Państwo demokratyczne wg L. von Misesa

Ludwig von Mises nie skonstruował nigdy jednej spójnej teorii demokracji. Czynił natomiast wiele rozważań na jej temat, dostrzegał jej zalety i wady. Przedstawiał różne analizy i opinie, które zebrane w jedną całość tworzyły pewien model, czy też wizję demokracji liberalnej. Na podstawie jego dzieł takich jak m.in. Liberalizm w tradycji klasycznej, czy też Planowany chaos możemy przyjrzeć się dokładnie założeniom Misesa dotyczących demokracji.

W rozważaniach na temat demokracji ważne jest aby zastanowić się nad samym pojęciem demokracji. W swojej książce pt. „Teoria demokracji” Sartori poszukuje definicji demokracji. Możemy przeczytać: „[…] musimy pamiętać, że a) ideał demokratyczny nie określa demokratycznej rzeczywistości i vice versa – prawdziwa demokracja nie jest i nie może być tożsama z idealną, b) u źródeł demokracji tkwią i ją kształtują interakcje między jej ideałami a jej rzeczywistością: nacisk tego, co być powinno, i opór tego, co jest. […]. Ludwig von Mises podkreśla, że demokracja charakteryzuje się pokojowym przekazywaniem władzy, a liberalizm jest daleki od negowania konieczności istnienia machiny państwowej, systemu prawa oraz rządu.

Dla liberała, państwo liberalne i demokracja są koniecznością, bez jakiej nie może istnieć własność prywatna, a ponadto nie jest możliwe zapewnienie pokoju, bez którego nie można w pełni korzystać z własności prywatnej. Mises zauważa, że reżim jakim jest demokracja może generować pewne zagrożenia w postaci różnego rodzaju wypaczeń instytucjonalnych np. nadmiernej biurokratyzacji i rozrostu administracji lub zbyt dużych kompetencji w jakie posiadanie mogą wejść władza ustawodawcza czy wykonawcza. Wynika to z tego, że demokrację – tak jak każdy inny system – tworzą ludzie, którzy są ułomni i popełniają błędy.[1] [2]

Kiedyś uważano, że ideał demokracji to ustrój w którym cały lud panuje i rządzi, i że ten właśnie ideał został zrealizowany w greckich miastach państwach. To również było pomyłką. Mises zauważa, że to tylko pseudodemokratyczna doktryna państwa, która nigdy nie była, nie jest i nie będzie możliwa. W Grecji tylko część ludności: wolni obywatele mieli jakikolwiek udział w rządzeniu. Reszta, czyli metojkowie oraz niewolnicy, nie mieli żadnych praw. Podobnie było w Szwajcarii, gdzie w kantonach tylko niektóre sprawy o charakterze czysto lokalnym były rozstrzygane w oparciu o konstytucyjną zasadę demokracji bezpośredniej.[3]

Mises podkreślał, że demokracja nie jest niczym nieograniczoną władzą większości. Jej istotą jest możliwość regularnej, legalnej walki o władze, oczywiście bez używania przemocy. Poddanie się władzy innych nie jest niczym złym. Rządzenie i administracja, wprowadzanie w życie wszelkiego rodzaju przepisów wymaga przecież pracy specjalistów. „[…] Sytuacja, w której na kilku różnych ludziach spoczywa obowiązek i odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim innym, nie jest mniej demokratyczna niż ta zasada gdzie kilku ludzie podejmuje się produkcji butów dla pozostałych ludzi.”[4] Mises podkreśla, że nie ma powodu do przeciwstawiania się takim regułom dopóki instytucje państwowe, o których mówimy są demokratyczne. Demokracja jest tą formą ustroju politycznego, która umożliwiła dostosowanie rządu do oczekiwań rządzonych bez gwałtownych walk, bez wojen domowych rewolucji czy powstań. Jeśli w państwie demokratycznym rządy nie są sprawowane tak jak chce tego większość obywateli , żadna wojna domowa nie jest tutaj potrzebna, żeby wprowadzić do rządzenia tych, którzy chcą tę większość zadowolić. Dzięki wyborom parlamentarnym w państwie demokratycznym zmiana rządu dokonuje się gładko i bez tarć, przemocy i rozlewu krwi.

Warto zauważyć, że definicja demokracji proponowana przez Leszka Balcerowicza jest w tym aspekcie zgodna z teorią Misesa. W jego ujęciu demokracja to rozwiązanie instytucjonalne, które cechuje się regularnymi wyborami, które są wolne, uczciwe i opierają się na zasadzie: jedna osoba- jeden głos. Istnieje wolność wypowiedzi i każdy ma prawo do zrzeszania się.[5] Opinie podobne do tych głoszonych przez Misesa możemy również odnaleźć u lorda Actona, który twierdzi, że stopień bezpieczeństwa jakim cieszą się mniejszości w danym kraju, jest kluczowym zagadnieniem, które mówi o tym czy ten dany kraj jest tak naprawdę wolny.

W dziełach Misesa możemy odnaleźć konkretne cechy, jakie musi posiadać ustrój aby być demokratycznym. Przede wszystkim jest to na pewno, wspomniany już przed chwilą spokój społeczny, dzięki któremu nie jest zakłócone poczucie bezpieczeństwa obywateli. Kolejną powtarzającą się cechą, którą możemy odnaleźć w pismach Misesa to zasada jawności życia publicznego, rządy prawa i urzędy publiczne które cechuje autonomia. Ważnym punktem podkreślanym przez filozofia są zagrożenia jakie niesie ze sobą demokracja. Jako że lud jest sumą wszystkich pojedynczych obywateli i nie wszyscy są jednostkami dobrymi, inteligentnymi i szlachetnymi, demokracja jak każdy inny ustrój jest narażona na błędy. Tak więc gdziekolwiek zatriumfowała demokracja, wkrótce pojawiały się w opozycji do niej, doktryny antydemokratyczne. Im bardziej zepsuci okazywali się ludzie, których demokracja postawiła na szczycie, tym bardziej że powiększała się liczba wrogów demokracji.[6] Mises jednak podkreśla, że o wiele większe zagrożenia i większe błędy tkwią w doktrynach antydemokratycznych. Przeciwnicy demokracji popierają prawo mniejszości do przejęcia kontroli w państwie siłą i rządzenia większością. Jeżeli w każdej grupie, która wierzy, że jest w stanie narzucić swe rządy reszcie, ma być przyznane prawo podjęcia takiej próby, to należy przygotować się na nieprzerwane pasmo wojen domowych. Natomiast jak łatwo zauważyć po wielu doświadczeniach minionych stuleci, społeczeństwo może przetrwać jedynie w warunkach trwałego pokoju. Gdyby społeczeństwo miało być gotowe na możliwość ciągłych wojen domowych, walk, i przewrotów, trzeba by było cofnąć się do czasów prymitywnych. Jak podkreśla Mises: czasów gdzie istniał taki podział pracy gdzie, każda wioska i każda prowincja były autarkiczne. Skończyłoby się to dramatycznym spadkiem wydajności pracy, a ziemia byłaby w stanie wyżywić tylko ułamek ludności, którą żywi dziś. Widzimy więc, że ideały antydemokratyczne powodują, że zaczęto dążyć do takiego rodzaju porządku ekonomicznego, jaki znany był wiekom średnim i w starożytności. W tamtych czasach każde miasto, wieś a nawet indywidualne domostwo było nastawione na obronę przed innymi, a o zaopatrzenie w potrzebne artykuły dbano również indywidualnie, niezależnie od reszty. Nie można zaprzeczyć, że w demokracji również powinno być tak, żeby rządzili najlepsi. Jednak tutaj działa to na zasadzie, że dana grupa czy osoba powinna dowodzić swej „zdatności” do rządzenia poprzez umiejętność przekonania innych współobywateli o swych kwalifikacjach, tak aby dane stanowisko zostało jej powierzone dobrowolnie. A ktokolwiek nie jest w stanie osiągnąć władzy i przywództwa dzięki sile swych argumentów, nie powinien narzekać na to, że współobywatele wolą innych od niego.

Historia już nie raz pokazała, że nawet najbardziej bezwzględna polityka represji nie wystarcza do tego, by rząd [7] utrzymał się przy władzy. Jako przykład, Mises przytacza historię Rosji. Gdy bolszewicy przejęli władzę w państwie, byli tylko nieliczną mniejszością, a ich program znajdował bardzo niskie poparcie wśród innych obywateli. Chłopstwo, któro stanowiło przeważającą część narodu rosyjskiego, nie miało nic wspólnego z bolszewicką polityką kolektywizacji rolnictwa. To, czego chciało chłopstwo, dotyczyło podziału ziemi pomiędzy „ziemską biedotę”.[8] Aby tylko utrzymać się przy władzy, i Lenin i Trocki nie tylko zaakceptowali reformę agrarną[9], ale uczynili ją również częścią swojego programu, którą podjęli się realizować, po to aby odeprzeć wszystkie ataki,- zarówno wewnętrzne i zewnętrzne. Tylko w taki sposób bolszewicy mogli zdobyć zaufanie szerokich mas ludu rosyjskiego. Odkąd obrali taką politykę podziału ziemi, ich rządy nie były już sprawowane wbrew woli wielkich mas ludowych, lecz za ich zgodą i poparciem. Wniosek z tego jest taki, że tylko grupa która może liczyć na poparcie rządzonych, zdolna jest ustanowić trwały reżim. W dłużej perspektywie czasowej jest po prostu niemożliwe poddanie ludzi wbrew ich woli rządom reżimu, który oni odrzucają. Zawsze kiedy dany reżim jest narzucany siłą, źle skończy, a walki wyrządzą większą krzywdę, niż mógłby wyrządzić jakikolwiek rząd mający oparcie w rządzących.[10] Przedstawione powyżej twierdzenia filozofa można podsumować w bardzo prosty sposób:     nie można ludzi uszczęśliwić wbrew ich woli.


[1]   G. Sartori, Teoria demokracji, tłum. P. Amsterdamski, D. Grinberg, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1994, s. 22.

[2]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej, tłum. S. Czarnik, wyd. Arcana, Kraków 2004, s.61

[3]   tamże, s. 63

[4]   tamże, s. 63

[5]  L. Balcerowicz, Socjalizm, kapitalizm, transformacja. Szkice z przełomu epok, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1997, s. 148

[6]   L. von Mises, Liberalizm…, opr. cyt., s. 66

[7]   L. von Mises, Liberalizm w opr. cyt., s. 68

[8]   tamże, s .69

[9]   W 1910 Duma zatwierdziła reformę agrarną, która zezwalała na występowanie chłopów ze wspólnoty gminnej wraz z nadziałem ziemi. Na jej podstawie zamożni chłopi — ostoja rządu — uzyskali możność kupowania ziemi.

[10] L. von Mises, Liberalizm w…, opr. cyt., s. 70

Ewolucja doktryny liberalizmu

Nazwa „liberalizm” uzyskała w pełni polityczny sens w deklaracji Napoleona Bonaparte z 1799 roku. Bonaparte twierdził, że „idee konserwatywne, opiekuńcze, liberalne odzyskały swoje prawa”[1]. W politycznych intencjach wolnościowych, językiem liberalizmu przemówili po raz pierwszy w 1812 roku hiszpańscy parlamentarzyści w Kortezach. Nazywali siebie „liberales”. Domagali się oni ustanowienia świeckiej konstytucji i zagwarantowania wolności prasy. I pomimo tego, że w tamtym okresie w Kortezach zwyciężyli zwolennicy absolutyzmu królewskiego, to nazwa „liberales”[2] utrwalała swoje miejsce w myśli i praktyce politycznej.

Liberalizm jako samodzielna doktryna polityczna, rozwijał się od schyłku XVII wieku. Arystokracja, mieszczaństwo, burżuazja, za pomocą ideologii liberalizmu pragnęły z jednej strony przeciwstawić się feudalizmowi, z drugiej strony wyrazić swoje pragnienia i aspiracje. To, że rozwój liberalizmu rozpoczął się dzięki nowej ekonomice- zwanej kapitalizmem, możemy usłyszeć głównie od socjalistów i komunistów, którzy istnienie własności prywatnej uważają za główną cechę liberalizmu.

Liberalizm ma jednak wiele innych źródeł. Można tu wymienić rozwój idei europejskiego konstytucjonalizmu. Deklaracja Niepodległości z 1776 roku, czy francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 roku, niewątpliwie potwierdzały reguły, którymi rządzi się liberalizm, czyli: uprawnienia i wolności jednostki, rozdział sfery publicznej od sfery prywatnej, umowa społeczna, ograniczony i zrównoważony rząd czy suwerenność ludu i narodu.

Krajem, który bez wątpienia należy uznać za ojczyznę liberalizmu, jest Wielka Brytania. Wzory koncepcji ustrojowych z Wielkiej Brytanii zaczęły się rozprzestrzeniać na całym świecie. Najpierw przejęła je Francja, a następnie Stany Zjednoczone Ameryki, dzięki którym doktryna uzyskała popularność i znaczenie ogólnoświatowe. Były też oczywiście kraje, w których liberalizm nie znajdował warunków dla rozwoju. Mam tu na myśli Niemcy, Włochy, czy Rosję gdzie myśl liberalna była słaba i nieoryginalna. To samo dotyczyło Polski. Nierównomierność rozwoju myśli liberalnej pozostawała w ścisłym związku z historią poszczególnych krajów. Stąd rozpowszechnienie liberalizmu w krajach anglosaskich, a słabość w Europie wschodniej, południowo-wschodniej i południowej. Tym właśnie można wytłumaczyć opóźnienie w jego rozwoju we Francji, ale również można zauważyć, że wraz ze wzrostem siły burżuazji w II połowie XIX wieku, ideologia liberalna zatriumfowała.[3] [4] W Azji i Afryce myśl liberalna pojawiła w zasadzie dopiero w XX wieku po tzw. procesach amerykanizacji i europeizacji.[5]

Wiemy dzisiaj, że liberalizm rozwijał się w dwóch dominujących nurtach: liberalizmu ekonomicznego i liberalizmu politycznego. Obydwa te nurty nawzajem uzupełniają się i przenikają.

Można wyróżnić dwa okresy w rozwoju liberalizmu. Pierwszy, wczesny okres rozwoju myśli liberalnej, trwał od połowy wieku siedemnastego do początków dziewiętnastego. Ten okres jest nazywany inaczej liberalizmem klasycznym albo inaczej wigowskim. Za prekursora i jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tej myśli w jej pierwszym okresie uchodzi Anglik – John Locke. Natomiast klasykiem ekonomii liberalnej stał się Adam Smith, żyjący w następnym stuleciu. W tym okresie liberalizm reprezentował postępowe, a nawet rewolucyjne ruchy polityczne. Stworzył ideały, które uruchomiły dążenia ludzkości do zasadniczych zmian. We Francji Monteskiusz spopularyzował koncepcję Johna Locke’a. Liberałami byli też twórcy konstytucji Stanów Zjednoczonych.

Liberalizm miał wtedy postać walki o religijną wolność oraz zasady konstytucyjne, jak również wszelkie uprawnienia jednostki. Największe poparcie uzyskał liberalizm w USA i w Wielkiej Brytanii. Inaczej było w Europie. Dla przykładu, ani w Niemczech ani w Rosji liberalizm nie zyskał poparcia, natomiast we Włoszech dopiero po zjednoczeniu państwa.

Liberalizm pierwszego okresu bywa słusznie określany mianem liberalizmu arystokratycznego. Jest tak przede wszystkim z tej przyczyny, że wyrażał on interesy nie całej klasy mieszczańskiej, ale tylko jej górnych, najbogatszych warstw, sprzymierzających się chętnie z częścią arystokracji. Na przykład ideały Monteskiusza to według określenia K. Grzybowskiego, sojusz arystokracji i burżuazji, to kompromis feudalno- mieszczański. Określenie „liberalizm arystokratyczny” idealnie oddaje sens ówczesnej myśli liberalnej. Zakładano panowanie nowej arystokracji majątku. Nowy ustrój, promowany przez liberałów tego okresu był najostrzej przeciwstawiany demokracji. Jest to dowód na to że wolnościowe postulaty liberałów z okresu pierwszych dwóch stuleci nie były kierowane do wszystkich. Nawet gdy pisano o prawach ludu, miano na myśli tylko tych posiadających. Masy pozbawione własności, które pracowały i były wyzyskiwane, nie były uważane za ludzi, którym przysługują prawa obywatelskie i polityczne. W tamtych czasach aby być uznanym za człowieka i wolną jednostkę należało spełnić najpierw określone warunki. Przede wszystkim należało być jednostką myślącą i postępującą racjonalnie, a zatem należało posiadać wykształcenie i majątek. Z takim nurtem w myśli, który cnoty ludzkie wiąże z wykształceniem a obywatelstwo uzależnia od posiadania „wolnego czasu” od pracy fizycznej, możemy się spotkać już od czasów Arystotelesa w rozmaitych doktrynach politycznych.


[1]   R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, PWN, Zakamycze 2003, s.61

[2]   Po 1820 roku nazwa liberales, krążyła po Europie w charakterze zagrożenia dla feudalizmu i monarchizmu.

[3]   R. Tokarczyk, Współczesne …, opr. cyt., s.64

[4]   B. Sobolewska, M. Sobolewski, Myśl…, opr. cyt., s.21

[5]   R. Tokarczyk, Współczesne …, opr. cyt.,, s. 65

Szkoła austriacka

Nazwa „szkoła austriacka”, jednego z nurtów neoliberalizmu amerykańskiego, zawdzięcza swoje pochodzenie austriackiemu rodowodowi czołowych jej przedstawicieli, którzy przejściowo lub na stałe osiedlili się w Stanach Zjednoczonych. Początki szkoły wywodzą się z teorii wartości Carla Mengera opartej na tzw. marginalnej użyteczności dóbr[1] [2]. Historia Szkoły Austriackiej rozpoczyna się w piętnastym wieku, gdy naśladowcy Świętego Tomasza z Akwinu, pisali i nauczali na Uniwersytecie w Salamance (w Hiszpanii) poszukując wyjaśnienia pełnego zakresu ludzkiego działania i organizacji społecznej. Ci późni scholastycy obserwowali istnienie praw ekonomicznych, niepodważalnych sił przyczyny i skutku, które działały w dużym stopniu tak jak inne prawa naturalne. Jako moralni teologowie namawiali rządy do przestrzegania etycznych obostrzeń przeciw kradzieży i morderstwu. Spełniali także zasady Ludwiga von Misesa: podstawowym zadaniem ekonomisty jest mówić rządom o tym, czego im nie wolno . Zasługa przekształcenia ekonomicznej szkoły austriackiej w szkołę myśli politycznej przypisywana jest Heykowi, ale na gruncie amerykańskim utrwalił j ą osiadły tam na stałe Ludwig von Mises. Austriak z urodzenia, wieńczył karierę naukową na Uniwersytecie Nowy Jork, gdzie wykształcił kilka pokoleń neoliberałów, m. in. dziełami: Ekonomia krajowa (1940), Działalność ludzka (1949).

Mises urodził się w 1881 roku, w austro – węgierskim Lwowie, jako syn wziętego inżyniera. W wieku 19 lat podjął studia na Uniwersytecie Wiedeńskim, uzyskując doktorat jako 27 – latek. W przyjaznej atmosferze intelektualnej Uniwersytetu Wiedeńskiego, młody Mises studiował w duchu założyciela Szkoły Austriackiej, Carla Mengera. Brał udział w seminarium giganta Szkoły, Eugena von Bohm – Bawerka, który oprócz nauczania był ministrem finansów w Austro – Węgrzech i wprowadzał w życie idee Szkoły, bilansując budżet i ustanawiając standard złota. Po otrzymaniu doktoratu, Mises przystąpił do prac nad The Theory of Money and Credit (1912), swojej pierwszej dłuższej pracy. Publikacja The Theory of Money and Credit przysporzyła 31 – letniemu Misesowi szerokiej na całą Europę renomy. Pierwsza Wojna Światowa przyniosła za sobą atmosferę intelektualną dużo mniej produktywną dla człowieka takiego, jak Mises. Wojna położyła kres parytetowi złota, umocniła banki centralne i zakończyła wiek wolnych rynków[3] [4]. Postrzegany przez pryzmat zwolennika poglądów niemodnych i przestarzałych, nigdy nie otrzymał należnych mu nagród akademickich. Pośród swych innych obowiązków opracowywał analizy ekonomiczne proponowanych działań rządu, a także udało mu się we wczesnych latach 20 ubiegłego wieku niemal własnoręcznie uchronić Austrię przed pójściem w ślady niemieckiej hiperinflacji. Założył również Austriacki Instytut Badania Cyklów Koniunkturalnych (Austrian Institute for Business Cycle Research) i zatrudnił F. A. Hayeka jako pierwszego dyrektora Instytutu, który później został laureatem Nagrody Nobla za pracę na temat misesowskiej teorii cykli handlowych[5].

Ludwig von Mises to bez wątpienia jeden z najbardziej znaczących ekonomistów swojej generacji. Mimo niezwykle długiej działalności naukowej, pozostał – i to nie tylko na obszarze niemieckojęzycznym, lecz także w ostatniej tercji swego życia, kiedy przyciągnął do siebie większe grono uczniów – outsiderem w świecie akademickim. Wcześniej jego najsilniejszy bezpośredni wpływ ograniczał się głównie do prywatnego seminarium wiedeńskiego, którego członkowie, zanim do niego trafili, najczęściej ukończyli już swoje pierwsze fakultety. (…) O ile pod względem wiedzy fachowej Ludwig von Mises przewyższał umiejętnościami większość ówczesnych kierowników katedr, nigdy nie był prawdziwym profesorem akademickim. Gdy w historii myśli, w zakresie nauk społecznych, szukam podobnych mu jednostek, nie znajduj ę ich ani w środowisku profesorskim, ani akademickim, ani nawet u boku Adama Smitha. Misesa należy raczej porównywać z myślicielami takimi jak Wolter czy Monteskiusz, Tocqueville i John Stuart Mill[6] [7] [8].

Nie usatysfakcjonowany pracą w obszarze ekonomii, historii i socjologii, Mises zajął się także rekonstrukcją metodologii, podstawy ekonomii. Ekonomia w coraz większym stopniu poddawała się naporowi instytucjonalizmu, który zaprzecza ekonomii, i pozytywizmu, nie czyniącemu rozróżnień między naukami społecznymi a przyrodniczymi. Odpowiedzią Misesa była „prakseologia,” nauka o ludzkim działaniu, widząca każdy indywidualny podmiot ekonomiczny jako jednostkę posiadającą swoje własne cele i pobudki. Jego głównymi pracami były Epistemological Problems of Economics, oraz późniejsze Ultimate Foundations of Economic Science. Pomimo wcześniejszego oporu, już podczas lat 20 – tych Mises dostrzegł wzrost zainteresowania jego pomysłami w Europie, będąc przy tym jednym z nielicznych, którzy przewidzieli Wielki Kryzys. We wczesnych latach 30 – tych wielu znaczących ekonomistów stało się misesistami, ale po tym, jak Ogólna Teoria (General Theory) Johna Maynarda Keynesa przetoczyła się przez świat akademicki, wielu jego naśladowców przeszło na stronę keynesizmu. Nieugięty, wygnany do Genewy przez Narodowych Socjalistów, Mises napisał swoją monumentalną Nationalokonomie, opublikowaną w 1940 roku, lecz zapomnianą podczas burzy Drugiej Wojny Światowej. Dzieło to zostało później rozszerzone i przetłumaczone na język angielski, jako dziewięciusetstronicowe HumanAction , ukoronowanie jego osiągnięć .

Wybitny uczeń Misesa, Murray Rothbard, pisze o swojej pierwszej lekturze Human Action: „Oto miałem przed sobą system myśli ekonomicznej, o którym niektórzy z nas marzyli, ale nie wierzyli, że kiedykolwiek powstanie: naukę ekonomii, całościową i racjonalną ekonomię, która powinna od dawna istnieć, ale do tej pory nie istniała” (The Essential von Mises)[9]. Tym, co wyróżniało szkołę austriacką spośród innych kierunków ekonomii i co przysporzyło jej sławy na wieki, był fakt, iż jest ona nauką o gospodarczym działaniu, nie zaś nauką o gospodarczej równowadze, czyli niedziałaniu. Szkoła austriacka również posługuje się pojęciami stanu spoczynku i stanu równowagi, bez których myślenie ekonomiczne nie może się obyć, jest jednak całkowicie przekonana o instrumentalnym charakterze tych oraz wszystkich pojęć[10] – twierdził Ludwig von Mises. Siła argumentów Misesa przeciwko socjalizmowi, a właściwie przede wszystkim w obronie kapitalizmu, brała się z jego nowego, oryginalnego, gruntownie przemyślanego systemu ekonomicznego. System ten nawiązywał ściśle do tradycji klasycznej, a przede wszystkim do wcześniejszych przedstawicieli szkoły austriackiej Karla Mengera i Eugena Bohm – Bawerka, ale przezwyciężał słabości poprzedników i stanowił nową spójną całość. Podstawowe kategorie w systemie Misesa to ludzkie działanie i czas. To one decydują o dynamice gospodarki i jej wymiarze humanistycznym[11].

Właśnie w Genewie Mises przekroczył kolejny etap swojego życia: ożenił się z piękną Margit Sereny (do śmierci w 1993 roku przewodniczącą Instytutu Misesa) ostrzegając ją przed ślubem, że chociaż tak dużo będzie pisał o pieniądzach, nigdy nie będzie posiadać większej ich ilości. W 1940 udali się na emigrację do Stanów Zjednoczonych. W czasie wyjątkowego rozrostu rządu federalnego w Stanach Zjednoczonych, w 1944 ostrzegł przed etatyzmem ekonomii mieszanej, w swojej potężnej pracy, Biurokracji. W czasie, kiedy każdy komunistyczny lub socjaldemokratyczny europejski wygnaniec otrzymywał wysokie stanowisko akademickie w Stanach Zjednoczonych, Misesowi odmówiono zatrudnienia. Jednak z pomocą Henry’ego Hazlitta i Laurence’a Fertiga, Misesowi udało się uzyskać stanowisko profesora wizytującego (visitingprofessorship) w Wyższej Szkole Biznesu (Graduate School of Business) na Uniwersytecie Nowojorskim (New York University). Kiedy w 1969 roku, mając 87 lat, odszedł na emeryturę, był najstarszym aktywnym profesorem w Stanach Zjednoczonych. Mógł spojrzeć w przeszłość, na życie pełne nauczania i pisania – 25 książek i ponad 250 artykułów naukowych – osiągnięć na rzecz wolności. Jego studenci, Wilhelm Ropke i Ludwig Erhard popchnęli Niemcy w kierunku wolności i stali się autorami „cudu gospodarczego”. We Włoszech, przyjaciel i naśladowca Misesa, Luigi Einaudi poprowadził, jako prezydent, zwycięską walkę z komunistycznym przewrotem. We Francji jego student, Jacques Rueff – doradca DeGaulle’a – walczył o zdrowy pieniądz i wolne rynki. W Stanach Zjednoczonych Mises zainspirował Murraya N. Rothbarda, głównego specjalistę Instytutu Misesa od spraw akademickich i całą generację młodych nauczycieli. Mises nie dożył odnowy zainteresowania jego ideami, która zaczęła się wraz z Nagrodą Nobla przyznaną Hayekowi, a rozkwitła, gdy założono Instytut Misesa. Jednak, jak powiedziała Margit von Mises, „Instytut Ludwiga von Misesa jest dla mnie spełnionym marzeniem”. Jego prace czyta więcej studentów niż kiedykolwiek od czasu jego śmierci, a coraz więcej ekonomistów, historyków i filozofów podąża przykładem jego i jego idei. Nie może być lepszego pomnika wystawionego na cześć życia wybitnego i szlachetnego człowieka[12].

Ludwig von Mises zmarł 10 października 1973 roku. Jego dzieła zostały wydane w całości po angielsku i przetłumaczone na wiele języków. Kilka jego książek ukazało się po polsku (m.in. Interwencjonizm, Biurokracja, Liberalizm). Human Action została przetłumaczona na większość języków zachodnioeuropejskich oraz m.in. na chiński, japoński i rosyjski. Mises nie był oczywiście Polakiem, ale zasługuje na naszą uwagę w nie mniejszym stopniu niż wielu wybitnych rodaków. Zwłaszcza, że do pewnego stopnia… jednak był Polakiem. Urodził się 29 września 1881 roku we Lwowie. Mówił po niemiecku, polsku, francusku, rozumiał ukraiński. Jak pisze (publikujący również w polskim Stańczyku) Erik Ritter von Kuehnelt – Leddihn w doskonałym artykule The Cultural Background of Ludwig von Mises, „środowisko polskie ukształtowało go we wczesnej młodości w większym stopniu niż korzenie żydowskie”, a walcząc niestrudzenie o przywrócenie odwiecznym prawdom ich należnego miejsca, „miał być może w pamięci słowa polskiego hymnu, który musiał w dzieciństwie często słyszeć: „Jeszcze Polska nie zginęła…”[13].

Jego zasługi dla odnowienia idei liberalizmu klasycznego polegają głównie na ukazaniu braku warunków dla racjonalnego gospodarowania w systemie upaństwowionej gospodarki planowej i nadmiernego interwencjonizmu państwowego. Pogłębiaj ąc refleksj ę nad istotą ludzkich działań, upewnił się w przekonaniu, że jedynie wolny rynek i prywatna własność stanowią właściwy wzór racjonalnego życia gospodarczego, gdyż pozostawiają ludziom wolność zarówno w zakresie wyboru celów, jak i środków niezbędnych dla ich realizacji. Wolność jednostki kończy się tam, gdzie rozpoczyna się sfera nieskrępowanej interwencji państwa niemożliwej do pogodzenia z sensem liberalizmu[14]. Mises zidentyfikował fundamentalną, jak się później okazało, wadę socjalistycznej gospodarki planowej, a mianowicie brak sygnałów rynkowych niezbędnych dla racjonalnej alokacji zasobów. Argumentował, że konsekwencj ą będzie ekonomiczny chaos i polityczna opresja[15]. Mises rozpatrywał poczynania interwencjonistyczne nie tylko z punktu widzenia ich skutków ekonomicznych dla gospodarki, ale także z punktu widzenia skutków politycznych dla demokracji[16]. Jak piszą Hayek i Mises, możliwe są tylko dwie drogi rozwoju gospodarczego: system wolnej konkurencji i system socjalistyczny[17].


[1]  R. Tokarczyk, op. cit., s. 68.

[2]   Instytut Misesa, Czym jest „Ekonomia Austriacka”, tłum. J. Lewiński, http://www.mises.pl/60/ (stan na 7. VI. 2007)

[3]   R. Tokarczyk, op. cit., s. 68.

[4]    Podczas wojny wzrosła rola państwa w życiu politycznym, gospodarczym i społecznym. Państwa zaciągały pożyczki wewnętrzne i zagraniczne. Wiele zakładów pracy poddano kontroli państwa; wprowadzono reglamentację przydziału żywności i innych dóbr. Zob. A. Czubiński, Historia PowszechnaXXwieku, Poznań 2003, s. 122.

[5]   Instytut Misesa, Ludwig vonMises, tłum. J. Lewiński, http://www.mises.pl/48/ (stan na 7. VI. 2007)

[6]    F. A. von Hayek, Wprowadzenie, [w:] L. von Mises, Wspomnienia wraz z kompletną bibliografią Autora, Warszawa 2007, s. 15 – 16.

[7]   „Human Action” Ludwiga von Misesa, tłumaczone jest w chwili obecnej na język polski. Patronat nad wydaniem objął Instytut Misesa we Wrocławiu. Polskie wydanie ukaże się jesienią w 2007 roku. Zob. http://www.ha.mises.pl/pl/informacje/o_projekcie/ (stan na 7. VI. 2007)

[8]   Instytut Misesa, Ludwig vonMises, tłum. J. Lewiński, http://www.mises.pl/48/ (stan na 7. VI. 2007)

[9]   Instytut Misesa, Czy Mises był Polakiem?, tłum. W. Falkowski, http://www.ha.mises.pl/pl/informacje/ludwig_von_mises/ (stan na 7. VI. 2007)

[10] L. von Mises, Wspomnienia wraz z kompletną…, s. 70.

[11] Instytut Misesa, Czy Mises był Polakiem?, tłum. W. Falkowski, http://www.ha.mises.pl/pl/informacje/ludwig_von_mises/ (stan na 7. VI. 2007)

[12] Instytut Misesa, Ludwig vonMises, tłum. J. Lewiński, http://www.mises.pl/48/ (stan na 7. VI. 2007)

[13] Instytut Misesa, Czy Mises był Polakiem?, tłum. W. Falkowski, http://www.ha.mises.pl/pl/informacje/ludwig_von_mises/ (stan na 7. VI. 2007)

[14] R. Tokarczyk, op. cit., s. 68.

[15] A. Lubowski, Czar starych dobrych recept, „Polityka” nr 27, z 3 lipca 2004, s. 12.

[16]  R. Gwiazdowski, Od Genialnego Szkota do Genialnego Austriaka, [w:] L. von Mises, Wspomnienia wraz z kompletną…, s. 31.

[17] W. Kwaśnicki, op. cit., s. 110.

Liberalizm

Nazwa „liberalizm” pochodzi od łacińskiego określenia wolność (liberalis), którą cieszy się człowiek wolny (liber). Zanim stała się nazwą ideologii politycznej – liberalizmu – posiadała znaczenie apolityczne. W średniowieczu określano nią edukację przygotowującą do studiów wyższych – sztuki wyzwolone – (artes liberales). Współcześnie edukacja szanująca wolność edukowanych nazywana jest edukacją liberalną, w przeciwieństwie do edukacji autorytarnej.

W pełni polityczny sens zyskała nazwa „liberalizm” w deklaracji Napoleona Bonaparte z 1789 roku, który stwierdził, że „idee konserwatywne, opiekuńcze, liberalne odzyskały swoje prawa”, ale uczynił to w intencjach autorytarnych. W politycznych intencjach wolnościowych natomiast przemówili po raz pierwszy j ęzykiem liberalizmu w 1812 roku w Kortezach hiszpańskich parlamentarzyści nazywający się liberales. Pozostając pod wpływem francuskich haseł wolnościowych, sprzeciwiając się profeudalnej rojalistycznej frakcji parlamentarnej (serviles), domagali się ustanowienia świeckiej konstytucji i zagwarantowania wolności prasy. Mimo, że w Kortezach zwyciężyli wówczas zwolennicy absolutyzmu królewskiego, nazwa liberales kojarzona z radykalizmem, republikanizmem i sentymentami rewolucyjnymi utrwalała swoje miejsce w myśli i praktyce politycznej. Po 1820 roku, krążyła po Europie w charakterze zagrożenia dla feudalizmu i monarchizmu .

Liberalizm nawiązuje do nowożytnej angielskiej filozofii politycznej, zwłaszcza do prac Thomasa Hobbesa, Johna Locke’a. Jest ona również polityczną filozofią oświecenia, reprezentowaną i wyłożoną przez Jana Jakuba Rousseau i nieco później przez Immanuela Kanta. Liberalizm reprezentują jednak zwłaszcza pierwsze teorie utylitarne: Jeremiego Benthama i Johna Stuarta Milla, a także Adama Smitha i Thomasa Hilla Greena[1] [2]. W wielu opracowaniach dotyczących źródeł liberalizmu podkreśla się, że elementy tej ideologii można odnaleźć już u epikurejczyków, sofistów czy u stoików. Tym niemniej zalążki myśli liberalnej – jak wspomniano – powstały w wieku XVII. Z jednej strony tworzy się wtedy nowożytna szkoła prawa natury Samuela von

Puffendorfa i Hugo Grocjusza oraz, z drugiej strony, pojawiają się doktryny filozoficzne: Thomasa Hobbesa, Johna Locke’a, które staną się w niedalekiej przyszłości fundamentem myśli liberalnej. Doktryna umowy społecznej, którą proponują wspomniani autorzy, przekłada się na twierdzenie, że jednostki są jedynym źródłem władzy politycznej[3].

Liberalizm ukształtował się w rezultacie zwycięstwa rewolucji burżuazyjnej, w szczególności angielskiej, amerykańskiej i francuskiej. Dając wyraz dążeniom burżuazji do wolności gospodarczej i politycznej, uzasadniał racjonalność kapitalistycznego sposobu produkcji. Głoszona idea wolności, pojmowana również jako wolność konkurencji, opierała na rozwoju wolnego człowieka. Tą również drogą poszukiwano w Europie sposobów stopniowego skapitalizowania pozostałości feudalnych, co szczególnie zaznaczyło się w pierwszej połowie XIX wieku we Francji[4] [5] [6]. Mówiąc najogólniej, u jego źródeł znalazły się potrzeby nowych sił społecznych zainteresowanych rozwojem kapitalizmu – arystokracji, mieszczaństwa, burżuazji. Siły te, przy pomocy ideologii liberalizmu, pragnęły z jednej strony przeciwstawić się przestarzałej już myśli politycznej feudalizmu, z drugiej zaś strony wyrazić własne pragnienia i aspiracje .

Ojczyzną liberalizmu pozostaje bez wątpienia Wielka Brytania, która koncepcjami wigowskich konstytucjonalistów dopatruje się jego zalążków już w antycznych wzorach ustrojowych Anglo – Saksonów, Gotów, a nawet Trojańczyków. Wzory te miał zrekonstruować Locke w swej koncepcji uprawnień naturalnych . Przejęła je Francja, od niej Stany Zjednoczone Ameryki, nadając im wielki rozmach i wielkie ogólnoświatowe znaczenie. Z pewnym opóźnieniem znajdował się dla siebie miejsce liberalizm w innych krajach. W Niemczech, Włoszech, Rosji myśl liberalna była na ogół słaba i mało oryginalna, zaś w Polsce długo nie znajdowała warunków do rozwoju. Po załamaniu się w 1989 roku systemu państw socjalistycznych i dominującej w nich myśli marksistowskiej, liberalizm znalazł się w bardzo wygodnej, równocześnie odpowiedzialnej pozycji głównej ideologii politycznej współczesnego świata[7].

Ideologia liberalizmu, jako zróżnicowana wewnętrznie myśl polityczna, składa się z kilku idei o różnym rodowodzie, pozostającym ze sobą ostatecznie w zmiennych konfiguracjach, określanych zawsze w ostatecznym rozrachunku przez ideę wolności. W modelowym ujęciu są to kolejno idee: indywidualizmu, wolności, społeczeństwa, równości, sprawiedliwości, prawa, kapitalizmu, państwa i zmiany[8].

Idea indywidualizmu w najnowszych interpretacjach liberalizmu, jej spektrum, od indywidualizmu do wspólnotowości (communitarism), sytuuje się częściej bliżej jego centrum niż skrajności. Liberalny model, czy też wzór osobowy człowieka liberalizmu, miałaby ukazywać naukowa antropologia liberalna, ogarniająca wszystkie nauki społeczne. Idea wolności, w świetle najnowszych koncepcji liberalizmu, mieści spektrum od wolności pełnej po jej ograniczenia rygorystycznymi normami. Wolność jest kluczową ideą i jednocześnie wartością liberalizmu. Współcześnie liberałowie podkreślaj ą prymat wolności wśród idei i wartości liberalizmu przez wskazywanie, że jest ona naturalnym stanem człowieka i ludzkości. Stan doskonały pełnej wolności człowieka i ludzkości to stan natury. W stanie społecznym wolność jest już zawsze nienaturalną konstrukcją normatywną polegającą na większych lub mniejszych jej ograniczeniach[9] [10] [11].

[1] R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, Zakamycze 1999, s. 40.

[2]  B. Kosiba, Liberalizm, [w:] Podstawowe kategorie polityki, pod red. S. Opary, D. Radziszewskiej – Szczepaniak, A. Żukowskiego, Olsztyn 2005, s. 376.

[3] Ibidem, s. 377.

[4] A. Sylwestrzak, Historia doktryn politycznych i prawnych, Warszawa 2000, s. 263.

[5] R. Tokarczyk, op. cit., s. 42.

[6]   W teorii państwa Locke dał wyraz swym dążeniom wolnościowym; był teoretykiem nowożytnej tolerancji i sformułował zasady państwa konstytucyjnego: podział władz i prawo większości do rządzenia. Zob. W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, Warszawa 2002, t.2, s. 98 – 102.

[7] R. Tokarczyk, op. cit., s. 43.

[8]  Ibidem, s. 46.

[9]    R. Tokarczyk, Elementy składowe myśli politycznej współczesnego liberalizmu, [w:] Ideologia, doktryny i ruch polityczny współczesnego liberalizmu, pod red. E. Olszewskiego, Z. Tymoszuka, Lublin 2004, s. 29.

[10]   Kontraktualizm – pogląd głoszący, iż podstawę organizacji społeczeństwa – również władzy politycznej – stanowi porozumienie osób co do wzajemnych praw i obowiązków, zasad życia politycznego, społecznego i ekonomicznego, zagwarantowania praw naturalnych lub zapewnienia bezpieczeństwa. Za: Leksykon politologii, pod red. A. Antoszewskiego, R. Herbuta, Wrocław 1995, s. 170.

[11]   R. Tokarczyk, Elementy składowe myśli politycznej współczesnego liberalizmu, [w:] Ideologia, doktryny i ruch polityczny…, s. 30.

Działalność rzeczników prasowych w jednostkach penitencjarnych

Działalność rzeczników prasowych w jednostkach penitencjarnych i intertemporalne kształtowanie się uregulowań „prawnych” dotyczących tej działalności.
Powołanie Rzeczników Prasowych (dalej zwanych „rzecznikami”) w jednostkach organizacyjnych więziennictwa, nastąpiło w drodze wytycznych, które znalazły się w piśmie Zastępcy Dyrektora CZZK nr NOP – 408/94 z dnia 13.04.1994r. W treści tego pisma, które de facto informowało o planowanej naradzie rzeczników prasowych resortu sprawiedliwości, polecano podanie danych personalnych osoby – kandydata do wykonywania tych obowiązków w jednostce rejonowej z jednoczesnym poleceniem oddelegowania na w/ szkolenie.
O tym, że CZZK nie dysponował wtedy informacją, ani też jasnością co do funkcjonowania takiej funkcji w jednostkach świadczy jeden zwrot z wzmiankowanego pisma. Mianowicie mówi się o funkcjonariuszu, który „…wykonuje lub będzie wykonywał obowiązki rzecznika…”, a to oznacza, że praktyka jednostek w tym względzie była Centralnemu Zarządowi nie znana. Z całą pewnością w tym czasie żadna z jednostek penitencjarnych nie miała wyznaczonego rzecznika, a kontakty z mediami miały charakter chaotyczny, niezorganizowany i jeśli w ogóle miały miejsce to odbywały się na poziomie Naczelników jednostek i to tylko tych, którzy intuicyjnie przeczuwali rosnącą w naszym kraju społeczną i opiniotwórczą rolę prasy, radia i TV.
W piśmie tym można także znaleźć akapit świadczący o przewidywaniu powołania takiej funkcji w pozostałych jednostkach podstawowych, gdyż zobowiązano z góry osoby uczestniczące w naradzie do przygotowania i przeprowadzenia szkolenia ( wtórnie ) osób wykonujących funkcje rzecznika w jednostkach podległych Naczelnikowi rejonu.
Decyzją ówczesnego Naczelnika RAŚ Łódź zgłoszono mój udział w szkoleniu, ale dokumentację dotyczącą tej działalności miał przechowywać dział organizacyjno – prawny jednostki. Taka dwoistość, w moim przekonaniu wyniknęła z faktu „pochodzenia” pisma z Wydziału Organizacyjno – Prawnego Centralnego Zarządu. To z jednej strony. A z drugiej strony z powszechnego wśród Naczelników przekonania, że kierownicy działów penitencjarnych ( a takie stanowisko wtedy zajmowałem ) są najlepiej zorientowani w całokształcie spraw zakładu.
Jako uczestnik wskazanej narady dowiedziałem się, że obecność rzeczników prasowych więziennictwa była tam dość przypadkowa, gdyż meritum narady dotyczyło rzeczników prasowych prokuratur i sądów wysokich instancji, którzy to rzecznicy mieli już za sobą kilkuletnią działalność. Praktycznie żadne z prowadzonych zajęć, dyskusji i wykładów nie uwzględniały specyfiki i problematyki jednostek penitencjarnych. Może poza wystąpieniem ówczesnego Dyrektora CZZK dr Pawła Moczydłowskiego, który zreferował sytuację więziennictwa, kierując swój referat do licznie obecnych dziennikarzy.
Niemniej cala narada była pierwszym i bardzo interesującym zetknięciem się z podstawami warsztatu działalności rzecznika prasowego. Nie była szkoleniem o charakterze systemowym, ale wprowadzała w szeroki zakres problemów wynikających na styku mediów i instytucji wymiaru sprawiedliwości.
Kolejnym dokumentem, którego celem było zapewne porządkowanie działalności rzecznika w jednostce penitencjarnej było pismo Naczelnika Wydziału Organizacyjno – Prawnego CZZK nr NOP – 496/94 z dnia 06.05.1994 r., które nawiązywało do odbytej narady i nakazywało uwzględnienie „tez” w szkoleniu rzeczników jednostek podległych. W piśmie stwierdzano, że praca rzecznika winna opierać się o ustawę Prawo prasowe i tezy tegoż pisma. Główne tezy w ujęciu syntetycznym były następujące:
– rzecznicy winni być zorientowani we wszystkich problemach funkcjonowania jednostki i dlatego winni mieć zapewniony szybki i nieskrępowany dostęp do wszystkich członków kierownictwa jednostki. W tym także zagwarantowany udział w odprawach kierownictwa.
Ponieważ rzecznikami w większości zostali kierownicy penitencjarni teza ta była realizowana niejako bezpośrednio.
– po zaistnieniu wypadku nadzwyczajnego w jednostce, rzecznik winien naszykować komunikat na jego temat, licząc się z zainteresowaniem mediów.
W praktyce takich komunikatów nie przygotowywano, bo faktyczne zainteresowanie mediów takimi sytuacjami w tamtym momencie było jeszcze żadne. Obecnie też nie praktykuje się opracowywania komunikatów, gdyż dziennikarze bardziej wolą żywe, inteligentne słowo, niż suchy, przemyślany w szczegółach komunikat.
– rzecznicy winni w szerokim zakresie stosować uprawnienia wynikające z prawa prasowego, w tym w szczególności ze sprostowań i odpowiedzi na krytykę prasową, aż do wyczerpania trybu określonego w ustawie, co w skrajnym przypadku oznaczałoby proces sądowy.
Praktyka pracy rzeczników poszła w zupełnie innym od zalecanego kierunku. Mianowicie rzecznicy woleli zaprzyjaźnić się z mediami, uprawiając nieuświadomione Public Relations, niż działać następczo, chowając się za gardę przepisów ustawy, które i tak są nieskuteczne wobec siły środków przekazu. Podkreślam ten moment, gdyż były to początki budowania pozytywnego wizerunku Służby Więziennej, czego samorzutnymi prekursorami byli właśnie rzecznicy prasowi, wspierani przez mających poczucie nadchodzenia zmian, Naczelników jednostek.
– rzecznicy prasowi zostali zobligowani do dwukrotnego w miesiącu, przesyłania do CZZK wycinków prasowych z prasy lokalnej, które treściowo dotyczą więziennictwa. Ponadto winni wiedzieć o każdym przypadku wizyty w jednostkach rejonu ekip filmowych i telewizyjnych, pomimo tego, że zgodę na filmowanie miał wydawać Naczelnik jednostki. O działalności dziennikarzy zagranicznych należało informować niezwłocznie CZZK.
Dyspozycje te nie wiedzieć czemu, co do zasady są utrzymywane jako aktualne do dnia dzisiejszego.
– przywilejem rzecznika miało być uznane za niezbędne zaprenumerowanie do jego dyspozycji kompletu prasy centralnej. Zalecano także by, cyt. ” Ze względu na fakt, że wykonywanie funkcji rzecznika wiąże się z licznymi obowiązkami należy dostosować zakresy obowiązków funkcjonariuszy pełniących tę funkcję w ten sposób, aby umożliwić im wywiązywanie się z nałożonych na nich obowiązków.” Teza ta nigdy nie znalazła swej realizacji. Sprawowanie funkcji rzecznika odbywało się i odbywa na zasadzie dodatkowych obowiązków, ponad zwykły zakres czynności. A przecież dynamika kontaktów z mediami w ciągu minionych 5-ciu lat znacznie wzrosła i nie polega na sporadyczności. W tym miejscu wskazać trzeba, że nadal praktyką powszechna jest desygnowanie do tej funkcji kierowników działów penitencjarnych. Zaletą takich decyzji dyrektorów jest to, że osoby te są faktycznie najlepiej zorientowane w problematyce jednostek i najbliższe modelowemu specjaliście ds. PR co wykażę w dalszej części opracowania. Wadą natomiast jest fakt, że kierownicy penitencjarni zwykle należą do funkcjonariuszy najbardziej obciążonych różnorodnymi czynnościami i obowiązkami, często o znacznym stopniu odpowiedzialności, „ryzyka służbowego” i wymaganego bardzo dobrego poziomu ich wykonania.
Zdarza się także, tak jak to jest w moim przypadku, że Dyrektorzy jednostek biorą na siebie ciężar kontaktów z mediami, uznając, że jest to rozwiązanie praktyczne i racjonalne w konkretnej sytuacji kadrowej jednostki. Obejmując stanowisko dyrektora Zakładu Karnego nr 1 w Łodzi w październiku 1998 r., tak właśnie postąpiłem. Nie chcąc marnować mojego kilkuletniego doświadczenia w tym zakresie, a także nie widząc w tej jednostce, w tamtym momencie, nikogo kto mógłby sprawować funkcję rzecznika na wysokim merytorycznie poziomie, sam jestem rzecznikiem kierowanej przez mnie jednostki. Na swego zastępcę w tym zakresie wyznaczyłem bardzo młodego stażem, ale zdolnego kierownika penitencjarnego, któremu na bieżąco służę przykładem, doświadczeniem, a także angażuję do wspólnych spotkań z dziennikarzami, opracowywania materiałów i udziału w ewentualnych audycjach radiowych lub telewizyjnych. Sądzę, że jest to bardzo dobre rozwiązanie, gdyż pozwala kandydatowi uniknąć ogromnego stresu związanego z samotnym poznawaniem rzeczywistości medialnej, którego ja doświadczyłem.
Obecny stan rzeczy w tej problematyce obrazują po części powyższe uwagi. Dla pełnego obrazu należy jeszcze uwzględnić aktualny sposób pracy przedstawicieli mediów, który najkrócej można określić jako aktywny, chaotyczny i nastawiony na sytuacje i zdarzenia z dużym posmakiem sensacji.
Mając doświadczenia w pracy rzecznika w tak dużym mieście jak Łódź mogę przedstawić w pewnym uproszczeniu podstawowe cechy obrazujące układ mediów tego miasta i wynikające z niego niedogodności w relacjach rzecznik – media.
a).
Duża ilość gazet lokalnych lub centralnych mających swe redakcje w Łodzi (5), znaczna ilość stacji radiowych o zasięgu lokalnym (10) i stacji telewizyjnych (3).
W przypadku zaistnienia wydarzeń nośnych informacyjnie lub zwoływania konferencji prasowej, z rzecznikiem kontaktuje się w krótkim czasie duża liczba dziennikarzy, z których każdy chce dowiedzieć się czegoś oryginalnego (niedostępnego dla innych dziennikarzy) czym mógłby zaskoczyć czytelnika (widza – słuchacza). Oczywiście zapewnienie tej oryginalności nie jest możliwe co dziennikarze często zastępują nadinterpretacją danej sytuacji, dobudowaniem wątków przypuszczalnych lub wręcz przeinaczeniem.
Dostrzeżono także dążność dziennikarzy do uzyskania wyłączności na daną informację, co przy akceptacji przez Rzecznika mogłoby prowadzić do złamania Ustawy o Prawie Prasowym poprzez embargo informacyjne dla innych osób. Co innego jednak gdy rzecznik wychodzi w kierunku konkretnego dziennikarza z jak gdyby gotowym tematem i proponuje go na quasi „wyłączność”. Nie jest to sytuacja, która mogłaby być uznana za naruszenie prawa prasowego. Od pewnego czasu praktykuję ten sposób współpracy z dziennikarzami jako najlepszy rodzaj „sprzedaży” „dobrych” dla więziennictwa tematów. W ten sposób to ja decyduję co zostanie napisane w najbliższym czasie o mojej jednostce, a jednocześnie zaspokajam w sposób kontrolowany zapotrzebowanie mediów na więzienne tematy. Powyższe ma jeszcze jeden pozytywny aspekt, a mianowicie wiąże dziennikarza z jednostką i powoduje stałe podnoszenie poziomu Jego wiedzy o problematyce więziennej. Taka sytuacja dobrze rokuje na przyszłość w sensie unikania błędów i przeinaczeń, jakże częstych w publikacjach i programach o więziennictwie, skądinąd przecież nie zamierzonych i wynikających tylko z braku dostatecznej wiedzy o specyfice jednostki penitencjarnej i z niedostatków w aparacie pojęciowym dotyczącym wykonywania kary pozbawienia wolności i tymczasowego aresztowania.
b).
Niewiele redakcji stać jest personalnie na skierowanie określonego dziennikarza ( lub ich grupy) do zajmowania się daną problematyką na względnie długi czas, na tyle by dziennikarz opanował aparat pojęciowy obowiązujący na przykład w specyficznym kręgu zawodowym. Sytuacja ta jest w praktyce niezwykle irytująca i czasochłonna dla rzecznika, który z każdym kolejnym dziennikarzem musi budować podstawową, „pojęciową płaszczyznę porozumienia”.
Inaczej mówiąc, rzecznik, odpowiadając na proste w swej istocie pytanie dziennikarza, jest zmuszony do całego szeregu elementarnych wyjaśnień dotyczących podstawowych kwestii istotnych dla zrozumienia odpowiedzi. Potwierdza to tezę o konieczności wypracowywania stałej więzi z dziennikarzem, a najlepiej z kilkoma dziennikarzami reprezentującymi różne redakcje i różne media.
c).
Znacznym utrudnieniem w kontaktach z mediami jest fakt większej nośności informacji o wydarzeniach negatywnych ( np. tragicznych), niż o wydarzeniach pozytywnych ( np. osiągnięciach Służby Więziennej w polityce przepustkowej). Można zetknąć się z wypowiedziam i dziennikarzy wprost negującymi informacje o wydźwięku pozytywnym powodowanymi ich małą wartością „rynkową”.
d).
Wiele instytucji współdziała z jednostkami penitencjarnymi ( policja, prokuratury, sądy, urzędy, organizacje społeczne i inne ), a informacje z nich wypływające dotyczyć mogą pośrednio lub bezpośrednio więziennictwa. Niejednokrotnie są one wypaczone przez niewiedzę lub nawet celowo, dla skutecznego przerzucenia odpowiedzialności za zdarzenie lub sytuację, na inną niż macierzysta instytucję. Ten wielotorowy przepływ informacji umożliwia dziennikarzom próby manipulacji i konfrontowanie zdobytej wiedzy przez rozpytywanie różnych osób, których wypowiedzi mogą być nawet sprzeczne. Jednocześnie jest to dla dziennikarzy utrudnienie gdyż informacje i poglądy różnych instytucji na tę samą sprawę mogą być rażąco różne. Przykładem może być różnica w ocenie polityki przepustkowej artykułowana przez rzecznika sądu i rzecznika jednostki penitencjarnej, szczególnie w odniesieniu do zezwoleń udzielanych z powodów losowych przez sędziego penitencjarnego.
W tym miejscu należałoby jeszcze nawiązać do sytuacji prawnej jaka powstała w przedmiotowej problematyce po wejściu w życie z dniem 01.09.1996 r. Ustawy z dnia 26.04.1996 r. o Służbie Więziennej. Ustawa ta nakreślając trzy stopniową strukturę Służby Więziennej:

  • Centralny Zarząd Służby Więziennej z Dyrektorem Generalnym,
  • Okręgowe Inspektoraty Służby Więziennej z Dyrektorami Okręgowymi,
  • Zakłady Karne i Areszty Śledcze z Dyrektorami jako kierującymi jednostkami,
  • wyraźnie i konkretnie nakreśliła zadania, które odpowiadają szeroko rozumianemu działaniu PR.

W art. 6 ust. 4 pkt. 3 Ustawy znajdujemy, że jednym z obowiązków Dyrektorów Okręgowych jest współpraca z instytucjami państwowymi i samorządowymi. Oprócz tego, Minister Sprawiedliwości w Zarz. Nr 39/96/CZSW z dnia 20.08.1996 r. nałożył na Dyrektorów Okręgowych inne jeszcze zadania, w tym między innymi – utrzymywania kontaktów ze środkami masowego przekazu oraz nadzorowanie pracy rzeczników prasowych podległych jednostek organizacyjnych ( pkt.13 ww. Zarz. ). Zadaniem tym zajmowałem się osobiście w latach 1996 – 1998 będąc rzecznikiem prasowym OISW w Łodzi.
W art.7 ust.5 pkt.7 Ustawy znajdujemy natomiast, że jednym z obowiązków Dyrektorów jednostek podstawowych jest współdziałanie w zakresie realizacji zadań zakładu lub aresztu z właściwymi instytucjami państwowymi, samorządowymi i społecznymi oraz kościołami, związkami wyznaniowymi i osobami godnymi zaufania. Jako niekonsekwencję należy traktować fakt, że Dyrektor Generalny SW w dniu 27.09.1996 r. wydał analogiczne do ministerialnego Zarz. Nr 23 w sprawie szczegółowego zakresu działania Dyrektorów jednostek podstawowych, w którym nie znajdujemy ani jednego odniesienia do współpracy z instytucjami zewnętrznymi. Należy sądzić, że uznano zapis ustawowy za wystarczający, a przecież nie ma w nim mowy o kontaktach z mediami, które należą do obowiązków Dyrektora choćby z mocy Ustawy o prawie prasowym. Tak więc o tym, że w jednostkach działają rzecznicy prasowi wiemy z faktu, że Dyrektor Okręgowy ma obowiązek ich nadzorowania.
Wskazane przepisy w mojej ocenie są zupełnie wystarczające dla uznania, że jednostki penitencjarne zarówno poprzez swych rzeczników prasowych jak i inne piony służby mogą, a nawet powinny wykazywać się aktywnością w zakresie public relations. Przepisy te nie rażą nadmierną szczegółowością co pozwala na elastyczne (rozszerzające ) ich rozumienie i względną swobodę działania, jakże pożądaną dla efektywnego PR. Szkoda tylko, że za tymi uregulowaniami nie ustalono odrębnych zasad finansowania tej działalności, ale to już jak gdyby problem innego rodzaju.
Odnośnie zadań z opisywanego zakresu, którymi parał się Centralny Zarząd Zakładów Karnych jest mi wiadomo, o tym, że w tym okresie funkcja rzecznika prasowego była umiejscowiona w Wydziale Współpracy ze Społeczeństwem, powołanego specjalnie do tych zadań. Wzmiankę o istnieniu takiego wydziału znajdujemy w Zarz. Nr 3/96 Dyrektora CZZK z dnia 23.02.1996 r. w sprawie podziału czynności w kierownictwie CZZK. Wydział ten istniał równolegle z tzw. Wydziałem ds. Współpracy z Zagranicą.
Następnie Zarz. Nr 9 Dyrektora Generalnego SW z dnia 30 września 1997 r. w sprawie nadania regulaminu organizacyjnego CZSW, a właściwie sam regulamin zlikwidował ww. struktury i w zasadzie cały omawiany zakres zadań przypisał nowo zorganizowanemu Biuru Organizacyjno – Prawnemu (obsługa mediów i koordynowanie współpracy ze światem zewnętrznym). Nie mogę tutaj pominąć korzystnego faktu powołania wyodrębnionych Redakcji „Przeglądu Więziennictwa Polskiego” i „Forum Penitencjarnego”. Jak pokazuje teraźniejszość, regularne ukazywanie się ww. kwartalnika i miesięcznika robi wiele dobrego dla poprawiania reputacji naszej „firmy”, korygowania stosunków wewnątrz więziennictwa jak i budowy korzystnego wizerunku na zewnątrz. A to przecież nic innego jak klasyczne public relations.
Ponad opisane uregulowania prawne i podstawowe spostrzeżenia, nie dysponuję wystarczającą ilością innych danych i informacji, by zajmować ocenne stanowisko w sprawie skuteczności PR na szczeblu CZSW. Strukturalne uwarunkowania Centralnego Zarządu nie są także przedmiotem niniejszej pracy, stąd uznaję, że powyższe uwagi są zupełnie wystarczające dla zasygnalizowania zagadnienia.
Podnieść należy jeszcze jeden aspekt dotyczący ww. przepisów regulujących działalność Dyrektorów w zakresie kontaktów ze środowiskiem zewnętrznym. Otóż trudno oprzeć się wrażeniu, a nawet przekonaniu, że zarówno autorzy Ustawy jak i ww. Zarządzeń, mieli wgląd do projektowanych wówczas przepisów nowego Kodeksu Karnego Wykonawczego. Paralele intencji, sensu przepisów jak i konkretnych sformułowań są bardzo wyraźne. Dostrzegam to aktualnie, po ponad roku obowiązywania nowej kodyfikacji karnej. Powyższe jest rzadkim przejawem korzystnego myślenia perspektywicznego, co podkreślam.

Prakseologia jako nauka o ludzkim działaniu

Prakseologia – nauka o sprawnym działaniu, które ustala z punktu widzenia sprawności, najszersze uogólnienia odnoszące się do wszelkich form świadomego i celowego działania. W obrębie prakseologii mieści się teoria podejmowania decyzji; przedstawicielem i pionierem prakseologii jako nauki w Polsce był T. Kotarbiński. Zob. Popularna encyklopedia powszechna, pod red. J. Pieszczachowicza, Kraków 1996, s. 212.


Istnieje szeroko rozpowszechniona opinia, że liberalizm tym różni się od innych ruchów politycznych, że przekłada interesy części społeczeństwa – klasy właścicieli, kapitalistów, przedsiębiorców – ponad interesy innych klas. Jest to pogląd całkowicie mylny. Liberalizm zawsze miał na uwadze dobro całości, a nie żadnej szczególnej grupy. Właśnie to chcieli wyrazić angielscy utylitaryści – co prawda niezbyt udolnie – swym słynnym hasłem „the greatest happiness of the greatest number” (by jak najwięcej ludzi było jak najszczęśliwszymi). Historycznie rzecz biorąc liberalizm był pierwszym ruchem politycznym, który za cel stawiał sobie wspieranie dobrobytu wszystkich, a nie tylko niektórych grup. Liberalizm różni się od socjalizmu, który wedle zapewnień również zabiega o dobro wszystkich, nie celem, do którego dąży, lecz środkami, które wybiera do realizacji[1] [2] [3].

Rozsądne działanie różni się od działania nierozsądnego tym, że jest związane z tymczasowymi wyrzeczeniami. Te ostatnie są jednak wyrzeczeniami tylko pozornie, bo przeważają nad nimi następujące później konsekwencje . Prakseologia opiera się na fundamentalnym aksjomacie, że indywidualne istoty ludzkie działaj ą, to jest, na podstawowym fakcie, że jednostki angażuj ą się w świadome działania, żeby osiągnąć wybrane cele. Ta struktura jest zbudowana na fundamentalnym aksjomacie działania i posiada kilka dodatkowych aksjomatów, takich jak ten, że jednostki się różnią, i że ludzie traktują czas wolny jako wartościowe dobro . Społeczeństwo ludzkie jest związkiem osób mających na celu wspólne działanie. W porównaniu z indywidualnymi działaniami jednostek, zaletą działania wspólnego, opartego o zasadę podziału pracy, jest jego większa wydajność. Jeśli pewna ilość ludzi będzie współpracować zgodnie z zasadą podziału pracy, to wytworzą oni (przy pozostałych warunkach ustalonych) znacząco więcej niż mogliby w sumie wytworzyć działając jako samowystarczalne jednostki.

Ludzka praca sama w sobie nie jest w stanie powiększyć naszego dobrobytu. By przynieść owoce, musi ona przekształcić materiały i zasoby ziemi, które Natura oddała nam do dyspozycji. Ziemia wraz ze wszystkimi tkwiącymi w niej substancjami i siłami oraz ludzka praca stanowią dwa czynniki produkcji, z których celowego współdziałania pochodzą wszystkie towary służące zaspokojeniu naszych zewnętrznych potrzeb. Teraz chcemy rozważyć dwa różne systemy ludzkiego współdziałania opartego na podziale pracy: jeden oparty na prywatnej własności środków produkcji, drugi na własności uspołecznionej. Ten ostatni nazywa się socjalizmem lub komunizmem; ten pierwszy liberalizmem, jak również (odkąd w dziewiętnastym wieku wytworzył on podział pracy obejmujący cały świat) – kapitalizmem. Liberałowie utrzymują, że jedynym realnym systemem ludzkiego współdziałania w społeczeństwie opartym na podziale pracy jest prywatna własność środków produkcji. Twierdzą oni, że socjalizm jako całościowy system, obejmuj ący wszystkie środki produkcji jest nierealny, a zastosowanie socjalistycznych zasad wobec części środków produkcji, mimo że nie jest to oczywiście możliwe, prowadzi do zmniejszenia wydajności pracy, tak że nie wytwarzaj ąc większego bogactwa, wręcz przeciwnie – musi to skutkować j ego pomniejszeniem.

Zatem program liberalizmu, gdyby streścić go w jednym słowie, brzmiałby: własność, tj. prywatne posiadanie środków produkcji (bowiem w odniesieniu do towarów konsumpcyjnych, ich prywatne posiadanie jest sprawą oczywistą i nie kwestionowaną nawet przez socjalistów i komunistów). Wszystkie inne postulaty liberalizmu wynikają z tej jednej, fundamentalnej zasady. Tuż obok słowa „własność” w programie liberalizmu można śmiało umieścić słowa „wolność” oraz „pokój”. Idea wolności tak silnie się w nas zakorzeniła, że przez długi czas nikt nie ośmielał się jej kwestionować. Ludzie zwykli byli zawsze mówić o wolności z największym szacunkiem; dopiero Lenin nazwał ją „burżuazyjnym przesądem”. Mimo, że dziś często się o tym zapomina, szacunek ten był zasługą liberalizmu. Sama nazwa liberalizmu wywodzi się od wolności, a nazwa partii stojącej w opozycji do liberałów (obydwa określenia pojawiły się podczas hiszpańskich walk konstytucyjnych w pierwszych dekadach dziewiętnastego wieku) brzmiała pierwotnie: „serwiliści” . Ci, którzy [4] [5] [6] popierali zniesienie przymusowego poddaństwa na gruncie ogólnych zasad humanitarnych, nie potrafili znaleźć odpowiedzi, gdy słyszeli, że utrzymanie tego systemu było także w interesie zniewolonych. Albowiem przeciwko temu zastrzeżeniu na korzyść niewolnictwa istnieje tylko jeden argument, który może obalić, i rzeczywiście obalił, wszystkie inne – ten mianowicie, że wolna praca jest nieporównywalnie wydajniej sza od pracy niewolniczej.

Liberalna krytyka argumentu na rzecz wojny jest zgoła odmienna od tej, jaką proponują humanitaryści. Wychodzi ona z założenia, że to nie wojna jest matką, lecz pokój jest ojcem wszystkiego. Tym, co umożliwia człowiekowi postęp i odróżnia go od zwierząt, jest społeczne współdziałanie. Tylko i wyłącznie praca jest twórcza: tworzy bogactwo i tym samym kładzie zewnętrzny fundament pod wewnętrzny rozwój człowieka. Wojna tylko niszczy; nie potrafi nic stworzyć. Jak szkodliwa jest wojna dla rozwoju ludzkiej cywilizacji, staje się zupełnie oczywiste, gdy zrozumiemy korzyści wynikające z podziału pracy. Rozwój złożonej sieci międzynarodowych relacji gospodarczych jest wytworem dziewiętnastowiecznego liberalizmu i kapitalizmu. Tylko dzięki nim możliwa stała się rozległa specjalizacja we współczesnej produkcji, przy jej równoczesnym postępie technologicznym[7] [8][9].

Ludzkie działanie to zachowania celowe. Możemy też powiedzieć: działanie to wola zrealizowana i przekształcona w czyn; to dążenie do celu; to rozmyślna reakcja podmiotu na bodźce i uwarunkowania zewnętrzne; to świadome przystosowanie się człowieka do stanu wszechświata, który decyduje o jego życiu. Przedmiotem naszej nauki jest ludzkie działanie, a nie zdarzenia psychologiczne, które prowadzą do działania. Działanie jest czymś realnym. Istotne jest w nim zachowanie się człowieka[10], a nie to, co mówi o planowanych, lecz niezrealizowanych działaniach. Zadaniem prakseologii jest badanie istoty procesu działania i wyjaśnianie tych wszystkich pojęć, które są niezbędne do opisu, oceny i planowania działań oraz do ogólnej teorii działań skutecznych . Działanie trzeba też wyraźnie odróżniać od wykonywania pracy. Działanie to zastosowanie środków potrzebnych do osiągnięcia celu. Jednym z takich środków jest zazwyczaj praca działającego człowieka. Prakseologia nie dzieli ludzi na „aktywnych” i pełnych energii oraz „pasywnych” i bezwolnych. Człowiek energiczny, pracowicie dążący do poprawy swojego losu, działa w nie mniejszym i nie większym stopniu niż osoba ospała, która przyjmuje zdarzenia z obojętnością. Nierobienie niczego i pozostawanie bezczynnym jest również działaniem, ponieważ wpływa na przebieg zdarzeń. Jeśli tylko istnieje możliwość wykazania się jakąś aktywnością, to człowiek działa, nawet jeśli powstrzyma się od jej podjęcia. Ten, kto znosi sytuację, którą mógłby odmienić, działa w nie mniejszym stopniu niż ten, kto podejmuje określone decyzje, by ją odmienić[11] [12].

Jednostka działająca, która reaguje w różnym zakresie na oczekiwania otoczenia społecznego, kieruje się w istocie kilkoma perspektywami racjonalności. Odpowiedzialność społeczna czy transcendentna tzn. wykraczająca poza porządek przyrodzony, odwołuj ą się bowiem do innych reguł racjonalności. Ludzkie działanie jest z konieczności zawsze racjonalne. Ostatecznym celem działania jest zawsze zaspokojenie jakiejś potrzeby działającego. Ze względu na to, że nie da się zastosować własnych sądów wartościujących wobec działań podejmowanych przez innego człowieka, nie ma sensu wydawać sądów na temat celów i aktów woli innych osób. Zazwyczaj działanie nazywane jest irracjonalnym, jeśli za cenę pewnych korzyści „materialnych”, namacalnych zmierza się do realizacji celów „idealnych”, „wyższych”. Taki sens ma na przykład stwierdzenie – wypowiadane czasami z aprobatą, a czasami z dezaprobatą – że człowiek, który poświęca życie, zdrowie lub majątek dla zrealizowania „wyższych” celów, takich jak wierność swojemu wyznaniu, filozofii lub przekonaniom politycznym albo wolności i rozkwitowi swojego narodu, kieruje się motywami irracjonalnymi. Jeśli terminy „racjonalny” i „irracjonalny” mają służyć opisowi środków wybranych do realizacji celów, to wyrażaj ą ocenę przydatności i trafności wyboru określonej metody. Działanie niedostosowane do zamierzonego celu nie doprowadzi do jego realizacji[13].

Twierdzenia prakseologii i ekonomii są ważne dla każdego ludzkiego działania, i to bez względu na jego motywy, przyczyny i cel. Ostateczne sądy wartościujące i cele ludzkiego działania stanowią dane dla wszystkich rodzajów badań naukowych. Działanie wymaga kategorii przyczynowości i zakłada jej istnienie. Działać może tylko ten, kto patrzy na świat w kategoriach przyczyn i skutków. Można więc powiedzieć, że przyczynowość jest kategorią działania. Kategoria środków i celów zakłada istnienie kategorii przyczyny i skutku. Filozoficzne, epistemologiczne i metafizyczne zagadnienia dotyczące przyczynowości i niepełnej indukcji wykraczają poza zakres prakseologii. Musimy po prostu przyjąć, że jeśli człowiek ma działać, to musi znać związki przyczynowe łączące poszczególne zdarzenia, procesy lub stany rzeczy. Człowiek osiąga zamierzone cele tylko dzięki działaniu opartemu na znajomości tych związków. Jedynym dowodem, że prawidłowo odczytaliśmy związki przyczynowe, jest bowiem to, iż działanie, w którym kierowaliśmy się wiedzą o tych związkach, doprowadziło do oczekiwanego rezultatu . Wszelka działalność świadoma składa się z elementarnych aktów sprawczych. Obserwacja i badanie – to odwzorowywanie w myśli rzeczywistości zastanej, obmyślanie – to tworzenie wzorów, które zamierzamy realizować w rzeczywistości przez nas mającej być stworzoną. Aby móc rozwiązać zagadnienie, trzeba się przygotować do tego i to przygotowanie wymaga częstokroć licznych i rozmaitych działań. Istnieją tylko dwie zasady, według których człowiek pojmuje rozumowo rzeczywistość, a mianowicie celowość i przyczynowość. Prakseologia, podobnie jak nauki historyczne zajmujące się ludzkim działaniem, bada celowe działanie człowieka. Jeśli mówi o celach, to ma na uwadze cele, które stawia sobie działający człowiek. Jeśli mówi o znaczeniu, to chodzi tu o znaczenie, które działający człowiek przypisuje swoim działaniom[14] [15] [16].

Błędem jest przedstawiać podejście liberalizmu do państwa stwierdzeniem, że chce on ograniczyć sferę dopuszczalnej działalności państwa, lub że z zasady czuje wstręt do jakiejkolwiek działalności państwa związanej z życiem ekonomicznym. Taka interpretacja w ogóle nie wchodzi w grę. Stanowisko, jakie zajmuje liberalizm w związku z problemem funkcji państwa, jest nieuchronną konsekwencj ą poparcia, jakim darzy prywatną własność środków produkcji, tj. oddawania ich do dyspozycji raczej rządowi niż indywidualnym właścicielom. Tak więc już obrona prywatnej własności środków produkcji prowadzi do bardzo silnego zawężenia funkcji przyznawanych państwu. Socjaliści skłonni są czasem zarzucać liberalizmowi brak konsekwencji. Utrzymują oni, że jest nielogiczne ograniczać aktywność państwa w sferze gospodarki jedynie do ochrony własności. Trudno zrozumieć dlaczego – jeśli państwo nie ma pozostać zupełnie neutralne – jego interwencje miałyby ograniczać się do ochrony praw właścicielskich posiadaczy. Zarzut ten byłby uzasadniony tylko wówczas, gdyby sprzeciw liberalizmu wobec wszelkiego działania rządu w dziedzinie gospodarki, wychodzącego poza ochronę własności prywatnej, wynikał z zasadniczej niechęci do jakiejkolwiek działalności ze strony państwa. Ale tak w żadnym wypadku nie jest. Powodem, dla którego liberalizm sprzeciwia się dalszemu rozszerzeniu sfery aktywności rządowej, jest właśnie to, że doprowadziłoby to w efekcie do zniesienia prywatnej własności środków produkcji. A własność prywatna to dla liberała zasada najwłaściwsza dla organizacji życia ludzkiego w społeczeństwie[17] [18].

Liberalizm jest przeto daleki od negowania konieczności istnienia machiny

państwowej, systemu prawa oraz rządu. Jest grubym nieporozumieniem, kojarzyć go w jakikolwiek sposób z ideą anarchizmu. Dla liberała państwo jest absolutną koniecznością, ponieważ spoczywaj ą na nim najważniejsze zadania: ochrona nie tylko własności prywatnej, lecz także pokoju, bez którego nie można w pełni korzystać z dobrodziejstw własności prywatnej. Nie ma najmniejszego powodu, by sprzeciwiać się zawodowym politykom i zawodowym urzędnikom państwowym, jeśli instytucje państwowe są demokratyczne. Rządy garstki ludzi – a rządzący zawsze są w mniejszości wobec rządzonych, tak jak producenci butów stanowią mniejszość wobec użytkowników butów – zależą od zgody rządzonych, tj. od tego, czy akceptują istniejącą administrację. Mogą oni postrzegać ją tylko jako mniejsze zło, bądź jako zło konieczne, jednak muszą być zdania, że zmiana istniejącej sytuacji byłaby bezcelowa.

Ale kiedy już większość rządzonych dojdzie do przekonania, że konieczna i możliwa jest zmiana formy rządów i zastąpienie starego reżimu i starej kadry na nowe, to dni tych pierwszych są policzone. Większość będzie w stanie swe życzenia wprowadzić siłą, nawet wbrew woli starego reżimu. Na dłuższą metę, żaden rząd nie może utrzymać się przy władzy, nie mając za sobą poparcia opinii publicznej, tj. gdy rządzeni nie mają przekonania, że rząd jest dobry. Siła, do której ucieka się rząd, by zmusić do uległości krnąbrne dusze, może być użyta tylko dopóty, dopóki większość nie stanie murem w opozycji.

Istnieje więc w każdej formie zbiorowości politycznej sposób na uczynienie rządu, przynajmniej w ostateczności, zależnym od woli rządzonych, a mianowicie wojna domowa, rewolucja, powstanie. Ale właśnie takich środków chciałby liberalizm uniknąć. Nie może być mowy o trwałym postępie gospodarczym, jeśli spokojny bieg spraw wciąż przerywany jest przez walki wewnętrzne. Sytuacja polityczna, jaka istniała w Anglii podczas Wojny Róż, pogrążyłaby współczesną Anglię na kilka lat w najgłębszej i najstraszliwszej nędzy. Nigdy nie osiągnęlibyśmy obecnego poziomu rozwoju gospodarczego, gdyby nie znaleziono odpowiedzi na pytanie o to, jak zapobiegać ciągłym wybuchom wojen domowych. Bratobójcza walka, taka jak Rewolucja Francuska 1789 r., przyniosła ciężkie straty na życiu i własności. Nasza współczesna gospodarka nie wytrzymałaby już takich wstrząsów. Społeczność nowoczesnych metropolii musiałaby tak strasznie ucierpieć na rewolucyjny powstaniu, które mogłoby uniemożliwić sprowadzenie żywności i węgla, odciąć dopływ prądu, gazu i wody, że nawet strach, że takie zaburzenia mogą się pojawić, sparaliżowałby życie w mieście .

To tutaj znajduje zastosowanie społeczna funkcja, jaką pełni demokracja. Demokracja jest tą formą ustroju politycznego, która umożliwia dostosowanie rządu do oczekiwań rządzonych bez gwałtownych walk. Jeśli w państwie demokratycznym rządy nie są sprawowane tak, jak chciałaby tego większość, żadna wojna domowa nie jest konieczna, by wprowadzić na urzędy tych, którzy swymi działaniami chcą tę większość

zadowolić. Poprzez wybory i ustalenia parlamentarne zmiana rządu dokonuje się gładko i bez tarć, przemocy i rozlewu krwi. Jako, że ludzkość weszła w wiek demokracji z takimi wyśrubowanymi oczekiwaniami, nic dziwnego, że wkrótce nadeszło rozczarowanie. Szybko odkryto, że demokracje popełniały przynajmniej tyle samo błędów, co monarchie i arystokracje. Porównanie, jakie robili ludzie pomiędzy osobami, postawionymi na czele rządu w demokracjach, z tymi, których do tej pozycji wyniosła absolutna władza cesarzy i królów, w żadnym wypadku nie wypadało na korzyść nowych rządców. Tak więc gdziekolwiek zatriumfowała demokracja, wkrótce w zasadniczej opozycji do niej powstawała doktryna antydemokratyczna. Tylko grupa, która może liczyć na poparcie rządzonych, zdolna jest ustanowić trwały reżim. W dłuższej perspektywie czasowej niemożliwe jest poddanie ludzi wbrew ich woli rządom reżimu, który oni odrzucają. Ktokolwiek usiłuje uczynić to siłą, źle skończy, a walki sprowokowane jego próbą wyrządzą większą krzywdę, niż mógłby kiedykolwiek wyrządzić najgorszy rząd maj ący oparcie w rządzonych. Nie można ludzi uszczęśliwić wbrew ich woli[19] [20] [21].

[1]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej, Kraków 2004, s. 21.

[2]   Ibidem, s. 23.

[3]    M. Rothbard, Prakseologia, metodologia Szkoły Austriackiej, tłum. A. Gruhn i M. Zieliński,

[4]   L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 35.

[5]   Ibidem, s. 36 i 37.

[6]   Tzn. zwolennicy systemu niewolniczego (łac. servilis), opartego na feudalnej strukturze stanowej.

[7]   Ibidem, s. 39.

[8]   Ibidem, s. 43 – 46.

[9]   T. Kotarbiński, Dzieła wszystkie. Prakseologia cz. I, Wrocław 1999, s. 319.

[10] L. von Mises, Ludzkie działanie, tłum. W. Falkowski, s. 12 i 13

[11] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 13 i 14,

[12] P. Woroniecki, Gospodarka rynkowa i zasada solidarności, Olsztyn 1999, s. 143.

[13] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 20 – 22,

[14] Ibidem, s. 23 – 25.

[15] T. Kotarbiński, op. cit., s. 257 – 263.

[16] L. von Mises, Ludzkie działanie…, s. 27 – 30,

[17] L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej…, s. 60 i 61.

[18] Ibidem, s. 64.

[19] Ibidem.

[20] Ibidem, s. 65.

[21] Ibidem, s. 66 – 70.

Organicyzm

[fragment pracy mgr]

Organicyzm, drugi filar myśli konserwatywnej wiąże się ze sposobem pojmowania społeczeństwa, które nie jest po prostu luźnym zbiorem jednostek, ale naturalnie wzrastającym organizmem, żywą jednością, całością, na którą składają się pokolenia przeszłe, teraźniejsze i przyszłe. Organicyzm podważa teorię umowy społecznej, wedle której jednostka wyprzedza społeczeństwo i decyduje o jego powstaniu. Krytyce poddaje się także demokratyzm Russeau, który zakłada, iż wewnętrzna dobroć człowieka ma się ujawnić w chwili usunięcia krępujących go instytucji wspólnotowych. Podobnie liberalizm Locke’a, zakładający, iż właściwa konstrukcja ładu społeczno – politycznego, wypełniająca braki właściwe stanowi naturalnemu, umożliwi realizację doskonałości moralnej człowieka nie jest akceptowany przez konserwatystów. Nie inaczej jest wreszcie z koncepcją socjalistyczną, która zakłada, że przebudowa struktur społecznych, a w szczególności zniesienie własności prywatnej zrodzić ma warunki realizacji pełni człowieczeństwa. Koncepcje te są próbą pokazania niezależności człowieka od kontekstu kulturowego, w którym, zdaniem konserwatystów  każdy odnajduje własną tożsamość. Władza wieńczy organizm społeczny i nie powinna poszukiwać nowego porządku, lecz pozostawać w ryzach prawa nadrzędnego, konstytucji moralnej narodu, czyli: prawa zwyczajowego, bożego, naturalnego czy też fundamentalnego.

Z koncepcją organicyzmu powiązana jest konserwatywna koncepcja korporacjonizmu Korporacje jak uniwersytety, cechy, gildie są pośrednikiem między władzą a obywatelami. Neguje to możliwość wykorzystania instrumentalnego kościołów oraz kontroli życia rodzinnego przez państwo. Korporacje zatem wraz z kościołami i rodzinami stanowią podstawowe struktury państwa.

Konserwatystom obcy jest zatem erastianizm, który zakłada podległość wszelkich instytucji w tym kościołów suwerenowi, niezależnie czy jest nim monarcha, czy demokratyczna większość. Obrona korporacji wyraża się również w odrzuceniu wszelkiego totalitaryzmu i etatyzmu gdyż uniemożliwia to swobodny rozwój organizmu państwowego. Warto dodać, iż instytucje pośredniczące mają być autonomiczne wobec struktur państwowych w sposób odmienny od liberalnego kontraktualizmu, który daje możliwość ich koncesjonowania przez władzę. Winny być one swobodnym tworem jednostek, których wola nadaje im tożsamość. Paradoksalnie słynna fraza prezydenta Kennedyego: „ Nie pytajcie co państwo może zrobić dla was, ale co wy możecie zrobić dla państwa”  bardzo trafnie opisuje konserwatywną koncepcję organizmu państwowego. Konserwatyści odrzucają bowiem socjalistyczną koncepcję, w myśl której państwo stara się wyręczać obywateli w podejmowaniu decyzji i niejako sterować ich życiem. Jednostka buduje swoją wolę i autorytet w sposób samodzielny i to przenosi się na cały organizm państwowy, który posiada silną władzę opartą  o prawo wspólnoty, autonomię instytucji pośredniczących i zapewnia obywatelom utrzymanie ładu prawnego i obronę interesów wspólnoty przed atakami z zewnątrz.

Zasada suwerenności narodu

Zasada suwerenności narodu, polega na tym, że władza najwyższa (suwerenna) w państwie znajduje się w rękach narodu, jako wspólnoty politycznej tworzonej przez wszystkich obywateli. W myśl art. 2 ust. 1 przepisów utrzymanych w mocy z Konstytucji RP z 1952 roku „W Rzeczypospolitej Polskiej władza zwierzchnia należy do Narodu”. Naród czyli ogół obywateli nie jest tu podmiotem sprawującym faktyczną władzę polityczną lub choćby jej część. Nie jest zdolny, by samodzielnie sprawować władzę, nie jest to też we współczesnych warunkach możliwe. Nawet w państwach, których konstytucje na pierwszym miejscu stawiają kwestię bezpośredniego wykonywania władzy przez suwerena (np. w konstytucji Bułgarii z 1991 roku lub w konstytucji Federacji Rosyjskiej z 1993 roku), decydujące znaczenie ma pośrednie (przedstawicielskie) wykonywanie władzy przez reprezentantów narodu. Naród w przepisach konstytucyjnych jest rozumiany jako fikcja personifikacyjna, nie ma bowiem w państwie organu, który realizowałby pełnię władzy narodu jako takiego. Naród jest podmiotem zdolnym do działania i wyrażania się głównie przez swoich przedstawicieli, tak więc prawo wybierania reprezentantów jest najistotniejszym uprawnieniem narodu i wszystkich obywateli. Ustęp 2 art. 2 utrzymanych w mocy przepisów Konstytucji RP z 1952 roku wskazuje również możliwość alternatywnego – wobec reprezentacji politycznej – sprawowania władzy przez naród w drodze referendum. Artykuł 19 Małej Konstytucji z 1992 roku określa, że referendum może zostać przeprowadzone w sprawach „o szczególnym znaczeniu dla państwa”. Referendum jest zarządzane przez Sejm (uchwałą podjętą bezwzględną większością głosów) lub przez Prezydenta (za zgodą Senatu, uchwałą podjętą bezwzględną większością głosów). Wynik referendum jest wiążący jeśli wzięła w nim udział więcej, niż połowa uprawnionych do głosowania. Tryb i zasady przeprowadzania referendum określała ustawa o referendum z 29 czerwca 1995 roku, zastępując przestarzałą ustawę z 6 maja 1987 roku o konsultacjach społecznych i referendum. Nowa ustawa dotyczy wszystkich rodzajów referendów przewidzianych przez polski porządek ustawowy, tj. referendum z art. 19 Małej Konstytucji oraz referendum konstytucyjnego z art. 9 ustawy z 23 kwietnia 1992 roku, o trybie przygotowania i uchwalenia Konstytucji RP, a także wprowadza – nieznana w Konstytucji – inicjatywę ludową, tj. referendum zarządzone na skutek wniosku odpowiedniej grupy obywateli. Reasumując należy stwierdzić, że znaczenie prawne zasady suwerenności narodu polega na tym, że: zapewnia ona suwerenowi prawo do współdecydowania z organami państwa w procesie rządzenia przez referendum, determinuje obowiązek prawny przedstawicieli do powoływania się w swoim działaniu na dobro i interesy wszystkich obywateli („całego Narodu” jak to ujmuje art. 6 Małej Konstytucji), jak również jest punktem wyjścia innych demokratycznych zasad i rozwiązań ustrojowych.

Parlamenarno-prezydencka forma rządów

Regulacja konstytucyjna organizacji i funkcjonowania władzy państwowej nie może pominąć określenia stosunków zachodzących między parlamentem, głową państwa i rządem. W tradycji państwowości polskiej XX w. silnie zaznaczyła się w tej dziedzinie zasada  systemu  parlamentarno-gabinetowego. Przyjmowała ją Konstytucja 1921 r. , modyfikowała, nie przekreślając jednak istoty, nowela sierpniowa 1926 r., odrzuciła natomiast Konstytucja 1935 r., a po wojnie Konstytucja 1952. W okresie przemian ustrojowych, zapoczątkowanych w 1989 r., silnie zaznaczyła się tendencja zmierzająca do odbudowy systemu parlamentarnego, chociaż można dostrzegać pewne rozbieżności wśród jego zwolenników. Wypadkową różnych tendencji są rozwiązania przyjęte w Małej Konstytucji. Stanowią one podstawę do sprecyzowania odpowiedzi na pytanie dotyczące. istoty i charakteru istniejącego systemu rządów. System parlamentarno-gabinetowy, dobrze znany w naszej historii, to taki system rządów, w którym sytuację prawną głowy państwa charakteryzuje jej polityczna nieodpowiedzialność przed parlamentem, natomiast rząd, zwany inaczej gabinetem, jest powoływany przez głowę państwa, ale odpowiada przed parlamentem i za własną działalność, i za akty prawne głowy państwa, skutkiem zaś tej odpowiedzialności może być odwołanie rządu. Przy powoływaniu rządu głowa państwa jest skrępowana określonymi wymogami natury politycznej, musi liczyć się z istniejącym w parlamencie układem sił, chodzi bowiem o to, aby gabinet miał oparcie w większości parlamentarnej, co stanowi gwarancję realizacji przyjętego programu działania. Rząd i parlament zostają wyposażone w środki prawne wzajemnego oddziaływania na siebie. Parlament może pociągać rząd do odpowiedzialności politycznej, odmawiając mu zaufania lub wyrażając votum nieufności, jest to zasada stanowiąca kamień węgielny systemu parlamentarnego. Rząd natomiast lub prezydent jest wyposażony w prawo rozwiązania parlamentu, przy czym warunki sięgania po ten środek mogą być określone w konstytucji lub całkowicie zależne od uznania egzekutywy. Analizując treść stosunków Sejm – Prezydent – Rada Ministrów w świetle Małej Konstytucji stwierdzić należy, że z pewnością nie jest to system parlamentarny w klasycznej postaci, że mamy do czynienia z jego elementami, ale także z pewnymi ograniczeniami, jak i działaniami, które wychodzą poza jego ramy.  Sejm (tylko ta izba, Senat w zakresie kontroli Rządu nie został wyposażony w żadne środki prawne) może uchwalić Radzie Ministrów votum nieufności (art. 66) lub odmówić votum zaufania. Skutki takiego działania Sejmu nie są jednoznaczne. W przypadku odmowy zaufania Rząd nie może powstać, gdy zaś Sejm nie uchwali (potwierdzi) mu zaufania, musi złożyć dymisję – są to wymogi całkowicie zgodne z regułami właściwymi systemowi parlamentarno-gabinetowemu. Obowiązek taki nie istnieje jednoznacznie w przypadku wyrażenia przez Sejm votum nieufności. Obowiązek Rządu podania się do dymisji istnieje tylko wówczas, gdy wyrażenie votum nieufności połączone zostało z wyborem nowego premiera. Jeśli wybór taki nie nastąpił, to wprawdzie Rząd składa dymisję, ale decyzję ostateczną podejmuje Prezydent, który może bądź dymisję przyjąć, bądź też odmówić jej przyjęcia i jednocześnie rozwiązać parlament. Mimo tej swobody w zakresie oceny zaistniałej sytuacji dokonywanej przez Prezydenta, przyjęto rozwiązanie prawne mieszczące się jeszcze w ramach systemu parlamentarnego. Wykracza już jednak poza jego ramy uprawnienie Prezydenta, przewidziane w art. 21, a dotyczące prawa rozwiązania Sejmu. W omawianym przypadku nie chodzi bowiem o działania głowy państwa stanowiące reakcję na obalenie Rządu. Chodzi tu o nieuchwalenie budżetu państwa w ciągu trzech miesięcy od dnia złożenia w parlamencie projektu ustawy budżetowej. Podobną, niezbyt typową dla systemu parlamentarnego sytuację przewidziano w art. 62. Zgodnie z nim w przypadku niepowołania Rządu w trybie art. 60, Prezydent rozwiązuje Sejm albo w ciągu 14 dni powołuje, na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy, premiera i Rząd mniejszościowy. Jeśli przed upływem tego terminu Sejm nie udzieli Rządowi votum zaufania ani nie wyrazi votum nieufności w sposób przewidziany w art. 66 ust. 4, Prezydent rozwiązuje Sejm i Senat. W zakresie tworzenia Rządu Mała Konstytucja przyjmuje tryb odbiegający od klasycznego systemu parlamentarnego, w którym prawo to jednoznacznie przysługuje Prezydentowi. Tworzy on, zmienia i odwołuje Rząd, a Sejm tylko określa swój stosunek do gabinetu i do programu działania. Mała Konstytucja przyznaje w tym zakresie pewne uprawnienia Prezydentowi, zwiększając jego wpływ w porównaniu ze stanem dotychczasowym. Nadal nie jest to wyłączna domena działania Prezydenta, ale jest to dziedzina, w której  współdziałanie Prezydenta i Sejmu jest bardzo ścisłe. Sejm zatem zachował pewne uprawnienia w tym zakresie, ale rola jego została pomniejszona w porównaniu ze stanem dotychczasowym. Najbardziej jednak wykracza poza ramy systemu parlamentarnego, jak też narusza zasadę podziału władz uregulowanie kwestii rozporządzeń z mocą ustawy. Może je wydawać Rząd na podstawie upoważnienia przyznanego mu przez parlament w drodze ustawy. Sama instytucja tych rozporządzeń nie wzbudza zastrzeżeń (chociaż mają one być wydawane nie w okresie między sesjami parlamentu, jak to się zazwyczaj dzieje), ale dwie regulacje prawne z tym związane. Art. 23 ust. 3 stanowi, że w czasie obowiązywania upoważnienia do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy inicjatywa ustawodawcza w zakresie objętym upoważnieniem przysługuje wyłącznie Radzie Ministrów. Zatem posłowie, Senat i Prezydent nie mogą w tych sprawach podejmować inicjatywy ustawodawczej. Jest to pierwsze istotne ograniczenie. Drugie ograniczenie polega na tym, że rozporządzenia z mocą ustawy nie podlegają żadnej kontroli parlamentu. Parlament może je zmienić lub uchylić tylko poprzez uchwalenie nowej ustawy, ale jest to możliwe dopiero po wygaśnięciu upoważnienia. Prezydent może odmówić im podpisu, wówczas Rząd, chcąc doprowadzić sprawę do końca, może zakwestionowany tekst przedłożyć Sejmowi jako projekt ustawy. Zatem w sposób bardzo istotny ograniczono uprawnienia parlamentu, czyniąc Radę Ministrów w pewnym okresie i w ściśle wymienionych sprawach wyłącznym prawodawcą. Są to uprawnienia idące bardzo daleko, działalność prowadzona na tej podstawie jest pozbawiona kontroli parlamentarnej, a więc instytucja tak ujęta wykracza poza ramy systemu parlamentarnego. W świetle zatem analizy omawianych norm konstytucji i dokonanej na ich podstawie charakterystyki systemu politycznego istniejącego w Polsce stwierdzić można, że mamy do czynienia z nowym układem stosunków na linii: parlament – gabinet – głowa państwa. W układzie tym godny odnotowania jest wzrost roli Prezydenta, a także Rządu. Wzrost ten jest bliższy rozwiązaniom prawnym przyjętym w Konstytucji Francji z 1958 r. niż klasycznemu systemowi parlamentarnemu, z którym jednak pozostał związany w sposób widoczny przejęciem zasady politycznej odpowiedzialności Rządu przed Sejmem. Nie jest to z pewnością klasyczny system parlamentarny, ale nie jest to z jeszcze większą pewnością system prezydencki. Jest kompromisem tych dwóch czyli systemem parlamentarno-prezydenckim (opartym na elementach systemu parlamentarnego ze znacznie zwiększoną rolą egzekutywy).

Zasada pluralizmu politycznego

Pluralizm polityczny ma wiele różnych znaczeń. Jednak jako zasada ustrojowa w prawie konstytucyjnym sprowadza się do: a) uznania wielości partii politycznych, b) uznania równości partii, c) określenia demokratycznej roli partii. Znaczenie prawne zasady pluralizmu polega więc przede wszystkim na tym, że jakakolwiek jednopartyjność (na przykład, „system jednopartyjny”, „system partii państwowej” lub nawet „system partii dominującej”) musi być uznana za sprzeczną z konstytucją. Poza tym, pluralizm polityczny o randze naczelnej zasady jest punktem wyjścia konstruowania i interpretowania innych norm i zasad dotyczących partii oraz systemu ustrojowego jako takiego. Pluralizm polityczny jest zwłaszcza materialną gwarancją i pierwszą przesłanką zasady wielopartyjności w życiu publicznym. Zasadę pluralizmu wprowadza art. 4 pozostawionych w mocy przepisów Konstytucji RP z roku 1952. Głosi on, iż „1. Partie polityczne zrzeszają na zasadzie dobrowolności i równości obywateli Rzeczypospolitej Polskiej w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. 2. O sprzeczności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznej orzeka Trybunał Konstytucyjny”. Status prawny partii określa bliżej ustawa o partiach politycznych z 28 lipca 1990 r. Przez partię polityczną ustawa ta rozumie organizację społeczną, występującą pod określoną nazwą, która stawia sobie za cel udział w życiu publicznym, w szczególności przez wywieranie wpływu na kształtowanie polityki państwa i sprawowanie władzy (art. 1 ). W teorii prawa konstytucyjnego wyróżniamy trzy główne typy tworzenia partii: system koncesyjny, system administracyjny i system rejestracyjny. Ustawa o partiach z lipca 1990 r. przyjmuje trzeci z tych systemów, z tym że wprowadza ona nie tyle rejestrowanie, ile ewidencjonowanie (notyfikowanie) faktu założenia partii. W myśl ustawy o partiach politycznych z lipca 1990 r., partia uzyskuje osobowość prawną z chwilą zgłoszenia jej do ewidencji prowadzonej przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. Zgodnie z art. 4 ust. 1 utrzymanych w mocy przepisów Konstytucji RP z 1952 r., funkcja partii polega na „wpływaniu metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa”. Można przyjąć, że na takie określenie funkcji partii składają się następujące jej zadania: kształtowanie i wyrażanie postaw politycznych obywateli, funkcja wyborcza i funkcja rządzenia.