Prakseologia jako nauka o ludzkim działaniu

Prakseologia – nauka o sprawnym działaniu, które ustala z punktu widzenia sprawności, najszersze uogólnienia odnoszące się do wszelkich form świadomego i celowego działania. W obrębie prakseologii mieści się teoria podejmowania decyzji; przedstawicielem i pionierem prakseologii jako nauki w Polsce był T. Kotarbiński. Zob. Popularna encyklopedia powszechna, pod red. J. Pieszczachowicza, Kraków 1996, s. 212.


Istnieje szeroko rozpowszechniona opinia, że liberalizm tym różni się od innych ruchów politycznych, że przekłada interesy części społeczeństwa – klasy właścicieli, kapitalistów, przedsiębiorców – ponad interesy innych klas. Jest to pogląd całkowicie mylny. Liberalizm zawsze miał na uwadze dobro całości, a nie żadnej szczególnej grupy. Właśnie to chcieli wyrazić angielscy utylitaryści – co prawda niezbyt udolnie – swym słynnym hasłem „the greatest happiness of the greatest number” (by jak najwięcej ludzi było jak najszczęśliwszymi). Historycznie rzecz biorąc liberalizm był pierwszym ruchem politycznym, który za cel stawiał sobie wspieranie dobrobytu wszystkich, a nie tylko niektórych grup. Liberalizm różni się od socjalizmu, który wedle zapewnień również zabiega o dobro wszystkich, nie celem, do którego dąży, lecz środkami, które wybiera do realizacji[1] [2] [3].

Rozsądne działanie różni się od działania nierozsądnego tym, że jest związane z tymczasowymi wyrzeczeniami. Te ostatnie są jednak wyrzeczeniami tylko pozornie, bo przeważają nad nimi następujące później konsekwencje . Prakseologia opiera się na fundamentalnym aksjomacie, że indywidualne istoty ludzkie działaj ą, to jest, na podstawowym fakcie, że jednostki angażuj ą się w świadome działania, żeby osiągnąć wybrane cele. Ta struktura jest zbudowana na fundamentalnym aksjomacie działania i posiada kilka dodatkowych aksjomatów, takich jak ten, że jednostki się różnią, i że ludzie traktują czas wolny jako wartościowe dobro . Społeczeństwo ludzkie jest związkiem osób mających na celu wspólne działanie. W porównaniu z indywidualnymi działaniami jednostek, zaletą działania wspólnego, opartego o zasadę podziału pracy, jest jego większa wydajność. Jeśli pewna ilość ludzi będzie współpracować zgodnie z zasadą podziału pracy, to wytworzą oni (przy pozostałych warunkach ustalonych) znacząco więcej niż mogliby w sumie wytworzyć działając jako samowystarczalne jednostki.

Ludzka praca sama w sobie nie jest w stanie powiększyć naszego dobrobytu. By przynieść owoce, musi ona przekształcić materiały i zasoby ziemi, które Natura oddała nam do dyspozycji. Ziemia wraz ze wszystkimi tkwiącymi w niej substancjami i siłami oraz ludzka praca stanowią dwa czynniki produkcji, z których celowego współdziałania pochodzą wszystkie towary służące zaspokojeniu naszych zewnętrznych potrzeb. Teraz chcemy rozważyć dwa różne systemy ludzkiego współdziałania opartego na podziale pracy: jeden oparty na prywatnej własności środków produkcji, drugi na własności uspołecznionej. Ten ostatni nazywa się socjalizmem lub komunizmem; ten pierwszy liberalizmem, jak również (odkąd w dziewiętnastym wieku wytworzył on podział pracy obejmujący cały świat) – kapitalizmem. Liberałowie utrzymują, że jedynym realnym systemem ludzkiego współdziałania w społeczeństwie opartym na podziale pracy jest prywatna własność środków produkcji. Twierdzą oni, że socjalizm jako całościowy system, obejmuj ący wszystkie środki produkcji jest nierealny, a zastosowanie socjalistycznych zasad wobec części środków produkcji, mimo że nie jest to oczywiście możliwe, prowadzi do zmniejszenia wydajności pracy, tak że nie wytwarzaj ąc większego bogactwa, wręcz przeciwnie – musi to skutkować j ego pomniejszeniem.

Zatem program liberalizmu, gdyby streścić go w jednym słowie, brzmiałby: własność, tj. prywatne posiadanie środków produkcji (bowiem w odniesieniu do towarów konsumpcyjnych, ich prywatne posiadanie jest sprawą oczywistą i nie kwestionowaną nawet przez socjalistów i komunistów). Wszystkie inne postulaty liberalizmu wynikają z tej jednej, fundamentalnej zasady. Tuż obok słowa „własność” w programie liberalizmu można śmiało umieścić słowa „wolność” oraz „pokój”. Idea wolności tak silnie się w nas zakorzeniła, że przez długi czas nikt nie ośmielał się jej kwestionować. Ludzie zwykli byli zawsze mówić o wolności z największym szacunkiem; dopiero Lenin nazwał ją „burżuazyjnym przesądem”. Mimo, że dziś często się o tym zapomina, szacunek ten był zasługą liberalizmu. Sama nazwa liberalizmu wywodzi się od wolności, a nazwa partii stojącej w opozycji do liberałów (obydwa określenia pojawiły się podczas hiszpańskich walk konstytucyjnych w pierwszych dekadach dziewiętnastego wieku) brzmiała pierwotnie: „serwiliści” . Ci, którzy [4] [5] [6] popierali zniesienie przymusowego poddaństwa na gruncie ogólnych zasad humanitarnych, nie potrafili znaleźć odpowiedzi, gdy słyszeli, że utrzymanie tego systemu było także w interesie zniewolonych. Albowiem przeciwko temu zastrzeżeniu na korzyść niewolnictwa istnieje tylko jeden argument, który może obalić, i rzeczywiście obalił, wszystkie inne – ten mianowicie, że wolna praca jest nieporównywalnie wydajniej sza od pracy niewolniczej.

Liberalna krytyka argumentu na rzecz wojny jest zgoła odmienna od tej, jaką proponują humanitaryści. Wychodzi ona z założenia, że to nie wojna jest matką, lecz pokój jest ojcem wszystkiego. Tym, co umożliwia człowiekowi postęp i odróżnia go od zwierząt, jest społeczne współdziałanie. Tylko i wyłącznie praca jest twórcza: tworzy bogactwo i tym samym kładzie zewnętrzny fundament pod wewnętrzny rozwój człowieka. Wojna tylko niszczy; nie potrafi nic stworzyć. Jak szkodliwa jest wojna dla rozwoju ludzkiej cywilizacji, staje się zupełnie oczywiste, gdy zrozumiemy korzyści wynikające z podziału pracy. Rozwój złożonej sieci międzynarodowych relacji gospodarczych jest wytworem dziewiętnastowiecznego liberalizmu i kapitalizmu. Tylko dzięki nim możliwa stała się rozległa specjalizacja we współczesnej produkcji, przy jej równoczesnym postępie technologicznym[7] [8][9].

Ludzkie działanie to zachowania celowe. Możemy też powiedzieć: działanie to wola zrealizowana i przekształcona w czyn; to dążenie do celu; to rozmyślna reakcja podmiotu na bodźce i uwarunkowania zewnętrzne; to świadome przystosowanie się człowieka do stanu wszechświata, który decyduje o jego życiu. Przedmiotem naszej nauki jest ludzkie działanie, a nie zdarzenia psychologiczne, które prowadzą do działania. Działanie jest czymś realnym. Istotne jest w nim zachowanie się człowieka[10], a nie to, co mówi o planowanych, lecz niezrealizowanych działaniach. Zadaniem prakseologii jest badanie istoty procesu działania i wyjaśnianie tych wszystkich pojęć, które są niezbędne do opisu, oceny i planowania działań oraz do ogólnej teorii działań skutecznych . Działanie trzeba też wyraźnie odróżniać od wykonywania pracy. Działanie to zastosowanie środków potrzebnych do osiągnięcia celu. Jednym z takich środków jest zazwyczaj praca działającego człowieka. Prakseologia nie dzieli ludzi na „aktywnych” i pełnych energii oraz „pasywnych” i bezwolnych. Człowiek energiczny, pracowicie dążący do poprawy swojego losu, działa w nie mniejszym i nie większym stopniu niż osoba ospała, która przyjmuje zdarzenia z obojętnością. Nierobienie niczego i pozostawanie bezczynnym jest również działaniem, ponieważ wpływa na przebieg zdarzeń. Jeśli tylko istnieje możliwość wykazania się jakąś aktywnością, to człowiek działa, nawet jeśli powstrzyma się od jej podjęcia. Ten, kto znosi sytuację, którą mógłby odmienić, działa w nie mniejszym stopniu niż ten, kto podejmuje określone decyzje, by ją odmienić[11] [12].

Jednostka działająca, która reaguje w różnym zakresie na oczekiwania otoczenia społecznego, kieruje się w istocie kilkoma perspektywami racjonalności. Odpowiedzialność społeczna czy transcendentna tzn. wykraczająca poza porządek przyrodzony, odwołuj ą się bowiem do innych reguł racjonalności. Ludzkie działanie jest z konieczności zawsze racjonalne. Ostatecznym celem działania jest zawsze zaspokojenie jakiejś potrzeby działającego. Ze względu na to, że nie da się zastosować własnych sądów wartościujących wobec działań podejmowanych przez innego człowieka, nie ma sensu wydawać sądów na temat celów i aktów woli innych osób. Zazwyczaj działanie nazywane jest irracjonalnym, jeśli za cenę pewnych korzyści „materialnych”, namacalnych zmierza się do realizacji celów „idealnych”, „wyższych”. Taki sens ma na przykład stwierdzenie – wypowiadane czasami z aprobatą, a czasami z dezaprobatą – że człowiek, który poświęca życie, zdrowie lub majątek dla zrealizowania „wyższych” celów, takich jak wierność swojemu wyznaniu, filozofii lub przekonaniom politycznym albo wolności i rozkwitowi swojego narodu, kieruje się motywami irracjonalnymi. Jeśli terminy „racjonalny” i „irracjonalny” mają służyć opisowi środków wybranych do realizacji celów, to wyrażaj ą ocenę przydatności i trafności wyboru określonej metody. Działanie niedostosowane do zamierzonego celu nie doprowadzi do jego realizacji[13].

Twierdzenia prakseologii i ekonomii są ważne dla każdego ludzkiego działania, i to bez względu na jego motywy, przyczyny i cel. Ostateczne sądy wartościujące i cele ludzkiego działania stanowią dane dla wszystkich rodzajów badań naukowych. Działanie wymaga kategorii przyczynowości i zakłada jej istnienie. Działać może tylko ten, kto patrzy na świat w kategoriach przyczyn i skutków. Można więc powiedzieć, że przyczynowość jest kategorią działania. Kategoria środków i celów zakłada istnienie kategorii przyczyny i skutku. Filozoficzne, epistemologiczne i metafizyczne zagadnienia dotyczące przyczynowości i niepełnej indukcji wykraczają poza zakres prakseologii. Musimy po prostu przyjąć, że jeśli człowiek ma działać, to musi znać związki przyczynowe łączące poszczególne zdarzenia, procesy lub stany rzeczy. Człowiek osiąga zamierzone cele tylko dzięki działaniu opartemu na znajomości tych związków. Jedynym dowodem, że prawidłowo odczytaliśmy związki przyczynowe, jest bowiem to, iż działanie, w którym kierowaliśmy się wiedzą o tych związkach, doprowadziło do oczekiwanego rezultatu . Wszelka działalność świadoma składa się z elementarnych aktów sprawczych. Obserwacja i badanie – to odwzorowywanie w myśli rzeczywistości zastanej, obmyślanie – to tworzenie wzorów, które zamierzamy realizować w rzeczywistości przez nas mającej być stworzoną. Aby móc rozwiązać zagadnienie, trzeba się przygotować do tego i to przygotowanie wymaga częstokroć licznych i rozmaitych działań. Istnieją tylko dwie zasady, według których człowiek pojmuje rozumowo rzeczywistość, a mianowicie celowość i przyczynowość. Prakseologia, podobnie jak nauki historyczne zajmujące się ludzkim działaniem, bada celowe działanie człowieka. Jeśli mówi o celach, to ma na uwadze cele, które stawia sobie działający człowiek. Jeśli mówi o znaczeniu, to chodzi tu o znaczenie, które działający człowiek przypisuje swoim działaniom[14] [15] [16].

Błędem jest przedstawiać podejście liberalizmu do państwa stwierdzeniem, że chce on ograniczyć sferę dopuszczalnej działalności państwa, lub że z zasady czuje wstręt do jakiejkolwiek działalności państwa związanej z życiem ekonomicznym. Taka interpretacja w ogóle nie wchodzi w grę. Stanowisko, jakie zajmuje liberalizm w związku z problemem funkcji państwa, jest nieuchronną konsekwencj ą poparcia, jakim darzy prywatną własność środków produkcji, tj. oddawania ich do dyspozycji raczej rządowi niż indywidualnym właścicielom. Tak więc już obrona prywatnej własności środków produkcji prowadzi do bardzo silnego zawężenia funkcji przyznawanych państwu. Socjaliści skłonni są czasem zarzucać liberalizmowi brak konsekwencji. Utrzymują oni, że jest nielogiczne ograniczać aktywność państwa w sferze gospodarki jedynie do ochrony własności. Trudno zrozumieć dlaczego – jeśli państwo nie ma pozostać zupełnie neutralne – jego interwencje miałyby ograniczać się do ochrony praw właścicielskich posiadaczy. Zarzut ten byłby uzasadniony tylko wówczas, gdyby sprzeciw liberalizmu wobec wszelkiego działania rządu w dziedzinie gospodarki, wychodzącego poza ochronę własności prywatnej, wynikał z zasadniczej niechęci do jakiejkolwiek działalności ze strony państwa. Ale tak w żadnym wypadku nie jest. Powodem, dla którego liberalizm sprzeciwia się dalszemu rozszerzeniu sfery aktywności rządowej, jest właśnie to, że doprowadziłoby to w efekcie do zniesienia prywatnej własności środków produkcji. A własność prywatna to dla liberała zasada najwłaściwsza dla organizacji życia ludzkiego w społeczeństwie[17] [18].

Liberalizm jest przeto daleki od negowania konieczności istnienia machiny

państwowej, systemu prawa oraz rządu. Jest grubym nieporozumieniem, kojarzyć go w jakikolwiek sposób z ideą anarchizmu. Dla liberała państwo jest absolutną koniecznością, ponieważ spoczywaj ą na nim najważniejsze zadania: ochrona nie tylko własności prywatnej, lecz także pokoju, bez którego nie można w pełni korzystać z dobrodziejstw własności prywatnej. Nie ma najmniejszego powodu, by sprzeciwiać się zawodowym politykom i zawodowym urzędnikom państwowym, jeśli instytucje państwowe są demokratyczne. Rządy garstki ludzi – a rządzący zawsze są w mniejszości wobec rządzonych, tak jak producenci butów stanowią mniejszość wobec użytkowników butów – zależą od zgody rządzonych, tj. od tego, czy akceptują istniejącą administrację. Mogą oni postrzegać ją tylko jako mniejsze zło, bądź jako zło konieczne, jednak muszą być zdania, że zmiana istniejącej sytuacji byłaby bezcelowa.

Ale kiedy już większość rządzonych dojdzie do przekonania, że konieczna i możliwa jest zmiana formy rządów i zastąpienie starego reżimu i starej kadry na nowe, to dni tych pierwszych są policzone. Większość będzie w stanie swe życzenia wprowadzić siłą, nawet wbrew woli starego reżimu. Na dłuższą metę, żaden rząd nie może utrzymać się przy władzy, nie mając za sobą poparcia opinii publicznej, tj. gdy rządzeni nie mają przekonania, że rząd jest dobry. Siła, do której ucieka się rząd, by zmusić do uległości krnąbrne dusze, może być użyta tylko dopóty, dopóki większość nie stanie murem w opozycji.

Istnieje więc w każdej formie zbiorowości politycznej sposób na uczynienie rządu, przynajmniej w ostateczności, zależnym od woli rządzonych, a mianowicie wojna domowa, rewolucja, powstanie. Ale właśnie takich środków chciałby liberalizm uniknąć. Nie może być mowy o trwałym postępie gospodarczym, jeśli spokojny bieg spraw wciąż przerywany jest przez walki wewnętrzne. Sytuacja polityczna, jaka istniała w Anglii podczas Wojny Róż, pogrążyłaby współczesną Anglię na kilka lat w najgłębszej i najstraszliwszej nędzy. Nigdy nie osiągnęlibyśmy obecnego poziomu rozwoju gospodarczego, gdyby nie znaleziono odpowiedzi na pytanie o to, jak zapobiegać ciągłym wybuchom wojen domowych. Bratobójcza walka, taka jak Rewolucja Francuska 1789 r., przyniosła ciężkie straty na życiu i własności. Nasza współczesna gospodarka nie wytrzymałaby już takich wstrząsów. Społeczność nowoczesnych metropolii musiałaby tak strasznie ucierpieć na rewolucyjny powstaniu, które mogłoby uniemożliwić sprowadzenie żywności i węgla, odciąć dopływ prądu, gazu i wody, że nawet strach, że takie zaburzenia mogą się pojawić, sparaliżowałby życie w mieście .

To tutaj znajduje zastosowanie społeczna funkcja, jaką pełni demokracja. Demokracja jest tą formą ustroju politycznego, która umożliwia dostosowanie rządu do oczekiwań rządzonych bez gwałtownych walk. Jeśli w państwie demokratycznym rządy nie są sprawowane tak, jak chciałaby tego większość, żadna wojna domowa nie jest konieczna, by wprowadzić na urzędy tych, którzy swymi działaniami chcą tę większość

zadowolić. Poprzez wybory i ustalenia parlamentarne zmiana rządu dokonuje się gładko i bez tarć, przemocy i rozlewu krwi. Jako, że ludzkość weszła w wiek demokracji z takimi wyśrubowanymi oczekiwaniami, nic dziwnego, że wkrótce nadeszło rozczarowanie. Szybko odkryto, że demokracje popełniały przynajmniej tyle samo błędów, co monarchie i arystokracje. Porównanie, jakie robili ludzie pomiędzy osobami, postawionymi na czele rządu w demokracjach, z tymi, których do tej pozycji wyniosła absolutna władza cesarzy i królów, w żadnym wypadku nie wypadało na korzyść nowych rządców. Tak więc gdziekolwiek zatriumfowała demokracja, wkrótce w zasadniczej opozycji do niej powstawała doktryna antydemokratyczna. Tylko grupa, która może liczyć na poparcie rządzonych, zdolna jest ustanowić trwały reżim. W dłuższej perspektywie czasowej niemożliwe jest poddanie ludzi wbrew ich woli rządom reżimu, który oni odrzucają. Ktokolwiek usiłuje uczynić to siłą, źle skończy, a walki sprowokowane jego próbą wyrządzą większą krzywdę, niż mógłby kiedykolwiek wyrządzić najgorszy rząd maj ący oparcie w rządzonych. Nie można ludzi uszczęśliwić wbrew ich woli[19] [20] [21].

[1]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej, Kraków 2004, s. 21.

[2]   Ibidem, s. 23.

[3]    M. Rothbard, Prakseologia, metodologia Szkoły Austriackiej, tłum. A. Gruhn i M. Zieliński,

[4]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 35.

[5]   Ibidem, s. 36 i 37.

[6]   Tzn. zwolennicy systemu niewolniczego (łac. servilis), opartego na feudalnej strukturze stanowej.

[7]   Ibidem, s. 39.

[8]   Ibidem, s. 43 – 46.

[9]   T. Kotarbiński, Dzieła wszystkie. Prakseologia cz. I, Wrocław 1999, s. 319.

[10] L. von Mises, Ludzkie działanie, tłum. W. Falkowski, s. 12 i 13

[11] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 13 i 14,

[12] P. Woroniecki, Gospodarka rynkowa i zasada solidarności, Olsztyn 1999, s. 143.

[13] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 20 – 22,

[14] Ibidem, s. 23 – 25.

[15] T. Kotarbiński, op. cit., s. 257 – 263.

[16] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 27 – 30,

[17] L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 60 i 61.

[18] Ibidem, s. 64.

[19] Ibidem.

[20] Ibidem, s. 65.

[21] Ibidem, s. 66 – 70.

Organicyzm

[fragment pracy mgr]

Organicyzm, drugi filar myśli konserwatywnej wiąże się ze sposobem pojmowania społeczeństwa, które nie jest po prostu luźnym zbiorem jednostek, ale naturalnie wzrastającym organizmem, żywą jednością, całością, na którą składają się pokolenia przeszłe, teraźniejsze i przyszłe. Organicyzm podważa teorię umowy społecznej, wedle której jednostka wyprzedza społeczeństwo i decyduje o jego powstaniu. Krytyce poddaje się także demokratyzm Russeau, który zakłada, iż wewnętrzna dobroć człowieka ma się ujawnić w chwili usunięcia krępujących go instytucji wspólnotowych. Podobnie liberalizm Locke’a, zakładający, iż właściwa konstrukcja ładu społeczno – politycznego, wypełniająca braki właściwe stanowi naturalnemu, umożliwi realizację doskonałości moralnej człowieka nie jest akceptowany przez konserwatystów. Nie inaczej jest wreszcie z koncepcją socjalistyczną, która zakłada, że przebudowa struktur społecznych, a w szczególności zniesienie własności prywatnej zrodzić ma warunki realizacji pełni człowieczeństwa. Koncepcje te są próbą pokazania niezależności człowieka od kontekstu kulturowego, w którym, zdaniem konserwatystów  każdy odnajduje własną tożsamość. Władza wieńczy organizm społeczny i nie powinna poszukiwać nowego porządku, lecz pozostawać w ryzach prawa nadrzędnego, konstytucji moralnej narodu, czyli: prawa zwyczajowego, bożego, naturalnego czy też fundamentalnego.

Z koncepcją organicyzmu powiązana jest konserwatywna koncepcja korporacjonizmu Korporacje jak uniwersytety, cechy, gildie są pośrednikiem między władzą a obywatelami. Neguje to możliwość wykorzystania instrumentalnego kościołów oraz kontroli życia rodzinnego przez państwo. Korporacje zatem wraz z kościołami i rodzinami stanowią podstawowe struktury państwa.

Konserwatystom obcy jest zatem erastianizm, który zakłada podległość wszelkich instytucji w tym kościołów suwerenowi, niezależnie czy jest nim monarcha, czy demokratyczna większość. Obrona korporacji wyraża się również w odrzuceniu wszelkiego totalitaryzmu i etatyzmu gdyż uniemożliwia to swobodny rozwój organizmu państwowego. Warto dodać, iż instytucje pośredniczące mają być autonomiczne wobec struktur państwowych w sposób odmienny od liberalnego kontraktualizmu, który daje możliwość ich koncesjonowania przez władzę. Winny być one swobodnym tworem jednostek, których wola nadaje im tożsamość. Paradoksalnie słynna fraza prezydenta Kennedyego: „ Nie pytajcie co państwo może zrobić dla was, ale co wy możecie zrobić dla państwa”  bardzo trafnie opisuje konserwatywną koncepcję organizmu państwowego. Konserwatyści odrzucają bowiem socjalistyczną koncepcję, w myśl której państwo stara się wyręczać obywateli w podejmowaniu decyzji i niejako sterować ich życiem. Jednostka buduje swoją wolę i autorytet w sposób samodzielny i to przenosi się na cały organizm państwowy, który posiada silną władzę opartą  o prawo wspólnoty, autonomię instytucji pośredniczących i zapewnia obywatelom utrzymanie ładu prawnego i obronę interesów wspólnoty przed atakami z zewnątrz.

Zasada suwerenności narodu

Zasada suwerenności narodu, polega na tym, że władza najwyższa (suwerenna) w państwie znajduje się w rękach narodu, jako wspólnoty politycznej tworzonej przez wszystkich obywateli. W myśl art. 2 ust. 1 przepisów utrzymanych w mocy z Konstytucji RP z 1952 roku „W Rzeczypospolitej Polskiej władza zwierzchnia należy do Narodu”. Naród czyli ogół obywateli nie jest tu podmiotem sprawującym faktyczną władzę polityczną lub choćby jej część. Nie jest zdolny, by samodzielnie sprawować władzę, nie jest to też we współczesnych warunkach możliwe. Nawet w państwach, których konstytucje na pierwszym miejscu stawiają kwestię bezpośredniego wykonywania władzy przez suwerena (np. w konstytucji Bułgarii z 1991 roku lub w konstytucji Federacji Rosyjskiej z 1993 roku), decydujące znaczenie ma pośrednie (przedstawicielskie) wykonywanie władzy przez reprezentantów narodu. Naród w przepisach konstytucyjnych jest rozumiany jako fikcja personifikacyjna, nie ma bowiem w państwie organu, który realizowałby pełnię władzy narodu jako takiego. Naród jest podmiotem zdolnym do działania i wyrażania się głównie przez swoich przedstawicieli, tak więc prawo wybierania reprezentantów jest najistotniejszym uprawnieniem narodu i wszystkich obywateli. Ustęp 2 art. 2 utrzymanych w mocy przepisów Konstytucji RP z 1952 roku wskazuje również możliwość alternatywnego – wobec reprezentacji politycznej – sprawowania władzy przez naród w drodze referendum. Artykuł 19 Małej Konstytucji z 1992 roku określa, że referendum może zostać przeprowadzone w sprawach „o szczególnym znaczeniu dla państwa”. Referendum jest zarządzane przez Sejm (uchwałą podjętą bezwzględną większością głosów) lub przez Prezydenta (za zgodą Senatu, uchwałą podjętą bezwzględną większością głosów). Wynik referendum jest wiążący jeśli wzięła w nim udział więcej, niż połowa uprawnionych do głosowania. Tryb i zasady przeprowadzania referendum określała ustawa o referendum z 29 czerwca 1995 roku, zastępując przestarzałą ustawę z 6 maja 1987 roku o konsultacjach społecznych i referendum. Nowa ustawa dotyczy wszystkich rodzajów referendów przewidzianych przez polski porządek ustawowy, tj. referendum z art. 19 Małej Konstytucji oraz referendum konstytucyjnego z art. 9 ustawy z 23 kwietnia 1992 roku, o trybie przygotowania i uchwalenia Konstytucji RP, a także wprowadza – nieznana w Konstytucji – inicjatywę ludową, tj. referendum zarządzone na skutek wniosku odpowiedniej grupy obywateli. Reasumując należy stwierdzić, że znaczenie prawne zasady suwerenności narodu polega na tym, że: zapewnia ona suwerenowi prawo do współdecydowania z organami państwa w procesie rządzenia przez referendum, determinuje obowiązek prawny przedstawicieli do powoływania się w swoim działaniu na dobro i interesy wszystkich obywateli („całego Narodu” jak to ujmuje art. 6 Małej Konstytucji), jak również jest punktem wyjścia innych demokratycznych zasad i rozwiązań ustrojowych.

Parlamenarno-prezydencka forma rządów

Regulacja konstytucyjna organizacji i funkcjonowania władzy państwowej nie może pominąć określenia stosunków zachodzących między parlamentem, głową państwa i rządem. W tradycji państwowości polskiej XX w. silnie zaznaczyła się w tej dziedzinie zasada  systemu  parlamentarno-gabinetowego. Przyjmowała ją Konstytucja 1921 r. , modyfikowała, nie przekreślając jednak istoty, nowela sierpniowa 1926 r., odrzuciła natomiast Konstytucja 1935 r., a po wojnie Konstytucja 1952. W okresie przemian ustrojowych, zapoczątkowanych w 1989 r., silnie zaznaczyła się tendencja zmierzająca do odbudowy systemu parlamentarnego, chociaż można dostrzegać pewne rozbieżności wśród jego zwolenników. Wypadkową różnych tendencji są rozwiązania przyjęte w Małej Konstytucji. Stanowią one podstawę do sprecyzowania odpowiedzi na pytanie dotyczące. istoty i charakteru istniejącego systemu rządów. System parlamentarno-gabinetowy, dobrze znany w naszej historii, to taki system rządów, w którym sytuację prawną głowy państwa charakteryzuje jej polityczna nieodpowiedzialność przed parlamentem, natomiast rząd, zwany inaczej gabinetem, jest powoływany przez głowę państwa, ale odpowiada przed parlamentem i za własną działalność, i za akty prawne głowy państwa, skutkiem zaś tej odpowiedzialności może być odwołanie rządu. Przy powoływaniu rządu głowa państwa jest skrępowana określonymi wymogami natury politycznej, musi liczyć się z istniejącym w parlamencie układem sił, chodzi bowiem o to, aby gabinet miał oparcie w większości parlamentarnej, co stanowi gwarancję realizacji przyjętego programu działania. Rząd i parlament zostają wyposażone w środki prawne wzajemnego oddziaływania na siebie. Parlament może pociągać rząd do odpowiedzialności politycznej, odmawiając mu zaufania lub wyrażając votum nieufności, jest to zasada stanowiąca kamień węgielny systemu parlamentarnego. Rząd natomiast lub prezydent jest wyposażony w prawo rozwiązania parlamentu, przy czym warunki sięgania po ten środek mogą być określone w konstytucji lub całkowicie zależne od uznania egzekutywy. Analizując treść stosunków Sejm – Prezydent – Rada Ministrów w świetle Małej Konstytucji stwierdzić należy, że z pewnością nie jest to system parlamentarny w klasycznej postaci, że mamy do czynienia z jego elementami, ale także z pewnymi ograniczeniami, jak i działaniami, które wychodzą poza jego ramy.  Sejm (tylko ta izba, Senat w zakresie kontroli Rządu nie został wyposażony w żadne środki prawne) może uchwalić Radzie Ministrów votum nieufności (art. 66) lub odmówić votum zaufania. Skutki takiego działania Sejmu nie są jednoznaczne. W przypadku odmowy zaufania Rząd nie może powstać, gdy zaś Sejm nie uchwali (potwierdzi) mu zaufania, musi złożyć dymisję – są to wymogi całkowicie zgodne z regułami właściwymi systemowi parlamentarno-gabinetowemu. Obowiązek taki nie istnieje jednoznacznie w przypadku wyrażenia przez Sejm votum nieufności. Obowiązek Rządu podania się do dymisji istnieje tylko wówczas, gdy wyrażenie votum nieufności połączone zostało z wyborem nowego premiera. Jeśli wybór taki nie nastąpił, to wprawdzie Rząd składa dymisję, ale decyzję ostateczną podejmuje Prezydent, który może bądź dymisję przyjąć, bądź też odmówić jej przyjęcia i jednocześnie rozwiązać parlament. Mimo tej swobody w zakresie oceny zaistniałej sytuacji dokonywanej przez Prezydenta, przyjęto rozwiązanie prawne mieszczące się jeszcze w ramach systemu parlamentarnego. Wykracza już jednak poza jego ramy uprawnienie Prezydenta, przewidziane w art. 21, a dotyczące prawa rozwiązania Sejmu. W omawianym przypadku nie chodzi bowiem o działania głowy państwa stanowiące reakcję na obalenie Rządu. Chodzi tu o nieuchwalenie budżetu państwa w ciągu trzech miesięcy od dnia złożenia w parlamencie projektu ustawy budżetowej. Podobną, niezbyt typową dla systemu parlamentarnego sytuację przewidziano w art. 62. Zgodnie z nim w przypadku niepowołania Rządu w trybie art. 60, Prezydent rozwiązuje Sejm albo w ciągu 14 dni powołuje, na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy, premiera i Rząd mniejszościowy. Jeśli przed upływem tego terminu Sejm nie udzieli Rządowi votum zaufania ani nie wyrazi votum nieufności w sposób przewidziany w art. 66 ust. 4, Prezydent rozwiązuje Sejm i Senat. W zakresie tworzenia Rządu Mała Konstytucja przyjmuje tryb odbiegający od klasycznego systemu parlamentarnego, w którym prawo to jednoznacznie przysługuje Prezydentowi. Tworzy on, zmienia i odwołuje Rząd, a Sejm tylko określa swój stosunek do gabinetu i do programu działania. Mała Konstytucja przyznaje w tym zakresie pewne uprawnienia Prezydentowi, zwiększając jego wpływ w porównaniu ze stanem dotychczasowym. Nadal nie jest to wyłączna domena działania Prezydenta, ale jest to dziedzina, w której  współdziałanie Prezydenta i Sejmu jest bardzo ścisłe. Sejm zatem zachował pewne uprawnienia w tym zakresie, ale rola jego została pomniejszona w porównaniu ze stanem dotychczasowym. Najbardziej jednak wykracza poza ramy systemu parlamentarnego, jak też narusza zasadę podziału władz uregulowanie kwestii rozporządzeń z mocą ustawy. Może je wydawać Rząd na podstawie upoważnienia przyznanego mu przez parlament w drodze ustawy. Sama instytucja tych rozporządzeń nie wzbudza zastrzeżeń (chociaż mają one być wydawane nie w okresie między sesjami parlamentu, jak to się zazwyczaj dzieje), ale dwie regulacje prawne z tym związane. Art. 23 ust. 3 stanowi, że w czasie obowiązywania upoważnienia do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy inicjatywa ustawodawcza w zakresie objętym upoważnieniem przysługuje wyłącznie Radzie Ministrów. Zatem posłowie, Senat i Prezydent nie mogą w tych sprawach podejmować inicjatywy ustawodawczej. Jest to pierwsze istotne ograniczenie. Drugie ograniczenie polega na tym, że rozporządzenia z mocą ustawy nie podlegają żadnej kontroli parlamentu. Parlament może je zmienić lub uchylić tylko poprzez uchwalenie nowej ustawy, ale jest to możliwe dopiero po wygaśnięciu upoważnienia. Prezydent może odmówić im podpisu, wówczas Rząd, chcąc doprowadzić sprawę do końca, może zakwestionowany tekst przedłożyć Sejmowi jako projekt ustawy. Zatem w sposób bardzo istotny ograniczono uprawnienia parlamentu, czyniąc Radę Ministrów w pewnym okresie i w ściśle wymienionych sprawach wyłącznym prawodawcą. Są to uprawnienia idące bardzo daleko, działalność prowadzona na tej podstawie jest pozbawiona kontroli parlamentarnej, a więc instytucja tak ujęta wykracza poza ramy systemu parlamentarnego. W świetle zatem analizy omawianych norm konstytucji i dokonanej na ich podstawie charakterystyki systemu politycznego istniejącego w Polsce stwierdzić można, że mamy do czynienia z nowym układem stosunków na linii: parlament – gabinet – głowa państwa. W układzie tym godny odnotowania jest wzrost roli Prezydenta, a także Rządu. Wzrost ten jest bliższy rozwiązaniom prawnym przyjętym w Konstytucji Francji z 1958 r. niż klasycznemu systemowi parlamentarnemu, z którym jednak pozostał związany w sposób widoczny przejęciem zasady politycznej odpowiedzialności Rządu przed Sejmem. Nie jest to z pewnością klasyczny system parlamentarny, ale nie jest to z jeszcze większą pewnością system prezydencki. Jest kompromisem tych dwóch czyli systemem parlamentarno-prezydenckim (opartym na elementach systemu parlamentarnego ze znacznie zwiększoną rolą egzekutywy).

Zasada pluralizmu politycznego

Pluralizm polityczny ma wiele różnych znaczeń. Jednak jako zasada ustrojowa w prawie konstytucyjnym sprowadza się do: a) uznania wielości partii politycznych, b) uznania równości partii, c) określenia demokratycznej roli partii. Znaczenie prawne zasady pluralizmu polega więc przede wszystkim na tym, że jakakolwiek jednopartyjność (na przykład, „system jednopartyjny”, „system partii państwowej” lub nawet „system partii dominującej”) musi być uznana za sprzeczną z konstytucją. Poza tym, pluralizm polityczny o randze naczelnej zasady jest punktem wyjścia konstruowania i interpretowania innych norm i zasad dotyczących partii oraz systemu ustrojowego jako takiego. Pluralizm polityczny jest zwłaszcza materialną gwarancją i pierwszą przesłanką zasady wielopartyjności w życiu publicznym. Zasadę pluralizmu wprowadza art. 4 pozostawionych w mocy przepisów Konstytucji RP z roku 1952. Głosi on, iż „1. Partie polityczne zrzeszają na zasadzie dobrowolności i równości obywateli Rzeczypospolitej Polskiej w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. 2. O sprzeczności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznej orzeka Trybunał Konstytucyjny”. Status prawny partii określa bliżej ustawa o partiach politycznych z 28 lipca 1990 r. Przez partię polityczną ustawa ta rozumie organizację społeczną, występującą pod określoną nazwą, która stawia sobie za cel udział w życiu publicznym, w szczególności przez wywieranie wpływu na kształtowanie polityki państwa i sprawowanie władzy (art. 1 ). W teorii prawa konstytucyjnego wyróżniamy trzy główne typy tworzenia partii: system koncesyjny, system administracyjny i system rejestracyjny. Ustawa o partiach z lipca 1990 r. przyjmuje trzeci z tych systemów, z tym że wprowadza ona nie tyle rejestrowanie, ile ewidencjonowanie (notyfikowanie) faktu założenia partii. W myśl ustawy o partiach politycznych z lipca 1990 r., partia uzyskuje osobowość prawną z chwilą zgłoszenia jej do ewidencji prowadzonej przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. Zgodnie z art. 4 ust. 1 utrzymanych w mocy przepisów Konstytucji RP z 1952 r., funkcja partii polega na „wpływaniu metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa”. Można przyjąć, że na takie określenie funkcji partii składają się następujące jej zadania: kształtowanie i wyrażanie postaw politycznych obywateli, funkcja wyborcza i funkcja rządzenia.

Unia Europejska – jestem „za” czy „przeciw” ?

Unia Europejska nie jest organizacją doskonałą. Samo istnienie i funkcjonowanie tak skomplikowanej, różnorodnej struktury nastręcza krajom „piętnastki” wiele trudności. Po wejściu Polski do Unii problemy te będą także nas bezpośrednio dotyczyć. Jednak sytuacja Polski, jako kraju starającego się o członkostwo jest pod wieloma względami szczególna. Czeka nas trudny proces przemian.. W latach pięćdziesiątych, gdy powstały Wspólnoty Europejskie, nikt nie przewidywał, że w strukturach zaprojektowanych dla sześciu państw znajdzie się ich piętnaście. Każde z państw ma przecież swoich urzędników i przedstawicieli w bardzo rozbudowanej administracji europejskiej. Wystarczy spojrzeć na służby językowe Unii Europejskiej, które liczą w obce 11,00 pracowników (każdy dokument wydawany przez Unię musi być tłumaczony na 11 języków). Taka  biurokracja pochłania ogromne środki finansowe, utrudnia podejmowanie decyzji i przeraża nie tylko obywateli, ale i rządy państw członkowskich. Sama Komisja Europejska licząca obecnie 20 komisarzy, musi podejmować decyzje w najdrobniejszych sprawach opracowanych przez około 200 agend i sekretariatów, których kompetencje nie są jasno określone.

Problemów przysparza także nowo wprowadzona waluta – euro. Jak dotąd nie sprawdzają się oczekiwania, że będzie ona równie silna jak dolar. Silna waluta jest wyrazem silnej gospodarki. Spadający kurs euro pokazuje, że gospodarka europejska nadal ustępuje amerykańskiej i wymaga reformy w takich dziedzinach jak : stosowanie internetu w obrocie handlowym, prawo pracy, ubezpieczenia społeczne.

Jednym z najczęściej dyskutowanych zagadnień jest rolnictwo. Wspólna Polityka Rolna stanowi jedną z istotnych podstaw funkcjonowania Unii Europejskiej. Wiele państw nie zgadza się z polityką wspólnych cen i systemem dopłat. Powoduje to często gwałtowne protesty rolników i spięcia między rządami państw członkowskich. Konkurencyjna produkcja rolna musi być tania, i aby była dochodowa należy utrzymać wystarczająco wysokie ceny.

Problem ten wywołuje szczególnie dużo kontrowersji w Polsce. Zmiany konieczne, aby dostosować polskie rolnictwo do wymogów Unii, dotyczą przede wszystkim zwiększenia konkurencyjności (restrukturyzacja całego sektora, wprowadzenie nowoczesnych technik produkcji), w sposób możliwie najbardziej korzystny dla rolników. Jednak nie należy zapomnieć o tym, że zmniejszenie zatrudnienia w tym sektorze wraz z jednoczesnych zwiększeniem areału gospodarstw jest warunkiem przetrwania polskiego rolnictwa na rynku światowym niezależnie od negocjacji Polski z Unią Europejską.

Niska konkurencyjność jest także problemem przemysłu w sektorze państwowym, również i ta dziedzina gospodarki wymaga szybkiej i gruntownej restrukturyzacji. Społeczne koszty takich przemian będą z pewnością wysokie, ale niestety nie do uniknięcia.

Nie możemy także zapominać, że członkostwo w Unii Europejskiej kosztuje. Każde państwo członkowskie płaci składki, które są później wydawane na różne cele, między innymi na rozwój regionów o najbardziej niekorzystnej strukturze produkcji i zatrudnienia.

Krytykując Unię Europejską i proces negocjacyjny wielokrotnie wspomina się o utracie przez Polskę wartości, które leżą u jej podstaw. Szczególnie eksponuje się zagrożone przez model społeczeństwa konsumpcyjnego wartości chrześcijańskie. Okazuje się bowiem, że zachowanie tradycji zależy od samego narodu i członkostwo w strukturach międzynarodowych nie ma na to wpływu.

Podobnie należy potraktować argument o wykupie ziemi przez obcokrajowców i „rozprzedaniu Polski w ręce obcego kapitału”. Polska nie zdaje się tracić nic ze swej polskości, mimo obecności na rynku wielu inwestorów zagranicznych. Należałoby raczej wspomnieć o ich korzystnym wpływie na powstawanie nowych miejsc pracy i stan polskiej gospodarki.

Czy warto więc podejmować wysiłki w celu zbliżenia się do Unii Europejskiej? Przede wszystkim nie należy na to pytanie odpowiadać wcale, jeżeli nie podejmuje się najpierw rzeczowej dyskusji nad argumentami „za” i „przeciw” oraz nie zachowa się między nimi odpowiedniej proporcji.

Kwestia podziału władz w Konstytucji

Kwestia podziału władz rozstrzygana była w sposób zróżnicowany. Projekty UW i Senacki jako jedyne akcentowały aspekt podziału władz: „Ustrój RP opiera się na podziale, równowadze i współpracy władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowej” (UW art. 2 ust. 2); „Władza państwowa jest sprawowana przez rozdzielone i wzajemnie równoważące się organy ustawodawcze, wykonawcze i sądownicze” (Senacki art. 4 ust. 1). Projekty Prezydencki, SLD, „Solidarności” zadowalały się tradycyjnym, statycznym ujęciem, polegającym na odnotowaniu faktu istnienia rozdziału: „Organami RP w zakresie władzy ustawodawczej są Sejm i Senat, w zakresie władzy wykonawczej – Prezydent, Rada Ministrów i jej członkowie, w zakresie władzy sądowniczej – sądy i trybunały.” (Prezydencki art. 6.);  „Sejm jest najwyższym organem państwa w zakresie ustawodawstwa, Rada Ministrów najwyższym organem w zakresie władzy wykonawczej, a niezawisłe sądy sprawują wymiar sprawiedliwości. Prezydent Rzeczypospolitej jest najwyższym przedstawicielem państwa polskiego w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych. Czuwa nad przestrzeganiem konstytucji RP, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa (…)” (SLD art. 3 ust. 1 i 2);  „Naród sprawuje ją [władzę] przez swych przedstawicieli (…) prezydenta (…) rząd (…) oraz niezawisłe sądy.” („Solidarność” art. 3 ust. 2). Projekt PSL-UP nie akcentował podziału władz i tak jak projekt SLD przewidywał parlament jednoizbowy. Projekt KPN odrzucał podział władz.

Dylematy integracji europejskiej

W pierwszym etapie integracji – od momentu ewentualnego przystąpienia do roku 2006, tj. do czasu wygaśnięcia odrębnego budżetu określonego w Agendzie 2000, będą obowiązywać nie tylko ograniczenia budżetowe, ale także wynikające z możliwych okresów przejściowych, np. w dostępie do rynku pracy, w finansowaniu rolnictwa i infrastruktury, w przepływie towarów, kapitału i zakupie ziemi.

Drugi etap członkowski, charakteryzujący się pełniejszą partycypacją Polski w budżecie UE, nastąpiłby od 2007 roku do wygaśnięcia wynegocjowanych okresów przejściowych. W etapie tym wyodrębnić można by co najmniej kilkuletni okres uczestniczenia polskiej gospodarki w Mechanizmie Kursów Walutowych 2 (ERM 2) Europejskiego Systemu Walutowego, którego celem byłoby ustabilizowanie kursu złotego wobec euro.

Pełna integracja mogłaby się dokonać dopiero w trzecim etapie, tj. po zakończeniu okresów przejściowych – do uzyskania członkostwa w Unii Gospodarczej i Walutowej. Zanim to nastąpi, trzeba będzie zadowolić się członkostwem drugiej kategorii lub raczej członkostwem w drugim kręgu integracyjnym, w którym znajdą się inne państwa kandydujące. Na tym tle powstaje dylemat związany z tempem i zakresem integracji:

  1. Czy maksymalnie przyspieszyć proces integracji i doprowadzić do jak najszybszego wejścia do strefy euro oraz ograniczyć do minimum okresy przejściowe ?
  2. Czy termin uzyskania członkostwa w UE i EWG uzależnić od stanu dostosowań w gospodarce, które uchronią przed działaniem szoków asymetrycznych, w szczególności przed wzrostem bezrobocia i recesją w wyniku gwałtownego zaostrzenia konkurencji w skali europejskiej i globalnej ?

Wysuwane są postulaty, które dylemat ten przesądzą jednoznacznie: uzyskanie jednoczesnego członkostwa w Unii Europejskiej oraz UNII Gospodarczej i Walutowej powinno stać się celem strategicznym naszych negocjacji i działań dostosowawczych .Pośpiech w przystąpieniu do UGW jest szczególnie niezbędny, gdyż powstaje ona jako odrębna organizacja, tworzone są w niej nowe instytucje (np. Rada Euro), które będą szybciej integrować swych członków, stwarzając im lepsze warunki rozwoju w porównaniu z państwami UE pozostającymi poza unią monetarną. UGW zmierza wyraźnie w kierunku unii politycznej, w której członkowie muszą spełniać nie tylko ostre kryteria zbieżności  ale także przekazać swe uprawnienia narodowe w dziedzinie polityki monetarnej, w tym kursu walutowego, na szczebel ponad narodowy, tj. na rzecz ESBC należy prowadzenie jednolitej polityki pieniężnej nakierowanej na stabilizację cen. W jej ramach dokonywane są operacje otwartego rynku, operacje walutowe, zarządzanie rezerwami walutowymi i systemami płatniczymi krajów członkowskich.

Projekt ustawy o zmianie Konstytucji

Projekt ustawy o zmianie Konstytucji może przedłożyć co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów (czyli 92), Senat lub Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej (art. 235). Zmiana konstytucji następuje w drodze ustawy uchwalonej w jednakowym brzmieniu przez Sejm i następnie w terminie nie dłuższym niż 60 dni przez Senat. Pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie Konstytucji może odbyć się nie wcześniej niż trzydziestego dnia od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy. Ustawę o zmianie konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Uchwalenie przez Sejm ustawy zmieniającej przepisy rozdziałów I, II lub XII Konstytucji (I. Rzeczpospolita, II. Wolności, Prawa i Obowiązki Człowieka i Obywatela, XII. Zmiana Konstytucji) może odbyć się nie wcześniej niż sześćdziesiątego dnia po pierwszym czytaniu projektu ustawy. Jeżeli ustawa o zmianie Konstytucji dotyczy przepisów rozdziału I, II lub XII, podmioty uprawnione do przedkładania projektu ustawy o zmianie konstytucji mogą zażądać, w terminie 45 dni od dnia uchwalenia ustawy przez Senat, przeprowadzenia referendum zatwierdzającego. Zmiana Konstytucji zostaje przyjęta, jeżeli za ta zmianą opowiedziała się większość głosujących. Powyższe regulacje czynią ustawę z 2 kwietnia 1997 roku konstytucją sztywną, tj. przewidującą specjalny, utrudniony tryb jej zmiany. Ze wszystkich Polskich ustaw konstytucyjnych ta właśnie zawiera najwięcej zabezpieczeń i najtrudniejszy, wymagający szerokiej koalicji politycznej tryb zmiany. Zapewnia to trwałość i stabilność określonego w jej przepisach ustroju państwa.

Najnowsza polska konstytucja, jak każde z dzieł ludzkich nie jest doskonała. Powstając w rezultacie ścierania się przeciwstawnych racji i poszukiwania rozwiązań odpowiadających większości zawiera niekiedy postanowienia nie całkiem ze sobą zharmonizowane. Jednakże, jako całość Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 roku jest aktem nowoczesnym, a w niektórych fragmentach nawet nowatorskim. Może przyczynić się do wydatnego usprawnienia funkcjonowania naszego państwa i ochrony wolności i praw obywateli. W praktyce jej stosowania wyjdą na jaw wszystkie jej wady i zalety. Na dziś wystarczy aby była szanowana i przestrzegana oraz aby dążenie do jej udoskonalenia nie przybierało postaci ataku na samą konstytucję lub na ideę porządku konstytucyjnego, który ona uosabia.

Konstytucja z dnia 23 kwietnia 1935 roku

Na podstawie wciąż obowiązującego art. 125 Konstytucji marcowej zmiana ustawy zasadniczej mogła dojść do skutku (dla Sejmu drugiej kadencji) na drodze własnej uchwały Sejmu (bez udziału Senatu), w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, większością 3/5 głosów. Prace nad rewizją konstytucji[1] rozpoczęły się w Sejmie wybranym w 1928 roku, gdzie BBWR partia skoncentrowana wokół osoby Piłsudskiego miała 122 z 444 mandatów. Jednym z głównych postulatów tego obozu politycznego była zmiana konstytucji do systemu, w którym na pierwszy plan wysunięta jest osoba i kompetencje Prezydenta, jak również znaczne pomniejszenie uprawnień parlamentu i rządu. W kwestii podstawowych zasad ustrojowych projekt zakładał odrzucenie zasady trójpodziału władzy i zwierzchnictwa Narodu. Byłyby to doskonałe rozwiązania według idei konserwatywno – monarchistycznej. Proponowano nowe sformułowanie: „Źródłem władzy w Rzeczypospolitej Polskiej jest Naród; Prawem naczelnym jest Dobro Państwa”. Drugim, był odmienny projekt lewicy sejmowej (PPS -63 mandaty, PSL „Wyzwolenie” – 40 mandatów, Stronnictwo Chłopskie – 26 mandatów). Zakładał ustanowienie jednoizbowego parlamentu, z ewentualnym surogatem drugiej izby w postaci Izby Pracy lub Komisji Kodyfikacyjnej, jako organu opiniodawczego w sprawach ustawodawstwa. Proponował wybór prezydenta przez specjalne kolegium elektorów, prawo inicjatywy ustawodawczej obywateli, oraz oddzielenia Kościoła od Państwa. Projekty nie wyszły jednak poza stadium dyskusji w komisjach. W styczniu 1930 roku Komisja Konstytucyjna zaczęła prace nad projektami. W trakcie obrad zgłoszono trzeci projekt ugrupowań centrowych (PSL „Piast” – 21 mandatów, Narodowa Partia Robotnicza NPR – 14 mandatów, Chrześcijańska Demokracja – 19 mandatów). Zakładał on wzmocnienie kompetencji władzy wykonawczej, jednak nie tak daleki jak w projekcie prawicy (Sanacji). Prace Komisji Konstytucyjnej trwały ponad 2 miesiące i nie przyniosła konsensu. Prezydent Ignacy Mościcki 29 sierpnia 1930 roku rozwiązał parlament, z powodu nieumiejętności naprawy Rzeczypospolitej. W listopadzie odbyły się wybory do Sejmu i Senatu III kadencji. Ze względu na presję sanacji wywieraną na wyborców, jak również towarzyszące temu aresztowania przywódców partii centrowych i lewicowych, BBWR dostał 55,6% mandatów. Skład Sejmu wyglądał tak: z 444 mandatów BBWR miał aż 247, Stronnictwo Narodowe – 62, PPS – 24, Stronnictwo Chłopskie – 18, PSL „Wyzwolenie” – 15, PSL „Piast” – 15, Chrześcijańska Demokracja – 15, Narodowa Partia Robotnicza NPR – 10. Punktem wyjścia do prac legislacyjnych stały się tezy konstytucyjne, zgłoszone przez posła BBWR, sprawozdawcę komisji Stanisława Cara 17 marca 1931 roku. Tezy te różniły się całkowicie od założeń Konstytucji marcowej, a nawiązywały do propozycji klubu BBWR z 1928 roku. W dniu 26 stycznia 1934 roku, zostało złożone na posiedzeniu Sejmu sprawozdanie z prac Komisji Konstytucyjnej z tezami nowej konstytucji. Posłowie opozycji odrzucali propozycję jakichkolwiek dyskusji merytorycznych ze względu na nadużycia wyborcze obozu sanacji i demonstracyjnie opuścili salę obrad. Wówczas większość rządowa uchwaliła tezy konstytucyjne jako projekt nowej konstytucji, od razu w drugim i trzecim czytaniu. Wniosek został przegłosowany przy tylko jednym głosie przeciwnym posła opozycji S. Strońskiego, który pozostał na sali. Uchwała Sejmu naruszała procedurę zmiany konstytucji i z tego powodu ugrupowania opozycyjne odmawiały jej uznania. Według obowiązującego prawa wniosek powinien był zostać podpisany przez 1/4 ustawowej liczby posłów i zapowiedziany na co najmniej 15 dni przed posiedzeniem Sejmu. Dalsze postępowanie legislacyjne zostało za radą J. Piłsudskiego odroczone o rok. W dniu 16 stycznia 1935 roku projekt został przyjęty przez Senat. Prezydent Ignacy Mościcki podpisał ustawę 23 kwietnia 1935 roku. Ogłoszono ją dzień później i nazwano w skrócie konstytucją kwietniową.

Konstytucja kwietniowa była z wszystkich wcześniejszych (z wyjątkiem Konstytucji 3 Maja) i późniejszych ustaw zasadniczych najbliższą idei konserwatywno – monarchistycznej. Nie ograniczyła się jedynie do wzmocnienia roli władzy wykonawczej. Zreformowała ustrój i wprowadziła nową koncepcję państwa. Taki model określano jako cezarystyczny lub autorytarny, aby podkreślić jego odmienność od ustroju państwa totalnego (totalitarnego). Według ideologii zachowawczej taki właśnie model państwa w naszym stuleciu jest najwierniejszym i najbliższym spadkobiercom dawnych, wspaniałych monarchii. Autorytaryzm, antydemokratyczny system rządów potocznie nazywany jest „rządami mocnej ręki”. W tym ustroju rząd nie musi być oparty na większości parlamentarnej i nie podlega kontroli społecznej. Autorytatywne rządy świadczą z reguły o niedorozwoju demokracji w państwie. Kierują się pragmatyzmem i w odróżnieniu od totalitaryzmu rzadko opierają się na uniwersalnej ideologii, tajnej policji, terrorze i monopolu gospodarczym.

[1] Charakterystyka projektów konstytucji na podstawie „Prawo Konstytucyjne” pod red. Wiesława Skrzydły, Lublin 1995, LTN, s.56