, poziom życia, poziom stabilizacji i sposób jej zabezpieczenia, charakter polityki, właściwości sił zbrojnych, charakter doktryn (strategii) bezpieczeństwa, strategii obronnych (wojennych, militarnych).

            Do kręgu pierwszego – „postindustrialnego” – zalicza się państwa najbardziej rozwinięte, w których kształtują się stosunki właściwe społeczeństwom informacyjnym. W systemie wartości  społeczeństw tego kręgu ważne miejsce zajmie niechęć (awersja) do wszelkiej przemocy. Symptomatyczną będzie presja na obniżanie (unikanie) ryzyka operacji militarnych i na prowadzenie ich przy maksymalnie niskich stratach, przy niskich kosztach. Strategie bezpieczeństwa będą kłaść raczej nacisk na  zapobieganie konfliktom niż zwycięskie w nich uczestniczenie. Strategie wojskowe będą prawdopodobnie zorientowane mniej defensywnie, eksponując komponenty ofensywne (wyprzedzające) – przydatne wstrategii prewencji.  Siły zbrojne będą tam nieliczne, z reguły profesjonalne, świetnie wyposażone w sprzęt i uzbrojenie najnowszych technologii. Wojny – w klasycznym znaczeniu tego terminu – wewnątrz omawianego kręgu  cywilizacyjnego są bardzo małe prawdopodobne. Nie oznacza to jednak, że ostra konkurencja (ekonomiczna) nie może  doprowadzić do konfliktów z  użyciem siły. W takich okolicznościach mogą ze znacznym prawdopodobieństwem  wystąpić „wojny” informacyjne, wojny w infosferze. Skonfliktowane  państwa (też: organizacje) tego  obszaru mogą  uciec się do  zastosowania przemocy poprzez pośredników. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że mogą one też – jak to było regułą w okresie zimnej wojny – pośrednio uczestniczyć w oddalonych (geograficznie) konfliktach zbrojnych. Główną forma aktywności wojennej (wojskowej) państw omawianego  kręgu  będą  interwencje zbrojne.

Do kręgu drugiego  zalicza się kraje „późno lub nowo industrializowane”, ze społeczeństwami „industrialnymi”. Tak jak charakter stosunków społecznych tego kręgu, sposoby produkcji (bogacenia się),  tak i wojny będą wciąż nosiły cechy i znamiona znane i rozpoznane w wieku  minionym. W systemie wartości  symptomatycznym jawi się inny (niż w kręgu pierwszym) stosunek do strat – tu traktuje się je jako „wojenną normę”. Strategie (doktryny) zorientowane mogą być na stałą gotowość  do wybuchu wojny. Większe aniżeli w krajach pierwszego  kręgu tolerancje wysokości strat oraz  ograniczoność systemów najwyższej technologii będą miały wyraźny  wpływ na sposób prowadzenia operacji i kampanii. Mogą  one być długotrwałe, kosztowne, intensywne, wyniszczające. Nie można też wykluczyć sięgnięcia przez te państwa po broń masowego rażenia. Nawet  jeśli  broń  ta nie zostanie  rzeczywiście użyta, to liczyć się trzeba z groźbą jej użycia,  a jeśli nie, to z argumentem groźby użycia.

Największym wyzwaniem dla stabilności i trwałości  wielu  państw tego kręgu  jawią się „nowe”  nacjonalizmy  grup narodowościowych, tendencje do secesji. W kręgu tym zarzewiem konfliktów międzynarodowych (zbrojnych) mogą być spory o terytoria, spory graniczne. W tym obszarze  możliwe są wojny międzynarodowe.  Tu lokować się będą wojny secesyjne (sukcesyjne), a także  wojny domowe.

Do kręgu trzeciego, zalicza się kraje i narody najbardziej zacofane pod względem  ekonomicznym, pod względem cywilizacyjnym. Ekonomia w nich  panująca, stosunki produkcji, stosunki społeczne kwalifikują społeczeństwa tego obszaru do współczesnej cywilizacji (w znacznej mierze) przedindustrialnej. W istocie dominuje tu ekonomia „nieformalna”. Charakterystyczną  cechą państw  tego kręgu  jest  słabość rządów, słabość struktur państwowych, turbulencje podczas (częstej) zmiany rządów, a także utrata zdolności do sprawowania władzy rządów (struktur) tych państw. Występują tu rozległe obszary, na których panuje jawna anarchia, tu lokują się też  tzw. „państwa-upadłe” i „państwa-bankruci”. Przemoc w życiu społeczeństw tego kręgu jest wciąż obecna. Prawa człowieka, życie  ludzkie w dominującym systemie nie ma wielkiego znaczenia.

Zdecydowanie różne od armii państw rozwiniętych są  w tym obszarze siły zbrojne – tak pod względem  organizacji, wyposażenia a przede wszystkim morale. Wewnątrz kręgu  trzeciego należy się  spodziewać generalnie dwóch typów wojen: wojen domowych (w najróżniejszych odmianach) oraz lokalnych wojen międzypaństwowych.  Charakterystycznymi  dla tego obszaru będą wojny  secesyjne i sukcesyjne łączące w sobie cechy wojen domowych i międzypaństwowych. System wartości, styl sprawowania władzy w szeregu krajów  spowoduje brak oporów przeciwko stosowaniu przemocy i jej szczególnej formy – terroru. Terroryzm może być  traktowany  jako jedyny  możliwy  sposób użycia  siły w szerszym otoczeniu międzynarodowym, jako zasadniczy element strategii.

Opierając się (bezpośrednio lub pośrednio) na teorii fal cywilizacyjnych „świata podzielonego na troje” poszczególnym kręgom przypisuje się niekiedy mocno zgeneralizowany  w jego opisie „typ” wojny. I tak: kręgowi pierwszemu – „wojny XXI wielu”, czyli wojny ery informacyjnej; kręgowi drugiemu  – „wojny XIX/XX wieku”, wojny ery industrialnej; kręgowi trzeciemu – „wojny średniowieczne”, wojny ery przedindustrialnej.

To klasyfikacja mocno uproszczona. Odnosząc się do niej należy mieć na uwadze, że wtedy gdy mówimy  o wojnach XXI wieku, wojnach ery informacyjnej, to poruszamy się wciąż  w obrębie futurystyki. Takowych wojen jeszcze w istocie nie doświadczono, choć najnowsza historia dostarczyła ostatnio kilku symptomatycznych ich prób. Wszak w rzeczywistości nie wykształtowały się jeszcze społeczeństwa informacyjne. Należy mieć na względzie, że nawet najbardziej dziś technologicznie zaawansowane społeczeństwa funkcjonują w rozdwojonym porządku  gospodarczym. Wciąż po części  opiera się on na  masowej produkcji, a po części na technologiach i usługach trzeciej fali. A ponieważ  formy wojen odpowiadają formom cywilizacji, formom produkcji, to możemy w dzisiejszych konfliktach zbrojnych  dostrzec wymieszane ze sobą cechy  wojen i drugiej, i trzeciej fali. I tak to pozostanie zapewne przez co najmniej kilka dziesięcioleci XXI wieku . W wojnach, które mogą toczyć między sobą państwa kręgu industrialnego znajdą zastosowanie technologie i systemy awangardowe. To (miedzy innymi!) sprawi, że owe wojny będą przejmować pewne cechy  wojen ery informacyjnej.

W przewidywaniach dotyczących przyszłych wojen, m.in. opartych na tofflerowskiej  koncepcji „świata podzielonego na troje” nie należy zapominać, o potwierdzonej  historycznie prawdzie, że: jeżeli pojawiają się nowe formy wojen,  stare formy długo jeszcze nie zanikną. Zwiększy się  zatem ich różnorodność.

Obok koncepcji „świata podzielonego na troje” traktowanej jako platforma oceny globalnego środowiska bezpieczeństwa oraz prognoz jego przemian, w wielu ośrodkach studiów strategicznych przyjmuje się jeszcze kilka innych teorii.  Na szczególną uwagę zasługuje koncepcja skupiająca uwagę na możliwym renesansie ideologii. Wg  tej koncepcji podziały w świecie zdominowane być mogą  konkurującymi, zwaśnionymi między sobą ideologiami. Wiele konfliktów zbrojnych mogłoby wtedy mieć podłoże religijne, mogłyby niekiedy przybierać charakter swoistych krucjat. To podejście wpisuje się doskonale w teorię S.Huntingtona – „zderzenia cywilizacji”. Z samej nazwy teorii można by wysnuwać wizje gigantycznych starć międzycywilizacyjnych. Autor koncepcji czegoś  podobnego nie zakłada. Cywilizacje nie są po prostu dostatecznie zorganizowane, by były w stanie grupować swoje narody w celu przeprowadzenia działań wojennych. Wojny o podłożu cywilizacyjnym są prawdopodobnymi wtedy, gdy któraś z nich przejawia wojowniczą ekspansywność. To cechuje dziś jedynie część świata Islamu. Aspekt cywilizacyjny, różnice międzycywilizacyjne zdają się coraz bardziej ważyć w środowisku bezpieczeństwa. Wymiar cywilizacyjny bardziej niż do niedawna rzutuje na charakter zagrożeń, strategie, sposoby prowadzenia działań wojennych.

W wojnach XXI wieku przenikać mogą się zróżnicowane, właściwe określonym czasom historycznym koncepcje prowadzenia działań zbrojnych. Nierówne tempo rozwoju z jednej strony i polaryzacja kultur z drugiej mogą sprawić, że każda z pięciu znanych koncepcji może mieć zastosowanie.[15] Spośród podejść pragmatycznych dotyczących przewidywanych modeli przyszłych wojen, najbliższe jest mi prezentowane kilka lat temu i wciąż zachowujące pełną aktualność przez F. Heisbourga. Zakłada on, że w ciągu najbliższych dwudziestu pięciu lat możemy być świadkami wojen w czterech  następujących szerokich kategoriach[16].

1. Wojny podejmowane przez złośliwe antyzachodnie dyktatury, mające dostęp  do broni  masowego  rażenia – wojny „państw-złoczyńców”.

2. Wojny  sukcesyjne, prowadzone o władzę w obrębie niegdyś istniejących, a rozpadających się państw.

3.  Wojny „rozrywające”, w których obce i rodzime grupy zaatakują uporządkowane podstawy funkcjonowania istniejących społeczeństw za pomocą tak różnych środków, jak terror, destrukcja systemów informatycznych, finansowych i innych.

 4. Wojny klasyczne, w których klasyczne (dziewiętnastowieczne) cele  będą  osiągane  metodami XXI wieku.

Wymienione powyżej kategorie wojen odzwierciedlać  będą w różnym  stopniu poziom zaawansowania rozwoju społeczeństw – jest to wiec wizja komplementarna do wizji „świata podzielonego na troje”. W tej przekonywającej klasyfikacji brakuje (mi) piątej, ważnej kategorii: wojen-interwencji zbrojnych. Wśród nich istotną rolę mogą odgrywać interwencje stricte wojenne będące jednym z kilku typów operacji pokojowych, tzw. „operacji wymuszania pokoju”– wojny (operacje pokojowe!) legitymizowane przez Narody Zjednoczone, prowadzone z reguły przez wielonarodowe koalicje. Wojny – interwencje zbrojne prowadzone mogą być przez państwa (najbardziej) rozwinięte wszędzie tam, gdzie zostaną naruszone ich interesy, uznają, że zagrożone jest ich bezpieczeństwo a niekiedy ze względów humanitarnych. Należy przypuszczać, że często będą one nosić znamiona interwencji prewencyjnych. Na filozofii prewencji (zwanej „uprzedzaniem”) zbudowana jest aktualna strategia bezpieczeństwa USA, elementy prewencji zagościły też w tzw. „doktrynie Solany” uznanej jako strategia Unii Europejskiej.

Z szerszej analizy pięciu powyżej zasygnalizowanych modeli przyszłych wojen pod kątem prawdopodobnego uczestnictwa (zaangażowania) w nich Polski wynika, że w przewidywalnym czasie, który wyznacza umownie rok 2025 – najbardziej prawdopodobnym jawi się nasze uczestnictwo w wojnach-interwencjach zbrojnych. Praktyka ostatnich lat też na to wskazuje.


[1] H.Bull, „The Anarchical Society”, London 1977r. s.15.

[2] Najsłynniejsza z nich to „Executive Outcomes” z bazą w RPA.

[3] K.R. Nossol przewiduje ekspansję korporacji oferujących nie tylko w krajach Afryki, Azji i Ameryki Płd tzw. „outsourcing”. Por.: „Mercenaries and Transnational Security Corporations in the Post Cold Era”, Civil Wars nr 1/1998.

[4] Pisze o tym W.Reno w: Privatising War in Sierra Leone”, Current History nr 96(1997r.) s.227-230.

[5] W oryg: „spectacle wars”, M.Kaldor, „Global Civil Society”, Cambridge 2003r.

[6] G.Soros, „Bańka amerykańskiej supremacji”. Kraków 2004, s.46.

[7] J. Black dostrzega wpływ popularnych (populistycznych) wyobrażeń o wojnach XXI wieku na niektóre doktryny militarne(!). w: „War. Past. Present and Future”. Sulton Publishing, London 2000, s. 284-287

[8] W. Clark. „Bitwy coraz bardziej złożone”. Rzeczypospolita  285/XII 2000r.

[9] por. J. Świniarski. M. Wiatr. Koncepcje strategiczno-operacyjne. Myśl Wojskowa 4/1998r.

[10] J.Richardson termin „wojna informacyjna” każe wązać z zasadą „dominacji informacyjnej”. W: War, Science and Terrorism, London – Portland 2002r. s.314-316.

[11] definicja A.Bógdał-Brzezińskiej i M.Gawryckiego. w: „Cyberterroryzm i problemy bezpieczeństwa informacyjnego we współczesnym świecie”. Warszawa 2003r. s.338.

[12] M.in. E.Bendyk, „Wojna wirtualna”. Respublika Nowa 16.11.2002r., M.Kubiak, „Wirtualne wojny czasów globalizacji”.w: M.Ożóg-Radew,R.Rosa(red.),”Bezpieczeństwo i prawa człowieka”, Siedlce 2004r. s.218-226.

[13] B.Glowacki, „Kosmos wyzwaniem dla naszych możliwości. Zmiana obrazu bezpieczeństwa narodowego w środowisku strategicznym”. Zeszyty Naukowe AON, 1/2003r. s.40-51.

[14] Została ona – jak pisze M.Ignatieff – „…pogrzebana”. „Virtual War: Kosovo and Beyond”, London 2002r.

[15] To koncepcje: unikania działań zbrojnych (starochińska), działań ograniczonych (przednapoleońska), działań umiarkowanych (XIX w.), działań totalnych (społeczeństwa industrialnego), działań antywojennych (społeczeństwa postindustrialnego). Por.: M.Wiatr, „Między strategią a taktyką”. Toruń 1999.

[16] F.Heisbourg. „Wojny” Warszawa 1998. s.23-28.

Program Partnerstwa dla Pokoju (PdP)

Rok 1993 okazał się przełomowy dla dyskusji nad rozszerzeniem oferty Sojuszu, dotyczącej współpracy z państwami dawnego Układu Warszawskiego, a także – a może przede wszystkim – kwestii przyjęcia ich do NATO. Grupa państw środkowoeuropejskich z Polską na czele coraz głośniej zaczęła domagać się dyferencjacji w ramach NACC oraz rozpatrzenia ich postulatu przystąpienia do Sojuszu. Wskazywano, że – zgodnie z Traktatem Północnoatlantyckim – nie istniały ku temu żadne formalne przeszkody. W marcu tego roku faktyczna dyskusję nt. wyjścia poza formułę NACC i przyjęcia do Sojuszu nowych państw rozpoczął po raz pierwszy niemiecki minister obrony Volker Rühe w swym słynnym, londyńskim wystąpieniu.

Podczas wizyty w Polsce w sierpniu tego samego roku prezydent Rosji Borys Jelcyn wypowiedział słowa, których potem bardzo szybko pożałował – publicznie uznał, że Polska ma całkowitą swobodę w wyborze struktury międzynarodowej, na której oprze własne bezpieczeństwo. Jesienią państwa środkowoeuropejskie, a w pierwszej kolejności Polska, Czechy i Węgry, rozpoczęły zmasowaną kampanię polityczną i propagandową na rzecz przyjęcia ich w skład NATO. Zdając sobie sprawę z postępującej dyferencjacji oczekiwań i woli współpracy wśród państw NACC, Sojusz, który wcześniej starał się unikać dyskusji na temat, w tej chwili nie mógł nie zareagować.

W takich właśnie okolicznościach narodziła się koncepcja Programu „Partnerstwa dla Pokoju”. Szukając sukcesów na arenie międzynarodowej po pierwszych, niezbyt spektakularnych miesiącach prezydentury Bila Clintona, inicjatywę przejęła strona amerykańska. 21 października 1993 r., podczas

sesji ministrów obrony państw NATO w Travemünde, amerykański sekretarz obrony Les Aspin wystąpił z propozycją Programu „Partnerstwo dla Pokoju”. Koncepcja „Partnerstwa” stanowiła początkowo dość luźną ofertę współpracy, która w toku intensywnych konsultacji sojuszniczych stopniowo nabierała konkretnego kształtu. Działo się tak m.in. pod wpływem polskiej ofensywy dyplomatycznej, której przewodzili prezydent Lech Wałęsa i minister spraw zagranicznych Andrzej Olechowski[1].

„… Partnerstwo dla pokoju uruchamia proces prowadzący do poszerzenia NATO… Umożliwia nam prowadzenie działań przygotowawczych do poszerzenia NATO, gdy tylko państwa zainteresowane będą w stanie podołać wiążącym się z tym zadaniom”[2].


[1] K. Piątkowski „ Polska i NATO w przededniu…, op. cit., s. 61

[2] W. Multan „Wizje bezpieczeństwa europejskiego”; Wyd. Elipsa, W-wa 1997, s. 183